Co sie stalo z moim zwiazkiem? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Co sie stalo z moim zwiazkiem?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

Temat: Co sie stalo z moim zwiazkiem?

Witam Was i prosze o pomoc bo szczerze mowiac chyba oszaleje od ciaglego walkowania w glowie tego tematu smile))
Jestem po rozwodzie z mezczyzna lagonie mowiac psychopatycznym (LAGODNIE;)) Byl brak szacunku, zdrady, oklamywanie i wiele innych rzeczy o ktorych wole zapomniec... Jeszcze podczas naszego rozpadu malzenstwa(mojego wyprowadzenia sie z domu) poznalam kogos , kto na tamten czas wydawal sie wszystkim czego mi potrzeba i calkowitym zaprzeczeniem mojego wtedy jeszcze malzonka. Nie ponizal, pisal, planowal wspolne wyjazdy, dobrze mowil o swoich przyjaciolach, nie bylo wiekszych teorii spiskowych przeciwko niemu no i ja bylam piekna, majaca poczucie humoru itp, itd.
No i poszlam jak w dym... Na poczatku caly czas w kontakcie, codzienne smsy, jakies wspolne wyjscia, rozmowy (glownie o tym co on robi). Kiedy chcialam cos robic co wykraczalo poza sfere jego zainteresowan zazwyczaj tlumaczyl sie brakiem czasu lub zmeczeniem. No wiec ja besztalam siebie za to ze jestem nachalna i nie rozumiem mojego zapracowanego mezczyzny i ze powinnam przystopowac - tak tez zrobilam i kiedy on mial ochote cos zrobic, robilismy to, a ja z wdziecznosci za dobro z jego strony calowalam prawie ziemie po ktorej stapal... (dodam jesli jeszcze sie nie domysliliscie ze slabo bylo u mnie z poczuciem wlasnej wartosci po zwiazku z kims kto wiecznie byl ze mnie nie zadowolony, powtarzal jak jestem brzydka, gruba i takie tam... choc oczywiscie w glebi duszy wiedzialam ze wcale ze mna tak zle nie jest... ale podobno klamstwo powtarzane wiele razy staje sie prawda...) No i tak sobie zylismy az do momentu kiedy postanowilismy po poltora roku bycia razem zamieszkac ze soba. I tu zaczely zapalac sie pierwsze lampki ale wiecie jak to bywa... ignorancja jest bardzo silna wink On np mowil ze nie zamieszka ze mna jesli nie wyjdzie nam wspolny biznes bo przeciez taniej mu wynajmowac pokoj niz isc na calosc ze mna, on nie bedzie organizowal przewiezienia moich rzeczy ze mna (czytaj ja zamowilam vana, dogadalam wszystko - on mial sie stawic na wyznaczona godz) W ogole teraz kiedy wspominam ten okres zdaje sobie sprawe ze gdyby nie jego operacja ktora miala go unieruchomic na jakis czas i perspektywa ze nie mialby sie kto nim opiekowac 24/7 to nie wiem czy w ogole bysmy sie wprowadzili tak szybko razem.
Ok do sedna! Od ponad 2 lat jestesmy ze soba i jaki jest bilans:
- nie znam do tej pory jego rodzicow a on moich
- on nie zna nikogo z moich znajomych bo albo nie chcial ich poznac albo tlumaczyl sie brakiem czasu
- jak chce o czyms porozmawiac to mam isc do kolezanki bo jego sredno interesuje co sie dzieje w moim zyciu
- jak chce wyjechac na wakacje to nie z nim bo on nie turysta i juz sie w zyciu najezdzil- tutaj dochodzi kwestia pieniedzy oczywiscie... ja mam 36 lat i po rozwodzie zostalam z dlugami, natomiast moj partner... mowi mi ze on nie bedzie tracil pieniedzy bo on na mieszkanie zbiera ( ok... to brzmi troche dziecinnie z mojej strony ale ja Meksyku nie chce - zwykle pojscie na spacer albo wyjazd do Polski (nie mieszkamy w Polsce) zeby poznac swoje rodziny absolutnie wystarczy...)
- ja slucham, on kiedy mowie wychodzi albo mowi ,,ok'' (to jest odpowiedz na wszystko)
- wiele razy slyszalam ,,jak Ci sie nie podoba - to sobie zmien''
- nie popowiesza prania bo nie bede mu rozkazywac i jak sobie zaplanowalam pranie to mam sobie je od poczatku do konca zrobic wink))))
- codziennie siedzi przed komp i ma czas na wszystko inne tylko nie ma czasu zeby np podczas 15 dniowego urlopu ktory wzial beze mnie pojsc ze mna na spacer (bo on nie spacerowicz) - no wiec siedzimy dwa nurki w naszym wynajetym mieszkaniu... tzn teraz juz coraz mniej w nim siedze poniewaz zdalam sobie sprawe ze nie moge tak zyc.
- chcialabym miec dzieco - moze nie teraz kiedy jest tak krucho z pieniedzmi ale odpowiedz ze on sie nie wp... i bachora jak nic nie ma boli najbardziej

