Przedstawiam wam jeden z moich licznych wierszy.. Najświeższy i najsmutniejszy.. Wypowiadajcie się. ![]()
"Maleństwo"
Tylko kobieta, w dodatku ta, która to przeżyła
Jest w stanie zrozumieć matkę, która swoje dziecko straciła,
Nienarodzone Maleństwo już tak wiele znaczyło,
Na wieść o Nim serce mocniej zabiło ? by chwilę później stanąć.
Nie pojmiesz tego, więc nie pocieszaj,
Lepiej jej zrobi jak po prostu będziesz obok niż jakbyś miał słowa mówić,
Słowa nie wspierają, są jak sztylety ze specjalnym ostrzem,
Więc nie zabijaj jej, bo i tak umarła już setki tysięcy razy.
Bądź przy niej, kochaj i nie pozwól jeszcze bardziej zwątpić,
Teraz nie możesz dać jej odejść, podaj dłoń i podnieś z tej gleby,
Ona Cię potrzebuję o wiele mocniej niż kiedyś, mimo że odtrąca,
Racjonalne myślenie, na nie przyjdzie czas, dziś jest ból i strach,
W końcu wyrwano jej dwa serca, w dodatku bez znieczulenia.
Bezgraniczna miłość do tego co lekarze nazywają płodem,
Lecz dla niej to już człowiek, od chwili gdy się o Nim dowie,
Jej najdroższe Maleństwo odchodzi, nie widząc dlaczego,
Gdy tak naprawdę do końca jeszcze nie przyszło,
To nie matka powinna żegnać swoje potomstwo, to nie ta kolejność.
Czar prysł, pojawiła się codzienność, każdy oddech łapany przez łzy,
Każda myśl krążąca tylko wokół tego, wielki dół rozpaczy
I gorycz rozczarowania, pojawiające się pytania ? dlaczego ja?!
Wiara zanika, ból narasta,
Nigdy nie pojmiesz czym jest ta strata,
Matka chowa kilkutygodniowego, nienarodzonego skrzata.
Widzisz jej łzy, czujesz ten wielki żal,
Od zawsze próbuje wierzyć w Boga,
Ale w tych chwilach wiara zostaje zachwiana,
Traci nadzieję, traci sens własnego istnienia.
Ona chce się uśmiechnąć, walczyć z bólem,
Ale nie potrafi wstać z tej gleby,
Co dnia to samo, co dnia umiera.
Kochała tak bardzo, mimo że jeszcze nie tuliła do swej piersi,
Ale to nie ma żadnego znaczenia, tęskni i z rozpaczy wrzeszczy,
Nie widzi sensownego wytłumaczenia na to wszystko,
Ale jak wytłumaczyć śmierć ukochanej istoty,
Kogoś z kim łączyły najsilniejsze więzy krwi.
Pragnie zasnąć i obudzić się, gdy minie ból,
Lecz te marzenia są nie do spełnienia,
Tego nie da się przeskoczyć, to trzeba przeżyć albo się poddać,
Ale nie jest sama, nie może odejść i dać cierpienie innym.
Wiara zanika, ból narasta,
Nigdy nie pojmiesz czym jest ta strata,
Matka chowa kilkutygodniowego, nienarodzonego skrzata.