Na wstępie chciałabym napisać parę słów o sobie.Mam 50 lat mieszkam we wsi.Jestem mężatką mam 3 wspaniałych dzieci 4 wnuków. Starsza córka jest mężatką maja 2 synów i mieszkają z nami . Syn z zona nie miesza z nami ma też 2 dzieci. Jest jeszcze jedna córka która jest już pełnoletnia i się uczy. Kiedy skończyłam 16 lat poznałam obecnego meza i po 2 latach po braliśmy się . Po ślubie z czasem wiedziałam że zmarnowałam sobie życie ale to było za późno. Urodziłam dzieci. Kiedy byłam mała zawsze brakowało mi taty którego nigdy nie miałam. Mając 9 miesięcy rozeszli się. Pamiętam tylko ja miałam ok 5 lat kiedy przyjechal i próbował z mama jeszcze raz zacząć żyć. Przywiózł mi wtedy lalkę z długimi włosami . Lecz nie trwało to długo bo po paru tygodniach zaczął pić i mocno mamę pobił. Gdy miał nas zostawić powiedział ze odejdzie dopiero gdy ja oddam lalkę która mi przywiózł. Po rozmowie z mama oddałam lalkę ale wcześniej obiecać jej włosy by nie dał innej dziewczynce.Wtedy dostałam od niego lanie. Pisze o tym ponieważ w moim życiu z męźem jest tak ze nigdy nie czułam się przy nim bezpieczna . Cokolwiek chciałam zrobić zawsze uświadamial ze jestem do niczego. Nigdy nie odważył am się by zrobić coś dla siebie. Jedynie udało mi się zrobić średnie wykształcenie w po 40 roku życia.Pracowaliśmy razem w gospodarstwie powiększa listy i dzis osiągnęliśmy jakiś poziom życia. Ale nigdy w życiu mi w niczym nie pomagał gdy wracaliśmy z pracy do domu.musiałam nadania do pozna w nocy wszystkie obowiązki domowe i dzieci. On zawsze oglądał i ogląda telewizję. Nigdy nie zajmował się dziećmi uważał ze to nie jego działka. Mój mąż jest mężczyzna który decyduje o wszystkim. Jeśli miałam nawet marzenia a mówiłam mu o nich to się wściekła i mówił ze mam wybić sobie z głowy. Jest to typ mężczyzny który nigdy nie składa nikomu żadnych życzeń . Nie zrobił nigdy w życiu drobnej niespodzianki. Po padam w coraz większe osamotnienia jestem potrzebna jemu tylko dla zaspokojenia od czasu do czasu . Podać mu jeść i odzywać się do niego tylko wtedy kiedy będę miała coś mądrego do podwiedzenia Zaszczepić we mnie strach ze sobie nie poradze bez niego czuje tylko lek i osamotnienia. Jest mi bardzo trudno napisać o swoim życiu. Miałam kiedyś wiele przyjaciółek bardzo im udałam lecz przy pierwszej narażone okazji skrzywdził mnie. Koleżankom podobał się mój mąż bo ma silny charakter . Z czasem zrobiłam się zazdrosna później zazdrość zmieniła się w obrzydzenie.Wiele razy widziałam różne sytuacje z moim mężem a koleżankami. Twierdził że mam zjawy. Gdy ktoś mnie obrażał w towarzystwie nigdy nie bronił mnie nie obstawał za mną . Jeśli sama się w jakiś sposób broniłam to i tak było źle bo ja źle widzę. Żyć mi się nie chce. Nic mnie nie cieszy. Doszło do tego ze izoluje się jak to rodzinka mówi w ciemni i nic nie jem.Z męźem córki bywało różnie ale on wyczuł nasza sytuacje . Przy męzu
powiedział ze jestem zmija. Wszystko robiła by każdego uszczęśliwić i co mi z tego. Mam po latach teraz takie blokady ze nie potrafię się kłócić tylko zamykam się w sobie i izolacja. W domu który razem wybudowalismy wychowany się dzieci dziś duszę się i jestem obca . Chciałabym bardzo prosić kogokolwiek o pomoc. Co ja mam zrobić. Żyje do tej pory w związku tylko dla dzieci. Mówią ze choć najgorszy ojciec to i tak najlepszy. Dziś to nie wiem nawet gdzie mogłabym odejść nie mam mamy zmarła kiedy miałam 22 lata musiałam sama ze wszystkim sobie radzić. I tak moje życie przemija w smutku.
