Witam. Chcialabym opowiedziec swoja historie i sie poradzic. Jestem z mezem 4 lata po slubie i mamy 3 letniego synka. Mieszkamy za granica, bo mąż ma tu prace. Ja bedac w ciazy bylam jeszcze w Polsce, kiedy synek mial pol roku pojechalam z nim do meza. Kiedy bylam w Polsce wszystko miedzy nami ukladalo sie bardzo dobrze, czasami zdarzaly sie konflikty ale z reguly przymykalam na nie oko. Mąż pochodzi z patologicznej rodziny. Mieszkal w biedzie, ojciec go zostawil jak sie urodzil, ojczym od picia dostal zawalu serca, ale zyje, matka takze pije, siostra, ze tak powiem lubi towarzystwo mezczyzn. Moja rodzina mozna powiedziec, ze nie byla do konca normalna, bo rodzice rozwiedli sie a matka zachorowala na schizofrenie. Rozwodu nie przezylam tak bardzo jak jej choroby, bo bylam juz dorosla wiec wiedzialam, ze ludziom czasem sie nie uklada i sie rozchodza. Kiedy poznalam mojego malzonka, niektorzy mowili mi, zebym sie za niego "nie brala" bo on ma juz corke. Zapytalam go czy to prawda, powiedzial, ze tak ale nie ejst z ta kobieta. Stwierdzialm, ze dlaczego ktos kto jest po nieudanym zwiazku mialby za to ponosic kare i byc odtracany przez kazda kobiete. Dalam mu szanse. Klopoty zaczely sie juz kiedy przylecialam do niego. Duzo pil, mowil, ze piwo to nie alkohol, albo oklamywal mnie ze nie pil prosto w oczy, a ja glupia idiotka mu wierzylam, bo sie czegos tam najadl albo napalil fajek ze tlumilo zapach. Wierzylam. Maz pracuje z polakami ktorzy wywodza sie ze srodowiska takiego jak jego rodzina, czyli duzo pija, sa zaniedbani, czesto bez uzebienia lub porpostu malo madrzy. Po pracy chodzil do nich na piwo, potrafil pic w pracy, w domu klocil sie ze mna, klamal, ze nic nie pil, ze jestem wariatka jak moja matka, potrafil wyjsc z domu chociaz mowilam zeby zostal i pic z nimi, jak dzownilam to mowil ze zaraz wraca a w tle slyszalam jakies smiechy. Czulam sie coraz gorzej. Pozniej odkrylam jego zdrade. Raz wrocil pijany i wzielam jego telefon, tam byly dwa smsy podpisane jako jego kolega, a teksty w stylu "skrabie, kochanie co robisz". Ta dziewczyna tez miala chlopaka w Polsce, przyjechala tu na sezon do pracy. Poprostu po tym tak mu przyp......, ze myslalam, ze zlamie mu kregoslup. Wypieral sie wszystkiego, mowil nawet, ze wcale tych smsow nie bylo. Wpieral mi to. Zadzownilam do tej dziewczyny. Okazalo sie, ze o wszystkim wiedziala siostra meza, ktora byla wtedy tez na robotach sezonowych. Czulam sie okropnie oszukana. Ta dziewczyna zaczela mi sie tlumaczyc, nie chciala miec problemow z praca i powiedziala mi wszystko, ze powiedzial ze mamy kryzys w zwiazku, ze pisal do niej smsy ze jest seksowa i inne, ze chcial sie z nia umowic podczas naszego rodzinnego urlopu w Polsce. Nawet juz nie pamietam co tam bylo wiecej, ale straszne kretactwo. Kazalam mu zadzwonic do niej przy mnie i powiedziec ze to koniec, bronil sie jak mogl, ale zadzownil w koncu. Pozniej poprostu to rozpowiedzialam, poszlam do kierwnictwa i opowiedzialam o tym zeby ta dziewczyna wiecej tu nie przyjechala. Wiedzialam, ze tylko w ten sposob on nie bedzie juz tak odwalal, jezeli inni beda wiedzieli co zrobil. Zapomnialam napisac, ze slyszalam juz raz jak mowil o jakichs cyckach koelzanki, raz przy mnie po alkoholu pogladzil inna dziewczyna po karku, a jedna to wdzieczyla sie do niego na lozku, nie rzoebrana ani nic, ale jak weszlam to odskoczyla jak popazona. Wszystko trzymalam w