W zasadzie, to nie widziałem gdzie dodać ten wątek, ani jak go nazwać. Myślę, że w dziale psychologia, będzie mu najlepiej. Jeśli będzie przeszkadzał to proszę o przeniesienie. W zasadzie to potrzebuję się wygadać, bo już nie mam komu. Tak jak w profilu pisze, mam 20 lat. Mam ukończoną szkołę zawodową, w zawodzie a powiem krótko wykończanie domów. Nigdy nie lubiłem tej szkoły, ani tego budowlanego fachu. Za późno się obudziłem, że to nie jest to, ale cóż było już za późno i ukończyłem tą szkołę. A planowałem pójście do technikum na mechanika pojazdów samochodowych. Po skończeniu tej szkoły, postanowiłem się kształcić dalej. Więc poszedłem do liceum zaocznego, i robię kurs na mechanika pojazdów. Bo od małego się tym interesowałem. I mi się to bardzo podoba i chce sobie w tym zawodzie pracować. Szkołę średnią kończę za rok, a kurs na mechanika w czerwcu, czyli będę mógł już podjąć w tym pracę. Planuje zrobić w tym zawodzie technika. Jeśli się ktoś spyta dlaczego poszedłem do zawodówki, a no dlatego, że posłuchałęm innych, bo powiedzieli że w technikum sobie rady nie dam. I jako się okazało teraz w liceum świetnie daję sobie radę. (teraz słucham tylko siebie) Do dziś mojej jakże kochanej rodzince, tego zapomnieć nie mogę. Ale cóż... Więc mały wstęp mamy za sobą. Wiecie o moim wykształceniu i zawodzie którym chcę pracować.
Kolejna sprawa do moje znajomości. Albo inaczej mówiąc: rodzina/przyjaciele/dziewczyna.
Rodzina, może komuś się wydawać to głupie, ale jej nie lubię. Ale o tym za chwilę. Więc tak mamy nie mam, ojciec się z nią rozwiódł jak miałem 7 lat. I od tamtej pory widziałem ją ostatni raz jak miałem z 10 lat. Potem może po 5 lub 6 latach dowiedziałem się, że nie żyje. Nie płakałem, ani nic. Bo nie byłem przywiązany. Nie brakowało mi jej. Ale teraz bardzo chcę żeby przy mnie była. Bardzo jej potrzebuję. Ale jej niestety już nie ma. Ojciec od kiedy pamiętam, zawsze pił. Kadencję pracy, można by powiedzieć że skończył jak miałem właśnie 7 lat. I zawsze był i jest do teraz alkoholikiem. Nigdy nie dał złotówki, do domu, nawet nigdy nie płacił za prąd, wodę gaz. Nawet własnego telewizora nie opłaca. Ja myślałem, że kiedyś płacił, ale z relacji babci, to nigdy. W zasadzie to wychowywałem się sam. Z pomocą babci i dziadka. Nikt nie wytłumaczył mi co jest złe, a co dobre. Tylko, zawsze było, że "tak się nie robi" i nie rób tak więcej. Ogólnie to było ze mną mało problemów, unikałem kłopotów, jak to robię do teraz. Kolejnym ciosem była śmierć mojego dziadka. Było to cztery lata temu (mieszkaliśmy razem pod jednym dachem) To dziadek, nauczył mnie mechaniki, no może nie na mistrza, ale coś wiem dzięki Niemu. To dzięki niemu mam pasję do motocykli. To On zawsze opowiadał mi broniach, wojnie, tzn jak było w ich czasach na wojnie. A babcia też jest i była fajna. Ale, jedt jedno ale. Nie docenia mnie. Ale o tym za chwilę. Wrócę się jeszcze do ojca. To jest bardzo bez troski człowiek, nic nie robi w domu. Pieniądze ma, jeździ z takim kolesiem po złom. A że ma ich trochę, bo za nic nie płaci w domu. TO wszystko, dosłownie wszystko przepija. Kiedyś dostawaliśmy z siostrą. (2 lata młodszą.) Pieniądze, czyli alimenty i jakieś rodzinne. wychodziło na nas dwoję po 1200zł coś koło tego. A że dziadek i babcia brali rentę, to wychodziło im prawie 3tys. Umieli dysponować pieniędzmi i nawet zostawało pod koniec miesiąda trochę. A mądry tatuś, widząc sytuację. Postanowił nie pracować i przez, 5-7 lat, miesiąc w miesiąc kraść te pieniądze, gówno z tego dawać, i drzeć mordę jak się coś mu powiedziało. Ja byłem wtedy dzieckiem razem z siostrą więc nas to niezbyt interesowało. Jakoś się żyło. Od czterech kiedy nie żyje dziadek, i do paru kiedy nie żyje mama, te pieniądze wynoszą 700zł i babcia ma swoją emeryturę i dziadka, i wchodzi jej około 2000zł misięcznie. I jest ciężko. Dodadkowo pali fajki. Więc.....
