Witam. Od 10 lat tkwię w chorym związku. W końcu postanowiłam go zakończyć, gdy na jaw wyszły machlojki męża...... Mój mąż jest SOCJOPATĄ książkowym.....zabrał mi milość 10-letniego syna, zmanipulował go, na mnie wziął 59 kredytów przez internet, poszłam na policję, ale on oczywiście do niczego się nie przyznał, stwierdził, ze to ja je brałam.....mam prawnika który prowadzi moją sprawę rozwodową, sprawy cywilne, bo firmy w którym mąż wziął kredyty zlożyły pozwy przeciwko mnie....do tego toczy się cały czas postępowanie przeciwko mężowi o wyłudzanie kredytów i podrabianie moich podpisów w banku.....Najgorsze w tym wszystkim jest to, że syn cały czas jest z tym dziadem......mąż go przekupuje wycieczkami, opowiada mu niestworzone rzeczy o mnie.....wykorzystuje wszystko byleby tylko oddalić mnie od dziecka.....boję się, że sąd może mu dac prawo do opieki nad dzieckiem .......dziecko jest z nim teraz bardzo związane....liczy się dla niego tylko ojciec...ja moglabym nie istnieć....Mąż zachowuje się jak gdyby nic.....po mieście chodzi dumny jak paw....wiem że ma duzo długów, przychodzą do niego wezwania do zapłaty również z sądu.....jest bezkarny....nie ma w nim ani odrobiny wstydu czy honoru. Afiszuje się z synem, by wszyscy widzieli jak dobrym jest ojcem.....chodzi mu tylko o to bym płaciła mu alimenty, chce mnie ukarać za to że poszlam na policję....Mąż całe życie był pasożytem, tylko udawal, że pracuje, tak naprawdę, żył z kredytow które brał przede mną w tajemnicy.....Ta cała sytuac ja jest chora....Proszę pomóżcie mi....może macie podobne doświadczenia...Liczę na Was!!!
Czekaj, czekaj..
to jak on nabrał te swoje kredyty? miał jakiś stały dochód, jakiegoś żyranda?
z podrabianymi podpisami sprawe wygrasz, cierpliwości.
czyja sytuacja materialna jest lepsza w tym zwiazku? piszesz, że miałabyś mu płacić alimenty..
mieszkacie razem? czy syn mieszka tylko z ojcem, bo to nie jasne z postu
Hejka!
Mąż prosił mnie w 2013r. bym mu założyła konto na siebie. No i ja głupia założyłam. (Ja mam swoje osobne konto na które wpływa wypłata). Tak więc mąż dysponował wedle woli tym wlaśnie kontem. Miał tam sobie wpłacać pieniądze z działalności -prowadzi portal informacyjny). Miał moją kartę do bankomatu, swoje hasło, bankowość elektroniczną... Nie podejrzewałam, że może zrobić coś takiego....
W grudniu dowiedziałam się o wszystkim.....jedna z firm zadzwoniła do szkoły ,w której pracuję..okazalo się, ze zalegam z kredytem (1500zł), to był już mój osmy kredyt.....zalegalam ze spłatą ostatniego.....bylam w szoku...zadzwoniłam do męża...oczywiscie wszystkiemu zaprzeczył...kazał czekać...on to wszystko zalatwi, bo ma znajomości na policji.....nastepnego dnia przyznał się że to on wziął ten kredyt...przysięgał na dziecko , że wziął tylko ten......
Po 2 tygodniach na adres zameldowania, czyli do mojej mamy przyszły wezwania do zaplaty... na mnie i na męża....tym razem 3000zł na mnie i 3400zł na męża....zadzwoniłam do męża z pytaniem co to wszystko znaczy??? Ile wziął w końcu tych kredytów???
Powiedział, że nie pamięta.......No i się zaczęła polka galopka.....zażądałam hasła do konta, mąż nie chciał dać, nie ustępowałam....podal mi jakieś, ale nie pasowało...konto było zablokowane.....w końcu zadzwonilam na infolinię, dostalam się na konto i to zobaczyłam........
Transakcje męża......kredyt za kredytem....spłaty...przedłużanie pożyczek....w sumie 59 kredytów wziętych na mnie.....przez 15 miesięcy...... Zalegałam ze spłatą 8 ostatnich pożyczek w 8 firmach....Wonga, in kredit, net kredit, regita, mała pożyczka itp....
Tak na dobra sprawę z tego konta nie wynikało, ile pożyczek jest już spłaconych, bowiem wiekszość spłat dotyczyła kredytów męża.....mąż splacał swoje kredyty moimi......nie mam pojęcia ile ma swoich, bo nigdy nie miałam dostępu do jego kont.....dziad nigdy nie chciał dać...juz wiem dlaczego..... Tak więc na mnie mąż wziął ponad 60 tys........
Te pożyczki były zawierane przez internet, wystarczylo wypelnić formularz, mąż kiedys prosił mnie o dowód osobisty, że niby potrzeby do opieki społecznej (rodzinne na dziecko) do skserowania.....dałam......kilka razy prosił również zaświadczenie o dochodach, że niby też do opieki.....dałam......no i tak wpuściłam lisa do kurnika.......wiem ...wiem.....jestem glupia, że nie pomyslałam....Boże ja w ogole malo myslałam przez te 10 lat, kiedy on wszystkim rządził.....
Powiedzialam sobie wtedy dość.....oświadczyłam mężowi, ze miarka się przebrała i ze idę na policję....
Nie rób nic przeciwko mnie......zniszczysz mnie jeśli tam pójdziesz......stoczę się...tak mi mówił mój mąż.....i oczywiście oskarżenia.....że to przeze mnie....że ja za malo pieniędzy na życie dawałam......
Nastepnego dnia dał mi propozycję....ja mam oto pisemnie oświadczyć że to są moje długi a on łaskawie te długi ode mnie kupi na swoja firmę......(mąż zawsze przędł bardzo cienko......ledwo na życie i stancję starczało, przy czym wszystkie opłaty za mieszkanie, rachunki były na pół). Tak więc mąż jak jakiś finansistaz miał odkupić "moje długi. Podsunął mi calę stertę umów, które miałam podpisać.....No aż tak głupia to nie byłam....ni podpisalam i poszłam na policję........
Jeśli chodzi o dziecko.....w połowie listopada, kiedy jeszcze o niczym nie wiedzialam, zachorowała moja mama.....podejrzewano rak żołądka, mama miała dużą anemię, schudla do 40 kg.........Musialam mamie pomoc i przejąć jej obowiązki w gospodarstwie rolnym..... tak więc spalam u mamy (10km od miasta, w którym mieszkaliśmy na stancji) doiłam krowy rano i wieczorem, potem jechalam do pracy (30km), potem do dziecka, potem do drugiej pracy i do mamy... i tak to trwało przez miesiąc.....i wtedy wyszły na jaw te straszliwe dlugi...na szczęście u mamy to nie byl rak tylko wycieńczenie organizmu od pracy......Gdy mama się dowiedziala, jej stan się pogorszyl....ja chciałam zabrać dziecko do mamy...jednak syn wolał zostać u ojca....prosilam, błagałam....nic n ie pomagało....
Kiedy mąż się dowiedział o policji zaczął powoli manipulować synem....dziecko np. pytało mnie czy chciałam go usunąć (była taka sytuacja mąż ją wykorzystał), syn prosił mnie bym wycofała zawiadomienie.....ja cały czas bylam i jestem nadal u mamy....cały też czas probowalam nakłonioc syna do zamieszkania ze mną.....
