Poznałyśmy się w pracy. Ja mam 26 lat, a ona 25. Znajomość była bliska, chociaż jeszcze nie przyjaźń. Zwierzałyśmy się, organizowałyśmy babskie wieczory pełne śmiechu. Zawsze byłam miła, nigdy nie zaznaczałam mojej przewagi w pewnych dziedzinach, wręcz podbudowywałam koleżankę gdy coś jej nie poszło. Znajomość odmieniły...wspólne zakupy. Doradzała mi w zakupie sukienki na wesele. Wskazałam na jedną z nich i zapytałam co sądzi o kolorze, powiedziała, że jest szary, kiepski, przeciętny - tak jak ja....i wskazała na inny kolor, w którym miało mi być lepiej. Poczułam się dziwnie, ale zbagatelizowałam to. Było mi przykro że słyszę to z ust osoby którą uważałam za bliską. Nie chciałam wierzyć w jej złe zamiary, ale przestałam być ufna i podświadomie przestałam ją lubić, aktualnie w ogóle nie czuję do niej sympatii. Nie czuję się też taka jak ona określiła. Czuję się piękna i jestem zadowolona z wyglądu w zdrowy sposób. Ostatnio ona często opowiada o jakże cudownych sytuacjach, rzekomo bogatym życiu towarzyskim, uczuciowym. Kiedyś odbierałam to jako opowieści przyjaciółki która dzieli się szczęściem, teraz we wszystkim węszę chęć rywalizacji. Źle się przy niej czuje chociaż ostatnio mało się widujemy - nie proponuje mi spotkań mimo że zaprasza nasze dwie bliskie koleżanki, a ja mam ewentualnie iść z nią na kawę osobno.
Czy myślicie, że ona przesadziła ze słowami wtedy czy ja przesadzam? Poza tym jak poznać że czyjeś zwierzenia to zwykłe opowiadanie szczęśliwej znajomej, a nie przechwałki?