Czytajac to robi sie smutno .
Powinnas pomyslec tez o sobie . Mimo gdybys zdecydowała sie odejsc to ty jestes matka dla dzieci a twoj maz zawsze jest ojcem i nim zostanie . Mimo gdyby wasze drogi sie rozeszły . A niewarto robic i tłumczyc obie , ze robisz to dla dzieci
biernosc tez jest decyzja.
nie wiem co ci radzic.
moze znieczulenie?
ksiazki kolezanki spacery z psem uluviony serial areobik pod pozorem zalecen lekarskich.
zadbaj o swoj wewnetrzny piekny swiat.
Hm, spróbuj znaleźc coś swojego.
Pracujesz zawodowo ?
W sumie wiele przecież w zyciu wypracowałaś - rodzinę a to bardzo dużo bo nikt Ci nie pomagał. Czyli jeszcze raz może trzeba zdobyć się na wysiłek i wypracować troszkę niezależności dla siebie a potem coraz wiecej i więcej tej niezależności...
5 2015-02-22 20:28:26 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2015-02-22 20:28:57)
moj sposob?
wlaczam muzyke albo ogladam stary serial.kupuje ulubione perfumy za 30zl z avonu.ale wiesz mam do nich sentment.dzis caly dzien bylam na dworzu.nie mam gdzie.poszlam do kosciola na cmentarz i godzine bylam w tesco.
coz lepsze to niz nic.
moze papierosek?ja rzucam bo nie pracuje.
Na wstępie chciałabym napisać parę słów o sobie.Mam 50 lat mieszkam we wsi.Jestem mężatką mam 3 wspaniałych dzieci 4 wnuków. Starsza córka jest mężatką maja 2 synów i mieszkają z nami . Syn z zona nie miesza z nami ma też 2 dzieci. Jest jeszcze jedna córka która jest już pełnoletnia i się uczy. Kiedy skończyłam 16 lat poznałam obecnego meza i po 2 latach po braliśmy się . Po ślubie z czasem wiedziałam że zmarnowałam sobie życie ale to było za późno. Urodziłam dzieci. Kiedy byłam mała zawsze brakowało mi taty którego nigdy nie miałam. Mając 9 miesięcy rozeszli się. Pamiętam tylko ja miałam ok 5 lat kiedy przyjechal i próbował z mama jeszcze raz zacząć żyć. Przywiózł mi wtedy lalkę z długimi włosami . Lecz nie trwało to długo bo po paru tygodniach zaczął pić i mocno mamę pobił. Gdy miał nas zostawić powiedział ze odejdzie dopiero gdy ja oddam lalkę która mi przywiózł. Po rozmowie z mama oddałam lalkę ale wcześniej obiecać jej włosy by nie dał innej dziewczynce.Wtedy dostałam od niego lanie. Pisze o tym ponieważ w moim życiu z męźem jest tak ze nigdy nie czułam się przy nim bezpieczna . Cokolwiek chciałam zrobić zawsze uświadamial ze jestem do niczego. Nigdy nie odważył am się by zrobić coś dla siebie. Jedynie udało mi się zrobić średnie wykształcenie w po 40 roku życia.Pracowaliśmy razem w gospodarstwie powiększa listy i dzis osiągnęliśmy jakiś poziom życia. Ale nigdy w życiu mi w niczym nie pomagał gdy wracaliśmy z pracy do domu.musiałam nadania do pozna w nocy wszystkie obowiązki domowe i dzieci. On zawsze oglądał i ogląda telewizję. Nigdy nie zajmował się dziećmi uważał ze to nie jego działka. Mój mąż jest mężczyzna który decyduje o wszystkim. Jeśli miałam nawet marzenia a mówiłam mu o nich to się wściekła i mówił ze mam wybić sobie z głowy. Jest to typ mężczyzny który nigdy nie składa nikomu żadnych życzeń . Nie zrobił nigdy w życiu drobnej niespodzianki. Po padam w