Czy zawód nauczyciela jest idealnym dla kobiety? Czy uważacie, że praca nauczyciela, ich godziny są adekwatne do zarobków? Czy jest to ciężka praca według Was? Jak te zawody mają się co do przyszłości? Jakie są Wasze odczucia i doświadczenia związane z tym zawodem?
Swoją przyszłość planuję związać właśnie z polonistyką. Moim marzeniem jest prowadzić zajęcia w dobrym profilowanym liceum lub wykładać na uczelni ( śmiech na sali, nie wierze w to ;/ ale pomarzyć sobie można ). Całe życie czuć się młodym, spędzać czas w szkole, wykładać to, co się kocha
Sarenko marzenia nie są niczym złym, a jaka radość będzie, gdy je osiągniesz własnymi siłami. Nie poddawaj się ![]()
Dążę wszystkimi siłami do tego. Chce byc kimś w mojej rodzinie, aby moje dzieci z dumą mówiły, kim jest ich mama ![]()
Moim zdaniem do tego by być nauczycielem to przede wszystkim trzeba mieć dar i powołanie. Bez tego ani rusz. Sam zawód, szczególnie obecnie, nie należy do lekkich - czasy się zmieniły co za tym idzie młodzież również. Powszechny jest brak szacunku i respektowania pewnych zasad, szczególnie w gimnazjum.
Ja osobiście mam tylko doświadczenia z prowadzenia zajęć na uczelni wyższej. Zatem miałam przed sobą inną grupę odbiorców. Ale powiem Wam szczerze, że ciężko się prowadzi zajęcia jeśli odbiorca nie do końca jest zainteresowany tematem. Jest to zawód, który wymaga pracy nie tylko podczas zajęć, ale też dużo pracy wykonuje się w domu. Trzeba bowiem zajęcia przygotować, poprowadzić, potem jeszcze ewentualnie sprawdzić prace. Pomyślcie np. ile czasu Wam schodzi, że napisać jedną pracę. A potem pomyślcie ile czasu zajmuje sprawdzenie 120 takich prac.
Co do wynagrodzenia - nie wiem ile zarabiają nauczyciele w szkołach - jednak trzeba wziąść pod uwagę, że ich praca to nie tylko lekcje w szkole ale również to co poza nią. Fakt faktem, że na pewno nauczyciel ma więcej wolnego niż zwykły etatowy pracownik.
Brak szacunku jest w gimnazjum, faktycznie trudny wiek. Profilowane liceum, do którego trudno jest się dostać, tam nie ma zdemoralizowanej młodzieży lub jedna z wyższych uczelni filologii polskiej
)
Sarenka a jaką masz pewność, że do takiej szkoły właśnie uda Ci się dostać ? Czy to nie jest tak, że jako nauczyciel trzeba przejść przez wszyskie szkoły (podstawówka, gimnazjum, liceum) w ramach swojej praktyki?
Myślę, że żyjesz teraz tylko swoim wyobrażniem i brak Ci rozeznania w rzeczywistości. Porozmawiaj lepiej z kimś kto ma już dłuższą praktykę w tym zawodzie.
brak Ci rozeznania w rzeczywistości. Porozmawiaj lepiej z kimś kto ma już dłuższą praktykę w tym zawodzie.
Co chcesz wiedzieć, Sarenko:))
Myślę, że żyjesz teraz tylko swoim wyobrażniem i brak Ci rozeznania w rzeczywistości. Porozmawiaj lepiej z kimś kto ma już dłuższą praktykę w tym zawodzie.
Gorzkie, ale prawdziwe.
Mam doświadczenie w pracy jako nauczyciel. Odpowiadając na postawione pytania:
Czy zawód nauczyciela jest idealnym dla kobiety?
Wszystko zależy od tego, co rozumiesz przez "zawód idealny dla kobiety"? Na pewno umożliwia pogodzenie pracy z wychowywaniem dzieci - nie ma w szkołach najmniejszego kłopotu z podpisaniem umowy o pracę, raczej nie praktykuje się umów zlecenie, więc przysługuje urlop macierzyński i wychowawczy, po którym zazwyczaj bezproblemowo wraca się do pracy. To właściwie jedyny aspekt, jaki odróżnia profity dla nauczyciela od profitów dla nauczycielki.
Czy uważacie, że praca nauczyciela, ich godziny są adekwatne do zarobków?
Za każdym razem, gdy słyszę rozliczanie nauczycieli z ilości przepracowanych godzin to myślę sobie, że na dwoje babka wróżyła. Z jednej strony, oczywiście, to jest praca wymagająca przygotowania zajęć w domu i sprawdzenia prac, ale powiem Wam uczciwie, że nie pochłania to przecież kilku godzin dziennie. Nauczyciel, który o godzinie 12 kończy zajęcia wraca do domu i niechby chociaż sprawdzał prace do godziny 16, nie sprawdza ich każdego dnia. Więcej ma też do sprawdzenia polonista w liceum w okresie próbnych matur (za których sprawdzanie nie ma płacone) niż biolog w gimnazjum sprawdzając testy wg klucza.
Tak więc są nauczyciele, którzy poświęcają swojej pracy więcej bądź mniej czasu i zależy to także od okresu (wiadomo, że koniec semestru i roku szkolnego to więcej popraw, sprawdzianów, wystawiania ocen, jest co robić).
Kiedyś moja koleżanka filolożka na utyskiwanie znajomego odnośnie godzin pracy słusznie zauważyła: "Chcesz pracować jako nauczyciel? Nie? Mówisz, że się nie nadajesz? No widzisz, a ja się nadaję i dlatego mam jak mam".
Zarobki? Na pewno nie zarabia się kokosów, nie wybuduje domu z basenem i nie kupi za gotówkę nowego samochodu. Myli się także ten, który zarobki przelicza bezpośrednio na liczbę godzin, bo równie dobrze lekarz może w prywatnym gabinecie spędzić z pacjentem 15 minut i zarobić na tym 100 zł - a przecież nikt nie protestuje, bo wie, jaka ciąży na nim odpowiedzialność. Podobnie rzecz się ma z nauczycielami.
Czy jest to ciężka praca według Was?
Z całą odpowiedzialnością i pewnością mogę powiedzieć, że tak. Jak to mówi stare, dobre powiedzenie "Na jedną osobę, która chce uczyć przypada 30, które uczyć się nie chcą"
Bardzo ciężko współpracuje się nie tylko z niektórymi dziećmi (i wcale nie zawężałabym tego problemu jedynie do gimnazjów), ale także z ich... Rodzicami. Panosząca się moda na "bezstresowe wychowanie" owocuje często tym, że rodzice nie chcą przyjąć do wiadomości niesystematyczności dziecka czy jego rażącego zachowania. Zdarzyło mi się, że matka 7letniego chłopca na wstawioną mu uwagę o notorycznym nieprzygotowaniu do zajęć odpisała mi elaboratem na jedną stronę A5.
To także świetnie pokazuje, jak bardzo zmienił się stosunek do nauczycieli. W tym zawodzie coraz częściej próżno szukać autorytetu - jest się raczej wrednym, leniwym nierobem, który po 18 godzinach w tygodniu specjalizuje się jedynie w fabrykowaniu problemów. Gwoli uczciwości dodam, że tacy nauczyciele też się zdarzają. Są tacy dyrektorzy, takie koleżanki z pokoju nauczycielskiego, na których zachowanie opadają ręce, ale jak to w "klice" obowiązuje, nie można się nawet na ten temat wypowiedzieć.
Jak te zawody mają się co do przyszłości?
Największy problem, jaki występuje w tym zawodzie wiąże się z ogromną trudnością w znalezieniu zatrudnienia. Należy wziąć pod uwagę, że jeden nauczyciel terminuje na swojej posadzie około 40 lat - w tym czasie żaden inny dopiero co wykształcony nauczyciel nie ma szans na pracę. Jeśli już etat jest, to na zastępstwo za ciężarną nauczycielkę, która lada dzień (w tym wypadku rok/semestr, zależy od przypadku) wróci.