sobie, zaczelam miec opinie zony terrorystki a on cudown maz i ojciec ktory utrzymuje nas i dba. Wiec rozpowiedzialam wszystko, on prawie plakal mowil ze odejdzie z pracy, za to dostal jeszcze po twarzy, ze nie mysli o przyszlosci dziecka tylko o sobie. Nie zrezygnowal z pracy. Przeprowadzilismy sie. Dalej go zlapalam, ze jak pojechal do sklepu i wrocil to pil piwo prowadzac auto. Znalazlam paragon na jedno piwo, a jak wrocil jadl kabanosy, chcial silnym zapachem zabic zapach piwa. Jak mu to powiedzialam to zaczal wymyslac na poczekaniu ze to dla kogos innego. Mistrz wymyslania historyjek. Juz bylam calkiem zdruzgotana. Ciagle mowilam ze wyjade, ale nie mie wierzyl, zreszta sama zaczynalam go tlumaczyc przed soba. Ostatnio zaczal byc zazdrosny, bo schudlam, zaczelam biegac i dbac o siebie. Mowil mi ze nie biegam tylko chodze sie puszczac, albo ze moze jestem kurwa. I tlumaczy sei ze nie powiedzial ze jestem k.... tylko ze MOŻE i to jest wielka roznica. Czepial sie o kazde zdanie zamienione z jakims facetem, byl zazdrosny nawt o faceta co ma chyba z 70 lat. Poszedl ostatnio odprowadzic znajoma, mial zaraz wrocic b chcialam isc biegac. Nie wrocil. Czekalam do 24 i poszlam spac, drzwi zakmnelam na klucz. Podobo przyszedl o 3 nocy i wylaczyl mi korki w skrzynce zebym nie miala pradu. Dziecinna zlosliwosc. Powiedzialam dosc. Wczoraj wzielam go na rozmowe. Myslal ze znowu sie pogodzimy. Powiedzialam, ze chce wrocic do kraju. Ze chce zeby dziecko mialo kolegow [mieszkamy tutaj na wsi, nie ma innych dzieci, moj syn jeszcze nie mowi bo jest w obcym kraju, jest ciagle ze mna], zebym ja mogla zyc jak kiedys, bo sie zmienilam, ze zaczynam sie zachowywac jak moja matka, a nie chce sie rozchorowac ja ona, ze lepiej dla nas bedzie osobno zyc, ze to nie jest moje miejsce na ziemi, tesknie za krajem, nie mam tu rodziny, znajomych, nikogo. Powiedzial ze nie chce zebysmy odeszli, ze odlozymy kase i przeprowadzimy sie do miasta [wczesniej nie chcial sie an to zgodzic], ze popracujemy nad soba, zebym poczekala do jesieni [w lecie jest sezon wtedy przewaznie mu odwalalo bo duzo mlodych dziewczyn przyjezdzalo, pewnie chce pokazac ze potrafi inaczej niz zwykle], na koniec jeszcze probowal mnie zatrzymac tekstami o drugim dziecku [ chcialam miec drugie dziecko jakies pol roku temu, ale odmowil mi szczerze, ze on nie chce ze mna drugiego dziecka, pozniej zmienil wersje, ze nie stac nas narazie na drugie dziecko], ale powiedzialam ze ja juz nie chce. Czy powinnam mu dac szanse do tej jesieni? Czy on na prawde sie zmieni? Poza tymi ekscesami z piciem i mowieniem do mnie obelzywie w tym czasie, nie zawsze zreszta tak robi, to nie jest zlym ojcem, kocha syna, moze i kocha mnie ale wychowal sie w takim pojeb... srodowisku ze jakby nie umial zyc inaczej. Jak wroce do Polski z malym dzieckiem bedzie mi bardzo trudno, ale czy moje zdrowie jest warte zostania tutaj i czekania az bedzie gorzej? Chce sie uwolnic jednoczesnie zal mi jego, ze zabiore mu ukochane dziecko. On mnie nie bije nigdy mnie nie uderzyl, ja potrafilm mu niezle przywalic po kolejnym klamstwie, on mowil ze nigdy mnie nie uderzy i nigdy tego nie zrobil. Utrzymuje caly dom i mnie i syna. NIgdy nie zalowal mu niczego ani mnie. Juz nie wiem co mam robic. Dac mu szanse do tej jesieni? Czy wyjechac do Polski i zyc na odleglosc. Kolezanka zaproponowala mi mieszkanie z nia poki sie jakos nie odbije od ziemi.
