Witam,
mam 23 lata i jestem facetem, jednak chciałbym podzielić się z Wami moją historią. Mam nadzieję że moja płeć nie zakazuje mi wypowiadania się tutaj
Powoli godzę się z faktem że już jej nie odzyskam, ale zwierzanie się pozwala mi się nieco otrząsnąć. Więc od początku.
W środę pokłóciłem się na facebooku z dziewczyną. Zawiodłem ją, bo złamałem daną jej obietnicę. Generalnie poszło o seks. Byliśmy razem od stycznia, ale nigdy się nie kochaliśmy. Co prawda często widywałem ją nago, dotykałem itd. ale nigdy nie otrzymałem nic w swoją stronę (poza pocałunkami, przytuleniami). Nawet gdy się przebierałem w piżamę zamykała oczy. Gdy chciałem by choćby mnie złapała, odpowiadała że się boi, że nie chce. Gdy tak patrzę w przeszłość to średnio co miesiąc poruszałem temat seksu i zawsze kończyło się to jej płaczem. Tak właśnie było "przedostatnim" razem, wówczas obiecałem jej że już nie poruszę tego tematu. No ale w środę niestety w nerwach nie dotrzymałem słowa. Oblany egzamin, problem z wynajmującym mi mieszkanie - skumulowało się i poruszyłem ten temat. Z początku pisałem że pewnie nie jestem dla niej atrakcyjny, zaprzeczała. Czara goryczy przepełniła się gdy powiedziałem czy w ogóle chce kiedyś seksu, bo nie chcę umrzeć jako prawiczek. Nie chciałem jej ponaglać, ale pewnie tak to odebrała. Obraziła się i poszła. Płakała całą noc, puścili ją po kilku godzinach z pracy bo nie wytrzymywała. Powiedziała że już mi nie ufa, że to była ostatnia szansa i ją zmarnowałem. Że nie chce zaczynać wszystkiego od nowa, że nie ma siły bo już mi nie wierzy. Że rozstanie to jedyne wyjście. Oczywiście przez cały czas ją przepraszałem, mówiłem że rozstanie jest błędem, że to zbyt radykalny krok w stosunku do przewinienia. Ale to na nic.. Końcówka naszej czwartkowej rozmowy wyglądała tak, że napisała że rozstanie to jedyne wyjście na tę chwilę. Odparłem żeby odpoczęła przez weekend, uspokoiła się i porozmawiamy po weekendzie. Napisała że zastanowi się czy jest sens i poszła.
Od tamtej pory nie rozmawialiśmy (a w zasadzie nie pisaliśmy bo wszystko odbyło się przez facebooka. Nie chce mnie widzieć więc nie chciałem się narzucać, ale jest mi przykro że skończyło się tam gdzie się zaczęło). W międzyczasie usunęła status związku a wczoraj napisała do mnie jej przyjaciółka-współlokatorka, że jeżeli chcę by była szczęśliwa to mam uszanować jej decyzję i dać jej spokój bo nie chce bym do niej pisał. Na sam koniec dodam że w lutym mieliśmy podobny problem, wówczas pojechałem do niej z bukietem kwiatów i jakoś się udało pogodzić. A temat seksu wywołuje u niej taką reakcję z powodu urazu z przeszłości.
Co o tym sądzicie? Co powinienem teraz zrobić?