witam wszystkich,
postaram się ująć to krótko : moja mama nigdy nie wierzyła w uczucia mojego męża do mnie. Od kiedy się poznaliśmy powątpiewa w jego miłość i zaangażowanie, mimo jej krytycyzmu i czarnych wizji po 3latach "chodzenia ze sobą", on mi się oświadczył i wzięliśmy ślub. Mama nie wierzyła ,że to kiedykolwiek nastąpi, a jednak. Mam świadomość ,że jestem osobą bardzo wrażliwą, czasem nadinterpretuję i za bardzo liczę się ze zdaniem innych -walczę z tym. Tylko co byście powiedzieli na to, że w trakcie podróży poślubnej dostaję sms (podróż była tydz.po ślubie) o treści "Czy mąż Cię nadal kocha?" ...oczywiście od mojej mamy...
Wiem, że mój mąż jest facetem zaradnym i ambitnym ,wiem że ja jestem bardziej wrażliwa i bardziej zabiegam o okazywanie mi uczuć-czyli można uznać, że ja zabiegam o nasze relacje bardziej. On ma bardzo odpowiedzialną pracę i jak na swoje możliwości próbuje coś czasem organizować (krótki urlop, kolacja na mieście, miły wieczór z masażem etc).Od ślubu wiele się dla mnie zmieniło, wyjechałam z domu, zamieszkałam z mężem, przyznam był to trudny czas, dużo zmian, poczucie obcości w nowym mieście i mąż który dużo czasu spędza w pracy. Teraz ja zaczęłam studia i nie czuję się już obco i samotnie. Staramy się "dotrzeć" w małżeństwie.
I kiedy ja się tak staram, wpadam do domu i słyszę znowu od mamy pytanie czy on mnie jeszcze kocha? Nie żeby coś się stało, nie żeby wpadł tu obrażony czy wyprowadził się z domu, wpadliśmy na weekend i na korzystając z okazji że go przy nas nie było zadała mi takie pyt. Dobija mnie to ... czuję się jakbym nigdy nie była warta tego co mam i jakby lada chwila on miał przejrzeć na oczy i zwiać.
Nie chcę wybielać męża, nie chcę linczować mamy, ale dobija mnie to co mówi, wiem że uczymy się siebie z mężem, nie jest to dokładnie to czego się spodziewałam, ale życie to nie bajka, tak ?
Myślałam, że po ślubie ona w nas uwierzy, tymczasem to wszystko jakby mało ją przekonało...
Małżeństwo mojego brata również wciąż widzi jako zagrożone i wiecznie się czegoś tam dopatruje.
Nie wiem czy jest sens pisać więcej... chciałabym sobie z tym poradzić, a jednak nie potrafię. Dziś uznałam,że nie chcę już jeździć do domu rodzinnego, bo słyszę tam za dużo zawoalowanej krytyki...Mężowi też nie chcę mówić o opiniach mamy, choć już przez te lata zdążył się wielu domyślić...
Czy ktoś z Was miał podobnie ? Jak spojrzeć obiektywnie na sprawę ? Dwie osoby które kocham, dwie o które chcę walczyć, ale czy mogę wiecznie udowadniać mamie, że jestem szczęśliwa ?
Nie musisz jej niczego udowadniać Stanko .... Jednak moim zdaniem rozmowa i Twoja zdecydowana reakcja na takie "miłe" komentarze Twojej mamy - są niezbędne i wręcz konieczne w takiej sytuacji ...
Nie, nie musisz niczego udowadniać. To, co dzieje się w Waszym wspólnym kącie to Twoja sprawa. Ja na Twoim miejscu, odpowiadałabym zawsze tak samo. Krótkim, dosadnym zdaniem: Spokojna Twoja głowa, nic się nie zmieniło od ostatniej Naszej rozmowy. I tyle. Nie musisz się tłumaczyć.