coraz większe osamotnienia jestem potrzebna jemu tylko dla zaspokojenia od czasu do czasu . Podać mu jeść i odzywać się do niego tylko wtedy kiedy będę miała coś mądrego do podwiedzenia Zaszczepić we mnie strach ze sobie nie poradze bez niego czuje tylko lek i osamotnienia. Jest mi bardzo trudno napisać o swoim życiu. Miałam kiedyś wiele przyjaciółek bardzo im udałam lecz przy pierwszej narażone okazji skrzywdził mnie. Koleżankom podobał się mój mąż bo ma silny charakter . Z czasem zrobiłam się zazdrosna później zazdrość zmieniła się w obrzydzenie.Wiele razy widziałam różne sytuacje z moim mężem a koleżankami. Twierdził że mam zjawy. Gdy ktoś mnie obrażał w towarzystwie nigdy nie bronił mnie nie obstawał za mną . Jeśli sama się w jakiś sposób broniłam to i tak było źle bo ja źle widzę. Żyć mi się nie chce. Nic mnie nie cieszy. Doszło do tego ze izoluje się jak to rodzinka mówi w ciemni i nic nie jem.Z męźem córki bywało różnie ale on wyczuł nasza sytuacje . Przy męzu
powiedział ze jestem zmija. Wszystko robiła by każdego uszczęśliwić i co mi z tego. Mam po latach teraz takie blokady ze nie potrafię się kłócić tylko zamykam się w sobie i izolacja. W domu który razem wybudowalismy wychowany się dzieci dziś duszę się i jestem obca . Chciałabym bardzo prosić kogokolwiek o pomoc. Co ja mam zrobić. Żyje do tej pory w związku tylko dla dzieci. Mówią ze choć najgorszy ojciec to i tak najlepszy. Dziś to nie wiem nawet gdzie mogłabym odejść nie mam mamy zmarła kiedy miałam 22 lata musiałam sama ze wszystkim sobie radzić. I tak moje życie przemija w smutku.
Bardzo Ci wspolczuje a Twoja sytuacja przymomina mi troche sytuacje moje szwagierki z tym ze tam na zewnatrz wszystko jest ok. wspaniale, wspanialy maz i ojciec, oboje wyksztalceni tylko ze ona skonczyla w psychiatryku i od lat jest stale na lekach. Cos Ci moge poradzic? Moze jakis wyjazd? Jest wiele tego typu poczawszy od rodziny, poprzez wynajecie pokoju gdzies (gory, morze, wiec, miasto) skonczywszy na klasztorze czy nawet psychiatryku (szwagierka ceni sobie tam kilkumiesieczne pobyty, mysle ze "odpoczywa" tam od meza). Przede wszystkim coraz mniej was laczy z mezem, dlatego poza radykalnymi rozwiazaniami jest koniecznosc znalezienia sobie przez Ciebie jakiegos zainteresowania. Widze tez ze wiele ale to bardzo wiele zalezy od sytuacji. Znam taka osobe ktora bedac mlodszka od Ciebie wyszla za maz, miala dziecko a potem jakos zyla w toksycznym malzentwie az do smierci meza. Potem sie zalamala po smierci swojej matki, odrzyla przy wnukach a dziec w wieku 80 lat tryska energia i zdrowiem, jest przykladem cwiczenia dla innych bo to nieczestny przyklad w tym wieku. Przede wszystkim miala ta osoba jedno hobby przez cale zycie. Wiec jak nie znajdziesz czegos na co bedziesz poswiecac czas to moze byc Ci trudno. Rowniez obowiazki domowe, stan choroby, koniecznosc pomocy Tobie moga byc kartami przetargowymi do zmiany sytuacji. Jakis bunt. Co do natomiast ziecia to zachowal sie podle. No ale jesli sie ze soba nie rozmawia to dochodzi do niecheci i wielu nieporozumien.