Zapomnialam dodac, ze ta zdrada byla prawdopodobnie tylko telefoniczna, w pracy byli ciagle na widoku, a nikt nie zauwazyl zeby cos miedzy nimi bylo, do domu tez wracal zawsze i nie wychodzil raczej nigdzie w tym okresie, tylko na papierosa. Odkrylam te smsy jak ona juz od tygodnia byla w Polsce a on siedzial z kolegami w garazu i pozniej wrocil pijany. Zreszta ona jak sie tlumaczyla, mysle, ze mowila prawde, dziewczyna ze tak powiem malo myslaca, bo mowila wszystko jak z nut a na koniec myslala ze jestem jej kolezanka i dam jej przepis na salatke....
Przede wszystkim powinniscie byc razem a nie osobno bo tylko tak utrzymacie i zbudujecie wiez miedzy wami, nauczycie sie zyc razem, poznacie siebie i zobaczycie jak sie wam uklada. Inaczej to beda takie "doskoki" i wypalenie sie. % tylko lub az polowa zwiazkow przy pracy partnera za granica sie ostaje nie mowiac juz o mozliwosciach prowadzenia sie. Ludzie sa jednak tacy, co sama potwierdzasz. I to jest sedno, to bycie razem. Codzienne. Jak bez tego chcesz budowac zwiazek?
Ale czy nasze relacje nie podchodza pod zwiazek toksyczny? mozemy nadal byc razem ale jaka mam pewnosc ze za rok to on mnie nie uderzy? Nie cierpie tego kraju, nie chce tu mieszkac, przyjechalam bo bylam pewna, ze wspolna miloscia wszystko przezwyciezymy, ale sie mylilam. Nie mam juz do niego takich uczuc jak kiedys, bardziej martwie sie o to jaka przyszlosc czeka moje dziecko. To, ze nie potrafie tu zyc bardzo rzutuje na moj sposob bycia, stalam sie drazliwa, nie mam ochoty wychodzic, meczy mnie mowienie w innym jezyku z wciaz trwajaca bariera jezykowa, moja samoocena spadla, wszystko odbija sie na dziecku, dodatkowo mąż podbudowuje swoja samoocene uszczypliwymi uwagami wzgledem mnie, przykladowo, ze to co robie w domu to jest nic w porownaniu do jego pracy, albo ze jak jestem taka cwana to zebym wsiadala do samochodu [wie ze nie mam prawa jazdy i pokazuje mi jaka jestem gorsza od niego, ale zapomina ze na czas kiedy robil caly kurs mieszkal u mojego taty na jego koszt, teraz juz o tym nie pamieta], jak powiedzialam, ze chce wyjechac to mowil rozne rzeczy: "to chyba na piechote sobie pojdziesz", wysmiewal mnie "to kiedy jedziesz? juz? spakowana jestes?' i inne tego typu rzeczy. Czy to swiadczy o szacunku do mnie? A czy mozna stworzyc zwiazek bez szacunku? Ja tez juz przestalam go szanowac po czasie wysluchiwania takich rzeczy, po klamstwach, oszustwach... Mecze sie strasznie. Tesknie do kraju, to zaczyna przewyzszac bycie tutaj razem gdy miedzy nami sa niepowodzenia. Powiedzial, ze beze mnie tu zdurnieje i ja wiem ze tak moze byc, ale co mam zrobic? Moge zostac i plakac z samotnosci kiedy jego nie ma caly dzien albo wyjechac, byc na odleglosc, a moze potrzebujemy tej rozlaki, moze musimy docenic czy mielismy cos wartosciowego czy nie. Myslalam juz nawet o rozwodzie ale narazie nie chce bez glebszego namyslu podejmowac takiej decyzji.