Jak próbowałam ją zbyć , uciąć temat , to mi odpowiedziała, że skoro nie chcę odpowiedzieć na pyt. "Czy on mnie kocha?" , to znaczy że nie dzieje się dobrze.... to powiedziałam "Zapytaj jego" - też jej to nie zadowoliło...dalej komentowała, że od zawsze wątpiła w to na ile mu na tym wszystkim zależy...
Wreszcie powiedziałam jej ,że wątpiła w uczucia każdego mojego chłopaka. I tu przyznała mi rację.
Jednak za wiele się w jej myśleniu nie zmieniło...wiem to.
Walczę z niskim poczuciem własnej wartości, z poczuciem że rozczarowuję wiele osób, próbuje wierzyć w siebie i moje małżeństwo (zawarte bez żadnych przymusów/ciąż/ kredytów czy domów do pilnego zakupu), ale może ja tu czegoś nie widzę ? Czy mam szukać dziury w moim związku czy jednak uznać mamę za wieczną pesymistkę ?
Zdecydowanie uznać mamę za wieczną pesymistkę i za osobę, która jednak na zbyt wiele sobie pozwala i przekracza takimi pytaniami granice dobrego smaku.
Może uśmiechnij się słodko i odpowiedz: oczywiście że nadal mnie kocha. Jak się coś zmieni, to zaraz cię o tym mamuś poinformuję, nie musisz więc już pytać za każdym razem jak się widzimy.
Ja bym powiedziała mamie: "Mam udane małżeństwo i nie życzę sobie jakichkolwiek insynuacji z twojej strony. Jeśli kolejny raz o to zapytasz, będziemy musiały ograniczyć nasz kontakt do minimum."
I jeśi kolejny raz coś zasugeruje- odwracasz się na pięcie i tyle was widziała.
Nie mnie oceniać Twoją mamę, ale wydaje się w jakiś sposób zaborcza... Moim zdaniem nie powinnaś z nią w ogóle rozmawiać o swoim małżeństwie, nawet powierzchownie, a głupie pytania zbywać np. pobłażliwym uśmiechem lub najlepiej postawić sprawę jasno i stanowczo, zanim rozwali Twoje małżeństwo. Za którymś razem po jej krytyce zaczniesz wierzyć, że jako osoba z zewnątrz widzi coś więcej (obiektywniej) w Twoim małżenstwie niż Ty... A może już tak jest?
Swoją drogą ciekawa jestem jak wygląda małżeństwo Twojej mamy?
A w Waszym dzieciństwie (Twoim i brata) mama była nadopiekuńcza - próbowała dużo za Was robić?
Bardzo Wam dziękuję ... oczywiście już powoli zaczynałam myśleć, że jednak z nami coś nie tak ...
Te sugestie mamy zasiane tam gdzieś, potem kiełkują i zaczynałam dopatrywać się problemu tam gdzie go nie było...
Wyjaśnię tylko, bo czuję że powinnam - jak piszę ,że mama w nas nie wierzy, to nie z moich domysłów. Ona mi otwarcie i wielokrotnie mówiła, że nie wie na ile on/chłopak/narzeczony a teraz mąż ,mnie kocha. Otwarcie mówiła "On się nigdy nie oświadczy, jemu takie "chodzenie" pasuje i wystarcza" etc.
Kiedyś powiedziała w dużym ok.10cio osobowym gronie, że spośród wszystkich przyszłych mężatek ja i tak będę miała najgorzej.
Wiecie jaka cisza zapadła ? Kilkoro osób prawie obcych, wszyscy zamilkli tylko narzeczony się odezwał żeby przestać mnie już straszyć. Ja wiedziałam co ona miała na myśli - wyjazd, dotarcie się w małżeństwie, no i mąż który w jej oczach za mało mnie kocha.
Kocham mamę, wiem że bywa zaborcza i próbuje nami dyrygować, w domu to ona rządzi, małżeństwo ma raczej nieudane, teraz "na stare lata" troszke lepiej się dogadują, ale ona uważa wszystkich mężczyzn (prócz brata) za pasożytów i leni. Więc jak związek z takim może być udany ...?