Jak że ojciec nic nie robi, tylko pije, to ja się zajmuję domem, w sensie tnę i rąbę drewno. Co jest doś upierdliwe, bo: Dom jest dość duży. Mamy dwa piece, kaflowy to ma babcia, z tego jest ciepła woda i babcia ma tej kuchni ciepło jak coś.I mamy centralny. Więc, teraz nie palę w centralnym, bo jest ciepło. A drzewa do niego przed zimą uzbierno i mieliśmy coś koło 40m2. Więc tutaj to zajmowałem się tylko rozpalaniem, i najwyżej podkładaniem tego drzewa. Do tego u babci, to od jakiś 3 miesięcy notorycznie docinam cienkie drzewo. Wszystko by było ok, gdyby ona, nie gadała że nic nie robię. Itp. W ogóle tego nie docenia. Zawsze jest mało, nawet jakbym na 5 lat narobił tego drzewa, to na drugi dzień powiedziała by że nic nie zrobiłem. I zawsze pretensje, a to za grube, a to za mokre itp. Najbardziej przykro i smutno mi się robi, że tego nikt nie docenia. Pięniędzy za to nie biorę i nie chce. ALe kur... ja chce żeby ktoś to docenił. Tak samo jak ogrodem. Muszę się tym zajmować też sam. Czyli w ogrodzie koszę zwykłą kosiarką, a za domem kosą spalinową, jak i na podwórku. A nie jest to mała powierzchnia. To babcia jak i inni powiedzą aleś na robił. Łaske komu zrobił. I tak mnie to boli, że nie wiem. Ale tu jak zrobisz to jest potem źle, i jak nie zrobisz toteż. Ja jej o to nie winię podejrzewam, że to wszystko przez ojca. Zniszczył mnie, siostrę i babcię. Mówią, że alkoholik sprowadza cierpienie na całą rodzinę, I JEST TO olbrzymia prawda. Dodam od siebie, że każdy chciał mu pomóc, tłumaczenia, groźby proźby na nic się nie zdają. Jest agresywny. i to często. Babcia wolała by wygonić mnie, niż jego z domu. Wiem to bo się pytałem.
A tak w ogóle, to ta rodzinka jest taka dziwna, upierdliwa. Wszystko by chceli wiedzieć i to wujki ciotki. Są strasznie wścibscy, jak powiem babci żeby nie mówiła ciotce, to po jakimś czasię słyszłe od cioci: No i jak było na tej imprezie? Wszyscy obarczyli mnie obowiązkami, każdy mi się patrzy na ręce. Jeśli chodzi o pracę, bo to ich najbardziej interesuję. To jej nie mam. Praca musi być bardzo dla mnie elastyczna, bo przecież szkoła i kurs. Każdy coś odemnie wymaga. Patrzą się na mnie, a nie spojrzą na siebie. Żyję pod ogromną presją znaleźienia pracy( i raczej w tym ich rozumiem.) I presją na znalezienie dziewczyny, ale to bardziej już byli przyjaciele(napiszę dlaczego byli)
Takie małe podsumowanie: Mam dziwne stany wahania nastroju, raz może być, a raz nic mi sie nie chce. Potem wszystko mi się robi obojętne. Nie znam miłości, nawet nie wiem co to znaczy. Częściej czuje złość, agresję... Nie wierzę już w posiadanie rodziny. Nie miałem matki, (z tond pewnie moje problemy z kobietami), nie chce być ojcem, bo mi się to kojarzy z alkoholem, i olewaniem swojej najbliższej rodziny. Nie wierzę już w przyjaźń. Nie wierzę, że istnieją już fajnie dziewczyny. Mam przykre doświadczenia, nie chce mi się ich opisywać już nawet. Mimo że nigdy nie miałem dziewczyny.
Teraz czas na jakże, moich kochanych kolegów.
Miałem kilku przyjaciół. Został mi już tylko jeden. Ale do rzeczy. Najpierw o jednym. Znałem go od zerówki. Do końca gimnazjum było fajnie. Ale w szkole śrendiej jakoś w połowie nauki, znalazł sobie dziewczynę, i to go zmieniło. Mimio, że dziewczyna jest fajna, i ze świecą takich szukać, to on się zmienił. Ja rozumiem, że się ma mniej czasu dla kolegów. Ale żeby ostatni raz odezwać się do mnie miesiąc temu? Nawet nie zadzwoni, nie napisze sms;a czy na FB. A tak się raczej przyjaciele nie zachowują, kolejny przyjaciel, to tak ostatnio sobie nazbierał, że.... Poprostu było coś takiego: dzień przed wielką sobotą poszedłem go ostrzyc, to powiedział żebym, przyszedł w jutro. Dzwonię jutro. I co się okazuje, jest u kogoś tam, pije z nimi,a potem idzie drugiemu koledze pomóc sprzątać. Wkurzyłem się, to powiedział, żebym przyszedł w niedziele, dzwonię w niedzielę nie odbiera, potem w poniedziałek. Odebrał to zaczą się tłumaczyć, że miał kaca, że spał, że mu się nie chciał i ogólnie walił ścieme. Wycią mi jakiś czas temu taki sam numer, to powiedział że dam mu ostatnią szansę którą zmarnował. Jego to już znać nie chce. Kolejny przyjaciel mnie wystawił. Przedwczoraj, poprosił mnie, żebym pojechał z nim, po chce kupić sobie jakiegoś crossa, a że się znam toz godziłem się go obejrzeć. Chciał jechać po ten motocykl w sobotę, czyli dziś. Ja jak głupi czekam, do godziny 16, nie wychodzę nigdzie, pilnuję telefonu, fb. Nic. Nawet kurw nie zadzwonił. Jemu tez podziękowałem. Został mi jeszcze jeden, co chociaż się z nim często widzę, i on też od czasu do czasu zadzwoni, itp.