7 2015-02-23 17:34:54 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2015-02-23 17:36:08)
ja nie widze sensu ucieczki.
to gospodarstwo.
dom dzieci i maz.w jednym.
wiecnie.zyl nie bedzie.
zacznij glosno mowic jak schrzanil zycie jakim jest zasranym idealem.
pociesze cie znam wiele zwiazkow gdzie gad przestal dokuczac dopiero po 50 jak choroba go wziela i nauczyla pokory.potem zostala mu.tylko zona i sie nim opiekowala.
straszne ![]()
jesteś bardzo silną kobieta i Cię podziwiam
nie jestem epwna czy słyszałaś o DDA... poczytaj troche o tym powinno troche rozjaśnić sytuację
witam Cie serdecznie.Czytajac Twoj post ,mialam ochote plakac.Wzruszyla mnie ta historia z ta lalka.Fakt,ze tego tatusia nigdy nie mialas,a jak mialas-to na chwile sie pojawial i ranil,z pewnoscia zadecydowal o dalszym Twoim zyciu.Masz ohydny wzor faceta ,w ktory idealnie wpasowal sie Twoj maz tyran.Zyjesz z nim tak dlugo,ze przywyklas do tego nieustannego upokarzania.Uwierzylas ,ze jestes taka jak on Ci wmowil.To smutne,ale Twoj maz Cie tak uksztaltowal,"ulepil",ze Twoja wiara w siebie jest naprawde mala.A szkoda,bo czytajac Twojego posta wydajesz mi sie osoba wartosciowa,masz przemyslenia.Pewnie zycie wewnetrzne masz bogate.Szkoda,ze tak pozwolilas sie zniewolic temu tyranowi.A moze zawalczysz o siebie?Nigdy nie jest zbyt pozno.Pzdr.
Grodzjolo, choć dzieli nas spora różnica wieku (w zasadzie to jesteś tylko rok młodsza od moich rodziców), to chciałam Ci coś opowiedzieć. Moi rodzice rozwiedli się po 23 latach małżeństwa (jakieś 3 lata temu) Choć byłam już wtedy teoretycznie dorosła, to strasznie to przeżyłam, nadal noszę w sobie głębokie rany. Rozwód wyszedł z inicjatywy mamy, był nagły i niespodziewany dla wszystkich. Tata popadł w głęboką depresje, schudł ponad 15kg, zaczął dużo pić, miał też myśli samobójcze. Był to naprawdę ciężki czas. Zanim doszło do rozwodu była też jakaś półroczna próba ratowania małżeństwa, tata zaczął się naprawdę starać. Ale mama chyba już podjęła decyzję. Odeszła do innego mężczyzny, znajomego sprzed lat, do którego chyba zawsze czuła słabość. Rodzice chyba nie pasowali do siebie, choć z zewnątrz wydawali się być idealną parą. Świetnie prowadzili dom, opiekowali się mną i bratem najlepiej jak potrafili, nigdy niczego nam nie brakowało. Jeździliśmy często na wspólne wakacje. Rodzice okazywali sobie często uczucia, nawet przy nas, obejmowali się i chodzili za ręce. Byli chyba jednak trochę z innych bajek. Moja mama jest typem romantyczki i marzycielki, dobra książka i zapachowe świeczki dają jej pełnię szczęścia. Ale bez zarzutów pilnowała ogniska domowego, no może czasem była zbyt rozrzutna, lubiła wydawać pieniądze na niepraktyczne rzeczy. I tu skojarzyła mi się opowieść z Twoją