Postaram się zwyczajnie olewać, ustawić na twarzy uśmiech nr 4 i zadeklamować werset jaki tu mi podpowiadacie "Tak kocha mnie ,a jak przestanie to Ci pierwszej powiem" ![]()
A w Waszym dzieciństwie (Twoim i brata) mama była nadopiekuńcza - próbowała dużo za Was robić?
Nadopiekuńcza -tak, ale nigdy za nas nic nie robiła. Zawsze dużo wymagała i o wszystko martwiła się z wyprzedzeniem.
U nas panowała duża dyscyplina i kontrola rodzicielska. Co dla mojego męża jest w większości niepojęte. Nawet teraz ,kiedy wpadamy na weekend, to moja mama potrafi nam urządzić czas, wysłać nas do Babci, do apteki, do cioci na kawę/imieniny i etc.
Nektarynka53 napisał/a:A w Waszym dzieciństwie (Twoim i brata) mama była nadopiekuńcza - próbowała dużo za Was robić?
Nadopiekuńcza -tak, ale nigdy za nas nic nie robiła. Zawsze dużo wymagała i o wszystko martwiła się z wyprzedzeniem.
U nas panowała duża dyscyplina i kontrola rodzicielska. Co dla mojego męża jest w większości niepojęte. Nawet teraz ,kiedy wpadamy na weekend, to moja mama potrafi nam urządzić czas, wysłać nas do Babci, do apteki, do cioci na kawę/imieniny i etc.
Czyli stworzyła Sobie obraz świata, że WSZYSCY mężczyźni to lenie, pasożyty, darmozjady itp. Nie ważne już z jakiego powodu. Ale powiem Ci jedno choćbyś miała najbardziej udane małżeństwo wśród wszystkich znajomych to Twoja mama zacznie szukać tzw. dziury w całym, bądź będzie pytać o rzeczy na które odpowiedź będzie "a skąd to wiesz?". Najlepszym przykładem jest pytanie, "czy mąż Ciebie nadal kocha?" nawet gdybyś to czuła i widziała po Jego zachowaniu to mama może przeistaczać fakty: "dobrze zachowuje się jakby kochał, ALE czy On tak myśli?".
Moim zdaniem powinnaś nie okazywać mamie, że przejmujesz się Jej komentarzami.
Ja bym powiedziała mamie: "Mam udane małżeństwo i nie życzę sobie jakichkolwiek insynuacji z twojej strony. Jeśli kolejny raz o to zapytasz, będziemy musiały ograniczyć nasz kontakt do minimum."
I jeśi kolejny raz coś zasugeruje- odwracasz się na pięcie i tyle was widziała.
A ja bym odpowiedziała Nie , już nie. Tylko po to by zobaczyć jej reakcję
13 2015-03-04 17:00:48 Ostatnio edytowany przez robingirl (2015-03-04 17:06:35)
Stanka1 - współczuję serdecznie tej sytuacji.
A pytałaś kiedyś swoją mamę, czemu pyta, o to, czy Cię maż jeszcze kocha? Jest jakiś konkretny powód, czy chce tylko usłyszeć, że ma rację? Skoro jesteście już po ślubie, to przecież nie chce Cię odwieść od zamążpójścia...
I spytaj jeszcze, czy ma jakiś plan dla Ciebie na wypadek, gdyby jednak okazało się, że mąż Cię nie kocha i musisz się rozwieść.
Ma jakiegoś innego kandydata do żeniaczki, jeśli Twój Cię opuści? Takiego, co nie jest leniem i pasożytem? W życiu nie ma gwarancji na nic, więc może jeszcze nawet będzie miała okazję powiedzieć Ci, "przecież Cię ostrzegałam", ale czy o to jej chodzi? Życzy Ci, żeby się jej "gadanie" sprawdziło i mąż Cię zostawił?