Szukasz wiec powodow czy sposobu na zakonczenie tych relacji. Pewnie ze nie sa one idelane ale zauwaz ze czynnik rostania miedzy wami i zycia oddzielnie jest tutaj rowniez istotny. W sumie decyzja nalezy do was czy do Ciebie czy potraficie budowac zwiazek. Na pewno tez duzo jest pretensji miedzy wami obojgiem. Jednak zyjac oddzialnie nie uda sie tych problemow rozwiazac, ludzie tez ucza sie zycia z czasem. To na to chcialem zwrocic Ci uwage. Natomiast do Twojej decyzji nie mam nic. Nie chce na to wplywac. Tylko jesli szukasz wygodnego, szybkiego rozwiazania, przemysl to.
Krótko mówiąc.... pakować się i wracać do Polski....
a pijaka zostawić w jasną cholerę....
Jaki ojciec taki syn.... przeważnie.
Pije i nie ma zamiaru przestać , czyli będzie coraz gorzej..
Mówili Ci, nie bierz się za niego...no ale miłość jest ślepa... Miał dziecko z inną, pewnie powinien płacić alimenty, a jak nie płaci, to rosną coraz większe....
Zrobisz jak uważasz, ale przysżłości cudownej nie widzę...
Zobacz. Wiele wynika z ciebie samej. Piszesz cos takiego:
", ze nie potrafie tu zyc bardzo rzutuje na moj sposob bycia, stalam sie drazliwa, nie mam ochoty wychodzic, meczy mnie mowienie w innym jezyku z wciaz trwajaca bariera jezykowa, moja samoocena spadla, wszystko odbija sie na dziecku"
Mysle ze tutaj wiele wychodzi od Ciebie. Jestes rozdrazniona, czepliwa i to na pewno ma duzy wplyw rowniez na wasza sytuacje. Kiedy sobie probowalem wyobrazic jak reaguje facet to moze byc tak jak i to opisujesz. Zeby zyc razem to trzeba sie dotrzec, nauczyc ze soba byc, rozmawiac, miec dystans, itp. emocje, samopoczucie, trudnosci nie powinny wplywac na jakosc zwiazku. Niezaleznie od podejmowania decyzji warto sie nad tym zastanowic ale i nie zwalac wszystkiego na kogos innego, skoro samemu nie jest sie idealem.
Krótko mówiąc.... pakować się i wracać do Polski....
a pijaka zostawić w jasną cholerę....
Jaki ojciec taki syn.... przeważnie.
Pije i nie ma zamiaru przestać , czyli będzie coraz gorzej..
Mówili Ci, nie bierz się za niego...no ale miłość jest ślepa... Miał dziecko z inną, pewnie powinien płacić alimenty, a jak nie płaci, to rosną coraz większe....
Zrobisz jak uważasz, ale przysżłości cudownej nie widzę...
Zgadzam się w 100% bo miałam podobną sytuację
9 2015-05-11 16:55:55 Ostatnio edytowany przez madoja (2015-05-11 17:01:24)
Delikatnie wtrącę, że na schizofrenię nie da się nagle rozchorować. To nie jest jak grypa, że może dopaść każdego. Schizofrenia bardzo często ma podłoże genetyczne lub wynika z uszkodzenia mózgu. Prawie zawsze ta choroba daje o sobie znać u człowieka gdy jest dzieckiem lub w wieku dojrzewania. Jestem pewna, że Twoja mama wykazywała symptomy już dawno przed diagnozą, jako młoda dziewczyna lub jako dziecko.
Przy jednym rodzicu chorym na schizofrenię, ryzyko "przejęcia" choroby wynosi 17%.
Jednak jeśli nie miałaś żadnych symptomów do tej pory, a jesteś już dorosła, to możesz uznać że jesteś i będziesz zdrowa.
Nie ma też czegoś takiego że stres czy nerwica przeradza się w schizofrenię.