Ogólnie to zauważyłem, że przypominają sobie o mnie, jak trzeba coś zrobić przy moto, czy samochodzie. A ja jak zawsze jak głupi, leciałem. Teraz, tez pójdę, ale jak mi wcześniej za to zapłacą.
Miałem nie pisać o dziewczynach. Ale napiszę. Ogólnie, to ja nie wiem, czy jestem śmiały czy nieśmiały. Na ulicy nie podejdę do dziewczyny. ALe na imprezach u byłych przyjaciół, poznałem parę dziewczyn, i fajnie się z nimi rozmawiało. Jedna, nawet powiedziała, że mam ładne oczy i takie tam spodobała mi się, i ja jej też. Ale dowiedziałem, się że na sylwestrze całowała się z innym, to też trochę zabolało. Ale co tam, nie była ze mną. Pisałem, już o tej sytuacji daaaawno temu na forum. Doradzaliście, żebym nie zrywał z nią kontaktu. I napisał. Więc napisałem. Ale popisała chwilę, i zawsze rozmowa szybka, i po 3 minutach było po zawodach, a to ja muszę lecieć, idę gdzieś itp. Jakby jej zależało, to by chwilę została. Ale przynajmniej wiedziała że lubie motocykle.
Były tam jeszcze jakieś, ale nigdy się nie udawało i dałem sobie spokój. Myślicie, ze brak matki, może być powodem, moich problemów z kobietami, a raczej ocenianiem ich?
Dobra, i jeden z najbardziej chyba bolących powodów. Każdy czlowiek powinien mieć pasję. Ja ją mam. Jak wyżej napisałem. Są to motocykle. To jest moją pasją i przekleństwem jednocześnie. I gwoździem do trumny. Wyobraźcie sobie, takie coś. Macie motocykl, jeszcze po dziadku. Prawie nówka. A nie możecie jeździć, po drogach publicznych, bo nie stać was na prawo jazdy na motocykl. I jeździcie, po lesie. Który szybko się nudzi. Strasznie mnie to boli. A jeszcze bardziej, boli jak widzę i słyszę, jak jadą, jak siedzę w domu, jak idę obok drogi. Mam prawko kat. B. i powiem, wam, że jeśli by była możliwość, zamiany, na kat A2. To bym się nawet nie zastanawiał. Miałem, 2 okazje, zrobienia prawa jazdy, pierwszą z nich, kiedy robiłem B, kurs ze szkoły, wsytarczyło, trochę doskładać. A że wtedy paliłem papierochy(nie palę już 3msc), to nie miałem jak. A kasę miałem z praktyk, ze szkoły. Drugim razem, to było jak pod koniec zawodówki jechliśmy z klasą na praktyki do włoch. Dostałem, około 2000zł. Oczywiście, po kupieniu niezbędnych rzeczy, na podróż, zostało mi 1600zł. Więc jeszcze by straczył z hakiem, ale musiałem, wymienić sobie na euro, jakies drobne i kupić telefon. I po kasie, bo po powrocie, mało co mi zostało. Gdyby nie telefon, to dziś bym prawko. Dodam, że moja siostra, jest przeciwieństwem mnie, od takiego wuja i ciotki dostała za free taki sam telefon. Nie zazdroszę, ale jak by mi dali, to bym miał prawko. Siostra, leci do Angli bo kuzynka, kupiła jej bilet. Dostaje jakies pierdoły, itp. JA to chyba nigdy nie zdobęde tego prawka.
To chyba tyle, dziękuje jak ktoś dotrwał do końca.
Ja marzę tylko, żeby zdać te prawo jazdy, mieć pracę, i wyprowadzić się z tego domu, jak i okolicy jak najdalej ztąd. Założyć własny warsztat samochodowy. I być spełniony jako motocyklista.
ps. Do psychologa nie pójdę, bo mi się nie chce. I on mi nie pomorze. Muszę też zrobić sobie porządek z zębami. Muszę usunąć dwa nadliczbowe, bo mi mendy wyrosły nad górnymi dwójkami, tak że nie mogę się szeroko uśmiechnąć. Ale też mi się nie chce. Bo w zasadzie po co. I zaleczyć trzonowce. Efekt spotkania benzyny z zębami. (za bardzo chciałem wyczyścić gaźnik
) Ale potrzebuję na to pieniędzy, a pracy nie mam.