Dlatego jeżeli już robić nauczycielskie uprawnienia, to dobrze być jak najbardziej wszechstronnym. To oznacza na przykład filologię (niekoniecznie angielską, anglistów jest wielu, a szkoły i rady miasta otwierają się na innowacje). Dlaczego filologię? Ponieważ pozwala dorabiać w szkole językowej, co może być potrzebne dla poratowania zdrowia i finansów, ponieważ zostawia furtkę pracy tłumacza, ponieważ prowadzi się zajęcia w grupach (po 10-15 osób), więc zapotrzebowanie na filologów jest większe niż np. polonistów, ponieważ można uczyć także w przedszkolach - a te co i rusz się otwierają.
Podsumowując: idealizm, cierpliwość, niewydumane ego, zdrowy dystans, wyobraźnia i otwartość w kontaktach z ludźmi - to podstawowe cechy, jakie powinien mieć nauczyciel, by rozczarowań doznać jak najmniej. Warto również naprawdę być świadomym, do jakiej rzeki się wchodzi. Poobserwować nauczycieli, których się miało i wziąć pod uwagę, że z takowymi będzie trzeba współpracować, poobserwować tzw. "dzisiejszą młodzież" i rodziców oraz warunki na rynku pracy. I dopiero wówczas podejmować decyzję.
Co chcesz wiedzieć, Sarenko:))
Hmmm co chce wiedzieć? W moim mieście jest kolegium nauczycielskie dzienne. ( nie ukrywam, że studia na uniwersytecie byłyby lepszym startem ale to jest kwestia tego jak popracuję nad maturą ) a w nim filologia polska i filologia polska z historią. Zdaje maturę oprócz z polskiego rozszerzony, jeszcze historię a czy rozszerzoną to nie wiem dokładnie. Robię tak, ponieważ matematyka jest moją piętą achillesową i żeby zyskać tylko te 30% aby zdać i będę szczęśliwa. Czy dobrze postępuje?
Gdzie mogę iść dalej po kolegium nauczycielskim, aby mieć wyższy stopień nauczyciela? Składam papiery oprócz kolegium nauczycielskiego w innym mieście na uniwersytecie.
Nie jest łatwo być nauczycielem ale też nie jest łatwo być uczniem.
Z góry dziękuje za odpowiedzi na pytania
Pozdrawiam.
Kolegium nauczycielskie nie daje uprawnień do wykładania na uczelni wyższej. Ponadto poziom na takiej "uczelni" jest bardzo niski. I to przede wszystkim powinnaś wziąć pod uwagę...
Hmm... Jak czytałam posta yvette to tak jakbym słyszała rozmowę z moją koleżanką nauczycielką. Wszystko się zgadza, na pewno czasy się zmieniają i w wyborze zawodu trzeba wziąć pod uwagę wiele aspektów. Do tych wymienionych przez koleżankę dodałabym jeszcze predyspozycje zdrowotne. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, aby podołać pracy przez około 40 lat, gardło, nerwica, częste grypy itp to niestety będzie bardzo ciężko. Jak w każdej pracy, od nauczyciela również wymaga się ciągłej dyspozycyjności.
Ja z kolei w dzieciństwie marzyłam o byciu panią nauczycielką, wybór liceum powinien, a jednak nie naprowadził mnie na ten trop, jestem raczej wszechstronna, więc trudno byłoby zdecydować się na jakikolwiek kierunek. Ostatecznie znalazłam się na administracji:)
Jednak prowadzę korepetycje z przeróżnych przedmiotów, a cecha, którą moi uczniowie najbardziej we mnie cenią to cierpliwość, jasność tłumaczenia i umiejętność przekazania wiedzy. Być może jako nauczyciel nie byłabym taka sama, dlatego cieszę się, że nie wybrałam tego zawodu. Jednak wyrażam szacunek dla wszystkich wykonujących ten zawód:))
Ja zawsze marzyłam by być nauczycielką klas I-III a teraz jestem w trakcie innych studiów i zastanawiam się czy potem nie isc właśnie na takie w kierunku ped. wczesnoszkolnej ale troszkę się obawiam...
Ja zawsze marzyłam by być nauczycielką klas I-III a teraz jestem w trakcie innych studiów i zastanawiam się czy potem nie isc właśnie na takie w kierunku ped. wczesnoszkolnej ale troszkę się obawiam...
Tak z ciekawości zapytam, co studiujesz Natallio? I czego się obawiasz jeśli chodzi o pedagogikę? Napisz coś więcej:)
W mojej rodzinie jest kilku nauczycieli na różnych etapach (od nauczycielek przedszkola po wykładowców akademickich), sama również "wdepnęłam" - studiuję filologie polską ze specjalizacją nauczycielską. Dzięki chociażby mojej mamie mam okazję oglądać ten zawód od kuchni. Wiadomo, raj na ziemi to nie jest (bo chyba go nie ma;)), ale tak jak pisały dziewczyny, to dobry zawód dla kobiety, chociaż panom jest łatwiej - automatycznie mają inne relacje z uczniami, bo są traktowani jako swoista "nowość" (facetów nauczycieli jest jak na lekarstwo, chyba że chodzi o wf:)). Minusem są z pewnością dolegliwości "gardłowe", nawet po kilku latach gardło wysiada, to taka choroba zawodowa nauczycieli. Zarobki wg mnie przynajmniej na początku są żenujące. I szkoda, że ten zawód nie cieszy się już takim prestiżem jak kiedyś.
Co do wolnego czasu to dużo zależy od przedmiotu i od tego jaki jest nauczyciel. Są tacy, którzy "odbębniają" tylko swoją robotę, ale miałąm szczęście poznać takich, którzy angażują się w swoją pracę, przez co przygotowanie do lekcji zajmuje mu więcej czasu. Do tego dochodzą inne obowiązki typu wyjazdy, wycieczki, prowadzenie różnych kółek...
Moim zdaniem to nie jest łatwa praca - ma się do czynienia z człowiekiem, trzeba zbudować relacje bo bez tego można im tłuc łopatą do głowy i nic, ma się wpływ na kształtowanie osobowości u dziecka, u młodszych występuje etap, na którym "pani" jest ważniejsza od rodziców.
Ja studiuję ped. opiekuńczą i socjalną ale nie jest kierunek moich marzeń, po tych studiach chciałabym pracować w świetlicy szkolnej, tu chyba nie jest aż tak ciężko. A co do magisterskich to planuję iść właśnie na przedszkolną i wczesnoszkolną ale obawiam się wymagań rodziców i papierkowych spraw ( pracowałam w przedszkolu i wiem jak to troszkę wygląda) lub też zastanawiam się nad oligofrenopedagogiką ponieważ np. pracując w świetlicy chciałabym np. mieć dodatkowe godziny z nauczania indywidualnego... ale to są gdybania i marzenia, w praktyce pewnie będzie zupełnie inaczej...
Nauczycielem trzba byc z powołania, tak aby mógł dobrze przkazać wiedzę uczniom. Za pewne same dobrze pamiętacie ze szkół nauczycieli, którzy przez całą lekcję kazali przepisywać książkę, bądź sami ją cytowali całą godzinę. I jak tu polubić przedmiot, a tym bardziej się go nauczyć, skoro nic nam nowego nie wniosły lekcje. Trzba pamiętać o umiejętnie przekazanej wiedzy, tak aby żaden uczeń się nie nudzuł, miał zajęcie, to w tedy na peno nie będzie na zajęciach nie potrzebnych wygłupów uczniów. Trzeba umiec ich zainteresować. Aktualnie moje zainteresowania, odbiegają troszkę od zawodu nauczyciela, ale sama bym chciała żeby moje dzieci uczyły się w takiej szkole z takimi nauczycielami.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości w dążeniu do celu ![]()
Ja studiuję ped. opiekuńczą i socjalną ale nie jest kierunek moich marzeń, po tych studiach chciałabym pracować w świetlicy szkolnej, tu chyba nie jest aż tak ciężko. A co do magisterskich to planuję iść właśnie na przedszkolną i wczesnoszkolną ale obawiam się wymagań rodziców i papierkowych spraw ( pracowałam w przedszkolu i wiem jak to troszkę wygląda) lub też zastanawiam się nad oligofrenopedagogiką ponieważ np. pracując w świetlicy chciałabym np. mieć dodatkowe godziny z nauczania indywidualnego... ale to są gdybania i marzenia, w praktyce pewnie będzie zupełnie inaczej...