Dopóki płaciłam polowę za stancję i rachunki, mąż wpuszczał mnie do dziecka i nie ograniczał kontaktów w wekendy jeździliśmy do mojej mamy, ale kiedy się postawiłam, że jego stancji opłacać nie będę, tylko będę dawać na dziecko wkurzył się na tyle, że kazal mi opuścić lokal....powiedziałam, że nie wyjdę bo jest tu moje dziecko, nic go to nie obchodziło, zaczął mnie wypychać siłą.....ja zaczęłam krzyczeć, wtedy mnie uderzył ja mu oddalam i tak kilka razy......wszystko na oczach dziecka, które przez lzy prosiło bym wyszla z mieszkania......bo tata tak chce.....no i wyszłam....splakana prosto na policję.....w sumie nic to mi nie dało, bo skoro tez go uderzyłam, to i tak nic nie wskoram. Policjanci powiedzieli, że nie mogę się tak zachowywać, bo dziecko będzie się mnie balo, ze mam nie zaostrzać konfliktu........Zadzwonilam do prawnika, który też kazał zachować spokój cokolwiek by się działo.....no i w ten sposób mój mąż cały czas rządzi.......
Teraz gdy spotykam się z dzieckiem to tylko w jego towarzystwie, nie mogę wejść do mieszkania męża, spotkania są zwykle w parku albo w jakimś barze....mąż ciągle coś wymysla, a to że mają inne plany a to że maly jest zmęczony...cały czas........kiedy dzwonię do syna to jestem traktowana jak intruz......syn jest obojętny...obcy ....liczy się tylko z ojcem, moje zdanie podważa, jest arogancki i pyskaty...a tatuś siedzi obok i tylko się cieszy.......byłam u psychologa....zaleca skupienie na uczuciach dziecka....ale jak skoro mały nawet nie chce ze mną za bardzo rozmawiać....mówi że go dręczę, że go męczę.....każda moja propozycja spędzenia czasu jest torpedowana przez ojca......czuję się jak w potrzasku...widzę zgubny wpływ ojca na syna to mnie boli najbardziej.......doradźcie mi coś mądrego....
Jeśli dałaś mu wolną rękę do dyspozycji swoim kontem bankowym to zmienia jednak postać rzeczy. Ciężko bedzie ci udowodnić, że nie wiedziałaś nic o jego działaniach. Wygląda to na ciężką sprawe, w dodatku celowo brał kredyty na małe kwoty rozłożone w czasie.
Spytałaś się może dlaczego to zrobił? Czy on ma jakieś zaburzenia psychiczne? nie zdawał sobie sprawy z tego że wpędził się w ślepy zaułek? (to może działać na jego niekorzyść jako niedoszłego opiekuna syna) czy zrobił to celowo? miał jakiś powód do zemsty?
Złożyłaś pozew o rozwód i przyznanie wyłącznych praw rodzicielskich? Czy byłabyś w stanie zaopiekować się synem? gdzie byscie razem mieszkali gdyby syn zgodził się zostać z tobą?
Co do dziecka, to racja że trzeba się skupić na jego uczuciach. Nie wiem czy nie lepiej gdybyś razem z synem przeszła się do psychologa, on potrafiły pokierować rozmową o waszej sytuacji małżeńskiej w odpowiedni sposób. Wytłumaczyć dlaczego nie mieszkacie juz razem, ze to nie do konca tak jak ojciec przedstawia. Syn na pewno jest przerażony całą sytuacją i znalazł się pomiedzy dwoma walczącymi stronami a to nigdy nie jest miłe.
Dobry prawnik jest tu niezbędny. Moja znajoma miała podobną sytuację, chociaż nie było w tym dziecka, za to kredyty oszustwa i notoryczne kłamstwa... skąd jesteś? moze podać ci namiary na dobrego adwokata?
6 2015-07-20 13:12:43 Ostatnio edytowany przez Malpeczka81 (2015-07-20 13:15:07)
Jeśli dałaś mu wolną rękę do dyspozycji swoim kontem bankowym to zmienia jednak postać rzeczy. Ciężko bedzie ci udowodnić, że nie wiedziałaś nic o jego działaniach. Wygląda to na ciężką sprawe, w dodatku celowo brał kredyty na małe kwoty rozłożone w czasie.
Spytałaś się może dlaczego to zrobił? Czy on ma jakieś zaburzenia psychiczne? nie zdawał sobie sprawy z tego że wpędził się w ślepy zaułek? (to może działać na jego niekorzyść jako niedoszłego opiekuna syna) czy zrobił to celowo? miał jakiś powód do zemsty?
Złożyłaś pozew o rozwód i przyznanie wyłącznych praw rodzicielskich? Czy byłabyś w stanie zaopiekować się synem? gdzie byscie razem mieszkali gdyby syn zgodził się zostać z tobą?
Co do dziecka, to racja że trzeba się skupić na jego uczuciach. Nie wiem czy nie lepiej gdybyś razem z synem przeszła się do psychologa, on potrafiły pokierować rozmową o waszej sytuacji małżeńskiej w odpowiedni sposób. Wytłumaczyć dlaczego nie mieszkacie juz razem, ze to nie do konca tak jak ojciec przedstawia. Syn na pewno jest przerażony całą sytuacją i znalazł się pomiedzy dwoma walczącymi stronami a to nigdy nie jest miłe.
Hejka!
Sprawę męża umorzono, zlożylam zażalenie w tej sprawie.Trwa drugie postępowanie jeśli chodzi o podrabianie podpisów.
Mąż za wszystko oskarża mnie....ja mialam dwie prace, a ten dziad tę nędzną firmę, ktora trzeba było utrzymywać. Dawałam za mało kasy....a on zusy musiał oplacać.....
Mąż rządzi dzieckiem calkowicie...ja nie mam nic do powiedzenia...nie poznaję wlasnego syna....jak po praniu mózgu, tak więc na psychologa się nie zgodzi, bo juz taka rozmowa byla...tylko on jest decyzyjny....ja natomiast wyrodna matka
Moja sytuacja finansowa jest lepsza o ile oczywiście prawnik wybroni mnie od splacania tych wszystkich kredytów.
Od września będę mieszkać w tym samym mieście co syn, bo w końcu udalo się sprzedać gospodarstwo i kupujemy mieszkanie z mamą.
Złożylam pozew o rozwód, prawnik na razie radzi by było to bez orzeczenia o winie z miejscem pobytu przy matce i nieograniczaniu władzy rodzicielskiej ojcu. Jeśli mąż będzie się chciał wojny, to wg prawnika będzie ją miał, na razie jednak działamy pokojowo, chodzi o to by dziec bylo przy mnie.
Dobry prawnik jest tu niezbędny. Moja znajoma miała podobną sytuację, chociaż nie było w tym dziecka, za to kredyty oszustwa i notoryczne kłamstwa... skąd jesteś? moze podać ci namiary na dobrego adwokata?
Hejka!
Mam prawnika, czy dobry się okaże. Na razie umorzyli mi jedną sprawę cywilną, prawnik napisał sprzeciw, więc na razie jest skuteczny. Wiadomo nikt nie jest czarodziejem, a sprawa jest trudna, tak więc nie ma co wymagać Bóg wie czego, ale poki co jest światełko w tunelu czekam teraz na odpowiedź z sądu, prawnik napisał mi zażalenie na umorzenie postępowania w sprawie tych kredytów....Jestem z warmińsko-mazurskiego. Dziękuję za zainteresowanie.