A może zapytaj, jakie w takim razie jej zdaniem powinno być Twoje małżeństwo. Jak powinno wyglądać jej zdaniem okazywanie przez męża miłości Tobie? Wiesz, tak z ciekawości chociaż zapytaj. W ramach zdobywania informacji. I potem jeszcze zapytaj, czy zna faceta, który tak się zachowuje jak ona oczekiwałaby od zięcia. Na 99% nie zna.
Wiesz, gdybyście byli zależni finansowo, mieszkali z nią itd. itp. to jeszcze rozumiem. Ale takiego "mącenia" w Twojej głowie to nie rozumiem. I żeby nie było - akurat w mojej opinii przy wyborze partnera warto jest brać pod uwagę opinię rodziców. Zwłaszcza jeśli podziela je jeszcze ktoś inny zaufany z Twojego środowiska - przyjaciele, znajomi. Ale jeśli wy już definitywnie po ślubie to jakby... pozamiatane. A z tego co piszesz, to w Waszej relacji nie ma żadnej widocznej patologii.
Może jakiś sposób na zamknięcie maminego gadania znajdziesz. Nie przekonasz jej prawdopodobnie nigdy, bo Twoja mama tak po prostu ma. Zwłaszcza że sobie to pewnie tłumaczy, że ona się o Ciebie tylko martwi i takie tam inne rodzicielskie racjonalizacje. A sianie wątpliwości u Ciebie nie przyniesie dobrych efektów, bo faktycznie zaczniesz w pewnym momencie szukać dziury w całym.Tak więc cierpliwości i powodzenia życzę. pracuj nad swoim poczuciem własnej wartości i samodzielnością. Jak to będzie mocne to i gadanie nie będzie Cię tak dotykać.
Ja proponuję kompletnie przestać się przejmować komentarzami Twojej mamy, w końcu to nie jest jej małżeństwo, i jak się dopytuje to skwitować to prostym "Nie Twoja sprawa". Ona ma swoją wizję świata i w jej oczach NIKT nie będzie dla Ciebie odpowiedni, bo chce Cię ciągle kontrolować, być Numero Uno, a nie żeby jakiś tam facet, nawet mąż, miał na Ciebie wpływ.
Jest to smutne, ale obawiam się, że mamy nie zmienisz.
15 2015-03-04 19:04:51 Ostatnio edytowany przez XCL (2015-03-04 20:14:35)
Te sugestie mamy zasiane tam gdzieś, potem kiełkują i zaczynałam dopatrywać się problemu tam gdzie go nie było...
Kiedyś powiedziała w dużym ok.10cio osobowym gronie, że spośród wszystkich przyszłych mężatek ja i tak będę miała najgorzej.
Wiecie jaka cisza zapadła ? Kilkoro osób prawie obcych, wszyscy zamilkli tylko narzeczony się odezwał żeby przestać mnie już straszyć...
Kocham mamę, wiem że bywa zaborcza i próbuje nami dyrygować...ona uważa wszystkich mężczyzn (prócz brata) za pasożytów i leni.
Przez moment pomyślałem, że to pisze moja była małżonka po jakimś ...olśnieniu ![]()
TAK! Sugestie Twojej matki mogą zrodzić wątpliwości (wszak jest starsza, to pewnie ma rację?
) i mysli deprymujace Twoje decyzje, zachowania itd... Sama widzisz, że już zaczynasz się sama dopatrywać problemów...
Takie jej słowa w towarzystwie, pod obecność Twego narzeczonego (obecnie małżonka) nazwę zwykłym ...chamstwem, bo na brak taktu to juz nie zakrawa. Jezu...
Jej poglądy (mężczyźni - lenie, pasożyty. Może też i idioci bez pomyślunku? Znam to już...) są zatrważające. I wielce budującym jest fakt, że to wszystko DOSTRZEGASZ. Szkoda, że moja małżonka bezkrytycznie łykała wszelkie "mądrości", krytyki i narzekania - bo sama zaczęła być identyczną jak teściowa, co w połączeniu z syndromem "nieodciętej pępowiny" zaowocowało... Wiadomo czym. Autorko, odetnij sie od Matki tak, jak zasugerowała Ci Milje. I tyle... W przeciwnym razie Twoje małżeństwo przestanie istnieć...