Uprzedzam, probowalam rozmawiac i wtedy jest jeszcze gorzej ... nie ma w ogole porozumienia tylko ,,jak Ci sie nie podoba - to sobie zmien''
Mysle powaznie o rozstaniu - czy to ja sfiksowalam czy rzeczywiscie powinnam sobie zmienic...?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co sie stalo z moim zwiazkiem?
julkazuza9 napisał/a:

Witam Was i prosze o pomoc bo szczerze mowiac chyba oszaleje od ciaglego walkowania w glowie tego tematu smile))
Jestem po rozwodzie z mezczyzna lagonie mowiac psychopatycznym (LAGODNIE;)) Byl brak szacunku, zdrady, oklamywanie i wiele innych rzeczy o ktorych wole zapomniec... Jeszcze podczas naszego rozpadu malzenstwa(mojego wyprowadzenia sie z domu) poznalam kogos , kto na tamten czas wydawal sie wszystkim czego mi potrzeba i calkowitym zaprzeczeniem mojego wtedy jeszcze malzonka. Nie ponizal, pisal, planowal wspolne wyjazdy, dobrze mowil o swoich przyjaciolach, nie bylo wiekszych teorii spiskowych przeciwko niemu no i ja bylam piekna, majaca poczucie humoru itp, itd.
No i poszlam jak w dym... Na poczatku caly czas w kontakcie, codzienne smsy, jakies wspolne wyjscia, rozmowy (glownie o tym co on robi). Kiedy chcialam cos robic co wykraczalo poza sfere jego zainteresowan zazwyczaj tlumaczyl sie brakiem czasu lub zmeczeniem. No wiec ja besztalam siebie za to ze jestem nachalna i nie rozumiem mojego zapracowanego mezczyzny i ze powinnam przystopowac - tak tez zrobilam i kiedy on mial ochote cos zrobic, robilismy to, a ja z wdziecznosci za dobro z jego strony calowalam prawie ziemie po ktorej stapal... (dodam jesli jeszcze sie nie domysliliscie ze slabo bylo u mnie z poczuciem wlasnej wartosci po zwiazku z kims kto wiecznie byl ze mnie nie zadowolony, powtarzal jak jestem brzydka, gruba i takie tam... choc oczywiscie w glebi duszy wiedzialam ze wcale ze mna tak zle nie jest... ale podobno klamstwo powtarzane wiele razy staje sie prawda...) No i tak sobie zylismy az do momentu kiedy postanowilismy po poltora roku bycia razem zamieszkac ze soba. I tu zaczely zapalac sie pierwsze lampki ale wiecie jak to bywa... ignorancja jest bardzo silna wink On np mowil ze nie zamieszka ze mna jesli nie wyjdzie nam wspolny biznes bo przeciez taniej mu wynajmowac pokoj niz isc na calosc ze mna, on nie bedzie organizowal przewiezienia moich rzeczy ze mna (czytaj ja zamowilam vana, dogadalam wszystko - on mial sie stawic na wyznaczona godz) W ogole teraz kiedy wspominam ten okres zdaje sobie sprawe ze gdyby nie jego operacja ktora miala go unieruchomic na jakis czas i perspektywa ze nie mialby sie kto nim opiekowac 24/7 to nie wiem czy w ogole bysmy sie wprowadzili tak szybko razem.
Ok do sedna! Od ponad 2 lat jestesmy ze soba i jaki jest bilans:
- nie znam do tej pory jego rodzicow a on moich
- on nie zna nikogo z moich znajomych bo albo nie chcial ich poznac albo tlumaczyl sie brakiem czasu
- jak chce o czyms porozmawiac to mam isc do kolezanki bo jego sredno interesuje co sie dzieje w moim zyciu
- jak chce wyjechac na wakacje to nie z nim bo on nie turysta i juz sie w zyciu najezdzil- tutaj dochodzi kwestia pieniedzy oczywiscie... ja mam 36 lat i po rozwodzie zostalam z dlugami, natomiast moj partner... mowi mi ze on nie bedzie tracil pieniedzy bo on na mieszkanie zbiera ( ok... to brzmi troche dziecinnie z mojej strony ale ja Meksyku nie chce - zwykle pojscie na spacer albo wyjazd do Polski (nie mieszkamy w Polsce) zeby poznac swoje rodziny absolutnie wystarczy...)
- ja slucham, on kiedy mowie wychodzi albo mowi ,,ok'' (to jest odpowiedz na wszystko)
- wiele razy slyszalam ,,jak Ci sie nie podoba - to sobie zmien''
- nie popowiesza prania bo nie bede mu rozkazywac i jak sobie zaplanowalam pranie to mam sobie je od poczatku do konca zrobic wink))))
- codziennie siedzi przed komp i ma czas na wszystko inne tylko nie ma czasu zeby np podczas 15 dniowego urlopu ktory wzial beze mnie pojsc ze mna na spacer (bo on nie spacerowicz) - no wiec siedzimy dwa nurki w naszym wynajetym mieszkaniu... tzn teraz juz coraz mniej w nim siedze poniewaz zdalam sobie sprawe ze nie moge tak zyc.
- chcialabym miec dzieco - moze nie teraz kiedy jest tak krucho z pieniedzmi ale odpowiedz ze on sie nie wp... i bachora jak nic nie ma boli najbardziej

Uprzedzam, probowalam rozmawiac i wtedy jest jeszcze gorzej ... nie ma w ogole porozumienia tylko ,,jak Ci sie nie podoba - to sobie zmien''
Mysle powaznie o rozstaniu - czy to ja sfiksowalam czy rzeczywiscie powinnam sobie zmienic...?

