powrót do byłej i zaczęcie wszystkiego od nowa - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » powrót do byłej i zaczęcie wszystkiego od nowa

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

1 Ostatnio edytowany przez zlamany_dzik (2015-06-07 20:03:20)

Temat: powrót do byłej i zaczęcie wszystkiego od nowa

Hej drogie panie. Potrzebuję waszej pomocy i kobiecego punktu widzenia.

Mam 24 lata. Około 2 lat temu poznałem na jakimś zlocie dziewczynę (27lat) w której zakochałem się od pierwszej chwili. Przez jakichś wspólnych znajomych udało mi się z nią nawiązać kontakt. Jako, że mieszkaliśmy ok 300km od siebie to gawędziliśmy ze sobą na fb tylko, potem ona wyjechała na erasmusa i nadal utrzymywaliśmy bliski kontakt. Rok temu wróciła, a ja postanowiłem się przeprowadzić do jej miasta by móc być bliżej i spróbować wyjść ze strefy przyjaciół. Zostawiłem obecną pracę, znajomych, rodzinę, studia. Na przełomie października/listopada ubiegłego roku zostaliśmy parą. Byłem wtedy chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Mimo, że było fajnie to cały czas były między nami jakieś zgrzyty i totalne głupoty. Ciągle szukała dziury w całym, robiła z igły widły. Przez pół roku głównymi kłóciła się w kółko o to samo jak nie miała żadnego innego powodu. Wytykała mi jakieś komentarze które napisałem gdzieś kiedyś rok wcześniej, czepiała się o znajomych których mam na fb, ciągle zarzucała mi że jaram się innymi dziewczynami, że nie podoba mi się, że wystarczyłaby mi jakakolwiek dziewczyna a nie konkretnie ona. Ciągle snuła jakieś domysły i szukała ukrytych kontekstów i niedopowiedzeń we wszystkim co mówię i robię. Niekiedy nie miałem już siły się kłócić, dawałem sobie wchodzić na głowę, z czasem stałem się pantoflarzem który tylko czekał na to by zacząć przepraszać za coś czego nie zrobił. Prawda była taka że uważam ją za istotę doskonałą, jest jedyną dziewczyną której wyznałem miłość, dla której byłem gotowy zmienić całe swoje życie. Mimo tych wszystkich sprzeczek im bardziej ją poznawałem tym dostrzegałem więcej jej zalet, które to wszystko przykrywały i zakochiwałem się bardziej. Niestety zaczęliśmy tracić kontakt, spotykaliśmy się coraz rzadziej, ona częściej spędzała czas ze starymi znajomymi (nigdy mnie im nie przedstawiła) albo wyjeżdżała do rodziców i nie było jej np przez tydzień. Przez telefon nie rozmawialiśmy prawie nigdy. Wkradła się też rutyna w nasze spotkania, większość polegała tylko na wyjściu na wspólny obiad gdzieś, albo wieczorze podczas którego oglądaliśmy jakiś film lub przytulaliśmy się przy muzyce. Jeżeli chodzi o seks to skończył się zanim się zaczął. Okazało się że jestem tak nią onieśmielony, że nabawiłem się przedwczesnego wytrysku, przez to spadło mi libido, pewność siebie, ochota na kontakt, zacząłem się wycofywać. Po naszym pierwszym razie poszedłem od razu do seksuologa. Dostałem leki (drogie bardzo), ale terapia wymagała współpracy z partnerką i regularności zbliżeń, a tego nie było więc problem zostawał. Druga sprawa to że nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, nie gadaliśmy ze sobą o problemach, nie dzieliliśmy się niczym. Często było tak że któreś z nas mówiło że musimy porozmawiać i się umawialiśmy na kilka dni do przodu na tę ważną rozmowę, a potem jak już się widzieliśmy to kończyło się "-powiedz co chciałeś? -dobra, nieważne -ok". Zapomniałem dodać, że jest takim wolnym ptakiem. Uwielbia podróżować autostopem, pić wino nad rzeką ze znajomymi, tańczyć, biegać, skakać. Ja byłem wychowany trochę inaczej, ciągle myślałem o tym by znaleźć dobrą pracę, skończyć studia, móc zagwarantować jej wszystko co by chciała. Przy niej zacząłem się zmieniać, zamarzyłem o wspólnym wyjeździe na długo gdzieś za granicę. Zacząłem snuć plany i przygotowania. W połowie kwietnia powiedziała że zrywamy. Że męczy ją ten związek i że nie czuje tego co ja. Że woli być sama i było jej dobrze samej. Wszystkie plany szlag trafił. Nic nawet nie zdążyłem jej powiedzieć bo czekałem by zrobić jej niespodziankę. Nie zerwaliśmy kontaktu i kilka dni po zerwaniu spotkaliśmy się na mieście. Ja pół chodzące zombie, trochę wtedy wypiłem i się przy niej rozkleiłem, powiedziałem o wszystkim, jakie miałem plany, że ją kocham, że zmieniła moje życie, itd. Zaniemówiła i spytała czemu jej tego wcześniej nie powiedziałem? Po długiej rozmowie postanowiliśmy spróbować wszystko naprawić. Wyjechaliśmy na kilka dni do innego miasta, wynajęliśmy mieszkanie na tydzień po to by spędzić ten czas tylko ze sobą. Było fajnie, naprawdę po raz pierwszy było tak spoko, zero kłótni, dnie i noce razem, wspólne spacery, zwiedzanie, w nocy kolacje z winem i wspólne kąpiele. Po powrocie postanowiliśmy chodzić ze sobą dalej, ale z kilkoma zmianami i ustaleniami. Mieliśmy się widywać częściej, codziennie do siebie dzwonić, przestać się kłócić o stare sprawy. Trzy dni później znowu było to samo. Tym razem byłem bardziej stanowczy i jednak się ogarnęliśmy. Wytrzymaliśmy prawie miesiąc tak i ja uważam że było w porządku. Potem wyjechała do domu na tydzień, a na mnie z kolei spadła masa nieszczęść. Dowiedziałem się że rozwodzą się moi rodzice (i to mało polubownie), do tego mama jest chora. Nie maiłem z kim o tym pogadać, dziewczyna znowu miała o coś focha i się nie odzywała. Zacząłem uciekać w pracę, nabrałem dodatkowych zleceń do domu. Zawaliłem studia. Byłem zmęczony psychicznie i fizycznie. Wpadłem w depresję, trochę zacząłem pić. Żaliłem się przyjaciołom, że wiem że się oddalam od niej i zaraz wszystko znowu spieprzę. Czekałem tylko do czerwca bo miałem nadzieję ze wtedy się wszystko ułoży. Miało być już po rozwodzie, mama miała być po operacji. Z dodatkowej pracy miałbym kasę na wakacje dla nas. Do tego akurat dziewczyna miała iść wtedy do pracy i zmienić mieszkanie, liczyłem że jak zmieni otoczenie to wtedy się zbliżymy. Że pozna mnie trochę z innej strony niż takiego smutnego nudziarza. Niestety nie doczekałem się. Zostawiła mnie drugi raz. Powiedziała że po naszym zejściu widziała dla nas przyszłość i miała nadzieję, że z czasem wygasło wszystko. Nie pomogły tłumaczenia, że ją kocham, że miałem problemy. Nie potrafiłem jej nawet powiedzieć, że nie miałem w niej żadnego wsparcia... Do tej pory nie mam jej tego za złe bo była też w tym moja wina bo nie potrafiłem rozmawiać. Usłyszałem, że to nie jest to czego by chciała. Że ona też chce się kiedyś w kimś zakochać tak jak ja w niej. Że czuje się tym już bardzo zmęczona. Że nie pasujemy do siebie i sama nie wie czemu ale była dla mnie straszna, i że jest tego świadoma i dla żadnego chłopaka nigdy nie była taka. Postanowiliśmy zostać przyjaciółmi bo bardzo mi na niej zależy i chcę mieć pewność że będzie szczęśliwa. Zostawiła mnie drugi raz. W tej chwili mija już drugi tydzień od rozstania.