Myślę, że powinnaś spróbować z tą pedagogiką lub z oligo. Papierkowa robota jest wszędzie, więc tym się nie przejmuj;). Brakuje nauczycieli z przekonaniem do swojej pracy, a Ty już jakoś widzisz się w tym zawodzie, więc może warto?
Ja studiuję filologię polską z oligofrenopedagogiką, ale to już jest inny temat:)
Pewnie, że warto tylko jeszcze nie wiem dokładnie w którym kierunku dążyć. Podoba mi się także praca terapeuty zajęciowego z osobami niepełnosprawnymi. Ja po prostu lubię pomagać a w dodatku mam także zdolności manualne. Mam kilka pomysłów ale nie wiem na czym się głównie skupić...
Dziękuje yvette teraz wiem, że kolegium odpada a uniwersytet otwiera przede mną nowe możliwości.
Moja polonistka ukończyła Uniwersytet Jagielloński, to się nazywa wykształcenie ![]()
I ja również się wypowiem bo właśnie za kilka miesięcy (miejmy nadzieję
) skończę kolegium kształcenia nauczycieli języka angielskiego na uniwersytecie warszawskim.
Mam już odbębnione ładnych kilka godzin praktyk więc co nieco wiem. Co prawda ja odbywałam wszystkie praktyki w klasach 1-3 i w przedszkolu bo moim marzeniem jest uczenie właśnie takich dzieciaczków ale mam również sporo znajomych na roku, którzy są po pedagogice a douczają się pod kątem angielskiego i opowiadają nieraz o gimnazjach czy liceach.
I cóż - czy zawód jest ciężki?
Tak, jest. Przede wszystkim dlatego, że trzeba mieć pomysł na siebie i na to jak będzie się uczyć. Warto bowiem mieć pewną taktykę - czy chcę stawiać na wiedzę encyklopedyczną (nie polecam
) czy na kreatywność uczniów. Nauczyciel, który się miota i nie wie czego tak naprawdę wymaga od uczniów nigdy nie zyska ich szacunku. Oczywiście trzeba mieć również nerwy ze stali - tak jak wspominała yvette nie chodzi już nawet o samych uczniów, którzy jak wiadomo potrafią nieźle dać w kość ale również o ich rodziców. Tu mogę podać kilka przykładów z przedszkola, w którym spędziłam trochę czasu. Pierwszy - mamusia bliźniaków, która notorycznie odprowadzała synków rano kompletnie narąbana. Pomijając już sam fakt tego, iż trzeba świadomie traktować takie dzieciaki to jeszcze trzeba uporać się z chęcią "powiedzenia tej pani do słuchu". Trzeba też umieć podjąć decyzję o ewentualnym zawiadomieniu opieki społecznej czy innych służb, które są odpowiedzialne za tego typu patologie - a często nie bywa to łatwe (może dojść od rozpraw sądowych, w których zostaje się świadkiem; trzeba umieć odeprzeć ewentualne ataki rozwścieczonej i podchmielonej matki itd. itd...).
Po drugie miałam w grupie chłopca, którego rodzice posyłali do żłobka od kiedy miał półtora roku mimo, że mama siedziała z drugim dzieckiem w domu. Ponadto mamusia sprawiała wrażenie bardziej zainteresowanej swoimi tipsami i futrem z norek niż problemami wychowawczymi (a było ich sporo) z małym (uwaga uwaga) Gracjanem (imię chyba sporo mówi na temat rodziców - nowobogackich, jednych z tych co budują te koszmarne domki z wieżyczkami pod warszawą... brrr).Dzieciak generalnie w kółko opowiadał o tym, jakich to zabawek rodzice mu nie kupili ("proszę paniiii a mama to mi kupiła nowego ben tena... i potem mama to mi kupiła do niego taki miecz... i mam też zegarek... a tata mi wczoraj kupił nową grę na komputer.. ....) natomiast zupełnie nie rozumiał podstawowych relacji międzyludzkich (np. dlaczego fajnie jest zabawkami bawić się razem i jak się nimi dzielić z kolegami). Nauczyciel, zwłaszcza przedszkolny czy wczesnoszkolny musi umieć pomóc takim maluchom, niezbędna jest więc gruntowna wiedza na temat psychologii (tak tak, na przedmiotach z tego zakresu warto uważać a nie tylko kuć do egzaminów - co niestety robi 90% studentów a potem efekty jakie są wszyscy wiemy...). Co chcę przez to powiedzieć? A to, że na nauczycielu ciąży ogromna odpowiedzialność. To, jak uczy i wychowuje swoich podopiecznych może naprawdę potężnie wpłynąć na przyszłe życie każdego z tych małych człowieczków. Jeśli ktoś myśli, że zostając nauczycielem musi posiadać jedynie wiedzę z zakresu swojego przedmiotu grubo się myli, a niestety wielu osobom się tak wydaje. Miałam na przykład w liceum nauczycielkę od francuskiego - super zakręconą laskę, która skończyła romanistykę i myślała, że świetnym pomysłem będzie uczenie licealistów. Wszystko super dopóki nie zaczęła się kumplować z niektórymi uczennicami inne zaś, które nie przypadły jej do gustu (bo na przykład nie chodziły razem z nią na wystrzałowe wystawy) permanentnie dostawały gorsze oceny...
Przykłady tego typu można mnożyć a wniosek jest dość oczywisty - trzeba posiadać pewne cechy charakteru i samoświadomość żeby zostać nauczycielem. To nie jest tylko praca polegająca na przekazywaniu wiedzy - nauczanie to również wychowywanie. I jakkolwiek wzniośle by to nie brzmiało to po prostu prawda. Koniec kropka ![]()
A jakie są plusy? Dwa miesiące płatnych wakacji
Haha
))
Co zaś do mojego powołania - skoro już wszyscy przyszli bądź aktualni nauczyciele się tutaj nim dzielą
to powiem, iż ja póki co pracuję w produkcji filmowej. Zaczęłam tą pracę w trakcie moich studiów zaocznych i jestem z niej zadowolona. Nie tylko dlatego, że zarobki są nieporównywalnie większe w stosunku do nauczycielskich ale również dlatego, że daje mi to niezbędną satysfakcję. Planuję jednak dalszą edukację. Dlaczego? Dlatego, że chcę mieć w przyszłości możliwość wyboru. Wiem, że bycie nauczycielem jest wciąż moim marzeniem i dopóki mam możliwość jednoczesnego pracowania i studiowania chcę z niej korzystać (a nuż za kilka lat coś mi się odmieni
). W związku z tym planuje zdawać na studia podyplomowe na pedagogikę uw, kierunek opieka i wychowanie - praca socjalna. Marzę bowiem o tym, żeby zostać pedagogiem szkolnym i pomagać małym zagubionym owieczkom (jakkolwiek idealistycznie by to nie zabrzmiało
))) ).
Dziękuje yvette teraz wiem, że kolegium odpada a uniwersytet otwiera przede mną nowe możliwości.
Moja polonistka ukończyła Uniwersytet Jagielloński, to się nazywa wykształcenie
Ukończyć uniwersytet wcale nie jest tak trudno - najtrudniej się na taki dostać. Potem to już tylko systematyczność i w miarę ciężka praca (nie wiem dokładnie jak jest na ujocie ale na uw naprawdę nie trzeba wylewać z siebie siódmych potów każdego dnia
)
Sarenka napisał/a:Dziękuje yvette teraz wiem, że kolegium odpada a uniwersytet otwiera przede mną nowe możliwości.
Moja polonistka ukończyła Uniwersytet Jagielloński, to się nazywa wykształcenie
Ukończyć uniwersytet wcale nie jest tak trudno - najtrudniej się na taki dostać. Potem to już tylko systematyczność i w miarę ciężka praca (nie wiem dokładnie jak jest na ujocie ale na uw naprawdę nie trzeba wylewać z siebie siódmych potów każdego dnia
)
Ja bym powiedziała, że odwrotnie - nie jest tak trudno się dostać, a trzeba się przyłożyć, żeby się utrzymać. Przynajmniej nas na polonistyce nauczycielskiej dosyć cisną.
