Po rozstaniu... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Po rozstaniu...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

Temat: Po rozstaniu...

Rok trzeci mija właśnie od rozstania mojego z narzeczoną...

I taka mnie nachodzi refleksja przepełniona trochę takim poczuciem, że nie jest tak jakbym chciał, żeby było.

Ale od początku...
Pierwszy rok po rozstaniu to była jakaś istna katorga, agonia, no totalna wegetacja. Ale jakoś się udało.
Poświęciłem te 3 lata na rozwój siebie, tego co chcę w życiu robić. Przez jakiś czas miałem parcie na poznanie kogoś nowego, ale wiedziałem, że przy tym poziomie desperacji no to choćbym spotkał anioła to guzik z tego wyjdzie. Więc sobie odpuściłem. Poszukiwania, stawanie na rzęsach, portale randkowe etc

Poświęciłem te 3 lata na zrobienie sobie uprawnień do wykonywania wymarzonego zawodu, znalazłem i rozwijam swoje hobby jakim jest budowa z klocków LEGO Technic. Czuję, że lepiej tego czasu spożytkować nie mogłem. Starałem się przestać myśleć o związkach, o byłej... wiele rad innych zastosowałem. Stałem się na te 3 lata pewnego rodzaju egoistą, który na ten moment stara się zadbać o siebie. No i wyszło ogólnie rzecz biorąc zadowalająco.

A teraz do rzeczy... rady rozbrzmiewały dla mnie takie po rozstaniu, by dać sobie właśnie spokój z kobietami, przynajmniej na jakiś czas. Wielu mówiło, że żeby z kimś być należy najpierw nauczyć się być samemu. No i ok... nauczyłem się, czy może przyzwyczaiłem się do swojej samotności. W sumie jest mi z nią na swój sposób nawet dobrze. Pomimo tego, że swego czasu wisiała wizja powrotu ex - mnie to już średnio interesowało. Na tyle się zdystansowałem, że pomimo targających mną emocji, nie miałem ochoty się w to angażować.

Za namową wielu osób poświęciłem czas dla siebie, na swój rozwój, realizację marzeń i celów.
Za namową wielu osób starałem się wyzbyć desperacji, przestać na siłę szukać.
Za namową wielu osób nauczyłem się być sam.
Za namową wielu osób pracowałem nad swoją samooceną i choć daleko do ideału to myślę, że jestem na dobrej drodze.

Ale... czuję jednak, że to nie jest to. To jest cholernie męczące. Zastosowałem się do tych rad wierząc, że to faktycznie działa, że przecież nie jestem pierwszy i nie ostatni. Że ktoś to przecież wypróbował to musi działać.

A jednak czuję, że postępuję wbrew sobie. Nie mam parcia na związek, ale samotność dobija, frustruje. Ile można żyć z samym sobą?
Doszedłem do takiego momentu, że naprawdę nauczyłem się być sam i co niepokojące dla mnie, zaczyna mi być z tym cholernie dobrze.
Zaczyna mi być cholernie dobrze samemu mając jednocześnie cholerne uczucie pustki wynikającej z braku kobiety. Pod wieloma względami. Seksu, bliskości, rozmowy, poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego, możliwości dzielenia się troskami i radościami, świadomości, że ktoś się o mnie martwi, myśli, czeka.
Nauczyłem się żyć ze sobą i choć mam ogromną ochotę posiadania kogoś bliskiego, zacząłem się właściwie bać, że ktoś taki mógłby się któregoś dnia faktycznie pojawić i zaburzyć ten spokój.

Dodatkowo wykonuję zawód kierowcy. Naprawdę kocham to co robię i uważam, że to jest to co będę robił do grobowej deski. Naprawdę uwielbiam te robotę. Ale obiektywnie zdaję sobie sprawę i odnoszę wrażenie, że jedno marzenie, które spełniłem zamknęło mi drogę do innego, jakim jest posiadanie ukochanej osoby. Odnoszę wrażenie, że wypracowanie kompromisu w tym zestawieniu graniczy z cudem, bo albo ja musiałbym zrezygnować z zawodu, który daje mi spełnienie, albo być sam.