To tak właściwie dla informacji innych, żeby się nie przerazili że mogą nagle zachorować. ![]()
Zostałam. Dzisiaj znowu przyszedł nawalony. W lodówce nie ma nic do jedzenia. Chciałam jechac na zakupy. Wscieklam sie, popchnelam go uderzyl sie glowa o sciane, a on zlapal mnie za gardlo, za rece scisnal z calej sily, mam siniaka na nadgarstku, na koniec rzucil we mnie butem, ktorego sciagnal. Teraz spi. Jestem zalamana ta cala sytuacja. Mialam nadzieje, ze dziecko pojdzie do przedszkola, ja pojde do pracy i jakos bede ciagnac nie patrzac na niego, ale widze, ze to bledne kolo.
Przede wszystkim, powstrzymaj się przed biciem go, w końcu Ci oddał i pewna granica została przekroczona. Na prawdę wierzysz, że jak go uderzysz to on cokolwiek zrozumie, czy po prostu taki masz sposób na wyładowanie emocji. Opanuj się.
Twój mąż jest taki, jak został wychowany i z jakiego środowiska wyszedł.
Masz męża pijaka i babiarza. Romans z jakąś dziewuchą, macanie koleżanek na imprezach, inną odprowadzał do domu przez pół nocy, to fakty o których wiesz, ciekawe o czym nie wiesz.
Zamierzasz przez całe życie go tropić, śledzić, walczyć z jego kochankami, tłuc go, gdy wraca pijany, znosić jego złośliwości i brak szacunku?
Mało prawdopodobne, że on się zmieni. Nie licz też na to, że gdy wyjedziesz, to on cokolwiek zrozumie, dopiero wtedy poczuje się wolny.
Zacznij planować życie bez niego tam, gdzie jesteś (może będzie łatwiej) lub w Polsce, z mężem czeka Cię wieczna walka, stres, nie wspominając już o tym, jakie życie szykujesz dziecku.
Nie uwazam, ze cos zrozumie kiedy go uderze. Staralam sie rozmawiac, ale nic nie pomagalo, ani grozba ani prosba i w koncu stalam sie tak sfrustrowana, ze zaczynam reagowac jak furiatka. Wiem, ze to zle, zdaje sobie z tego sprawe, ze gdybym nie zaczela krzyczec i go popychac to pewnie polozylby sie spac i tyle, ale nie moglam tego zniesc, ze ma daleko gdzies to ze trzeba zrobic zakupy i dac dziecku jesc. W Niemczech w niedziele sklepy sa zamkniete. Wiem, ze we mnie tez jest problem, nigdy taka nie bylam, nie reagowalam w taki sposb, zawsze bylam obiektywna i kazdego staralam sie zrozumiec. Niestety wydaje mi sie, ze moje nieszczescie tak mnie przesiaknelo, ze nie potrafie sobie poradzic z emocjami w inny sposob. Tymbardziej, ze on jak wypije to chodzi za mna i gada jakies chore teksty. Nie odzywam sie do niego, chce dziecko wykapac, polozyc, a on za mna chodzi i ciagle mowi jakies pijackie brednie, w koncu nie wytrzymuje i chcac sie go chociaz pozbyc z pokoju popycham go, bo nie wiem co innego moge zrobic zeby w koncu wyszedl.
Wiem, ze nic sie nie zmieni miedzy nami i ze tylko ja moge zmienic swoje zycie i swojego dziecka odchodzac od niego, ale cholernie sie boje, ze sobie nie poradze sama z dzieckiem. Tutaj raczej nie mam znajomych, zeby mi pomogli odbic sie od ziemi. Ciagle mysle co zrobic, ale wiem, ze na pewno nie chce z nim byc, bo to znajomosc destrukcyjna. To moment w ktorym doszlo do tego, ze sie go boje. Zanim zaczelo sie dziac to wzystko w moim malzenstwie tylko raz mialam moment agrsji w swoim zyciu. Kiedy moja mama chora na schizofrenie zameczala mnie swoimi wizjami ze ktos mi odetnie glowe i wsadzi ja do worka foliowego jak zasne, nie pozwala mi zasypiac, prawie nie spalam przez miesiac, skonczylo sie tym ze na srodku galerii handlowej uderzylam ja w policzek z otwartej dloni. Jak sobie to przypominam to wtedy czulam sie tak jak teraz, tylko wtedy bylam znerwicowana ciaglymi wymyslami, brakiem snu, dzwonila do mnie nawet do pracy i krzyczala ze ktos mnie zabije. Teraz przesypiam noce i niby ogolnie zyje mi sie lepiej, ale jednak jestem w takim samym rozpadzie emocjonalnym jak wtedy.