Wrzucam Wam moją historię z tym człowiekiem, pisałam ją prawnikowi, żeby miał ogląd na całą sytuację, oczywiście toczy się ona dalej, bo póki co rozwodu jeszcze nie mam, dziecka też a socjopata czuje się bezkarny i nosi głowę wyżej niż dotychczas....za jakiś czas napiszę ciąg dalszy, bo myślę, że będzie się działo...a mąż jak sam zapowiedział...tak szybko nie odpuści...tak więc czeka mnie bitwa o syna....
Kto ma zatem ochotę niech czyta.
Mój związek z X trwa już 10 lat. Pobraliśmy się na krótko przed narodzinami dziecka - bardziej z obowiązku niż z miłości. Oboje mieszkaliśmy już od jakiegoś czasu u mojej mamy (z powodu mojej ciąży), więc wydawało się to wtedy koniecznością . Myślałam, że nie mam innego wyjścia. Byłam na piątym roku studiów, pisałam pracę magisterską i?. byłam w ciąży. Trzeba to było jakoś ogarnąć. Tak więc najpierw odbył się ślub cywilny, a trzy miesiące później ślub kościelny wraz z chrztem.
Przez ponad 3 lata mieszkaliśmy u mojej mamy na wsi. (Mama prowadzi 12ha gospodarstwo rolne nastawione na produkcję mleka). Przez rok byłam z dzieckiem w domu, pomagałam w gospodarstwie, a mąż pracował najpierw w radiu Mazury, a potem w Ochotniczym Hufcu Pracy w O. jako wychowawca. Gdy dostałam pracę w szkole (roczne zastępstwo), wynajęliśmy panią do opieki nad dzieckiem.
W małżeństwie układało się różnie. Dość szybko zaczął też narastać konflikt między mężem a moją mamą. Mama uważała męża za lenia i ?pasożyta?. Mąż nie pomagał w gospodarstwie zasłaniając się astmą. Mama nie przyjmowała tego do wiadomości. Denerwowało ją, że ?ja tyram jak chłop a on sobie siedzi jak pan?. W końcu doszło do wielkiej awantury. Atmosfera w domu była zatem nie najlepsza. Mąż zdecydował wtedy o wyprowadzce do miasta (stancja nr 1).
Między mną a mężem często dochodziło nieporozumień. Mąż lubił rządzić, zwykł mawiać, że ma zawsze rację, tak więc swych racji bronił zaciekle. Odkąd zamieszkaliśmy na stancji nr 1 jego zapędy w rządzeniu znacznie się nasiliły. To mąż decydował o tym, gdzie i co w mieszkaniu będzie stało (mebel, kwiatek ), o tym kiedy włączyć telewizję i co będzie oglądane ( oglądaliśmy to, co chciał mąż). Wielokrotnie mąż do późnych godzin nocnych oglądał telewizję, jako, że mieliśmy wtedy jeden pokój było to bardzo uciążliwe. Mąż musiał obejrzeć swój film i koniec ? nie ważne było, że dziecko już spało, że mam rano do pracy ? najważniejszy był mąż i jego potrzeby. Kłóciliśmy się więc również i o to.
Gdy mąż wracał z pracy bez słowa wyłączał telewizor mi albo dziecku. Każdy mój sprzeciw kończył się stwierdzeniem, że teraz telewizor ma być po prostu wyłączony i już. Nie mogłam także ćwiczyć na gitarze, bo mężowi to zawsze przeszkadzało (zamykałam się w łazience). Dziecko nie mogło skakać, śpiewać, głośniej mówić. Musiało siedzieć cicho jak myszka. Wg męża miało się bawić bez bałaganu i hałasu. Trudno wymagać od zdrowego dziecka by się tak zachowywało. Dla męża jednak ład i porządek był ważny ponad wszystko. Wielokrotnie wyrzucał moje rzeczy z szafek i kazał układać. (Zarzucał bałaganiarstwo i faktycznie tu się z mężem zgodzę). Raz nawet kazał mi coś sprzątnąć, powiedziałam ?nie?, wtedy mąż wysypał na wersalkę i dywan całą reklamówkę płatów. Oczywiście sprzątałam ja z dzieckiem. Życie domowe musiało być podporządkowane mężowi, który ?PRACOWAŁ? czyli siedział na komputerze i równocześnie oglądał telewizję. Od czasu firmy ?PRACOWAŁ? tak do późnych godzin nocnych.
Mąż decydował również o tym, kiedy robić pranie, kiedy można otworzyć lodówkę, kiedy można odkurzyć dywan?. oczywiście wszystko w ramach oszczędności. Tak więc w sprawach domowych ( jak i wielu innych) nie miałam za dużo do powiedzenia, każdy mój ?bunt? kończył się awanturą, oczywiście byłam uważana za tę, która wszczyna kłótnię. Tak więc mąż rządził - zajmował się rachunkami. Spisywał liczniki. Płacił za mieszkanie, rachunki. Miał dostęp do mojego konta ( mąż nie chciał dać mi dostępu do swojego konta). Z niego co miesiąc pobierał połowę opłat za wynajem i rachunki. Tak było odkąd przenieśliśmy się do miasta. Każdy płacił połowę. Do tego dochodziły wydatki na dziecko typu np. zakup butów, ubrań ? też płaciliśmy po połowie.
Dlaczego taki podział w małżeństwie? Nie pamiętam już, kto wpadł na ten pomysł. Być może i ja. Mówiłam nieraz mężowi, przy okazji jakieś kłótni, że nie będę go utrzymywać, . A, że pieniądze się męża jakoś nigdy nie trzymały, taki układ wydawał się uzasadniony.
Moje decyzje, czy odmienne zdanie traktował zawsze jako bezpośredni atak na swoją osobę.(Bardzo się zdenerwował, gdy zapisałam się na kurs prawa jazdy bez jego wiedzy, uważał to za osobistą zniewagę). Nigdy nie przyjmował żadnych argumentów, ślepo trzymał się swego zdania. Zawsze winna byłam ja.
Nie zgadzałam się w wielu kwestiach z mężem jednak ustępowałam, znosiłam jego niewłaściwe zachowania (np. wyzwiska) byleby tylko w domu był spokój. Wydawało mi się to wtedy, że robię to dla dobra dziecka??
Gdy po roku kupiłam samochód(część dostałam od mamy, reszta na kredyt) mąż bardzo się wzburzył. W momencie podpisywania przeze mnie umowy kupna -sprzedaży wydzwaniał do mnie i zastraszał. Nie wyrażał zgody, abym kupiła samochód bez jego wiedzy. Mówił, że jeśli kupię to auto, to mam się po prostu z domu wynosić do matki. Krzyczał, że to koniec naszego małżeństwa, że nie chce mnie znać ani widzieć. Zabronił mi również przewozić tym samochodem dziecko. Gdy wróciłam do domu, moje wszystkie rzeczy leżały na wersalce. Już nie pamiętam, jak męża wtedy ?udobruchałam?. W każdym razie, złość przeszła mu bardzo szybko, bardzo szybko też oswoił się z nowym ?nabytkiem? i pozwolił się nawet nim wozić.
Kredyt na samochód spłaciłam sama, sama również pokrywałam i pokrywam do dziś koszty utrzymania samochodu (ubezpieczenie, przegląd, wymiana opon, naprawy, paliwo). Na benzynę mąż dokładał, gdy chciał, żeby go gdzieś zawieźć np. do Olsztyna na zakupy.