A pytałaś kiedyś swoją mamę, czemu pyta, o to, czy Cię maż jeszcze kocha? Jest jakiś konkretny powód, czy chce tylko usłyszeć, że ma rację?
Twierdzi, że to z troski...
Tak więc cierpliwości i powodzenia życzę. pracuj nad swoim poczuciem własnej wartości i samodzielnością. Jak to będzie mocne to i gadanie nie będzie Cię tak dotykać.
Tak myślę, że uratuje mnie tylko praca nad sobą i obiektywne spojrzenie...aczkolwiek nie będzie to spojrzenie mojej mamy ...
Szkoda, bo myślałam, że ona dobrze zareaguje na zmiany w moim życiu..... a tymczasem przygotowania do ślubu były praktycznie koszmarne z wiecznymi wizjami weselnej klapy i tylko spokój narzeczonego uratował mnie przed Zakładem dla obłąkanych...
Czyli stworzyła Sobie obraz świata, że WSZYSCY mężczyźni to lenie, pasożyty, darmozjady itp. Nie ważne już z jakiego powodu. (...) Najlepszym przykładem jest pytanie, "czy mąż Ciebie nadal kocha?" nawet gdybyś to czuła i widziała po Jego zachowaniu to mama może przeistaczać fakty: "dobrze zachowuje się jakby kochał, ALE czy On tak myśli?".
.
Tak, mężczyzn mama uważa za dziadostwo kompletne które pasożytuje na kobietach ,które to cały ten świat pchają na przód .... Smutne to , mi osobiście trudno myśleć lepiej skoro tyle lat słuchałam jakie to padalce. Ale staram się
i jestem bardzo zakochana w mężu .... ![]()
Myślę, że szukałaby dalej... ja się tylko ciesze, że cała rozmowa przebiegła spokojnie...gdybym się uniosła dopiero bym się nasłuchała....
Bardzo dziękuję XCL za komentarz i szczerość... przyznam, że nie widziałam w tym gderaniu aż takiego zagrożenia, ale ono istnieje.
Moja mama umie dolewać oliwy do ognia, a wręcz ten ogień wzniecać... muszę faktycznie być czujna, żeby jej myślenia nie przełożyć na mój związek.
Bardzo współczuję, że Twoja małżonka nie miała indywidualnych refleksji tylko słuchała mamusi...
Ja, patrząc logicznie, biorąc pod uwagę starania męża o nasz związek oraz to, że mama z identycznym krytycyzmem podchodzi do małżeństwa mojego brata muszę uznać, że to w niej jest problem a nie w nas.
O nieodciętą pępowinę byłam wielokrotnie oskarżana, byłyśmy z mamą blisko jeszcze przez cały okres studiów, ale do tego związku nie pozwalałam jej się wtrącać, czasem myślę, że to i tak cud że pod wpływem jej uwag nie rzuciłam tego w pieruny...!
19 2015-03-04 20:53:13 Ostatnio edytowany przez XCL (2015-03-04 20:53:57)
Bardzo dziękuję XCL za komentarz i szczerość... przyznam, że nie widziałam w tym gderaniu aż takiego zagrożenia, ale ono istnieje.
Moja mama umie dolewać oliwy do ognia, a wręcz ten ogień wzniecać... muszę faktycznie być czujna, żeby jej myślenia nie przełożyć na mój związek.
Bardzo współczuję, że Twoja małżonka nie miała indywidualnych refleksji tylko słuchała mamusi...Ja, patrząc logicznie, biorąc pod uwagę starania męża o nasz związek oraz to, że mama z identycznym krytycyzmem podchodzi do małżeństwa mojego brata muszę uznać, że to w niej jest problem a nie w nas.