Co do UJ - renoma, tradycja, nazwa, nie zawsze przekładają się na rzeczywistość ![]()
Uniwersytet Jagielloński to największa uczelnia humanistyczna w Polsce ale poza nim jest jeszcze Warszawski, Łódzki i Wrocławski
Nie wszystko jeszcze stracone. Czeka mnie ciężka przeprawa przez materiał do matury a potem wybór porządnej uczelni.
Chciałabym odświeżyć ten temat? Również zastanawiam się nad tym, czy zostać nauczycielką. Bardzo bym chciała ale czuję, że nauczyciele są w Polsce nie doceniani. Jakieś inne refleksje nt pracy nauczyciela? :-)
Selene, dużo zostało powiedziane w wątkach dotyczących pedagogiki - wpisz w wyszukiwarkę pedagogika i na pewno wyskoczy...
yvette - jakbym słyszała samą siebie. Dodam jeszcze jedno, Krata Nauczyciela to ustawa do poprawki, albo stworzenia od nowa. Najbardziej denerwuje mnie brak konkurencyjności w szkole. Nauczyciel nie wyleci z pracy, dlatego , że jest złym nauczycielem. A tak powinno być: nie sprawdzasz się - to musimy się pożegnać. A tak, ci nieodpowiedni nauczyciele uczą i wychowują nasze dzieci. A na ich miejsce jest wielu młodych ludzi z pasja i ogromnymi chęciami i pomysłami, niestety dyrektorzy z premedytacja przetrzymują na stanowiskach takich właśnie- nie sprawdzających się pracowników, bo środowisko nauczycielskie jest bardzo zamknięte - klika, jak pisze yvette.
Wszystko to co napisałaś jest niestety prawdą, mam nadzieję, ze sie kiedyś zmieni.
Nauczyciel - kiedyś duma, a dzis???? mysle,ze sami nauczyciele doprowadzili do takiej a nie innej opinii o zawodzie. Ale mowi sie,ze byc nauczycielem to znaczy "klepac biedę". Jest to nieprawda!!!!! Za każdą godzine ma zapłacone,a jest ich 18 w tygodniu, kazda nastepna to ponadwymiarowa, więc jesli przepracuje ich w tygodniu 36 to ma 2 etaty w czasie, w ktorym kazdy inny pracownik ma jeden etat. Nie terzeba byc matematykiem zeby wyliczyć jak sie zarobki ksztaltują.
Nauczyciela chronią 2 ustawy tj KN i KP.
W większości chałturzą korkami, bo mają na to czas i nie dla dorobienia na chleb, ale raczej z pazerności.
Byłoby dobrym rozwiązaniem, gdyby np naucz. udzielał prywatnych lekcji w swoim "edukacyjnym przedsiebiorstwie" sam odporowadzałby wszelkie ustawowe składki (ZUS<US itp) i bylby rozliczany z efektów pracy np. nie ocena ucznia, ale na podstawie dalszej edukacji ucznia np wyniki dostania sie na uczelnię
Ile jest godzin lekcyjnych zapisanych jako pełne godziny lekcyjne,a wykonanych jako 30 minutowe??? liczył ktoś??? np skrócone zajęcia, bo jest uroczysty apel, albo tzw. mikołajki, wigilia, w karcie godzin zrealizowany wypisuje się faktyczna liczbę godzin w danym dniu (te ktore mialy byc zrealizowane) np 5 godzin, a były to 5 godzin ale po 30 minut - wynagrodzernie bylo wyplacone za 5 godzin po 45 minut.....
Wszelkie egzaminy odbywające sie szkolach np egzamin zawodowy w lic.zawodowym - odbywa się na terenie szkoly, mlodziez 9ich rodzice) przuygoptowuja dla komisji śniadania) pytam sie po co??kazdy kto idzie do pracy bierze ze soba śniadanie, baź wyskakuje do bufetu......
Nie terzeba byc matematykiem zeby wyliczyć jak sie zarobki ksztaltują.
Ale trzeba znać realia szkolne, żeby wiedzieć, jak różnią się te stawki w zależności od tzw. stopnia zawodowego. Nauczyciel mianowany nie zarabia tyle, co dyplomowany itd. To nie są kokosy. I nie każdy nauczyciel ma 36 godzin, znam takich, którzy mają po 12.
Byłoby dobrym rozwiązaniem, gdyby np naucz. udzielał prywatnych lekcji w swoim "edukacyjnym przedsiebiorstwie" sam odporowadzałby wszelkie ustawowe składki (ZUS<US itp) i bylby rozliczany z efektów pracy np. nie ocena ucznia, ale na podstawie dalszej edukacji ucznia np wyniki dostania sie na uczelnię
Z takim systemem ciężko mi się zgodzić, nawet, jeżeli jest wielu złych czy niezaangażowanych nauczycieli. Dlaczego? Bo nie zawsze wyniki ucznia zależą od starań nauczyciela. Jak inaczej wytłumaczysz to, że w klasie, która liczy 30 osób 20 pójdzie na studia na renomowanej uczelni, a 5 w ogóle tej matury nie zda? Mieli do dyspozycji te same lekcje. Ale każdy nauczyciel miał w swojej karierze takich uczniów, którzy uczyć się nie chcą, a których rodzice nie są chętni do współpracy.
Jak sobie wyobrazić szacunek ucznia do nauczyciela, jeżeli może mu powiedzieć "Olewam, nie zdam, a Ty cwaniaro jeszcze za to zapłacisz!"?
Jeżeli idę do urzędu i składam wniosek, urzędnik powinien otrzymać wypłatę, niezależnie od tego, czy mój wniosek rozpatrzą pozytywnie czy nie. Tak samo z innymi zawodami. Można i wręcz trzeba zwalniać złych pedagogów, ludzi ograniczonych, "odwalających" swoją robotę, ale obcinanie im wypłat w oparciu o to, czy komuś się chciało, czy nie to naprawdę nielogiczne.
np skrócone zajęcia, bo jest uroczysty apel, albo tzw. mikołajki, wigilia
Nauczyciel, który siedzi z klasą podczas lekcji wigilijnej czy na apelu nie ma wolnego. Nie może załatwiać swoich prywatnych spraw u lekarza czy w urzędzie, nie gada przez komórkę w trakcie apelu, do licha ciężkiego, nie przesadzajmy. Szkoła nie realizuje tylko celów edukacyjnych, ale również wychowawcze. I nauczenie takiego dzieciaka, jak ma się zachowywać na apelu poświęconym jakiejś tragedii czy jak ma współpracować z grupą rówieśniczą na mikołajkowym wypadzie poza szkołę jest równie ważne, co wpojenie mu tabliczki mnożenia.
w karcie godzin zrealizowany wypisuje się faktyczna liczbę godzin w danym dniu (te ktore mialy byc zrealizowane) np 5 godzin, a były to 5 godzin ale po 30 minut - wynagrodzernie bylo wyplacone za 5 godzin po 45 minut.....
Takie są realia szkoły. Nie ma możliwości, żeby zacząć prawdziwą lekcję 1 minutę po dzwonku. Dlatego, że:
- żaden nauczyciel nie będzie biegł z pokoju nauczycielskiego po to, żeby zobaczyć połowę swojej klasy, leniwym krokiem idącą do sali;
- to nie nauczyciele wymyślili sprawdzanie obecności (względy bezpieczeństwa m.in.) i inne pierdoły organizacyjne, które zajmują czas;
- normalną specyfiką pracy w szkole jest nawołanie do porządku po przerwie, kiedy dzieciaki są totalnie rozproszone.
Więc na jakiej podstawie te 30 minutowe lekcje? I w ogóle co to za rozliczanie? Równie dobrze ja się pytam, jakim prawem lekarz wychodzi do toalety w czasie godzin przyjmowania - przecież ja! czekam - a urzędnik popija kawę. O co zakład, że robił ją w regulaminowym czasie pracy, za którą ma wynagrodzenie?
Nauczyciel to nie robot. Wykonuje tą robotę, co do której wszyscy są zgodni, że jest potrzebna (wszak wykształcenie trzeba mieć), a nikt jej tak naprawdę nie chce. Niewielu znam rodziców, którzy usiedli jako nauczyciel na kilka godzin - a tylko tacy mają postawę "MNIE się należy".