Reasumując. Po 3 latach przymusowego singlostwa, nauce bycia samemu i wyzbywaniu się desperackich prób znalezienia kolejnej kobiety dochodzę do momentu, w którym pomimo wszystko, wciąż jestem sam i choć żyję sobie w miarę dobrze, wykonuję robotę, którą lubię, ogólnie jestem raczej zadowolony z przebiegu tych lat to jest uczucie cholernej pustki.

Jak mawia klasyk - Gdzie popełniłem błąd?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Po rozstaniu...

Nie wiem czy Wogole można tu mówić, ze się popelnilo gdzieś błąd.
Może po prostu zabrakło jeszcze jednej rzeczy jaką jest lut szczescia-jakby banalnie to brzmiało, nie spotkales jeszcze tej konkretnej osoby.
Co do zawodu kierowcy-to dlaczego miałoby to kolidowac ze związkiem? Moi sąsiedzi (on jeździ od praktycznie zawsze)sa już z 18lat małżeństwem i jakoś całkiem dobrze żyją.

3

Odp: Po rozstaniu...

A skąd pomysł, że to błąd? Ustabilizowałeś sobie swój mały świat, a teraz zaproś do niego dziewczynę, która zaakceptuje to co robisz i kochasz w życiu najbardziej

4

Odp: Po rozstaniu...

Może za dużo czasu poświęciłeś na zapomnienie o bólu, a trzeba go było przyjąć i zaakceptować?
Myślę, że nie pogodziłeś się z sytuacją jeszcze.

5

Odp: Po rozstaniu...

No bo to tak jest, że niby staram się wyzbyć parcia na związek, no myślę, że udało mi się to w dużym stopniu osiągnąć.
Ale nie sposób mi się wyzbyć całkiem takiego uczucia, że jak poznaję jakąś kobietę to mimowolnie nachodzą mnie myśli "a co by było gdyby" ...
Wiecie co mam na myśli... poznaję kobietę i zastanawiam się czy to ta. Zastanawiam się często czy kobieta, która być może jest mi przeznaczona żyje tu gdzieś obok mnie, znam ją, ale jeszcze nie wiem, czy dopiero ją poznam?
No takie rozterki samotnego faceta, który jednak na dłuższą metę nie potrafi być sam, bo sprawia mi to zwyczajnie dyskomfort. Nie jestem z tych ludzi, zdeklarowanych singli. Jestem raczej osobą, która do egzystencji potrzebuje jednak kogoś obok, jakkolwiek bym nie próbował się oszukiwać, że jest inaczej. Mogę próbować się wyzbyć uczuć, chęci posiadania kobiety, ale to i tak będzie wracać...
3 lata prób, pracy nad sobą, a ja koniec końców stwierdzam, że nie jestem sobą, że jestem sam i wiem, że nie chcę aby tak moje życie wyglądało.

6

Odp: Po rozstaniu...
Endar Spire napisał/a:

No bo to tak jest, że niby staram się wyzbyć parcia na związek, no myślę, że udało mi się to w dużym stopniu osiągnąć.
Ale nie sposób mi się wyzbyć całkiem takiego uczucia, że jak poznaję jakąś kobietę to mimowolnie nachodzą mnie myśli "a co by było gdyby" ...
Wiecie co mam na myśli... poznaję kobietę i zastanawiam się czy to ta. Zastanawiam się często czy kobieta, która być może jest mi przeznaczona żyje tu gdzieś obok mnie, znam ją, ale jeszcze nie wiem, czy dopiero ją poznam?

Ale moim zdaniem takie myśli są naturalne.
Też tak myślałam. To po prostu myśli. A nie parcie na nowy związek.
Wyobraźnia.

7 Ostatnio edytowany przez Endar Spire (2015-08-06 13:08:18)

Odp: Po rozstaniu...

No tak. Koniec końców uważam, że z moim charakterem, lepiej tych 3 lat spożytkować nie mogłem. Zrobiłem co w mojej mocy, by podnieść się po rozstaniu i nie zatracić całkiem chęci do życia. Udało się... mija 3 rok i jestem wciąż sam bez jakiejś widocznej perspektywy na zmianę i to mnie martwi.
Znowu... jestem gościem o dość wysokim libido i też jest to dla mnie problematyczne, no 3 lata na tzw ręcznym bywa frustrujące. Już jako czysty, typowy facet brakuje mi zapachu kobiety.

