Od kilku dni zastanawiam się, czy prawdziwa miłość istnieje? Czy to jednak co człowiek wykreuje sobie w głowie.
Pewna Pani mi powiedziała, że miłość trwa przeciętnie dwa lata, później to już jest zależne od nastawienia.
Byłam w związku z chłopakiem prawie 4 lata, byliśmy 2 lata narzeczeństwem i z mojej strony coś zgasło, ulotniło się, że nie mogłam z partnerem spać w jednym łóżku, bo zabrakło we mnie uczucia i czułam się z tym źle.
Postanowiłam rozejść się z nim, jest bardzo uczciwym i bardzo dobrym człowiekiem i wiem, że na pewno znajdzie dziewczynę która jego doceni. Nie chciałam siebie męczyć ani jego.
Już jakiś czas jestem sama, staram się bardzo aktywnie spędzać czas nie w domu. Wychodzę do znajomych do pubu, na dyskoteki, coś sportu nawet zaczęłam uprawiać, spacery, pływanie. A także założyłam sobie konto na portalu jakim jest badoo.
Poznałam wielu ludzi i internetowo i realnie, ale doszłam do wniosku, że nikt nie pobudza we mnie endorfin, są to rozmowy na zabicie czasu i tyle.
I moje pytanie czy prawdziwa miłość istnieje? Mam 24 lata, żadnych zobowiązań, z wyglądu chyba nie najgorzej, a jednak nikogo nie umiem i nie potrafię poznać. Czy pozostało mi być z kimś z rozsądku, a miłość może kiedyś sama przyjdzie? Albo miłość przelać na dzieci, które może w związku z rozsądku pojawią się? Czy lepiej być po prostu sama na co dzień być szczęśliwa i od czasu do czasu czuć odrobinę samotności?
Jak to jest u was?
Dziękuje za wszelkie odpowiedzi.