Samochód był mi naprawdę potrzebny. Po pierwsze pracowałam wtedy w B. Co prawda dojeżdżałam busem do pracy, ale na rady pedagogiczne musiałam jechać autem, bo odbywały się w M., w godzinach niesprzyjających.
Po drugie do mamy dojeżdżałam wraz z dzieckiem busem, co było bardzo uciążliwe. Najbliższy przystanek znajdował się 3km od domu mamy, w dodatku jego kursy były bardzo ograniczone. Posiadanie samochodu znacznie ułatwiło mi życie i zaoszczędziło sporo czasu, który mogłam poświęcić np. dziecku.
Stosunek męża do pracy była zawsze kością niezgody między nami. Podejmowanie przez niego pracy wiązało się nieodłącznie z problemami, które rzekomo mieli wywoływać albo przełożeni, albo inni pracownicy. Mąż zawsze miał padać ofiarą spisku czy pomówień. Kiedy się poznaliśmy nie miał pracy, dorabiał jedynie w gazecie olsztyńskiej. Później po ślubie miał umowę zlecenie w radiu M., były to niewielkie kwoty, a zważywszy na koszty dojazdu powiedziałabym nawet, że znikome. Mówiłam mężowi, by szukał sobie normalnej pracy np. w jakimś sklepie, na stacji benzynowej, gdziekolwiek . Nie chciał mnie jednak wcale słuchać, tłumacząc, że dziennikarza do takiej pracy nie wezmą. Tak więc cały czas mąż poszukiwał posady odpowiadającej jego ambicjom .
Znalazł taką w Ochotniczym Hufcu Pracy w O. jako wychowawca. Była to praca państwowa, po trzech miesiącach próbnych dostał umowę na stałe. Początkowo wszystko układało się dobrze, mąż wyjeżdżał na szkolenia, w ramach pracy organizował również wycieczki, rozwijał się. Po pewnym jednak czasie ( ok.2 lata) został zwolniony. Do dziś nie wiem dlaczego. Tuż przed wypowiedzeniem poszedł na zwolnienie, w jego trakcie przyjechała kontrol z ZUSu, po powrocie do pracy otrzymał wypowiedzenie, którego na dobrą sprawę nie widziałam, tak jak i wielu zresztą dokumentów z nim związanych( nigdy o nic nie prosiłam, a mu to chyba było na rękę) Cokolwiek mi mówił - wierzyłam. Cokolwiek zrobił ? przymykałam oko, wmawiając sobie, że chyba jakąś słuszność w tym wszystkim mieć musi. Pytany o przyczynę zwolnienia zawsze odpowiadał, że to sprawy polityczne, że przez PIS stracił pracę ?ot co.
Tak zakończyła się kariera męża jako wychowawcy. Znów był bezrobotny?..a ja znów miałam zmartwienie?..I wtedy na horyzoncie pojawiła się kolejna praca, tym razem w telewizji kablowej w M. Praca w sam raz dla męża ? pomyślałam sobie. Co prawda nie była to praca państwowa, tylko u prywatnego przedsiębiorcy i to za najniższą krajową, jednak miała ona swoje plusy: była na miejscu, nie trzeba się było zbytnio przemęczać no i była medialna (ulubiony przymiotnik męża). Mąż złożył swoją aplikację i został przyjęty. W ten oto sposób stał się panem z telewizji.
Oprócz występowania na wizji, montowania i kręcenia materiału mąż zajmował się również pozyskiwaniem reklam(co było dodatkowo gratyfikowane ? mąż zapraszał do restauracji, kupował Karolowi drogie ubrania, zarzucałam mu rozrzutność, bo jaki jest sens kupować dziecku drogie spodnie, kiedy za miesiąc z niego wyrośnie ).Mąż był bardzo skuteczny w sprzedaży reklam. Potrafił z każdego klienta wyciągnąć ?kasę?. Z tego też tytułu otrzymywał premie, jednak w miarę upływu czasu również i w tej pracy coś się zaczęło psuć.
Z tego co mówił, szef miał wobec niego zbyt duże wymagania, chciał by przynosił więcej reklam. Dodatkowo chciał by pracował również w nocy, gdyby trzeba było nakręcić jakiś materiał np. z wypadku. Mąż nie zgodził się na takie warunki . Stanowczo stwierdził , ze jako osoba niepełnosprawna ( ma stopień niepełnosprawności wynikający z astmy) nie może pracować w nocy.
Atmosfera w firmie pogarszała się. Mąż udał się na zwolnienie, od znajomego lekarza otrzymał skierowanie do szpitala i tam też się znalazł. Wykonano mu tam badania i po kilku dniach wrócił do domu. Do pracy już nie wrócił, zwolnił się (pracował tak około 2 lat).
Od tej pory zaczął się również starać na rentę chorobową, chodził do specjalistów, gromadził dokumentację medyczną ? komisja lekarska jednak nie przyznała mu świadczenia. Po raz kolejny miałam problem ? mąż nie miał pracy, w dodatku sam z niej zrezygnował. Nie mając żadnych oszczędności, żadnych perspektyw na inną pracę stał się kolejny raz bezrobotnym( bez prawa do zasiłku).
Zaczęły się awantury. Zarzucałam mężowi kłótliwość i nieodpowiedzialność, które moim zdaniem powodowały jego problemy w pracy. Wielokrotnie próbowałam przemówić mu do rozsądku, nigdy nie chciał mnie słuchać. Nasze rozmowy kończyły się krzykiem i wyzwiskami kierowanymi do mnie. Byłam bezradna.
I wtedy mąż wpadł na pomysł by stworzyć swój portal internetowy. Miał na nim zamieszczać reklamy firm i informacje z M. i regionu. Początkowo mąż działał ?pod szyldem? kolegi, Za warstwę techniczną, wizualną odpowiadał kolega ? za publikowane treści i reklamy mąż. Pieniądze z tego były marne, patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego myślę, że już wtedy, jeśli i nie dalej wstecz musiał już posiłkować się pożyczkami.
Portal (wedle opinii męża) zaczął się dobrze rozwijać, więc należało założyć własną działalność gospodarczą. Mąż był bezrobotny bez prawa do zasiłku, miał możliwość otrzymania pieniędzy na firmę( 20 tys. zł) przy czym musiał utrzymać firmę przynajmniej rok by nie musieć zwracać pieniędzy.
Zaczęły się więc poszukiwania żyrantów, mąż usilnie próbował kogoś ?przekabacić? jednak w tej sprawie nikt nie chciał - czy nie mógł mu pomóc. I kiedy już nadzieje na znalezienie żyranta były znikome, moja mama poprosiła mnie bym mu w tym pomogła. ( myślała, że to zmieni go na lepsze, że wyjdzie w końcu z tego marazmu i beznadziei. Ja sama z siebie nie kiwnęłabym nawet palcem, byłam zła na męża, że zrezygnował z ? kablówki?.).
Tak więc zajęłam się tą sprawą. Okazało się, że ja mogę być żyrantem, potrzebny był tylko dokument o rozdzielności. Było mi to na rękę, bo mąż wcześniej nie chciał się zgodzić na intercyzę. Drugim żyrantem została moja przyjaciółka p. Ania.