Nie wiem po prostu co mogę jeszcze zrobić, by polepszyć samopoczucie i przetrwać ten okres zanim pojawi się ta właściwa osoba...

rossanka napisał/a:

Co do zawodu kierowcy-to dlaczego miałoby to kolidowac ze związkiem? Moi sąsiedzi (on jeździ od praktycznie zawsze)sa już z 18lat małżeństwem i jakoś całkiem dobrze żyją.

Aj, wierz mi, że to jest problem. Już mi w jednym temacie powiedziano, że siedząc w kabinie nikogo nie poznam. A realia tej pracy są takie, że jestem w domu raz na tydzień na niecałe 45h (bo tyle wynosi tygodniowa pauza z przepisów czasu pracy kierowców). Znowu też nigdy nie należałem do osób przebojowych i mających szerokie grono znajomych. Toteż jak już jestem nawet te marne 45h w domu no to ani się specjalnie gdzieś ruszyć, ani nawet zaimprezować, no bo co to jest 45h? Taka jest rzeczywistość kierowcy tira. Szczególnie jak się robi u takiego dziada jak ja, który płaci od kilometra, więc jak nie jeżdżę to nie zarabiam, tym samym w interesie moim jest, by tego czasu w kabinie spędzać jednak jak najwięcej.
Od dłuższego czasu pocieszam się romantyczno-głupią myślą, że w moim przypadku, chyba tylko totalny przypadek... nie wiem... może samotna autostopowiczka... jak w kiepskim filmie romantycznym...

8

Odp: Po rozstaniu...

Urodzony filozof wink Za dużo analizujesz, ciesz się tym co niesie ze sobą każdy kolejny dzień wink

9

Odp: Po rozstaniu...

Nawet jak komuś jest dobrze samemu ze sobą, radzi sobie, ma swoje życie, zainteresowania, przyjaciół, naturalne jest, ze chciałby to życie z kims dzielić. Moim zdaniem właśnie nienaturalne jest takie wmawianie sobie, że wcale nikogo nie potrzebuje, bo to nieprawda i zaprzeczenie samemu sobie. Ja akurat mam etap bycia samej
Nie wmawiam sobie ze tak mi samej super że ho ho, ale póki jest jak jest to niech będzie tak jak jest. Trzeba trochę cierpliwości. Coś na zasadzie:Bede sama -w porządku. Będę z kims -też w porządku.
A już naprawdę sto razy lepiej jest być samemu, niż pakować się na siłę w związki z przypadkowymi  osobami, na zasadzie:przynajmniej nie bede sam.
Czasami jeśli jest taka potrzeba i wykona się prace nad sobą, trzeba trochę poczekać. Ile-to już różnie.
I nie ma się też co porównywać do innych. Jedni z marszu po studiach wychodzą zaraz za mąż, mają dzieci, nie mają rozterek gdzie kogos poznać, czy na portalu, czy dyskotece czy w pracy, czy może specjalnie zapisać się na jakieś Kursy aby tam poznać wybranka.
Niektórym później to przychodzi i tak już jest. Bez wnikania, czy to dobrze czy źle.
Ale wiem, ze to frustrujace.

10

Odp: Po rozstaniu...
followme!12 napisał/a:

Urodzony filozof wink Za dużo analizujesz, ciesz się tym co niesie ze sobą każdy kolejny dzień wink

O, coś w ten deseń ;-)))

11 Ostatnio edytowany przez Endar Spire (2015-08-06 13:16:48)

Odp: Po rozstaniu...
rossanka napisał/a:

Nawet jak komuś jest dobrze samemu ze sobą, radzi sobie, ma swoje życie, zainteresowania, przyjaciół, naturalne jest, ze chciałby to życie z kims dzielić. Moim zdaniem właśnie nienaturalne jest takie wmawianie sobie, że wcale nikogo nie potrzebuje, bo to nieprawda i zaprzeczenie samemu sobie. Ja akurat mam etap bycia samej
Nie wmawiam sobie ze tak mi samej super że ho ho, ale póki jest jak jest to niech będzie tak jak jest. Trzeba trochę cierpliwości. Coś na zasadzie:Bede sama -w porządku. Będę z kims -też w porządku.
A już naprawdę sto razy lepiej jest być samemu, niż pakować się na siłę w związki z przypadkowymi  osobami, na zasadzie:przynajmniej nie bede sam.
Czasami jeśli jest taka potrzeba i wykona się prace nad sobą, trzeba trochę poczekać. Ile-to już różnie.
I nie ma się też co porównywać do innych. Jedni z marszu po studiach wychodzą zaraz za mąż, mają dzieci, nie mają rozterek gdzie kogos poznać, czy na portalu, czy dyskotece czy w pracy, czy może specjalnie zapisać się na jakieś Kursy aby tam poznać wybranka.
Niektórym później to przychodzi i tak już jest. Bez wnikania, czy to dobrze czy źle.
Ale wiem, ze to frustrujace.

Ano widzisz... mówisz...
"jak będę sama - w porządku, jak nie - też w porządku"

No u mnie tak nie jest. Ja właśnie próbuję sobie wmówić, że bycie samemu to nie jest nic złego, że jest "w porządku". A właśnie nie jest. Bycie samemu nie jest w porządku. Nie czuję tego, kompletnie. Jestem sam, nauczyłem się z tą samotnością do pewnego stopnia żyć, ale czuję, że to nie jest w porządku.

followme!12 napisał/a:

Urodzony filozof wink Za dużo analizujesz, ciesz się tym co niesie ze sobą każdy kolejny dzień wink

Tak, to jest myśl, która towarzyszy mi cały czas i staram się nią kierować. Nie zmienia to jednak faktu, że jak się wieczorem kładę w poduchę to czasem oczy się spocą na myśl, że... no fajnie, spoko luzik arbuzik, ale fajnie by było jednak jakby ktoś obok był...
A filozofem jestem i tego akurat nie zmienię, bo musiałbym się na nowo urodzić w innej konfiguracji...
W innym temacie, pisząc zamówienie na wymarzoną kobietę wspomniałem, że należę do osób uduchowionych (bez związku z religią). Lubię rozmyślać o życiu ogólnie mówiąc. Siąść czasem z dala od innych i pofilozofować. Nie do końca odpowiada mi to na jakiś zasadach działa świat i często sobie o tym rozmyślam.
Stąd może dosyć szybko i bezboleśnie obyłem się z samotnością. Nauczyłem się z nią żyć, bo jest częścią mnie. Ale pomimo tego wolałbym spędzać tą samotność we dwoje...

12

Odp: Po rozstaniu...

Endar Spire co stoi na przeszkodzie, żeby skończyć z tą samotnością? Tylko ty sam i twoje podejście do tematu wink

13

Odp: Po rozstaniu...
Endar Spire napisał/a:

Ano widzisz... mówisz...
"jak będę sama - w porządku, jak nie - też w porządku"

No u mnie tak nie jest. Ja właśnie próbuję sobie wmówić, że bycie samemu to nie jest nic złego, że jest "w porządku". A właśnie nie jest. Bycie samemu nie jest w porządku. Nie czuję tego, kompletnie. Jestem sa.

Hmm.To może spróbuj mojego sposobu.Nie mówię ,że będę sama do końca życia(bo nie chce), ale mówie coś na zasadzie:Dobrze, teraz przez jakiś czas będę sama (miesiąc, trzy, rok- cokolwiek), ale przeciez to nie będzie trwało wiecznie.
Widzisz jak sobie coś powiesz coś na zasadzie- okay, teraz będę okresowo sam(czyli jakistam określony czas, ale nie na zawsze) to przecież nic strasznego, w porównaniu ze słowami:będe całe życie  przez kilkadziesiąt nastepnych lat sam- to już brzmi strasznie.
Czujesz różnice?

14

Odp: Po rozstaniu...