On dla dziecka nie jest zly, choc probuje podwazac moj autorytet przy nim. Na szczescie syn jest za maly, zeby dokladnie rozumiec o co chodzi, choc nie wiem tego do konca. Nie wiem tez czy jego agresja lub nasza wspolna nie przejdzie na syna.
Jestem osoba bardzo wrazliwa choc udaje twardzielke. Nie daje sobie rady juz sama ze soba. Dziekuje wszystkim za odpowiedzi, macie duzo racji w tym co piszecie. Nie chodzi mi o to zeby tylko wypisywac jaki to on jest zly a ja nie. Wiem, ze ja tez jestem winna temu jak to wszystko wyglada, jednak uwazam, ze stalam sie taka przez jego podejscie do zycia tak rozniace sie od mojego.
Mnie się wydaje, że albo jest potrzebna pomoc z zewnątrz, albo jakiś punkt zwrotny (poważna decyzja- np. twoja: WYJEŻDŻAM). Za dużo między wami wspólnej niechęci i przemocy... Rozmowy nic nie dadzą, moim zdaniem, w sposób jaki je przeprowadzacie. Ty stajesz się frustratką i masz swoje twarde racje i punkt widzenia, a on swój. Każde stoi twardo przy swoim.
Stoje przy swoim, ale probowalam byc elastyczna, probowalam nie trzymac go na zbyt krotkiej smyczy, zeby wypil w domu piwko zamiast chodzic gdzies po kryjomu, to nic nie dawalo, to byly tylko glupie rady, ktore slyszalam dookola, ktore nic nie dawaly, bo on oprocz tego, ze wypil w domu to i tak pil do tego gdzies indziej, lub jak wyszedl na wieczor z kolegami, zeby sie odstresowac, to nie wracal albo cala noc i musialam isc drugiego dnia po niego, bo jakos sie nie kwapil na powrot lub nawet nie wracal dwa dni, az w koncu ktos go przywozil zalanego jak trupa. Elastycznosc nic mi nie dala, a on nie potrafi tez pojsc mi na reke, to wszystko jest powierzchowne z jego strony, obiecuje mi cos, zeby tylko miec swiety spokoj, zebym mu dalej nie ględziła kiedy on chce ogladac tv.
Wczoraj probowalam z nim rozmawiac o tej awanturze. Co sie okazalo on nie pamieta momentu duszenia, wiec czuje sie zwolniony z wyrzutow sumienia za to. Ogolnie wysmial mnie, kiedy powiedzialam, ze mam siniaki, anwet jak je pokazalam to sie smial. Traktuje mnie niepowaznie i bez szacunku. Kazal mi sie zamknac i tak juz cala rozmowa sie ciagnela jak monolog, bo on sie odwrocil ode mnie plecami i rzucal od czasu do czasu, ze jestem idiotka, ze kto wie moze sie puszczam z kims i inne tego typu zlosliwosci. Kiedy probowalam sie dowiedziec dlaczgo jestem idiotka, puszczalska itd nie potrafil odpwiedziec ani razu konkretnym przykladem tylko teksty w stylu "sama sie domysl" itd. Ogolnie na wszystkie pytania tak odpowiada.
Ja sie denerwuje tez przez to jego nastawienie i ciagle jakas wojna w domu jest. Błedne koło. Ciagle mysle, co bedzie lepsze dla mnie, czy zostac tutaj i zyc jakby go nie bylo i dazyc do usamodzielnienia sie, czy wrocic do Poslki i zaczac wszystko od nowa na bardzo niepoewnym gruncie.
wróc do Polski sama z dzieckiem