Witajcie, jestem tu nowa, zakładam wątek bo sama już nie wiem co myśleć o moim małżeństwie i o moim mężu. Jesteśmy małżeństwem od 5 lat parą od 14 od 10 miesięcy mamy cudownego synka, wyśnionego i wyczekanego, jednak którego przyjście na świat obnażyło wszystkie niedoskonałości naszego związku. Ogólnie mój mąż jest dobrym człowiekiem, nie jest typem łobuza, nie pije nie szlaja się nie bije, dba o nas finansowo, widzę jak kocha synka, jednak w ostatnim czasie pojawiła się między nami straszna przepaść. On o wszystko ma pretensje, ma bardzo wyśrubowane wymagania co do mojego zachowania i wystarczy jeden fałszywy krok lub słowo i już jest źle. Wszystko co złe to moja wina bo o czymś nie pomyślałam bo nie zadbałam bo nie domyśliłam się czegoś. Np dzisiaj po obiedzie wyszłam na 15 minut do sklepu i zostawiłam go z dzieckiem po powrocie na mnie nakrzyczał bo dziecko miało kupę i chciało mu się spać a ja sobie wyszłam (na całe 15 minut!!!) i nie odbieram telefonu, na pytanie czemu nie mógł synka przebrać usłyszałam, że synek nie dał się odłożyć i nie miał jak. Tego typu sytuacje są codziennie, według niego powinnam dbać o wszystko o wszystkim pamiętać, czasem to aż sięga absurdu. Do tego mam konflikt z jego rodzicami u których przez krótki czas mieszkaliśmy kilka miesięcy temu ale zachowywali się w taki sposób że mąż sam dążył do wyprowadzki, stał po mojej stronie i przepraszał za to że zafundował mi takie piekło a teraz zaczyna znów brać ich stronę mówić mi, że jestem zawzięta (nie usłyszałam ani jednego "przepraszam z ich ust") i powinnam już odpuścić, że stałam się złą osobą i los się na mnie zemści za to, że nie chcę spuścić z tonu wobec nich, a ja im nic nie robię, nie kłócę się, po prostu ich unikam. No i tak z dnia na dzień widzę coraz większe rozczarowanie w jego oczach, słyszę nowe pretensje i czuję się jak roślina którą ktoś regularnie podtruwa i patrzy jak usycha. Są chwile, że jest dobrze ale wynika to głównie z tego, że ja ze zmęczenia sytuacją odpuszczam. Co najlepsze kiedy pytam czy kogoś ma to mówi że nie, kiedy pytam czy chce się rozwieść mówi że nie ale potrafi mi powiedzieć, że gdyby nie dziecko to nie wie czy by ze mną był. Ja po urodzeniu synka zrezygnowałam z pracy, zajęłam się domem, jestem osobą dbającą o porządek, zawsze czekającą z ciepłym obiadem, fakt może trochę się zaniedbałam jeśli chodzi o makijaż czy fryzurę ale szczerze mówiąc nie mam ochoty się dla niego malować bo po co? żeby w makijażu wysłuchać kolejnych pretensji? Mam tego dość, mam takie uczucie że mąż czuje że ma w tym momencie nade mną przewagę i chce mnie totalnie zdominować tylko po co? Czy tak ma wyglądać małżeństwo? Jak nie kończąca się próba sił? Zaufałam mu, poświęciłam życie i wierzyłam, że tak jak obiecywał przed ślubem zrobi wszystko żebym była szczęśliwa a on co? Wdeptał mnie w ziemię. Pomóżcie mi bo już sama się w tym gubię. A może to we mnie naprawdę tkwi problem?
Radzę przeprowadzić paro godzinną rozmowę, gdzie obie strony powiedzą co Im teraz nie pasuje w małżeństwie. Hmm może podział obowiązków po równo + powrót do pracy byłoby dobrym pomysłem? Bynajmniej przeze mnie najbardziej wskazany, bo odpoczęłabyś trochę od Jego zachowania. Może macierzyństwo Go przerosło?
Cześć. Czytając twój post mam wrażenie jakbym czytała opis małżeństwa mojego brata.Wszystko identyko.
Może tak jak w jego przypadku, twój mąż tak się zachowuje ze zmęczenia.Może jest sfrustrowany sytuacją,że teraz tylko na jego barkach spoczywa zarobienie na dom i was....., wydaje mu się,że siedzisz w domu i nic nie robisz?To powszechne podejście mężczyzn niestety.Rzadko,który wie i rozumie jaka to ciężka praca.