Popełniłaś podstawowy błąd, do którego często dochodzi po traumach życia z osobą o psychopatycznych skłonnościach rodzących przeważnie agresję wymierzoną w najbliższych.
Nie dałaś sobie czasu na pobycie samej z sobą, lecz znalazłaś ukojenie, jak się Tobie zdawało w opiekuńczych ramionach jakże różniącego się od psychopaty, nowego mężczyzny.
Brak krytycznego spojrzenia na przyszłego partnera, z jednoczesnym porównywaniem obu mężczyzn spowodował, że różowe okulary trzymały się mocno.
Przyszedł czas, gdy poprzedni związek przestał mieć wpływ na Twoje obecne postrzeganie partnera. Obnażyło tę prostą prawdę, że wpadłaś z deszczu pod rynnę.
Czytając historię drugiego związku nie dziwię się, że zamierzasz odejść. Dziwię się, że dojrzenie do takiej decyzji zajęło Ci tak długo.

3

Odp: Co sie stalo z moim zwiazkiem?

Dziekuje. Dziekuje za szczerosc i za to ze przynajmniej wiem ze nie zwariowalam, ze to nie normalne zachowanie.... Masz racje: powinnam byla pobyc sama chociazby po to zeby zlapac oddech i sie uspokoic i odzyskac siebie (gornolotne ale prawdziwe) To ze podjecie tej decyzji zajelo mi dlugo to wina mojego nastawienia do zycia i syndromu ,,Matki Teresy'' i tego ze boje sie zostac sama tym bardziej ze moj byly malzonek ma juz nowa rodzine a jak to bedzie wygladalo jesli ja ta dobra sie znowu rozstane a on ten zly uklada sobie zycie...? Tylko ze ja chyba to nowe zycie ukladalam sobie ze zlych pobudek...
Dziekuje jeszcze raz

4 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-04-07 20:21:06)

Odp: Co sie stalo z moim zwiazkiem?
julkazuza9 napisał/a:

Dziekuje. Dziekuje za szczerosc i za to ze przynajmniej wiem ze nie zwariowalam, ze to nie normalne zachowanie.... Masz racje: powinnam byla pobyc sama chociazby po to zeby zlapac oddech i sie uspokoic i odzyskac siebie (gornolotne ale prawdziwe) To ze podjecie tej decyzji zajelo mi dlugo to wina mojego nastawienia do zycia i syndromu ,,Matki Teresy'' i tego ze boje sie zostac sama tym bardziej ze moj byly malzonek ma juz nowa rodzine a jak to bedzie wygladalo jesli ja ta dobra sie znowu rozstane a on ten zly uklada sobie zycie...? Tylko ze ja chyba to nowe zycie ukladalam sobie ze zlych pobudek...
Dziekuje jeszcze raz

Nie powinnaś oceniać własnej sytuacji w oparciu o to, co dzieje się w życiu byłego męża. Ty wiesz, jaki on jest, więc powinnaś raczej współczuć jego nowej partnerce.
Zajmij się własnym powrotem do równowagi i pobądź sama. Lęk przed samotnością powinien przegrywać na razie z przesytem "szczęścia" w związku z mężczyzną. Podobnie, jak pragnienie dawania siebie innym. Zachowaj te uczucia dla kogoś, kto ich nie będzie lekceważył i jeśli Bozia pobłogosławi, dla przyszłego dziecka. Zajmie to trochę czasu, ale kolejne nauczki powinny skłonić Cię do dania sobie na wstrzymanie z mężczyznami.
Wykorzystaj ten czas na terapię psychologiczną, bo Twoja skłonność do popaprańców ma chyba jakieś podłoże. Nie chcę się wymądrzać, ale coś w tym chyba jest.

Powodzenia.

5

Odp: Co sie stalo z moim zwiazkiem?

To nie wymadrzanie sie tylko cenna rada za ktora bardzo dziekuje smile Do psychoterapeuty chodze od jakis 2 mcy i jak to on okreslil: Moj partner zmienil tylko imie... Tak dotarlismy juz do podloza moich problemow ale podobno teraz zacznie sie okres zmudnej, ciezkiej i nie latwej pracy , na ktora jestem zdecydowanie (zdesperowanie) gotowa smile

Szczerze dziekuje za slowa madrosci i otuchy smile Czasami warto to uslyszec od obcej osoby, ktora obiektywnie spojrzy na sytuacje.

Pozdrawiam i jeszcze raz dziekuje

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Co sie stalo z moim zwiazkiem?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024