I w taki oto sposób spełnił się sen mojego męża o posiadaniu własnej firmy. Po niedługim czasie mąż otrzymał pieniądze na sprzęt. Pojechaliśmy do Olsztyna, mąż zakupił drukarki, laptop, aparat fotograficzny, ryzy papieru ? i zaczął działać już oficjalnie jako firma Mediagroup.info. (Ja w ramach gratyfikacji otrzymałam od męża jego stary laptop).
Tak więc kolejny raz karta się odwróciła. Mąż miał pracę, lecz tę pracę należało utrzymać. Martwiłam się, co będzie, gdy firma się jednak nie rozwinie?.byłam żyrantem, w dodatku na moją prośbę i praktycznie tylko przez wzgląd na mnie ktoś z zewnątrz zgodził się pomóc mężowi?.Wolałam się zatem zabezpieczyć przed ewentualnym fiaskiem tego przedsięwzięcia i przez około roku sama dawałam mężowi pieniądze na składki ZUS (400zł).
Firma istniała, jakie dochody przynosiła tego nie wiem, nie wiedziałam nigdy. Wielokrotnie pytałam męża o sprawy finansowe, on jednak odpowiadał, że albo jeszcze wszystkie pieniądze nie spłynęły, albo ,że walczy?.głupia?.nie wiedziałam, że jest to walka z wiatrakami?..
Potem coraz rzadziej pytałam, nie chciałam kłótni (Bo ile można się kłócić o jedno i to samo???) ; pragnęłam jedynie spokoju - miałam swoją pracę w szkole, dorabiałam w zespole muzycznym (przez rok miałam wesela w każdą sobotę.) Po raz pierwszy przestałam się martwić o pieniądze. To był chyba najlepszy czas w naszym związku. Syn zdrowo rósł, chodził do szkoły. Każde z nas zajmowało się swoją pracą, miało swoje sprawy, swoich znajomych. Nikt nikomu nie wchodził w paradę. Po prostu nie było czasu na kłótnie.
Mieszkaliśmy już wtedy na stancji nr 2. Uparłam się na nią ze względu na dziecko (stancja nr 1 miała 36m2, stancja nr 2 53m2). Potrzebowaliśmy większego mieszkania, przestrzeni do życia. Oczywiście było to okupione kłótniami i tzw. ?cichymi dniami?(Mężowi było dobrze na stancji nr 1 ? bo przecież, to nie on musiał się podporządkowywać tylko my). W końcu jednak dopięłam swego i mąż się zgodził na przeprowadzkę.
Było to duże, słoneczne mieszkanie z balkonem. Sami je wymalowaliśmy, tak w sumie bardziej ja, bo mąż, jak sam stwierdził po raz pierwszy w ręku trzymał pędzel. Zakupiłam zmywalne farby, drabinę, pędzle, wałeczki i ruszyłam do boju. Byłam wtedy taka szczęśliwa, wierzyłam, że zaczniemy w końcu żyć jak ludzie. Zależało mi, by dziecko miało swój pokój. By mogło w końcu zasnąć bez huczącego telewizora nad uchem. By mieszkało wśród czystych ścian.
I tak mijał czas?.mąż cały czas prowadził firmę, ?walczył? jak mawiał, ja o nic nie pytałam sądząc, że skoro wywiązuje si ę finansowo tzn. opłaca połowę za wynajem i opłaty, przynosi zakupy, kupuje dziecku ubrania to wszystko jest dobrze.
Zaczęły się wtedy moje problemy z głosem, szef zespołu poinformował mnie ,że mnie zmienia na inną, bo nie daję rady śpiewać tak jak wcześniej. Z głównej ?wokalistki? stałam się rezerwową. Miałam średnio jedno wesele w miesiącu. Pół roku później otrzymałam wypowiedzenie w szkole, ponieważ zlikwidowano odziały kl. IV ? VI. Po siedmiu latach pracy zostałam osobą bezrobotną z prawem do zasiłku. Przez pół roku byłam bez pracy. Zasiłek starczał jedynie na opłacenie mojej połowy za wynajem i opłaty. Przydały się wtedy oszczędności zgromadzone z grań. Wspólnie z mamą dokupiłyśmy więcej kur niosek i zajęłam się sprzedażą jaj wiejskich.
W tej sytuacji mąż sam zaczął opłacać ZUS. Za niedługi czas miał już płacić składki w pełnej kwocie (ok. 1000zł). Znów zaczęłam się martwić?.nie miałam pracy, ani żadnych nadziei na nią, firma jakoś specjalnie nie rozwinęła skrzydeł?a czas płynął nieubłaganie. Mąż dalej nic nie mówił o finansach, ja specjalnie o to nie wypytywałam. Śledziłam tylko oferty pracy w internecie i lałam łzy w poduszkę. Mąż miał pretensje, że nie idę do żadnej pracy, że tylko siedzę i nic nie robię. Znów zaczęły się kłótnie?..
I gdy już całkiem straciłam nadzieję, praca znalazła mnie. W szkole w Wielkim Dworze w środku roku szkolnego zwolniło się miejsce. Pół roku wcześniej starałam się o tę pracę, ale wybrano kogoś innego. Teraz mi zaproponowano tę posadę. Przyjęłam ją bez wahania. Nie zrażała mnie najniższa krajowa czy odległość (34km). Najważniejsze było to ,że miałam pracę. Po okresie próbnym zostałam zatrudniona na kolejny rok. ( pracowałam również popołudniu w świetlicy środowiskowej).
W tym czasie zaczęły się problemy ze stancją nr 2. Mężowi nie podobały się drzwi wejściowe, twierdził, że należy je niezwłocznie wymienić, gdyż nie chronią w pełni przed włamywaczami. Właścicielka mieszkania nie chciała wymienić drzwi, więc doszło więc do konfliktu. W efekcie musieliśmy się wyprowadzić.
I tak trafiliśmy na stancję nr 3. Było to mieszkanie w poniemieckiej kamienicy ogrzewane gazem. Tam mieszkaliśmy rok. Wynajem mieszkania wynosił 900zł, (stancja nr 2 - 700zł), gdy do tego doszły jeszcze i inne opłaty nazbierała się niezła sumka. Najdroższy był jednak gaz. Oszczędzaliśmy, ile się dało, wiadomo w mieszkaniu było chłodno. Mąż wzywał właścicieli by sprawdzili sterownik. Wg nich urządzenie działało bez zarzutu, wg męża było umieszczone w złym miejscu(sterownik był na korytarzu, a powinien w pokoju).
Przyszedł kolejny wysoki rachunek za gaz. Mąż zadecydował, że go nie zapłacimy, gdyż jest to taryfa przemysłowa, a powinna być lokatorska. Zaczęliśmy więc szukać kolejnej stancji. W tym czasie mąż cały czas korespondował z właścicielami zarzucając im to i owo. W końcu właściciele wynajęli prawnika. W jego obecności oddaliśmy mieszkanie, a właściciele dokonali oględzin. Nie stwierdzono żadnych uszkodzeń ani zniszczeń. Podpisaliśmy ugodę, w której zobowiązaliśmy się do uiszczenia opłat za mieszkanie (z kaucji + dopłaty).
W połowie listopada zachorowała moja mama. Nie była w stanie pracować w gospodarstwie. Musiałam Jej pomóc i przejęłam część obowiązków (brat mamy zajmował się gospodarstwem w dzień, ja doiłam krowy rano i wieczorem).
Tak więc po drugiej pracy(świetlica) jechałam do mamy na dojenie, tam spałam, rano doiłam, karmiłam krowy i szykowałam się do szkoły. Po szkole jechałam do Karola (na 1-2godz.), potem do drugiej pracy(świetlica), do mamy i tak w kółko.