Spróbuj z nim porozmawiać w odpowiednio wykorzystanej sytuacji.Może wtedy,gdy będzie miał lepszy dzień....
tak po pierwsze rozmowa, szczera rozmowa, co wam nie pasuje, o wszytkich problemach o wszystkich. dluga szczera rozmowa.
po drugie chcialam zapytać czy wracasz do pracy? jesli nie to zmien zdanie! niestety 90% facetów gorzej traktuje partnrke ktora nie pracuje niż tą która jest zaradna i ma swoje grosze. nie jest to fair to fakt! ale taki jest fakt niestety, smutny fakt. przemysl powrót do pracy za jakiś czas i oddanie dziecka opikunce, do żlobka czy cokolwiek Ci pasuje ale nie uzalezniaj sie od męża. bedziesz miala ten komfort psychiczny że w razie rozwodu (czego Ci nie zyczę) będziesz mogla spokojnie sie wyprowadzić bo będziesz miala swoje pieniążki.
Niestety to sytuacja dosyć częsta w małżeństwach w których po długim związku (choć i niekoniecznie długim) pojawia się pierwsze dziecko. Wtedy życie diametralnie się zmienia. Już nie pamiętam kto i w którym wątku napisał bardzo trafną uwagę że po urodzeniu dziecka było tak źle że myślała o rozwodzie bo mąż miał pretensje że zajmuje się tylko dzieckiem a ona że jej w tym nie pomaga
ale przetrwali ten najcięższy okres i są dalej szczęśliwym małżeństwem. A ten najtrudniejszy okres to właśnie pierwszy rok, 1,5 kiedy facet zwykle nie wie jak się tym dzieckiem zajmować, komunikować itd. Musi się przestawić na nową sytuację, dochodzi zmęczenie itd. A to on chodzi do pracy i zarabia - i nawet nie w kwestii zrzutu tylko tego że to jest odpowiedzialność już za 3 osoby (rodzinę) w tym momencie i też chce odpocząć, skupić myśli itd. Choć zajmowanie się malutkim dzieckiem domem jest nie mniej odpowiedzialne i wyczerpujące...
Sytuacja się zwykle zmienia kiedy dziecko zaczyna chodzić, można się już z nim jakoś porozumieć, bawić, spędzać czas... itd. Wtedy dopiero on zaczyna czuć się ojcem.
Dlatego czasem warto (oczywiście w miarę możliwości) korzystać z pomocy niani, babci itd. bo to pozwala na odetchnięcie obojgu. A tak frustracja narasta i rodzą się często niepotrzebne spięcia.
Mieszkania z teściami/rodzicami chyba nikt nie poleca, ale to żeby babcia wpadła czasem popilnować, odciążyć to może nie jest taki zły pomysł (może o to twojemu mężowi chodzi?). Oczywiście nikt nie zadba o dziecko lepiej niż matka, ale ważne jest też jej samopoczucie, obojga rodziców. Nikt nie jest robotem.
6 2015-01-15 20:17:27 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-01-15 20:35:11)
Witajcie, jestem tu nowa, zakładam wątek bo sama już nie wiem co myśleć o moim małżeństwie i o moim mężu. Jesteśmy małżeństwem od 5 lat parą od 14 od 10 miesięcy mamy cudownego synka, wyśnionego i wyczekanego, jednak którego przyjście na świat obnażyło wszystkie niedoskonałości naszego związku. Ogólnie mój mąż jest dobrym człowiekiem, nie jest typem łobuza, nie pije nie szlaja się nie bije, dba o nas finansowo, widzę jak kocha synka, jednak w ostatnim czasie pojawiła się między nami straszna przepaść. On o wszystko ma pretensje, ma bardzo wyśrubowane wymagania co do mojego zachowania i wystarczy jeden fałszywy krok lub słowo i już jest źle. Wszystko co złe to moja wina bo o czymś nie pomyślałam bo nie zadbałam bo nie domyśliłam się czegoś. Np dzisiaj po obiedzie wyszłam na 15 minut do sklepu i zostawiłam go z dzieckiem po powrocie na mnie nakrzyczał bo dziecko miało kupę i chciało mu się spać a ja sobie wyszłam (na całe 15 minut!!!) i nie odbieram telefonu, na pytanie czemu nie mógł synka przebrać usłyszałam, że synek nie dał się odłożyć i nie miał jak. Tego typu sytuacje są codziennie, według niego powinnam dbać o wszystko o wszystkim pamiętać, czasem to aż sięga absurdu. Do tego mam konflikt z jego rodzicami u których przez krótki czas mieszkaliśmy kilka miesięcy temu ale zachowywali się w taki sposób że mąż sam dążył do wyprowadzki, stał po mojej stronie i przepraszał za to że zafundował mi takie piekło a teraz zaczyna znów brać ich stronę mówić mi, że jestem zawzięta (nie usłyszałam ani jednego "przepraszam z ich ust") i powinnam już odpuścić, że stałam się złą osobą i los się na mnie zemści za to, że nie chcę spuścić z tonu wobec nich, a ja im nic nie robię, nie kłócę się, po prostu ich unikam. No i tak z dnia na dzień widzę coraz większe rozczarowanie w jego oczach, słyszę nowe pretensje i czuję się jak roślina którą ktoś regularnie podtruwa i patrzy jak usycha. Są chwile, że jest dobrze ale wynika to głównie z tego, że ja ze zmęczenia sytuacją odpuszczam. Co najlepsze kiedy pytam czy kogoś ma to mówi że nie, kiedy pytam czy chce się rozwieść mówi że nie ale potrafi mi powiedzieć, że gdyby nie dziecko to nie wie czy by ze mną był. Ja po urodzeniu synka zrezygnowałam z pracy, zajęłam się domem, jestem osobą dbającą o porządek, zawsze czekającą z ciepłym obiadem, fakt może trochę się zaniedbałam jeśli chodzi o makijaż czy fryzurę ale szczerze mówiąc nie mam ochoty się dla niego malować bo po co? żeby w makijażu wysłuchać kolejnych pretensji? Mam tego dość, mam takie uczucie że mąż czuje że ma w tym momencie nade mną przewagę i chce mnie totalnie zdominować tylko po co? Czy tak ma wyglądać małżeństwo? Jak nie kończąca się próba sił? Zaufałam mu, poświęciłam życie i wierzyłam, że tak jak obiecywał przed ślubem zrobi wszystko żebym była szczęśliwa a on co? Wdeptał mnie w ziemię. Pomóżcie mi bo już sama się w tym gubię. A może to we mnie naprawdę tkwi problem?