O nieodciętą pępowinę byłam wielokrotnie oskarżana, byłyśmy z mamą blisko jeszcze przez cały okres studiów, ale do tego związku nie pozwalałam jej się wtrącać, czasem myślę, że to i tak cud że pod wpływem jej uwag nie rzuciłam tego w pieruny...!
No cóż, muszę pogratulować Twojemu małżonkowi tak mądrej i trzeźwo myślącej małżonki. Cóż, ja trafiłem - jak sie okazało w pół roku po ślubie - na podatną "córkę mamusi", a mamusia - wypisz, wymaluj - poglądy miała identyczne jak Twoja (bez obrazy), bo takie zdanie o mężczyznach to jej słowa... Może dlatego takie moje pierwsze wrażenie ![]()
Niestety, ale tracąc czujność i pozwalając na dalsze takie ...lasowanie mózgu (że niby sie da na to uodpornić? Wątpię) tendencyjnymi pytaniami czy uwagami - mama skutecznie podkopie fundamenty Waszego małżeństwa: szacunek, ufność, lojalność. A tym samym zrujnuje małżeństwo, czym udowodni, że i tym razem "miała rację". Albo robi to wszystko z zawiści nieswiadomie, albo z premedytacją. Bez wzgledu na pobudki - robi kawał złej, "kreciej" roboty - tylko Twoja nieustępliwość, negowanie w zarodku kolejnych jej kwestii i powątpiewań da szanse na przetrwanie.
Niestety, ale widzę porażające - mnie - podobieństwa, by przejść nad Twoim wątkiem obojętnie...
Pamiętaj: to Twoje małżeństwo, Twój mąż, Twoje zycie - i kazdemu, nawet własnej matce ...wara od tego. To Twoja niezależność - broń tego...
XCL widać gdzieś jest fabryka "cudownych" teściowych/mamusiek...
Stąd podobieństwo sytuacji...
Ale smutne to dla mnie, bo okazało się że mama którą kocham i podziwiam, jest jednocześnie wielkim zagrożeniem dla mojego związku... Tak jak było to w Twoim przypadku ....
Cóż, zacisnę zęby i postaram się odciąć od ocen mamy. Na szczęście nie widujemy się już tak często jak kiedyś, więc powinno być łatwiej ![]()
Jedno co mnie lekko zaskoczyło, to nikt tu z Forumowiczów nie uznał jej zachowania za normalne. Nikt też nie czepił się męża w stylu "a może mama widzi więcej niż Ty naiwna kobieto?". Teraz za to ja widzę więcej , też dzięki Wam.
21 2015-03-05 09:11:37 Ostatnio edytowany przez robingirl (2015-03-05 09:14:40)
Jedno co mnie lekko zaskoczyło, to nikt tu z Forumowiczów nie uznał jej zachowania za normalne. Nikt też nie czepił się męża w stylu "a może mama widzi więcej niż Ty naiwna kobieto?". Teraz za to ja widzę więcej , też dzięki Wam.
"Normalne" w znaczeniu "istnieją ludzie, którzy tak się zachowują" to z takimi postawami rodziców można się spotkać. Jak widać na przykładzie XCL.
"Normalnie" w sensie - życzliwego rodzica dorosłego dziecka, które ma prawo podejmować własne decyzje i nawet popełniać błędy - już niekoniecznie. Zwłaszcza, że już po ślubie, więc jeszcze raz napiszę, że nie rozumiem, do czego takie gadanie ma prowadzić. Chyba że Twoja mama musi raz na jakiś czas otrzymać od Ciebie potwierdzenie, że wszystko jest w porządku, żeby móc spokojnie spać. Wiesz, na zasadzie, Cześć Mamo, tak mąż mnie nadal kocha, jestem zdrowa, a co u Ciebie ![]()
Wiesz, wypowiadamy się na podstawie tego, co napisałaś. Gdybyś napisała, że maż zaniedbuje czy przysłowiowo "pije i bije" to pewnie komentarze byłyby inne. Ja się zgadzam z tezą, że ludzie z boku widzą więcej, ale Twoja mama jest ewidentnie osobą zaangażowaną, więc nie do końca jest "z boku". Póki Ty masz poczucie, że u Ciebie w małżeństwie jest dobrze, to tego się trzymaj. Jak pisałam, niewykluczone, że kiedyś coś się i u Was popsuje, ale to jest możliwe nawet w małżeństwach gdzie rodzice uwielbiali swoich zięciów/synowe (znam parę przykładów). Byle przyczyną nie było właśnie takie "czarnowidztwo' i przelewanie swoich frustracji i obaw na drugą osobę.