Zgodzę się co do tego, że potrzebne są zmiany. Że często nauczyciele to ludzie chorzy, z przerostem ambicji, osobistymi problemami, że niektórzy nie powinni wykonywać tego zawodu. Ale przybieranie postawy rodem z ustroju, którego nie chciałabym w Polsce z powrotem wcale tego nie zmieni, a odstraszy młodych ludzi do tej pracy. Wyliczanie co do minuty, rozliczanie z tego, co uczeń osiągnął życiowo i traktowanie kogoś, kto odwala czarną robotę wielu rodzin, którym wychowywać się nie chce jak pachołka na wynajem to nie jest podejście, którym cokolwiek ugramy.
jestem nauczycielka i tlumaczka, kocham uczyc, daje mi to szczescie, czuje ze mam misje: nauczanie ludzi to wazna i odpowiedzialna sprawa, trzeba miec mocne nerwy i serce do tego, powodzenia nauczycielki!
noami24 ja tez uwielbiam swoja prace, mąż się śmieje, że w domu tez nauczam ![]()
Dlatego trzeba uczyć w szkole aby coś móc o tej pracy powiedzieć. Apele, wigilie i inne uroczystości, tez ktoś przygotowuje, ktoś pilnuje, żeby dzieciaki były bezpieczne podczas takich zajęć. Wiele razy przygotowywałam uroczystości czy konkursy, czy dzieci do konkursów, zawsze po lekcjach, nigdy zamiast, po godzinach zostawałam w pracy, to takie normalne, bo przecież mój etat to tylko 18 h. Całą resztę nadprogramowych zajęć można wcisnąć w ta lukę do 40h.
Ale bez sensu cokolwiek tłumaczyć tym, którzy tej pracy nie znają z doświadczenia, bo przecież nauczyciel, to jakiś bubek z przypadku, który siedzi za biurkiem 18 h w tygodniu, wymachuje wskaźnikiem i nic nie robi, a jeszcze pyszczy na prawo i lewo jak mu źle. A przy okazji, zupełnie nie wiadomo jak uczy nasze dzieci, czasem nawet z dobrym skutkiem, wychowuje, tłumaczy, siedzi do wieczora w szkole - udzielając dodatkowych lekcji, bo pała grozi, a mama nie ma czasu pomóc w nauce, Nie wspomne nawet o szkołach w bardzo trudnych dzielnicach, gdzie dzieciaki nie maja książek, ale za to siniaki i brudne ciuchy. Uczyć się nie chcą - po co? I tak będą zbierały złom jak tata. Zachowanie takich dzieciaków nie tylko odbiega od normy, ale tej normy nigdy nie spełniało, kontakt z rodzicami - żaden, a jeśli już to dziecko zapłaci za to kolejnymi siniakami.
Wierzcie mi, ze praca w takiej szkole to wyjątkowo trudna rzecz, 6h dziennie bardzo wyczerpuje, a problemów nie da zostawić się w pracy, wyjść i po prostu zamknąć drzwi.
Oczywiście są niestety nauczyciele, którzy wszystko maja w głębokim poważaniu i takich nie powinno byc w tym zawodzie, ale o tym już pisałam kilka postów wyżej.
Witajcie:) Ja wlasnie zaczęłam studia: filologię polską i chyba będę nauczycielką. Taką specjalizację wybrałam. Tylko boję się że nie będę miała potem pracy i że ten wybór nie jest trafny... Owszem, jestem otwarta do ludzi i raczej swoja pracę wiąże z ludzmi i dlatego ten kierunek ktoś mi polecił. Jestem zagubiona okropnie...
A ja uważam, że jak dla kobiety ten zawód nie jest najgorszy. Masz określoną ilość godzin do przepracowania, wolne weelendy, 2 miesięczne wakacje. Poza tym możesz udzielać po godzinach korepetycji a z tego co wiem te korepetycje teraz nie sa tanie. Znam kilku nauczycieli i chodź czasem narzekają na uczniów to raczej lubią swoją pracę.
Tyle głupot i dowodów złej woli to w jednym poście na tym forum jeszcze nie czytałam.
Za każdą godzine ma zapłacone,a jest ich 18 w tygodniu, kazda nastepna to ponadwymiarowa, więc jesli przepracuje ich w tygodniu 36 to ma 2 etaty
Nie ma wolnych etatów, ludzie po kierunkach nauczycielskich szukaja pracy, w szkołach leżą dziesiątki podań - nie wiem, skąd wzięłaś te dwa etaty! Chyba z księżyca.
W większości chałturzą korkami, bo mają na to czas i nie dla dorobienia na chleb, ale raczej z pazerności.
W większości?? Uwagę o pazerności przemilczę...
bylby rozliczany z efektów pracy np. nie ocena ucznia, ale na podstawie dalszej edukacji ucznia np wyniki dostania sie na uczelnię
Powinnam to przemilczeć, bo ta uwaga na odpowiedź nie zasługuje, jednak nie moge sie powstrzymać: dziecko tyle ma w głowie, ile mu w genach dali rodzice. Nauczyciel nie bierze za to odpowiedzialności i uczniowi łopatą do głowy wiedzy nie nasypie.
Ile jest godzin lekcyjnych zapisanych jako pełne godziny lekcyjne,a wykonanych jako 30 minutowe??? liczył ktoś??? np skrócone zajęcia, bo jest uroczysty apel, albo tzw. mikołajki, wigilia,
A te mikołajki kto robi? Święty Mikołaj? Kto dzieci pilnuje? Krasnoludki? Kto wcześniej ten apel czy uroczystość przygotował z dziećmi w swoim wolnym czasie? Święty turecki??
W czasie przerwy nauczyciel tez pracuje - przede wszystkim dyżury, a także zmiana sal, przygotowanie pomocy dla następnej klasy, rozmowy z rodzicami, załatwianie spraw uczniowskich, zamiana dzienników, odniesienia kluczy,...
przuygoptowuja dla komisji śniadania
Chyba skończę, bo mnie zemdliło...
Pytacie, skąd bierze sie niesprawiedliwa ocena pracy nauczyciela. Ano z takich ...pip ...pip...pip..
głów.
Jakis czas temu - na bazie opinii, ze nauczyciel pracuje tylko 18 godzin - niektóre samorządy zaczęły wymagać od nauczycieli rejestrowania swojego czasu pracy. Sporządzono odpowiednie tabele i kazano wypełniać.
18 godzin lekcji + sporządzenie konspektów na każdą lekcję + sprawdzanie klasówek i kartkówek + konsultacje z uczniami + konsultacje dla rodziców + wywiadówki + wizyty domowe + wyjścia do kina, teatru, na wystawy...+ dyskoteki + przygotowanie świąt i uroczystości szkolnych + przygotowanie do konkursów i olimpiad + wyjścia/wyjazdy na konkursy + wycieczko, biwaki, zielone szkoły + indywidualne rozmowy z rodzicami + pisanie opinii, skierowań do sądu, poradni, policji+ przygotowanie planów, programów, rozkładów materiału + prowadzenie dokumentacji szkolnej (dzienniki, arkusze ocen, swiadectwa) + praca w komisjach i zespołach zadaniowych +.............
Okazało się, że nauczyciel pracuje dużo ponad 40 godzin. Gdy pomysłodawcy zorientowali się, jak sprawa wygląda - szybko wycofali sie z tego "rewelacyjnego" pomysłu, bo groziła zapłata za nadgodziny.
Tylko kto ma o tym pojęcie?? Taka Joanna+ i wielu innych na pewno nie - bo tu trzeba wyobraźni!
Szczerze mówiąc nie chciałabym uczyć w gimnazjum. To jest chyba najgorsza grupa i najgorszy etap edukacji jeśli chodzi o dyscypline i zachowanie młodzieży. Ja uczę w oddziale przedszkolnym i jestem zadowolona. Wprawdzie tylko na pół roku się na razie załapałam an zastępstwo, ale zawsze coś. I jak najbardziej polecam. Chociaż w grupie przedszkolnej i w kl. I-III trzeba sie trochę napracowac w domu, żeby zajęcia były ciekawe. Jednak później fajnie widzieć uśmiechy na buziach dzieci ![]()
Gimnazjum to masakra. Mama znajomych, którzy są nauczycielami. Zarowno w podstawowce, gimnazjum jak i liceum. Zdecydowane najlepiej jest w liceum. Tam jest szacunek dla nauczyciela - uczniowie w jakimś tam stopniu uswiadamiają sobie, że mogą zostać wyrzuceni z szkoły, nie to co w gimnazjum, kiedy to glupi wiek i chęć poznawania wszystkiego co "dorosłe" ma bardzo zły wplyw na uczniow...