Gdy znalazłam pracę w Wielkim Dworze zaczęłam odkładać pieniądze na zakup nowszego auta. Matiz często się psuł (ma 15 lat), nie nadawał się na dojazd do pracy zimą, poza tym potrzebowałam sprawnego auta w związku z chorobą mamy. Mama pożyczyła większą część pieniędzy, resztę pośrednik rozłożył mi na raty.
To był najgorszy okres w moim życiu i nie dlatego, że miałam tak dużo na głowie, tylko dlatego, że podejrzewali u mamy nowotwór żołądka. Ta świadomość była najgorsza?..powiedziałam sobie wtedy, że jak sobie z tym poradzę, to już nic w życiu mnie nie złamie?..
Mamie powoli zaczęły wracać siły, wyniki się poprawiały i przyszedł wreszcie wynik histopatologiczny , który stwierdzał jednoznacznie, że to nie jest rak. Tak bardzo się wtedy cieszyłam!
I właśnie w tym czasie, kiedy moja mama wracała do zdrowia, a mąż zajęty był prowadzeniem batalii z właścicielami stancji nr 3 wyszły na jaw kredyty?.
Byłam wtedy w pracy, p. sekretarka przyszła do mnie do pokoju nauczycielskiego z karteczką. Miałam się skontaktować w jakieś pilnej sprawie. Zdziwiłam się, bo nazwisko p. K. nic mi nie mówiło. Zadzwoniłam od razu. Pani K. poinformowała mnie, że zalegam ze spłatą kredytu.
Bardzo się zdenerwowałam, rozłączyłam się i natychmiast zadzwoniłam do męża. Zapytałam wprost czy brał na mnie kredyty. Oczywiście zaprzeczył i stwierdził, że to na pewno jacyś oszuści podszyli się pod moje dane osobowe. Powiedział też, że nie mam się czym martwić, on wszystko do popołudnia załatwi, ma w końcu znajomości na policji. Ja mam cierpliwie czekać. Mąż wcale mnie nie uspokoił, wręcz odwrotnie, miałam jeszcze większy mętlik w głowie.
Za namową koleżanek zadzwoniłam powtórnie do firmy pożyczkowej (Mała Pożyczka). Okazało się, że to mój ósmy kredyt, wcześniejsze były spłacone regularnie, zalegałam z ostatnim (ok.1500zł).Nie miałam już wątpliwości, że to mój mąż stoi za tymi kredytami, na danych kredytowych figurował jego nr telefonu, email i moje konto, które założyłam właśnie na jego prośbę.
Byłam zdruzgotana. Postanowiłam nic nie mówić mężowi. Udawałam, że wierzę w to, że faktycznie jacyś oszuści musieli podszyć się pode mnie. Chciałam sprawdzić jak daleko mąż będzie brnął w swoje kłamstwa. Prawda okazała okrutna, łgał jak pies. Bezczelnie wciskał mi dalej ?kit? o policji, o rzekomych oszustach, tym razem jednak kazał czekać do jutra.
Nazajutrz wieczorem mąż poprosił o rozmowę w cztery oczy i wyznał prawdę. Kazałam mu wtedy przyrzec na zdrowie i życie naszego dziecka, że to jedyny kredyt. Bez mrugnięcia okiem przysiągł. Obiecał też, ze sam spłaci ten dług, a nawet, że pójdzie na prawo jazdy (od początku związku prosiłam go o zrobienie kursu prawa jazdy. Ten temat był powodem wielu kłótni). Uwierzyłam, że mówi prawdę, przysiągł przecież na dziecko.
Pod koniec stycznia na adres naszego zameldowania (adres mamy) kurier przywiózł dwa listy do mnie i do męża. Były to przedsądowe nakazy do zapłaty z firmy Lendon. Ja miałam do zapłaty 2800zł, mąż 3400zł.Zadzwoniłam do męża i zapytałam: Co to wszystko ma znaczyć? IIe nabrał tych kredytów? Mąż odpowiedział, że nie pamięta. Grunt usunął mi się spod nóg. Jak można nie pamiętać ile się wzięło kredytów???? Jak w ogóle można cos takiego zrobić???
Gdy wróciłam na stancję zażądałam od męża oświadczenia, w którym przyznaje się do tego, że to on wziął na mnie kredyty w Pożyczka Plus i Lendonie. Bez słowa napisał mi to oświadczenie. Zaczęłam pytać ile w końcu jest tych kredytów. Nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć, mówił, że musi wszystko dokładnie sprawdzić. Powiedział, że mi wszystko rozpisze łącznie z nazwami firm, numerami telefonów, bym mogła sama wszystko sprawdzić.
Pamiętam, byłam jak w amoku, nie mogłam myśleć o niczym innym jak tylko o tych cholernych- nie moich długach ,które de facto są właśnie na mnie. Codziennie pytałam męża, kiedy je spłaci i z czego. Odpowiadał, że spłaci, ale to przecież tylko słowa. Męża denerwowało to, że go ciągle o to wypytuję, że ciągle mówię o jednym i tym samym. Stwierdził nawet, że go zadręczam. Oddałam wtedy mężowi obrączkę i pierścionek zaręczynowy. Powiedziałam, żeby sprzedał na długi. Tego samego dnia mąż dokonał transakcji, ? pod młotek? poszła również i jego obrączka, otrzymał za całość 360zł o czym nie omieszkał poinformować mnie telefonicznie.
Cały czas myślałam o długach, ciążyły mi jak kula u nogi, bałam się, że komornik może wszcząć egzekucję. Nie wierzyłam, że mąż je spłaci. Bo i z czego? Gdyby miał, to nie dopuściłby do takiej sytuacji. Nie mogłam tak żyć dłużej, w tej niepewności. Pożyczyłam więc od koleżanki 3 tys. zł. Dałam je mężowi i kazałam spłacić moją pożyczkę w Lendonie, resztę pieniędzy miał dołożyć do tych pieniędzy z obrączek i wpłacić jako ratę do firmy Mała Pożyczka. Tak też zrobił. Przysłał mi mmsa ze zdjęciem przekazu pocztowego.
Pomyślałam wtedy, że jedną pożyczkę mam z głowy, w ogóle wtedy myślałam, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest spłacanie tych długów?
Zażądałam od męża karty do bankomatu (zastrzegłam ją), hasła do konta, nie był tym faktem zachwycony. Pytał po co mi, kazał nawet wtedy to konto zamknąć (mam to w smsie od męża). Podane przez męża hasło nie wchodziło. Poszłam więc do banku, tam mnie poinformowano, że bez aktywnej karty nie dostanę się na swoje konto, zamówiłam więc nową, ale niestety wiązało się to z czekaniem, a ja czekać nie mogłam. Zadzwoniłam zatem na infolinię, podano mi tam hasło jednorazowe i w końcu weszłam na to swoje konto.
Cyferki skakały mi przed oczami jak szalone, tu pożyczka , tam pożyczka, to był ciąg bez dna i bez końca. Kim on jest? Zapytałam siebie wtedy. Kim jest człowiek, z którym żyję od 10 lat? Pomyślałam wtedy o Karolku i się rozpłakałam?.
Mąż tak jak obiecał przygotował mi listę z pożyczkami wziętymi na mnie oraz kwoty, które są do spłacenia. Wg męża było to ok. 13tys. Z wyciągów wynikało, ze mąż wziął na mnie 59 kredytów na łączną kwotę ponad 60000zł. Nie wiadomo ile z tej kwoty spłacił. Zrobiłam wtedy mężowi karczemną awanturę?..Mąż stwierdził, że my wszyscy jesteśmy winni zaistniałej sytuacji, my - czyli ja, moja mama i on.