Bardzo dziękuję XCL za komentarz i szczerość... przyznam, że nie widziałam w tym gderaniu aż takiego zagrożenia, ale ono istnieje.
Moja mama umie dolewać oliwy do ognia, a wręcz ten ogień wzniecać... muszę faktycznie być czujna, żeby jej myślenia nie przełożyć na mój związek.
Bardzo współczuję, że Twoja małżonka nie miała indywidualnych refleksji tylko słuchała mamusi...Ja, patrząc logicznie, biorąc pod uwagę starania męża o nasz związek oraz to, że mama z identycznym krytycyzmem podchodzi do małżeństwa mojego brata muszę uznać, że to w niej jest problem a nie w nas.
O nieodciętą pępowinę byłam wielokrotnie oskarżana, byłyśmy z mamą blisko jeszcze przez cały okres studiów, ale do tego związku nie pozwalałam jej się wtrącać, czasem myślę, że to i tak cud że pod wpływem jej uwag nie rzuciłam tego w pieruny...!
ależ Stanka ty już przełożyłaś jej myślenie na swój związek. twoje jakiekolwiek wątpliwości są tego dowodem. to wina nieodciętej pępowiny. mama poprzez nią truje twój umysł. być może nie potrafisz jeszcze emocjonalnie zaakceptować że mama i ty to dwie różne osoby która mają różne cele osobowości tożsamości wybory priorytety i wartości. twoja obecność tu jest konsekwencją trucizny jaka mama wpuszcza tobie do krwi. zaburza to tobie obraz rzeczywistości i męża powoduje irracjonalne wątpliwości i wprowadza dezorientację. miłość do mamy nie oznacza tego że ona ma rację czy widzi rzeczy bardziej prawdziwie. z tego co piszesz uważam że próbuje tobą manipulować. i to uwierz mi nie jest troska. to bardziej skomplikowane. to jest twojej mamy wewnętrzny problem. i taka postawa wobec ciebie nie jest troską a egoizmem.
ależ Stanka ty już przełożyłaś jej myślenie na swój związek. twoje jakiekolwiek wątpliwości są tego dowodem. to wina nieodciętej pępowiny. mama poprzez nią truje twój umysł. (...)
i to uwierz mi nie jest troska. to bardziej skomplikowane. to jest twojej mamy wewnętrzny problem. i taka postawa wobec ciebie nie jest troską a egoizmem.
Oczywiście wiem i widzę, walczę z tym, jestem nauczona dopatrywania się problemów w mężczyznach, krytykowania ich i tak dalej...ale walczę by nie być moją mamą w wersji nieco młodszej.
Najciekawsze jest to, że moja mama ,osoba refleksyjna, wrażliwa, co się dopatrzy wielu niuansów, NIE dostrzega swojego zachowania i NIE uważa go za krzywdzące dla mnie i mojego związku. Nigdy też za nic nie przeprasza, zwykle uważa, że ona ma prawo wyrażać swoje opinie i że ponieważ ma rację, to nie ma się o co oburzać.Ona uważa, że mówi prawdę, ma do tego prawo, a jakieś pretensje czy żale spowodowane jej zachowaniem, to zwykła przesada, bo ona "nic takiego nie powiedziała".
Będę czujna i opracuje zmianę myślenia - tak jak napisałaś, miłość nie oznacza zgody w każdej sprawie.