Problem w tym, że nadal ją kocham i chciałbym do niej wrócić. Jest miłością mojego życia... Przez pierwsze dni, wiadomo, nadal płakałem i ją błagałem wysyłając ściany tekstu. Potem zacząłem rozumieć wszystko. Wstyd mi za to, ale przeczytałem tez nawet jakiś kurs typu "jak odzyskac byla" i jakąś książkę o związkach. Przeanalizowałem dokładnie naszą znajomość od początku, cały nasz związek. Zrozumiałem, gdzie popełniłem błędy. A były one od samego początku. Przy zrywaniu powiedziała mi że nie szukała chłopaka wtedy jak ją podrywałem i teraz też nie będzie, że nie ma siły i czasu na facetów. A ja po prostu się pojawiłem taki zauroczony i dobry dla niej to postanowiła spróbować. Brzydki też nie jestem. I weszła w ten związek z takim przekonaniem, że ok spróbujemy może będzie fajnie. I to był taki dość dziwny początek związku, nawet nie wiedzieliśmy dokładnie od jakiej daty jesteśmy razem. Po prostu nagle stwierdziliśmy że skoro się całujemy i wychodzimy razem na miasto to chyba to już. Od początku nasz związek przypominał "przyzwyczajenie". Nie było żadnej iskry ani emocji, tylko logika. Dodatkowo nie było seksu. Zero chemii. Było wszystko dość mechaniczne. Błędem było że po pierwszym załamaniu poprosiłem ją o naprawę tego. Teraz rozumiem, że tam nie było czego naprawiać. Od początku było źle to rozpoczęte. Potrzebna była przerwa i zaczęcie od nowa wszystkiego. Można to porównać do budowy domu. Jeżeli są słabe fundamenty to możemy go naprawiać całe życie a i tak będzie się coś sypać. Lepiej wyburzyć i zbudować nowy. I chciałbym to zrobić. Od naszego rozstania staram się zmienić, zacząłem odkrywać nowe pasje i realizować rzeczy które ciągle odkładałem na później. Uczę się grać na gitarze, wróciłem na siłownię, codziennie czytam książkę, zrezygnowałem z dodatkowej pracy, zdrowiej się odżywiam, uregulowałem sytuację na studiach, przestałem spędzać tyle czasu przy kompie. Wczoraj byłem u fotografa, jutro chcę złożyć wniosek o nowy paszport. Planuję w lipcu wyjechać gdzieś by bardziej poznać siebie. Boję się jak cholera, boję się samotnej podróży w nieznane... W tej chwili rozmawiam z nią niemal codziennie, nie wie że nastąpiły u mnie takie zmiany i jakie mam plany. Gadamy dość neutralnie. Przez pierwsze dni ciągle znowu wracała do starych kłótni, były jakieś słowne przepychanki o głupoty. Ja wtedy przestawałem pisać lub mówiłem że muszę iść albo że idę bo nie mam zamiaru się z nią kłócić. Ciągle mi grozi że możemy zerwać kontakt. Od tygodnia jest w porządku. Pokazałem jej że potrafię być zdystansowany i nie rozdrapywać już niczego. Że jestem dla niej już tylko przyjacielem (tak, okłamuje nas oboje). Mówi że możemy razem wyskoczyć czasem na piwo czy coś, ale ja nie chcę. Powiedziałem jej że spotkam się z nią dopiero jak będę mieć pewność że nie ma już w głowie mojego starego obrazu. Ostatnim razem widziała mnie w dzień matki jak dostałem złe wieści z domu i pijany oraz zapłakany zadzwoniłem do niej z prośba by przyjechała bo boję się zostać sam w nocy...