Endar... a czemu nie umawiać się, bawić, spotykać? Będzie coś więcej, to będzie, a jak nie, to trudno?

15

Odp: Po rozstaniu...
followme!12 napisał/a:

Endar Spire co stoi na przeszkodzie, żeby skończyć z tą samotnością? Tylko ty sam i twoje podejście do tematu wink

Wciąż czekam na odpowiednią osobę... i zastanawiam się czy istnieje. Kobiety, które poznałem do tej pory nie były właściwe mówiąc ogólnie.

rossanka napisał/a:

Hmm.To może spróbuj mojego sposobu.Nie mówię ,że będę sama do końca życia(bo nie chce), ale mówie coś na zasadzie:Dobrze, teraz przez jakiś czas będę sama (miesiąc, trzy, rok- cokolwiek), ale przeciez to nie będzie trwało wiecznie.
Widzisz jak sobie coś powiesz coś na zasadzie- okay, teraz będę okresowo sam(czyli jakistam określony czas, ale nie na zawsze) to przecież nic strasznego, w porównaniu ze słowami:będe całe życie  przez kilkadziesiąt nastepnych lat sam- to już brzmi strasznie.
Czujesz różnice?

No widzisz, ja to sobie powtarzam od 3 lat, że ok... luzik arbuzik... jestem sam to minie. No i mija 3 rok i dupa.
Ech...
Nie no nie oczekuję złotej rady. Piszę bardziej, żeby się wygadać... bo co mi można doradzić... muszę czekać na "swoją kolej" ...
Miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości poznam tą właściwą kobietę, która przyjdzie z kredkami i pokoloruje mój świat.

16

Odp: Po rozstaniu...
Endar Spire napisał/a:
followme!12 napisał/a:

Endar Spire co stoi na przeszkodzie, żeby skończyć z tą samotnością? Tylko ty sam i twoje podejście do tematu wink

Wciąż czekam na odpowiednią osobę... i zastanawiam się czy istnieje. Kobiety, które poznałem do tej pory nie były właściwe mówiąc ogólnie.

rossanka napisał/a:

Hmm.To może spróbuj mojego sposobu.Nie mówię ,że będę sama do końca życia(bo nie chce), ale mówie coś na zasadzie:Dobrze, teraz przez jakiś czas będę sama (miesiąc, trzy, rok- cokolwiek), ale przeciez to nie będzie trwało wiecznie.
Widzisz jak sobie coś powiesz coś na zasadzie- okay, teraz będę okresowo sam(czyli jakistam określony czas, ale nie na zawsze) to przecież nic strasznego, w porównaniu ze słowami:będe całe życie  przez kilkadziesiąt nastepnych lat sam- to już brzmi strasznie.
Czujesz różnice?

No widzisz, ja to sobie powtarzam od 3 lat, że ok... luzik arbuzik... jestem sam to minie. No i mija 3 rok i dupa.
Ech...
Nie no nie oczekuję złotej rady. Piszę bardziej, żeby się wygadać... bo co mi można doradzić... muszę czekać na "swoją kolej" ...
Miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości poznam tą właściwą kobietę, która przyjdzie z kredkami i pokoloruje mój świat.

Raczej razem powinniście kolorowac ten świat.

17

Odp: Po rozstaniu...

Nie czekaj tylko działaj wink

18 Ostatnio edytowany przez Endar Spire (2015-08-06 13:42:37)

Odp: Po rozstaniu...
rossanka napisał/a:

Raczej razem powinniście kolorowac ten świat.

No to była taka przenośnia. Przecież wiadomo, że nie mam zamiaru siedzieć z założonymi rękoma tongue

followme!12 napisał/a:

Nie czekaj tylko działaj wink

Widzisz, szkoły są zazwyczaj dwie.
Są ludzie, którzy mi mówili - czekaj, samo przyjdzie
Są ludzie, którzy mi mówili - bierz sprawy w swoje ręce

Opcję numer dwa przerobiłem. Mam chyba dziwną zdolność, że jak wezmę coś we własne ręce to guzik z tego wychodzi.
Sprawdźmy zatem jak ma się opcja pierwsza...

19

Odp: Po rozstaniu...