Oj zawód nauczyciela jest jak dla mnie jednym z najbardziej niewdzięcznych zawodów. Znam tylko jednego nauczyciela który bez pracy żyć nie może. Nauczyciele mają przerąbane. Nieogarnięta młodzież przeszkadzająca w lekcji, przynoszą pracę do domu (sprawdziany, wypracowania), jakieś apele do przygotowania, a teraz jest coś takiego jak jedna godzina przepracowana musi być za darmo. Do tego zarabiają na prawdę bardzo mało. I mają zszargane nerwy tym ciągłym uspokajaniem, przekrzykiwaniem. Co innego technikum, liceum, co innego zawodówka albo gimnazjum.
Z perspektywy czasu uważam, że zawód jak najbardziej dla kobiety. Może pieniądze niewielkie, ale przy dobrej organizacji czasem można pogodzić świetnie dom, pracę i wychowanie dzieci ![]()
39 2011-01-02 19:29:18 Ostatnio edytowany przez malincik25 (2011-01-02 19:35:40)
Nauczyciel - kiedyś duma, a dzis???? mysle,ze sami nauczyciele doprowadzili do takiej a nie innej opinii o zawodzie. Ale mowi sie,ze byc nauczycielem to znaczy "klepac biedę". Jest to nieprawda!!!!! Za każdą godzine ma zapłacone,a jest ich 18 w tygodniu, kazda nastepna to ponadwymiarowa, więc jesli przepracuje ich w tygodniu 36 to ma 2 etaty w czasie, w ktorym kazdy inny pracownik ma jeden etat. Nie terzeba byc matematykiem zeby wyliczyć jak sie zarobki ksztaltują.
Nauczyciela chronią 2 ustawy tj KN i KP.
W większości chałturzą korkami, bo mają na to czas i nie dla dorobienia na chleb, ale raczej z pazerności.
Byłoby dobrym rozwiązaniem, gdyby np naucz. udzielał prywatnych lekcji w swoim "edukacyjnym przedsiebiorstwie" sam odporowadzałby wszelkie ustawowe składki (ZUS<US itp) i bylby rozliczany z efektów pracy np. nie ocena ucznia, ale na podstawie dalszej edukacji ucznia np wyniki dostania sie na uczelnię
Ile jest godzin lekcyjnych zapisanych jako pełne godziny lekcyjne,a wykonanych jako 30 minutowe??? liczył ktoś??? np skrócone zajęcia, bo jest uroczysty apel, albo tzw. mikołajki, wigilia, w karcie godzin zrealizowany wypisuje się faktyczna liczbę godzin w danym dniu (te ktore mialy byc zrealizowane) np 5 godzin, a były to 5 godzin ale po 30 minut - wynagrodzernie bylo wyplacone za 5 godzin po 45 minut.....
Wszelkie egzaminy odbywające sie szkolach np egzamin zawodowy w lic.zawodowym - odbywa się na terenie szkoly, mlodziez 9ich rodzice) przuygoptowuja dla komisji śniadania) pytam sie po co??kazdy kto idzie do pracy bierze ze soba śniadanie, baź wyskakuje do bufetu......
z calym szaycnkiem bo jestes droga pani cwierc wieku starsza ode mnie- widac jak nic nie wiesz o tej pracy a skoro na czyms sie nie znasz to sie nie wypowiadaj!
\
moge tylko sie smaic w duchu ze djrzala kobieta a taka glupia- bo inaczej tego nazwac po prostu nie moge ciesze sie ze bardzo dojrzale ktos cytujac cie wszystklo wytlumaczyl bo mnie skreca jak widze jakie dyrdymaly wypisujesz- nic dodac i nic ujac. nie wypowiadam sie o pracach, zawodach o tkrocyh nie mam pojecia a tak apropos- skoro uwazasz droga pani ze zycie nasze jest uslane rozami- zapraszam, nic nie stoi na przeszkodzie sprobowac i tez bedziesz miala raj na ziemi!:) musisz byc bardzo sfrustrowana osoba skoro zazdroscisz inym zawodom..wiec tez wspolczuje! bo na przyklad ja nie obgaduje nigdy innych zawodow, nie wypominam co maja a czego nie- bo zdaje sobie sprawe ze mialam kiedys tam pawo wyboru i jesli myslalalm ze gdzies indziej bede miala lepiej to moglam taki zawod wybrac! i najbardziej mnie denerwuje ze kazdy patrzy na rece nauczycielom i ich obgaduje a nie patrzy jakie wlasne ma profity w pracy o ktorych nauczyciele moga pomarzyc- to jest cos co zabija powolanie ta ludzka mentalnosc i brak szacunku do tego zawodu! to jest jego najwieksza wada! poza tym ma wiele zalet, w tym satysfkacje z tego ze to ty zdolalas kogos nauczyc tak ze zdal spiewajaco mature to naprawde jest olbrzymia satysfkacja!
i dla takich chwil warto zyc, oraz rekompensuja one niepowazne opinie sfrustrowanych kobietek
Z perspektywy czasu uważam, że zawód jak najbardziej dla kobiety. Może pieniądze niewielkie, ale przy dobrej organizacji czasem można pogodzić świetnie dom, pracę i wychowanie dzieci
I z tym się trzeba zgodzić. JEst to - moim zdaniem - bardzo dobry zawód dla kobiety. Tak, wiem, że praca nauczyciela, to równiez praca ponad godziny, ale wydaje mi się, że łatwiej jest ją pogodzić z opieką nad małymi dziećmi, niż inne... Tym bardziej, że płaca - jak dla kobiety - wcale nie jest mała.
katbe napisał/a:Z perspektywy czasu uważam, że zawód jak najbardziej dla kobiety. Może pieniądze niewielkie, ale przy dobrej organizacji czasem można pogodzić świetnie dom, pracę i wychowanie dzieci
I z tym się trzeba zgodzić. JEst to - moim zdaniem - bardzo dobry zawód dla kobiety. Tak, wiem, że praca nauczyciela, to równiez praca ponad godziny, ale wydaje mi się, że łatwiej jest ją pogodzić z opieką nad małymi dziećmi, niż inne... Tym bardziej, że płaca - jak dla kobiety - wcale nie jest mała.
zalezy jakie kto m wymagania, majac goly etat z moimi kwalifikacjami teraz i stazem pracy zarabia sie raptem 1400 na reke, nie wiem jakie kto ma wyamgania ale dla mnie to troche malo, nie nazwalabym tego dobrym zarobkiem zwlaszcza jak ktos ma na utrzymaniu dziecko, dlatego dorabiam jak moge i ile wlezie bo niestety ale dla mnie to sa grosze. oczywiscie zawod ma wiele innych profiotw: wakacje, satysfkacja ale bedac obiketywnym stwierdzam ze jednak jak dla kobiety rodziny na utrzymaniu nie sa to jakies cuda.
i tu wkraczamy w temat: czy z pensji nauczyciela można utrzymać dom, siebie i dziecko? - raczej nie..... ![]()
jednak, kiedy w domu są dwie pensje... da się żyć na godziwym poziomie
Czy zawód nauczyciela jest idealnym dla kobiety? Czy uważacie, że praca nauczyciela, ich godziny są adekwatne do zarobków? Czy jest to ciężka praca według Was? Jak te zawody mają się co do przyszłości? Jakie są Wasze odczucia i doświadczenia związane z tym zawodem?
Praca nauczycielki ma swoje wady i zalety. Plusem jest na pewno ( bardzo często wysuwany przez moich znajomych argument) ustawowy czas wolny, czyli wakacje, ferie, dni świąteczne. Tego nie ma w innej pracy.