Według męża zbyt mało pieniędzy przeznaczałam na jedzenie. I to on musiał pokrywać brakującą różnicę. Musiał dodatkowo jeszcze opłacać ZuS, VaT, księgową. Ja za to przeznaczałam swoje pieniądze na wydatki mojej mamy. Zaciągnęłam przecież kredyt(30 tys. zł), który przeznaczyłam na spłatę zobowiązań mojej mamy (mama musiała oddać podwójny zadatek). Robiłam dla Niej zakupy itp.
Po pierwsze- kredyt był spłacany przeze mnie przez rok i to wtedy, kiedy finansowo mogłam sobie na to pozwolić (dodatkowa praca w zespole). Tak więc rodzina nie mogła ucierpieć na tym, a tylko zyskać ? gdyż po prostu było więcej pieniędzy(z tych przecież pieniędzy opłacałam mężowi ZUS). Po drugie mąż faktycznie kupował dużo jedzenia. To on głównie zaopatrywał nas w chleb, wędlinę, środki czystości. Równocześnie zaopatrywał również i siebie w różnorodne napoje gazowane tudzież niegazowane ( alternatywa kompotów domowych, które produkowałam cale lato u mamy mu nie odpowiadała), kupował słodycze, paluszki, chipsy itp. Wydawał pieniądze na swoje zachcianki. Miały one rzekomo wpływać pozytywnie na jego nerwy. Uznałam, że skoro mąż to wszystko kupuje, to najzwyczajniej w świecie go na to stać.
Ja kupowałam głównie produkty, które były mi potrzebne do przygotowania obiadu; było to zwykle mięso . Mleko, jajka, ziemniaki i warzywa przywoziłam od mamy. Większe zakupy robiłam zawsze w piątek , kiedy wyjeżdżaliśmy z Karolem do mojej mamy na weekend.
Mąż zarzucił mi również skąpstwo (nie pomagałam mu finansowo, choć miałam na koncie oszczędności), niewdzięczność ( jestem przeciwko niemu, bo chcę iść na policję), egoizm( myślę o sobie, kiedy on jest w tak trudnej sytuacji,? kopię leżącego?),pogoń za pieniędzmi (liczą się dla mnie tylko pieniądze), brak miłości (nigdy nie chciałam z nim być, chciałam wyrzucić go z domu, gdy był chory na półpasiec ? to ostatnie wypominał mi często podczas kłótni). Na koniec wykrzyczał przy dziecku, że chciałam usunąć ciążę, że dziecka nigdy nie chciałam, że je teraz porzuciłam i się nim nie zajmuję.
Zasugerowałam mu pójście na policję, oczywiście nie chciał o tym słyszeć, zaproponował mi za to inne rozwiązanie, jak sam powiedział dobre dla obu stron. A mianowicie mąż miał przejąć moje długi ( kupić je na firmę),a potem ogłosić upadłość konsumencką - w ten sposób długi miały zniknąć. Nic na to nie odpowiedziałam, nie wiedziałam co o tym myśleć. Mąż prosił bym nie robiła niczego przeciwko niemu, bym zgodziła się na te umowy. Twierdził, ze pójście na policję niczego nie zmieni, bo i tak będę musiała spłacać te pieniądze. Głowa pękała mi od tego wszystkiego.
Po kilku dniach mąż podsunął mi do podpisania umowy, w których miałam oświadczyć, że są to moje długi, nie podpisałam ich. Wieczorem będąc już u mamy przemyślałam wszystko jeszcze raz i zdecydowałam, że pójdę na policję. Ta sytuacja była nie do wytrzymania: z jednej strony świadomość tych wszystkich długów, z drugiej strony mąż, który usilnie namawia do podjęcia jakiś niedorzecznych decyzji, mąż , który wywiera presję, który rozpaczliwie broni swojej skóry, który ani przez chwilę nie myśli ani o mnie, ani o dziecku. Tak. Postanowiłam w końcu pomyśleć o sobie.
Wieczorem załatwiłam sobie wolne w pracy i następnego dnia poszłam prosto na policję. Tam zostałam wstępnie przesłuchana. Nie miałam dowodów, więc kazano mi przyjść ponownie wraz z wyciągami z konta. Tak się złożyło, że w banku pracowała moja koleżanka z czasów liceum. Powiedziała mi, ze mój mąż systematycznie wpłacał pieniądze na moje konto u jej koleżanki podpisując się moim imieniem i nazwiskiem( pracownica banku zezwalała na to oszustwo, nie pracowała jednak już w tym banku od jakiegoś czasu). Mąż próbował dokonać wpłaty w ten sam sposób również i u mojej koleżanki, jednak ona się na to nie zgodziła. Koleżanka wydrukowała mi wszystkie wyciągi z konta.
Następnego dnia wydruki skserowałam i udałam się ponownie na policję, tam mnie przesłuchano. Po tygodniu otrzymałam zaświadczenie o popełnieniu przestępstwa, wysłałam je elektroniczne wszystkim firmom, by wstrzymano egzekucję do czasu wyjaśnienia sprawy. . Policjantka poradziła mi bym nic nie mówiła mężowi.
Po miesiącu mąż dowiedział się sam, gdy odbierał pocztę. Było to pismo adresowane do mnie, informowało o wszczęciu postępowania wyjaśniającego. Kiedy dałam mu je do przeczytania skwitował je stwierdzeniem skierowanym do dziecka ? Możesz się już żegnać z tatusiem?.
Od czasu, gdy wszystkie długi wyszły na jaw zmieniłam radykalnie stosunek do męża, kontaktowałam się z nim ( i nadal kontaktuję) jedynie w sprawach dotyczących dziecka. Syn był zdezorientowany i wystraszony; słyszał naszą kłótnię. Wiedział więc, że dzieje się coś złego.
Mąż pod moją nieobecność przedstawił mu swoją wersję zdarzeń. Syn pytał mnie czy rzeczywiście chciałam usunąć ciążę, czy podam tatę na policję. Mówił, że tata też mnie poda na policję, ze oboje pójdziemy do więzienia, a on trafi do domu dziecka. Prosił nawet bym wycofała zeznania. Podejrzewam, że mąż wywierał na dziecku presję, by ten wpłynął na zmianę mojej decyzji w tej sprawie. Tłumaczyłam dziecku, że do więzienia idzie tylko ten, kto zrobił coś złego. Mówiłam, że tata nas krzywdzi i ja muszę nas bronić. Prosiłam też syna by zamieszkał ze mną u mojej mamy, dziecko jednak nie chciało, mówiło, że tu u ojca zapomina o wszystkim i jest mu tu lepiej. Bolało mnie to bardzo, ale zaakceptowałam decyzję dziecka.
Syn jest podporządkowany ojcu. Robi to czego on od niego oczekuje. Początkowo nawet nie chciał jeździć ze mną do mojej mamy, nie chciał odwiedzać p. Ani. Zaczął za to przesadnie dbać o porządek w swym pokoju i liczyć się ze zdaniem ojca. Myślę, że stara się przez to zasłużyć na jego miłość, bo mąż nigdy nie był takim ojcem jak teraz.