Dziewczyna będzie musiała mieć szczęście trafić na ciebie w te 45 h.

Daj jej chociaż szansę i wyjdź z domu ;p

20

Odp: Po rozstaniu...

No aktualnie to siedzę w kabinie i robię obiad, więc ciężko tongue
Może jakaś panna na miejscu załadunku/rozładunku hehe...
Ale jakoś mam pecha, że w "okienkach" do których się zgłaszam zawsze siedzą starsze i gburowate smile
Albo jakieś takiego niedostępne tongue

21

Odp: Po rozstaniu...
Endar Spire napisał/a:

No aktualnie to siedzę w kabinie i robię obiad, więc ciężko tongue
Może jakaś panna na miejscu załadunku/rozładunku hehe...
Ale jakoś mam pecha, że w "okienkach" do których się zgłaszam zawsze siedzą starsze i gburowate smile
Albo jakieś takiego niedostępne tongue

Nie narzekaj; ) Młody chłopak jesteś.
Powiem banal:wszystko przed toba; )

22 Ostatnio edytowany przez Endar Spire (2015-08-06 14:15:06)

Odp: Po rozstaniu...

Tak mówią... ale powiedz to temu w spodniach haha...
No pomimo wszystko wciąż jestem właśnie... młodym, zdrowym facetem i baby mi brak big_smile
Może bez zbędnej ideologii tak należałoby na to spojrzeć xD


Ech, młody, czy nie... czasem mnie to przerasta tongue
Czemu to tak by być nie mogło, że pstryk i się kobitka pojawia ^^

23

Odp: Po rozstaniu...
Endar Spire napisał/a:

Tak mówią... ale powiedz to temu w spodniach haha...
No pomimo wszystko wciąż jestem właśnie... młodym, zdrowym facetem i baby mi brak big_smile
Może bez zbędnej ideologii tak należałoby na to spojrzeć xD


Ech, młody, czy nie... czasem mnie to przerasta tongue
Czemu to tak by być nie mogło, że pstryk i się kobitka pojawia ^^

Nie ma tak łatwo. Ja mam już 38 i też się czasem zastanawiam wink
Najlepiej wiec przyjąć to ze spokojem .Będzie jak będzie,przecież człowiek to nie towar w sklepie, gdzie wchodzi się i prosi :to to i jeszcze to.
A zamartwianie się pogłębia jeszcze frustracje-wiem bo przerabiałam.
Bo co jeszcze można zrobić?

24

Odp: Po rozstaniu...

Szkoda, jeszcze tliła się we mnie głupia nadzieja, że życie jest ciut... prostsze tongue
Niszczycie mi dzieciństwo... tongue

25 Ostatnio edytowany przez madoja (2015-08-07 00:49:26)

Odp: Po rozstaniu...

Po przeczytaniu głównego posta pomyślałam "pewnie ma swoje lata, jest już zgorzkniały, teraz będzie naprawdę trudno".
Ale masz 22 lata. hmm
Ty dopiero przestałeś być nastolatkiem, zaczynasz życie.
A piszesz jak jakiś stary ramol na łożu śmierci. tongue

26

Odp: Po rozstaniu...
madoja napisał/a:

Po przeczytaniu głównego posta pomyślałam "pewnie ma swoje lata, jest już zgorzkniały, teraz będzie naprawdę trudno".
Ale masz 22 lata. hmm
Ty dopiero przestałeś być nastolatkiem, zaczynasz życie.
A piszesz jak jakiś stary ramol na łożu śmierci. tongue

A co to młody nie może być zgorzkniały? big_smile
A tak serio... no niby tak... tak mówią... że całe życie przede mną.
No zobaczymy jak to będzie tongue

27

Odp: Po rozstaniu...

"Rok trzeci mija właśnie od rozstania mojego z narzeczoną..."

Na pewno masz 22 lata?22-3=19 to kiedyś ty się zaręczył i zdążył z nią pobyć? :-o

28

Odp: Po rozstaniu...

Poznaliśmy się mając 14 lat, zaręczyliśmy w wieku 19 właśnie, miesiąc po zaręczynach odeszła.

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Po rozstaniu...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024