EDIT: Proszę, postarajcie sie przeczytać całość i napiszcie co o tym myślicie, cokolwiek by to było, chce poznać każde zdanie na ten temat.
Właściwie ta sprawa przeze mnie jest już zapomniana, mama zginęła kiedy miałam 7 lat, niewiele wtedy rozumiałam, niewiele też na ten temat wiedziałam...
Kilka dni temu spotkałam sie z moją starszą o 12 lat siostrą i jakoś tak zaczęłam ten temat, jak to było kiedy mama zaginęła. Co nieco już od niej wiedziałam, ale za każdym razem kiedy ją o to pytam, opowiada mi coraz więcej.
Właściwie trochę mi dziwnie pisać o tym na forum, ale może pomożecie mi coś zrozumieć w tej sprawie.
To był upalny lipiec, miałam wtedy 7 lat. Pojechałam z tatą do ciotki na mazury, jak w sumie co roku w każde wakacje. Mama ze starszym rodzeństwem została w domu. Pewnego dnia tata dostał telefon, że mama nie wróciła na noc do domu. Od razu wróciliśmy do domu. Szukała jej Policja, trwało to parę dni, może parenaście, nie wiem dokładnie ile. Pewnego dnia wpadła do naszego mieszkania znajoma moich rodziców, kobieta po 50 - tce, była bardzo roztrzęsiona, powiedziała że znalazła mamę - co dalej, szczegółów nie znam, na miejsce pojechała Policja, faktycznie, odnaleziono ciało mojej mamy. Mój tata i rodzeństwo zdruzgotani, przeżyli ogromny szok i ból, ja byłam na to wszystko zbyt mała i niewiele z tego wszystkiego rozumiałam. Policja wszczęła śledztwo, przesłuchani zostali ludzie którzy w ten feralny dzień przebywali z moją mamą. Ale śledztwo niestety umorzono z braku dowodów - stwierdzono tylko, że mama zmarła z powodu przedawkowania alkoholu. Ale - w ten dzień mama była u znajomych, to nie była zbyt porządna rodzina, ogólna bieda i patologia. Pili razem alkohol. Ciało mamy znaleziono w pobliżu tego domu, ukryte w krzakach. Przy jej ciele znaleziono getry które nosiła jedna z jej znajomych, ciało miała pobite, niestety zbyt wiele odczytac z tego wszystkiego nie można było, z tego powodu że ciało przeleżało parę dni w upale. Ale tak wiele wskazywało na to, że to ci ludzie jej to zrobili! Pare dni po zdarzeniu brat jednej z tych znajomych który tam był w ten feralny dzień, miał zadrapanie na twarzy. Ciało odnalazła matka jednej z tych znajomych - skąd wiedziała, że to właśnie tam? Może tam ją schowali, i kiedy dowiedziała się, że szuka mamy policja, poszła w to miejsce by sprawdzić, czy tam nadal jest?
Jakiś czas później była akcja, że ci właśnie znajomi byli u naszych sąsiadów na imprezie, pili alkohol, głośno się kłócili, i w pewnym momencie ta jedna znajoma wykrzyczała komuś, coś w sensie: "zapierd........ mnie tak samo jak tą ........ (tu podane nasze nazwisko), młotkiem?!"
Co o tym wszystkim myślicie? Czy myślicie tak samo jak ja, że przesłanek na winę tych ludzi jest tak wiele?? Dlaczego nie wyjasniono tej sprawy do końca, dlaczego policja nie użyła swoich sposobów, aby zmusić tych ludzi do przyznania się??
Z jednej strony ja już dawno temu pogodziłam się ze śmiercią mamy, ta sprawa dla mnie jest już niby zakończona, ale z drugiej strony, kiedy tylko rozmawiam z siostrą na ten temat, wracają wspomnienia i bardzo żywe myśli na ten temat. Moja rodzina tyle wycierpiała po tym zdarzeniu... Tata popadł w alkoholizm, nigdy nie mógł sobie darować, że wyjechał wtedy ze mną do swojej siostry. Mój starszy brat chciał popełnić samobójstwo, bo w tym dniu był razem z mamą, pokłócili sie i zostawił ją samą, i wtedy ona właśnie poszła do tych znajomych, brat jest teraz alkoholikiem, tato zmarł parę lat temu na raka. Ta historia dla mnie niby jest normalną, dla was może wydać się straszna. I właśnie dlatego intensywnie o tym myślę - przez tyle lat jako małe dziecko mówiłam tym ludziom "dzień dobry" na ulicy, bo przecież znałam ich, to byli znajomi rodziców, an niczego nie byłam świadoma. A co jeśli oni naprawdę zrobili mamie krzywdę i zniszczyli tym życie mojej rodzinie?? Żyją teraz tak po prostu, bezkarnie, szczęśliwi i cali? A co ze mną? Co z moją rodziną, która tyle wycierpiała? Czyto wszystko jest bez znaczenia? Czy da się w ogóle jeszcze tą sprawę wyjaśnić, po takim czasie? Jeżeli udowodnili by winę tamtych ludzi, miała bym ogromną satysfakcję, że teraz to oni będą cierpiec tak samo, jak wtedy cierpiała moja rodzina i cierpi do tej pory!