Mąż jest bardzo surowy względem syna, gdy ten nie wypełni jego poleceń. Byłam świadkiem rozmowy telefonicznej Karola z ojcem. Byliśmy wtedy z synem u mojej przyjaciółki p. Ani. (p. Ania opiekowała się Karolkiem, przez rok, gdy poważnie zachorował). Syn ma ustalone (przez ojca), do której godziny może być poza domem. Akurat była 20.15, w domu syn miał być o 20-tej. ?A chuj mnie to obchodzi, matka ma zakaz przychodzenia do mieszkania, niech idzie na policję, nic mnie to nie obchodzi. A ty masz karę? ? krzyczał mąż do syna? Powiedziałam mężowi, co sadzę o jego zachowaniu, mąż nie miał sobie nic do zarzucenia, bo przecież to my się spóźniliśmy.
Mąż wcześniej nie odrabiał z synem lekcji ? bo pracował. Nie chodził z nim na rower ? bo pracował. Nie zabierał na plac do dzieci ? bo pracował. Od tego byłam wcześniej ja.
Odkąd sytuacja stała się ?niepewna? priorytetem męża stał się syn. Stwierdził nawet ostatnio, że dziecko jest najważniejsze. Teraz również i on aktywnie włączył się w edukację dziecka, zaczął chodzić z nim na ping-ponga, na rower, na lody. Mam wrażenie ,że chce wszystkim pokazać jakim dobrym jest ojcem. Chce by wszyscy widzieli, że zajmuje się dzieckiem (?paraduje? z nim po mieście, zabrał do Gdańska na wystawę klocków lego, aktualnie organizuje również urodziny ). Robi wszystko, by syn wolał być z nim niż ze mną.( Kiedy syn jest ze mną u mojej mamy mąż bardzo często dzwoni do dziecka, nie pozwala mu o sobie zapomnieć).
Dziecko stało się dla męża zabezpieczeniem materialnym. Nadal bowiem płacę połowę za wynajem i opłaty stancji nr 4 (mieszkanie męża). Gdy raz nie chciałam zapłacić pełnej kwoty (dawałam mu 300zł) kazał oddać klucze i opuścić mieszkanie. Zabronił mi również zabierania syna do mojej mamy na weekend. Gdy w końcu się ugięłam i zapłaciłam całość mogłam oczywiście zabrać dziecko.
Chciałam porozmawiać z mężem o zaistniałej sytuacji, jednak do rozmowy nie doszło. Mąż odwlekał jej termin, a to zasłaniając się świętami wielkanocnymi, a to tym, że jest zajęty i pracuje. Gdy po raz trzeci zapytałam, kiedy porozmawiamy, zdenerwował się bardzo i wykrzyczał, że go dręczę.
Więcej razy nie pytałam, następnego dnia pod jego nieobecność zaczęłam szukać potrzebnych mi do rozwodu dokumentów (Mąż trzymał je u siebie). Nie mogłam ich znaleźć, oczywiście później mąż zorientował się, że przeszukiwałam jego rzeczy, zdenerwował się. Kazał mi opuszczać mieszkanie i zabierać swoje rzeczy ( miałam komputer). Akurat miałam spotkanie w ważnej sprawie, więc wyszłam, poinformowałam męża tylko, że jeszcze wrócę. Mąż zapowiedział, że jeśli teraz komputera nie zabiorę, to mi go wystawi przed drzwi i do mieszkania nie wejdę. Powiedziałam, że wejdę, a komputer ma zostać tam gdzie jest. Wyszłam. Później ku mojemu zdziwieniu mąż wpuścił mnie na stancję, dał również dokumenty, których szukałam.
Wiem, że mąż jest ?ścigany? przez Urząd Skarbowy, ma również zobowiązania finansowe wobec przewoźnika L. (7000zł), właściciel ma wystąpić w związku z tym długiem na drogę prawną.
Moje stosunki z mężem są raczej poprawne. Sytuacja staje się napięta jedynie w momentach, gdy chodzi o pieniądze. Wiele razy np. pytałam męża, kiedy zacznie spłacać 3000zł, które pożyczyłam od koleżanki na dług, który zaciągnął. Obiecał, przecież, że w ratach go spłaci. Nigdy nie otrzymałam odpowiedzi na to pytanie. Rozumiem, że mam sobie na to pytanie odpowiedzieć sama. Bo oczywistą rzeczą jest przecież fakt, że mąż nigdy nie zwróci mi tych pieniędzy.
Jest jeszcze na tyle bezczelny, że pyta mnie, kiedy ja mu oddam połowę kwoty, którą on przeznaczył na krzesło do biurka dla dziecka. Ostatnio odparowałam mu, że dokładnie wtedy mu zwrócę, kiedy on zwróci mi. Tę odpowiedź również skwitował milczeniem.
Po komunii dziecka mąż zadzwonił do mnie z pretensjami, że zabrałam Karolowi jego prezent (Chodziło o niecałe 200zł, które Karol dostał od mojej rodziny). Stwierdził, że krzywdzę dziecko i mam niezwłocznie zwrócić synowi tę kwotę. Faktycznie, pieniądze były u mnie. Nie chciałam by dostały się w ręce męża. (Następnego dnia poszłam z Karolem na zakupy i syn kupił, to co chciał. Resztę pieniędzy sobie zostawił).
Tak więc dziecko do chwili obecnej mieszka u męża na stancji nr 4 (umowa jest tylko na męża, wobec zaistniałej sytuacji odmówiłam podpisu). Ja nadal mieszkam u mamy. Mąż rano wyprawia syna do szkoły, po szkole go odbiera, odrabia z nim lekcje. Wtedy ja wracam z pracy, jest to zwykle 14 godz.? przywożę dziecku obiad, jemy razem, potem pomagam w lekcjach i o 14.50 jadę do drugiej pracy na świetlicę ( 2x w tygodniu zabieram tam syna). Pracuję do 18- tej godz. Później wracam z powrotem do syna, dalej się z nim uczę do godz. 20-tej, potem Karol je kolację, myje się i idzie spać. Do mamy wyjeżdżam między 20-tą a 20.30 w zależności od tego ile jest nauki i czy np. gdzieś razem z synem nie wychodzimy( najczęściej d p. Ani - albo do dzieci na sąsiednie podwórko).
U mamy jestem około godz. 21-tej. Dopiero wtedy jem kolację i zabieram się za sprawdzanie klasówek itp. Chodzę spać późno, około 11-tej czy 12-tej. Wstaję natomiast o 05.30, idę do obory, wywalam obornik , doję krowy. Resztę pracy wykonuje już mama, ja szykuję się do pracy. Codziennie pokonuję trasę 60km.
X jest złym człowiekiem. Gdziekolwiek się pojawi sieje zamęt i zniszczenie. Tak się akurat złożyło, że pojawił się właśnie w moim życiu??
Po co podajesz takie szczegóły po których można Was znaleźć bez problemu?
Teraz każdy wie, jak się nazywacie. ![]()
Po pierwsze nie ujawniaj publicznie prywatnych informacji, bo ktoś obcy lub znajomy może to wykorzystać przeciw Tobie (chodzi o nazwę portalu, miejscowości ect)
Zdecydowanie doszło do wykorzystania Twojej naiwności. Mąż gra bez skrupułów, ale dzieci są dziećmi do pewnego momentu. Pokaż synowi, że kochasz go bezgranicznie, a myślę, że z czasem zacznie rozumieć swoja sytuację. Biedny chłopiec.
Dobrze, że masz prawnika. Trzymam kciuki za pozytywny finał.