Tan zawód ma jednak wiele minusów, z których nie każdy zdaje sobie sprawę. Czy ktoś kiedyś uczył w gimnazjum? Praca w tym typie szkoły z roku na rok staje się coraz gorsza. Dzieciaki coraz bardziej rozwydrzone, ? mędrkujące? dodatkowo w trakcie ?burzy hormonalnej?, która potęguje pewne zachowania. Mają coraz mniej szacunku do nauczyciela i coraz trudniej nad nimi zapanować. Czasami po trzech lekcjach ?walki z tłumem? wychodzisz wymęczona jak po walce bokserskiej.
Jak masz powołanie i siłę - polecam. Jak chcesz to traktować jak kolejną prace- znajdź sobie coś innego.
Nie wydaje m się, żeby ktoś traktował zawód nauczyciela ,jako ten "kolejny". Żeby nim zostać przecież trzeba mieć sporą wiedzę z danego przedmiotu. A co do zarobków, to oczywiście, nie jest to duża płaca, ale jeśli bierzemy pod uwagę, ze jesteśmy w małżeństwie i nasza "druga połówka" również pracuje, to chyba już tak źle nie jest jest;)
Chciałabym odświeżyć ten temat? Również zastanawiam się nad tym, czy zostać nauczycielką. Bardzo bym chciała ale czuję, że nauczyciele są w Polsce nie doceniani. Jakieś inne refleksje nt pracy nauczyciela? :-)
A nad czym się zastanawiać? Wszystko zależy od Ciebie. Jeśli chcesz uczyć w szkole idź i spróbuj. Tak chyba bardzie najlepiej, bo nikt Ci nie da 100% odpowiedzi czy warto czy nie. Ja spróbowałam-uczyłam przez dwa lata w gimnazjum i wiem, że NIE CHCĘ tego robić.
i tu wkraczamy w temat: czy z pensji nauczyciela można utrzymać dom, siebie i dziecko? - raczej nie.....
jednak, kiedy w domu są dwie pensje... da się żyć na godziwym poziomie
Oj nie zgadzam się. Da się utrzymać pod warunkiem, że nie jesteś stażystką i masz więcej niż 18 godzin:D i motywacyjny większy niż 300 zł;)
i ja zabiorę głos:)
nie jestem nauczycielem , ale mamą uczennicy , niedługo ucznia
ktos napisał o tym że nauczycielem trzeba być z powołania i to jest święta racja!!!
najgorzej jak trafi sie ktoś kto chce wychowywac twoje dziecko a jego podejście jest minimalne lub wręcz rażące
zgodze sie z tym ze dzieci też są trudne , bardzooo często rodzice są trudni , mówią wiele o prawach ucznia a gdzie obowiązki????
wiele jest tutaj nieprawidłowości , wiele scedowane na szkołę , zapominając że cechy ucznia kształtują sie dużo wcześniej bo w środowisku rodzinnym ...
SARENKA jeśli dobrze pamiętam nik widac ze nie zna tematu pisząc o tym że chciałaby wykładac na uniwerku.. sama nadal się kształcę na uniwerku własnie , miałam do wyboru uczyć lub pomagac wszystkim tym którzy tej pomocy potrzebują.. pragnę sie spełniać zawodowo a nie przeliczać jedynie kase na koncie i działac na kilku etatach ..
z tego co mi wiadomo to aby wykładac na uniwerku nalezy mieć predyspozycje w postaci nie dobrych ale bardzo dobrych wyników w nauce
:)
MALINCIK25 tak sie oburza że ktoś zazdrości posady nauczyciela??? no kpina nic takiego nikt nie pisał , po drugie nie czarujmy się gdybyś Ty szanowny panie Nauczycielu pracował 12 godzin DZIENNIE zwyczajnie nie wyrobiłbyś zakrętu na dodatkowym etacie lub nawet ćwierci etatu!!!!
1400 zł to mało za pracę nauczyciela??? mozna łatwo policzyć ile jest dni wolnych , swiąt , wakacje , ferie , 5 razy w roku święta , długie weekendy.. więc proszę aby pan Nauczyciel nie robił z nas tępaków którzy nie potrafią liczyć..
mam córke w 5 klasie , nauczyciel z wieloletnim stażem , podpierający sie swoim długoletnim doświadczeniem pedagogicznym okazał się wypalonym zawodowo strzępkiem nerwów.. zero pedagogicznego podejścia do dziecka .. wiem że nie każdego mozna mierzyć tą samą miara...
Nauczyciel zaangazowany to skarb , wielkie szczeście takiego spotkać.. ja takie szczęście miałam , miałam takiego wychowawce który sprawił ze zakochałam sie w j.polskim , tłukł nam do głowy zasady gramatyki .. on jak mieliśmy jechac na wycieczkę do karpacza pojechał sam dla rozpoznania terenu , gdzie dzieci smacznie i tanio zjedzą , ile rodzice maja dać kieszonkowego.. czy Wy szanowni nauczyciele na taki pomysł byście wpadli?????
no własnie przedostatni post mówi dokładnie , CZY OPŁACA SIE BYĆ NAUCZYCIELEM?? CZY BĘDZIE MI WYGODNIE I CZY PROFITY BEDA SATYSFAKCJONUJĄCE???
nie ma nic na temat lubię dzieci , czuję że mogę przenosić góry, że to jest moje marzenie od zawsze...
smutne to jest.. nie daj Boże jak nasze dzieci trafią na mentora bez wyższych aspiracji a jedynie oczekującego profitów z tym zawodem związanych...
Dobry zawód dla kobiety o ile jej mąż czy partner utrzymuje rodzinę, wtedy jako druga pensja, plus wszystkie wolne wakacje oraz święta i ferie to plus, bo można czas spędzac z dziećmi. Nauczyciel wcześniej kończy pracę niż inne grupy zawodowe, czyli zrobisz zakupy, obiad, jesteś w domu razem z dzieckiem. Prace papierkowe możesz przełożyć na wieczór lub popołudnie, albo siedzieć w weekendy. Stazysta zarobi na rękę około 1500-1600 złotych, potem pensja rośnie bo dochodzi dodatek za przepracowane lata (1% za każdy rok). Ja np. mam 20 lat przepracowane, to już 20% do pensji. Jeśli pracujesz na wsi, masz dodatek wiejski okolo 160 zł plus dodatek mieszkaniowy. Jako druga pensja w rodzinie nie jest źle, na waciki masz zawsze i na ciuszki. Jeśli miałabyś się sama utrzymac to też nie grozi Ci bieda, bo i tak na rękę masz spoko sumkę, a wraz z awansem zawodowym pensja rośnie. Myślę, że jesli chcesz mieszkać w tym kraju, masz rodzinę, męża, który zarobi minimum drugie tyle, to jako tako da się żyć.
Nie wiem, skąd te dane a propos zarobków i dodatku za lata, bo moja mama pracuje w tym zawodzie 29 lat, od tego roku jest w przedszkolu (które jest przy szkole) jako nauczyciel wspomagający.
Pensja za miesiąc czerwiec wyniosła 1675,57 zł.
Dużo?
Aaa, dodam, że to jedyna pensja.
Pracę lubi, nawet bardzo. Ma do tego powołanie.
pisałam o pracy w szkole jako nauczyciel - pensja stażysty to obecnie 2250 brutto, od tego zaczynasz, więc netto to 1600. Dodatek za lata to tzw.wysługa lat, dodawana do każdej pensji. Ja mam 20 lat przepracowane i zawsze miałam doliczane. Nauczyciel mianowany to już 3300 brutto. Nie wiem gdzie Twoja mama pracuje ale pensja 1600 to początkowa, może sprawdź tutaj masz linka do ustawy i na samym dole są stawki:
http://www.przepisy.gofin.pl/przepisy,4,18,35,476,,,pelna-tresc-aktu-prawnego.html
a tutaj dodatek za wysługe lat =reguluje to Karta Nauczyciela
http://www.oswiata.abc.com.pl/czytaj/-/artykul/prawo-do-dodatku-za-wysluge-lat-nauczyciela-zatrudnionego-na-zastepstwo
czyli jesli ma 29 lat pracy to dodatek pownien wynieść 20% bo większego się już nie dostaje, 20% to maksimum. Poza tym pracujac tyle lat to jest chyba nauczycielem duplomowanym więc jeśli zarabia 1600 na rękę to coś tu jest nie tak, powinna iśc z tym do PIP-u, tam są porady prawne darmowe.