To tyle historii wstępu. Teraz pytanie. Czy jako kobiety uważacie że to ma jeszcze szansę? Przyznam że jestem wojownikiem i całe życie uważałem żeby się nie poddawać jeżeli się w coś wierzy i kocha. Raz mi się ją udało zdobyć (nawet dwa w sumie) i myślę że mogę zrobić to jeszcze raz. Wszyscy byli w szoku. Jest to dziewczyna z hmm "wyższej półki", nieosiągalna dla wielu. Nigdy nie wierzyłem że będę z nią tak blisko. Jest bardzo atrakcyjna a przy tym porządna i inteligentna. Niestety, to że jest ładna powoduje że jest często adorowana, niestety zazwyczaj przez niezbyt dobrych chłopaków. Zanim byliśmy razem często na jakichś wspólnych imprezach słyszałem od innych co by z nią robili i licytacje który wróci z nią do domu. Przez to że miałem z nią dobry kontakt wiedziałem, że nienawidzi czegoś takiego i miałem fory bo wiedziałem jak do niej podejść. Mimo to boję się że jak będę za długo czekać to ją stracę. Chciałbym pokazać się jej z innej lepszej strony. Nowy, bardziej energiczny, barwny, pełen życia. Pokazać, że się zmieniłem i jestem gotowy na więcej. Że nie myślę już tylko o tym by mieć pracę i wykształcenie, i że nie jestem już taki smętny i potrafię się też bawić i czerpać radość z życia. Wczoraj ją zapytałem tak ni z gruszki ni pietruszki z jakim jej kolorem się kojarzę. Usłyszałem że jestem bezbarwny. Jak myślicie, ile czasu potrzeba by wymazać z jej głowy obraz tych ostatnich miesięcy? Jak mam z nią teraz rozmawiać? Pisać jej co u mnie czy ukrywać to wszystko i potem nagle wyskoczyć, krzyknąć "wow, patrz, jestem nowy" spojrzeć w oczy, przytulić i rozpalić w niej ogień? W ogóle myślicie że to jeszcze wykonalne? Wiem, mówiła mi że dwa razy się do tej samej rzeki nie wchodzi, ale czy drogie Panie wiecie że to słowa Heraklita z Efezu? Tego samego który powiedział że wszystko mija płynie przemija. I tu chodzi o to że dwa razy nie da się wejść do tej samej rzeki bo za każdym razem jest w niej już inna woda... Wiem, że teraz jest za wcześniej na to by cokolwiek robić w jej kierunku, uzna moją przemianę za tymczasową i nie zaufa mi. Z drugiej strony boję się że jak będę czekać za długo to mi "ucieknie". Kiedy mam się z nią spotkać na żywo i jak zachować? Czy dopiero przy którymś spotkaniu powiedzieć co do niej czuję czy od razu przy pierwszym kontakcie? Jestem teraz cholernie samotny i mi jej brakuje na co dzień, czasem budzę się trzęsąc i mam ochotę do niej zadzwonić lub napisać to wszystko. Ale wiem że to nie zadziała, tak już robiłem i wiem że argumentami jej nie zdobędę, trzeba uczuć i emocji. Musze zyskać jakiś kolor w jej oczach. Staram się czerpać radość z życia, ale nie potrafię, chciałbym się tym dzielić z nią. Obecnie tylko ta nadzieja że uda mi się znowu mnie napędza do życia sad Wiem, że mam tylko jedną szansę, jak się nie uda to pewnie będzie to mój ostatni kontakt z nią.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: powrót do byłej i zaczęcie wszystkiego od nowa

Nigdy nie kochałes jej, tylko swoje wyobrażenie o niej. Kochasz uczucie bycia zakochanym, a nie prawdziwą osobę. Ona nigdy nie byłą z tobą w prawdziwym związku, raczej na odczepnego skoro tak chciałeś.
też mam takiego adoratora od wielu lat, kilka razy udało mu się mnie nawet pocałować, ale mimo że lubię go jako przyjaciela, denerwuje mnie jako chłopak. i jak próbował ubrać naszą znajomośc w związek to reagowałam jak twoja była. ona cię  po prostu nie kocha i nie pokocha, bo nie da się tego zrobić na siłę.

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » powrót do byłej i zaczęcie wszystkiego od nowa

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024