lalką. Moja mama w dzieciństwie też nie miała lekko, tzn żyła skromnie, bawiła się lalkami uszytymi ze szmatek. Kilka lat temu postanowiła sobie wynagrodzić te braki w dzieciństwie zakupując drogą kolekcje porcelanowych lalek (tzn 1 laleczka ok 40zł,) co tata oczywiście uznał za niepotrzebny zbytek, nie rozumiał tego, okrzyczał ją. Tata zawsze sprowadzał ją na ziemię. Tata jest trochę cholerykiem, jego definicja małżeństwa była podobnie jak u Ciebie: żona to przede wszystkim dobra gospodyni i matka, a mąż to ten który zarabia. W jego odczuciu był dobrym mężem i ojcem bo niczego nam nie brakowało. Ale mamie widocznie czegoś tak. Dusiła się tak jak ty. Do tego nie znosiła jeszcze jego ciągot do alkoholu. Na ogół byl ok, ale zdarzały mu się tzw "burze". Był wtedy agresywny, mama była bezsilna. Był czas że nabawiła sie nerwicy i długo z tego potem wychodziła. Kiedy mama sie wyprowadziła z naszego domu (ja z bratem studiowaliśmy w innych miastach) tata został zupełnie sam. Jak już pisałam załamał sie kompletnie, przelał na matkę całą nienawiść. Buntował nas przeciwko niej, wszyscy znajomi i rodzina stanęli po jego stronie łącznie ze mną i bratem. Wiadomo, że jako dzieci, mimo że dorosłe, to bardzo na tym ucierpieliśmy. Wraz z rozstaniem rodziców straciliśmy "dom", bo to dom bez matki to już nie to samo. Ja również miałam depresję po tym wszystkim przez długi czas, głównie przez zachowanie taty, który nas notorycznie krzywdził tekstami typu ,,Idź do matki, po co tu przyjechałaś" albo ,,jakby was kochała to by was nie zostawiła, co to za matka, ważniejszy kochaś". (mama mogła zostać w mieszkaniu, ale pod warunkiem, że nie sprowadzi tam tego drugiego, więc w sumie nie miała wyboru, musiała się wyprowadzić). Był okres, że nie nienawidziłam raz jedno raz drugie, czasem oboje. Do mamy nadal czuję żal, ale i do ojca też. Jest jednak lepiej. Po jakimś roku może półtorej od rozwodu, tata zaczął szukać kobiet na portalach randkowych. Początkowo, nadal myślal o matce, z czasem jednak po poznaniu M. zaczął układać sobie życie od nowa. Przestał pić, zaczął wychodzić randki, do kina, jeździć na wycieczki, lepiej się ubierać. Kupił sobie nowe auto. Zaczął być znowu szczęśliwy. Wiadomo, że ból nosić będzie zawsze, ale chyba już się z tym pogodził. Mama twierdzi że każdy ma prawo do szczęścia, a ona zawalczyła o swoje. Nie wiem, czy jest teraz szczęśliwa z tym nowym facetem (my z bratem wciąż go nie akceptujemy), czy żałuje swojej decyzji, bo nigdy nie rozmawiamy z nią na ten temat. Po ojcu widzę jak zupełnie inną relację ma z M., jest zupełnie inna od mojej mamy, myślę, ze tata znalazł w niej takiego trochę przyjaciela, potrafią gadać godzinami, z mamą tak nie było. Nie było tej nici porozumienia.