53 2013-06-16 12:49:43 Ostatnio edytowany przez marchewa91 (2013-06-16 12:53:35)
Wypowiem się może z perspektywy dziecka nauczycieli. W mojej rodzinie jest mnóstwo nauczycieli (po jednej i po drugiej stronie ciocie, wujkowie - moją mamę do dzisiaj zatrzymują ludzie na ulicy w jej rodzinnym mieście, pytając o rodziców, mimo że dziadkowie są już po 80tce - dziadek był geografem, babcia polonistką i dyrektorką szkoły), znajomi moich rodziców to oczywiście też nauczyciele. Praktycznie całe życie obracałam się w tym środowisku. Co do pensji... nie wiem, ile zarabiali konkretnie moi rodzice na przestrzeni lat, obecnie oboje są dyplomowani, ale na pewno nigdy nie głodowaliśmy, niczego nam nie brakowało, co roku wyjeżdżaliśmy na wakacje, a rodzice mieszkają w bardzo ładnym, dużym domu, który całe życie remontowali i oczywiście wzięli na ostatecznym etapie kredyt hipoteczny, ale powiedzmy sobie szczerze... kto nie ma kredytu hipotecznego?
Nauczyciele dorabiają korkami, to prawda. Ale nie są to jakieś bardzo wysokie kwoty za godzinę. To tutaj w Warszawie przeżyłam szok, jak chciałam zapisać się do swojej rówieśniczki na hiszpański. Taką cenę mi zaśpiewała, że od razu mi się odechciało. Poza tym, żeby nauczyciel tych korków udzielał, to musi być dobry. Do byle kogo rodzice swoich głupich, leniwych dzieciaczków nie posyłają.
Z tym czasem wolnym, to też różnie bywa. Przede wszystkim nauczyciele może i są w pracy średnio 6h dziennie, ale wszystko zależy od planu jaki dyrekcja przydzieli. Jak ktoś ma dobre układy, to dostanie codziennie na 8 cały etat... bywa, że moja mama musi go uzupełniać wyrównawczymi i godzinami w bibliotece, normą u mojego taty natomiast jest chodzenie na 12, czy nawet 14 na 2 h, a na drugi dzień na 8 na przykład. Do tego trzeba doliczyć zostawanie na jasełkach, Wigiliach, Dniach chłopca, kobiet, dyskotekach, itd. Wycieczki, biwaki, wyjście do kina, itd. Każdy sobie myśli, że jak są ferie, to nauczyciele mają wolne, a nikt nie bierze pod uwagę tego, że przez tydzień są rady pedagogiczne, czy zajęcia wyrównawcze. Wakacje to nie 2 miesiące, a 1,5 - z tego samego powodu.
Do tego dochodzą problemy ze strunami głosowymi, krtanią, kręgosłupem.
Najgorsi są rodzice, zwłaszcza teraz. Roszczeniowe pacany, które pozjadały wszystkie rozumy. Kiedyś jak nauczyciel przyłapał na ściąganiu, to był wstyd, płacz i gniew ojca. Teraz to ojciec przychodzi z awanturą, dlaczego nauczyciel naraża na stres dziecko i ze chyba coś mu się przewidziało. Oczywiście wszystkiemu jest winna szkoła, bo nauczyciel nie umie nauczyć. I to szkoła jest od nauki, a w domu dziecko wypoczywa. W rezultacie dzieciaki się w ogóle nie uczą i oczekują samych piątek. Są różne rodzaje rodziców. Moja mama czy tata nie raz jeździli do domów dzieciaków sprawdzić, co się tam dzieje, jak widzieli, że dziecko ma problemy. Nie raz mieli dylemat, co zrobić, żeby było jak najlepiej dla dziecka i uniknąć nadzoru kuratora, bo nie oszukujmy się. Czasem to wina alkoholizmu, ale bywa, że jest w domu bieda, ale rodzice kochają swoje dzieci, a jakieś czubki z opieki społecznej walczą o odebranie praw rodzicielskich, zamiast pomóc takiej rodzinie. Normą jest organizowanie przez mamę zbiórek na kolegów, żeby mogli pojechać na wycieczkę, czy żeby mogli kupić sobie książki do nauki. Ale najlepiej powiedzieć, że nauczyciel to zło. Oczywiście rodzice mieli też historie z sądami rodzinnymi - nie ma chyba niczego gorszego i zawsze bardzo to przeżywali.
Na koniec zostawiłam kwestię najważniejszą. Nauczyciel to przede wszystkim wychowawca, uczący jak żyć, jak postępować. Pomaga rozwiązywać problemy. I nie bez powodu mówi się, że nie każdy nadaje się na nauczyciela, bo ciąży na nim duża odpowiedzialność. Ja mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że moi rodzice to dobrzy nauczyciele. Skąd to wiem? Do dzisiaj przychodzą do nich uczniowie sprzed kilkunastu lat porozmawiać, podziękować, a nawet dopilnować, czy ich dziecko trafi do ich klasy
Często słyszę też o swoich rodzicach w pubach, jak wspominają ludzie szkołę, nie wiedząc nawet, że jestem ich córką. W takich sytuacjach jestem dumna z tego, że jestem ich córką. Chyba właśnie dla takich chwil warto być nauczycielem.
Witam,
zawód dla kobiety, bo tylko kobieta zgodzi się pracować za taką stawkę.
Ja uczę tylko zaocznie w szkole policealnej, gimnazjum/liceum dla dorosłych. Uczniowie są różni i to przede wszystkim trzeba brać pod uwagę i do każdego mieć inne podejście.
W zeszłym roku porozsyłałam CV po wszystkich szkołach w moim mieście - nie dostałam żadnej odpowiedzi. Miesiąc później czytałam artykuł, że w moim mieście brakuje nauczycieli mojego przedmiotu i zdesperowani dyrektorzy szkół nie wiedzą co zrobić, żeby przyciągnąć pracowników...
I znajomi "nauczyciele stażyści' zarabiają 1200 na początek...
I znajomi "nauczyciele stażyści' zarabiają 1200 na początek...
Jakim cudem?
No ja o tym nie decyduję, najniższa krajowa.
No nie, serio, jaka najniższa krajowa w zawodzie nauczyciela? Albo Twoi znajomi nie mają odpowiedniego wykształcenia, albo pełnego etatu, w innym przypadku nie ma takiej opcji, żeby zarabiać 1200 zł!
A skąd to wiesz?
Spójrz chociażby na podaną wyżej tabelę płac dla nauczycieli.
Wierzę w nią tak jak w średnią płacę krajową.
Yyyy... no to bez komentarza ![]()
Z tego mi wiadomo w 2013 wynosi 1600 zł, twoi znajomi najwyraźniej pracują na 3/4 etatu jak już
pensja nauczyciela jest regulowana przez ustawę, plus Kartę Nauczyciela. Jesli stażysta na pełnym etacie nie dostaje 2250 brutto to należy sprawę wyjaśnić, od tego są instytucje, które akurat w Polsce działają bardzo prężnie (choćby PIP) - na szczęscie (w tym względzie) tutaj nie Irlandia. Nauczycielstwo to nie zbieranie truskawek, że szef wyznacza pensję a my ze zwieszoną głową odbieramy tysiąc albo mniej i wzdychamy smętnie. W pensje i tabele wynagrodzeń nie należy wierzyć, bo po to jest ustalona stawka, żeby było jasne ile ma stażysta, kontraktowy czy mianowany zarabiać. Sama jestem nauczycielka i z eacji zawodu mam mnóstwo znajomych nauczycieli i NIKT nie ma stawek poniżej "tabelki". Wyjaśnij to i tyle.
Czy zawód nauczyciela jest idealnym dla kobiety? Czy uważacie, że praca nauczyciela, ich godziny są adekwatne do zarobków? Czy jest to ciężka praca według Was? Jak te zawody mają się co do przyszłości? Jakie są Wasze odczucia i doświadczenia związane z tym zawodem?
Obserwując temat z drugiej strony - kiedyś jako uczennica, a obecnie matka ucznia, to mogę powiedzieć, że do pracy nauczyciela nadają się tylko dla kobiety ograniczone, takich, co w żadnej inne pracy, by się nie sprawdziły. Jeśli masz coś wartościowego, to chroń to w sobie i rozwijaj się (ale może nie w szkole).