24 2015-03-05 12:15:10 Ostatnio edytowany przez XCL (2015-03-05 12:16:36)
karolcia_38 napisał/a:ależ Stanka ty już przełożyłaś jej myślenie na swój związek. twoje jakiekolwiek wątpliwości są tego dowodem. to wina nieodciętej pępowiny. mama poprzez nią truje twój umysł. (...)
i to uwierz mi nie jest troska. to bardziej skomplikowane. to jest twojej mamy wewnętrzny problem. i taka postawa wobec ciebie nie jest troską a egoizmem.Oczywiście wiem i widzę, walczę z tym, jestem nauczona dopatrywania się problemów w mężczyznach, krytykowania ich i tak dalej...ale walczę by nie być moją mamą w wersji nieco młodszej.
Najciekawsze jest to, że moja mama ,osoba refleksyjna, wrażliwa, co się dopatrzy wielu niuansów, NIE dostrzega swojego zachowania i NIE uważa go za krzywdzące dla mnie i mojego związku. Nigdy też za nic nie przeprasza, zwykle uważa, że ona ma prawo wyrażać swoje opinie i że ponieważ ma rację, to nie ma się o co oburzać.Ona uważa, że mówi prawdę, ma do tego prawo, a jakieś pretensje czy żale spowodowane jej zachowaniem, to zwykła przesada, bo ona "nic takiego nie powiedziała".
Będę czujna i opracuje zmianę myślenia - tak jak napisałaś, miłość nie oznacza zgody w każdej sprawie.
Dopatrywanie sie problemów w mężczyznach jako takich, wrzucanie wszystkich "do jednego wora", krytykowanie itp przypisywanie im wszelkiego zła tego świata... Smutne, bo to taki swoisty ...szowinizm, stojący na drugim końcu tego męskiego. Polecam wątek "Feministka", w którym dość skrupulatnie poddano analizie też i to zjawisko.
Autorko, to bardzo budujące, że masz świadomość tego wszystkiego i nie "łykasz" tak bezkrytycznie tych "prawd" od swojej mamy. Owszem, pomimo tego, że jest/wydaje się być osobą wrażliwą, refleksyjną - jest też TYLKO CZŁOWIEKIEM ze swoimi uprzedzeniami, emocjami czy wadami. I pomimo niewątpliwych pozytywnych cech charakteru nie jest wyzbyta tych słabostek. Najwyraźniej wychodząc z przeświadczenia, iż skoro jest starszą od Ciebie, posiadającą już jakiś bagaż doświadczeń i przemyśleń - a pozbawiona najwyraźniej zarazem autorefleksji - rzuca Ci hasłami, insynuacjami i zasiewającymi wątpliwości słowami ...zupełnie nieświadoma (świadoma?) tego, jak to może odbić się na Twoim związku i życiu.
Spróbuj sobie wyobrazić analogiczną sytuację: ojciec Twego męża, zaprzysiężony "męski szowinista" traktujący kobiety jak... i rzucający "uwagi", komentarze i sugestie Twemu małżonkowi. Jak Twoim zdaniem - zakładając, że małżonek jest podatny na sugestie i darzący szacunkiem swego ojca i jego poglądy - takie "uwagi" mogłyby wpływać na Wasze relacje? Być może nie "od razu", ale z czasem, wprost proporcjonalnie do ewentualnych - niewątpliwych, jak w każdym związku - kryzysów? Szczególnie właśnie w takich trudnym momentach zasiane wątpliwości mogą okazać się zgubnymi...
U mnie tak się stało. Cóż, mojej małżonce zabrakło krytycyzmu wobec "mądrości" iście z ...wojen płci, brakło dystansu do "prawd" słyszanych od osoby pragmatycznej i trochę ...wyrachowanej. Bywa.
Nie pozwól na coś podobnego w swoim życiu - bo Ty, w przeciwieństwie do mnie kiedyś, niedawno - masz tu możliwość decyzji i wpłynięcia na rozwój wypadków...