Przepraszam za chaotyczność, ale tyle rzeczy chciało by się napisać, chyba też potrzebowałam to gdzieś wylać. Godzjolo, myślę, że wiele kobiet jest wypalonych w swoich związkach, w których tkwi tylko ze względu na dzieci i przez wzgląd na to co udało się stworzyć przez tyle lat, dobytek, znajomi, rodzina. Masz fajną dużą rodzinkę ? Ja na Twoim miejscu porozmawiałabym najpierw szczerze z córkami, przecież dzieci wiedzą jak jest między wami. Warto szukać wsparcia i zrozumienia wśród bliskich. Nie namawiam Cie do niczego, ale gdybyś jeszcze chciała zawalczyć o szczęśliwe życie, to jest to możliwe. Możesz jeszcze ułożyć sobie życie z kimś szczęśliwe życie. Na portalach randkowych jest mnóstwo wdowców, rozwodników i kawalerów. Choć wiem, że na wsi odejście od małżonka jest pewnie trudniejsze. Gospodarstwo.. a co ludzie powiedzą itp. Ale może warto o tym pomyśleć.. Jeśli jeszcze nie masz depresji, to na pewno jesteś bardzo bliska ku temu. Jedyną sensowną radą byłaby chyba terapia małżeńska lub rozwód. Ale na początek radziłabym chyba szukać jakiegoś wsparcia u psychologa, bo na koleżanki chyba nie masz co liczyć, skoro są oczarowane Twoim mężem. Wątpię żeby kilka szczerych rozmów z mężem pomogło. Może jeśli zrozumie, że może Cie stracić, to coś się zmieni. Ale wydaje mi się, że będzie to tylko chwilowa zmiana. Pomyśl czego tak naprawdę chcesz jeszcze od życia. I zawalcz o to.
Pozdrawiam, trzymaj się,
B_K
Widze sporo podobienstwa ...ale innym latwiej radzic ..mysle ze powinnas zawalczyc ...Szczeście to losu dar ..łap je!:) ..pozdrawiam ..powodzenia .....
jola odezwij sie, jak twoje 'smutne' zycie!moze wiosna trochę cię pobudzi, jakiś ogródek, rekreacja, spacerki?
grodzjola, opisałaś życie mojego ś.p. ojca. Prosiłam mamę wielokrotnie, żeby się z nim rozwiodła. Ale pomimo wszystko, uparcie przy nim tkwiła. Krzywdząc mnie i krzywiąc chyba na całe życie, bo jestem po czterdziestce i dalej nie mogę pogodzić się z tym jakie miałam dzieciństwo. Też twierdziła, że lepszy taki ojciec niż żaden. Dla mnie, z perspektywy dziecka, to bzdura. Mama zawsze złorzeczyła ojcu za to co jej zrobił. W końcu ojciec nagle zachorował. Pół roku bardzo chorował i niesamowicie cierpiał fizycznie. Bardzo wtedy spokorniał. Nazywał mamę pielęgniareczką, pigułeczką. Do mnie mówił Anusiu, choć przez całe życie mówił do mnie Anka. Potrzebował naszej pomocy, był zupełnie bezradny i bezsilny. W końcu zmarł, uwalniając się od cierpienia. Myślę, że ta śmierć była dla niego zaskoczeniem. Dla mnie zaskoczeniem, było to co wydarzyło się później. Myślałam, że życie mojej mamy rozkwitnie na nowo, że w końcu odżyje, jak wiele wdów górniczych ciemiężonych przez mężów. Że teraz pójdzie na całość.......a co się okazało.....minęło 4 lata od jego śmierci. Mama nie może się pozbierać. Zupełnie się odizolowała od otoczenia. Siedzi jak pustelnik i tylko użala się nad sobą jaka jest samotna. Zapytałam kiedyś dlaczego? Przecież wielokrotnie życzyłaś mu tego co najgorsze. Tak- odpowiedziała mama, ale wiesz jaki był taki był, ale był. A teraz jestem zupełnie sama. Myślę, że moja mama zbyt długo czekała na wolność, aby umieć teraz się nią cieszyć i z niej korzystać. U Ciebie jest trochę inna sytuacja, bo być może jesteś jakoś związane ze wsią. Jeżeli nie- uciekaj gdzie pieprz rośnie. Byle dalej od niego. Dziećmi już się nie przejmuj. Są dorosłe. Zrozumieją. Zawalcz o siebie. Jeszcze przynajmniej 30 lat życia przed Tobą, czy do końca chcesz tak cierpieć?