no widzisz ,siedzisz w domu ,nie pracujesz ,nie dbasz o siebie to maz sobie myśli mogę sobie na niej pojeździć,bo i tak nic mi nie zrobi,tzn nic ze sobą nie zrobi,jestes od niego zalezna ,widzisz,w takich sytuacjach najłatwiej poznaje się ta druga osobe,mimo tylu lat tak naprawdę nic o nim nie wiedzialas,to ze chce cie zdominować ,bo czuje nad toba przewagę to tez prawda,smutna,ale zawsze....
rada -ogarnąć się,wyjsc do ludzi,wrocic do pracy,ZADBAC O SIEBIE i nie nadskakiwać dziadu,olej go trochę,bedziesz zdrowsza ,może nie czekaj jak pies przy wejściu do domu z kapciami w pysku i na dwóch lapkach nie merdaj ogonem,faceci takich nie szanują.....
jakby mi chlop zostawil osranego dzieciaka bo niby nie dalo się go przebrac ,to bym wyszla z domu i wrocila za 2 godziny,gwarantuje ci ze dalby rade......bo nie znioslby albo smrodu,albo wrzasku... za bardzo się z nim ciaćkasz,za bardzo ustępujesz,a raczej a mocno mu w doope włazisz mowiac wprost
Jeśli chodzi o powrót do pracy to jest to kwestia moich przemyśleń i rozważań, sytuacja jest o tyle trudna że mieszkamy kilkadziesiąt kilometrów od jakiejkolwiek rodziny więc nie za bardzo ma kto pomóc. Jestem sama z maluszkiem 24h na dobę, mąż pomaga ale np w ten sposób że zabawi małego przez 15 minut żebym mogła pozmywać czy rozwiesić pranie, ogólnie czasu dla siebie 0. Wiem, że on jest zmęczony i jak mi to powiedział "chce wracać do roześmianego dziecka i wesołej żony" ale ja nie jestem w stanie chyba sprostać jego oczekiwaniom, ja też jestem zmęczona, najbardziej jego zachowaniem bo on chciał dziecka bardziej (oczywiście ja też chciałam ale jeszcze bym poczekała) a teraz oczekuje że dziecko niczego w naszym życiu nie zmieni, że to wszystko przejdzie tak niepostrzeżenie nie dotykając jego osoby, a to nie jest tak, dziecko wymaga poświęceń z obu stron, wściekam się na niego że tego nie rozumie on zdaje się nie pojmować tego co mówię i zachowuje się jakby sam był dzieckiem.
8 2015-01-16 13:08:21 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2015-01-16 13:08:44)
Chyba najwiekszym problemem jest jego podejscie do dziecka.rozumiem pierwsze,mozna wszystkiego nie wiedzieć, ale on też moze je przebrac, nakarmić bez łaski bo to tez jego dziecko.Moj mąz w dni wolne np zajmuje sie dzieckiem praktycznie caly dzien.Ja praktycznie nic nie robie i jak to komus mowie to wielkie oczy jakby to jakis cud byl.Dla mnie to jest normalne.Chyba dziecko ma oboje rodzicow czy nie>kwestia podejscia a i moj mąz tez jakis mega gotowy na dziecko nie byl...to znaczy chcial ale mentalnie to jeszcze byl wolny ptak.26 lat mial jak sie corka urodzila..sprobuj naprostowac męza w tym wzgledzie.Niech sie zajmuje w miare mozliwosci.Wieczne pretensje o wszystko-no nie wiem co radzic.To wyglada tak, ze Ty jestes po prostu pod ręką i nie ma do kogo swoich frustracji przekazac wiec ląduje na Ciebie.faktycznie te pierwsze miesiące, no powiedzmy do 2 lat to proba dla zwiazku.takie balansowanie, ciezko zachowac rownowage miedzy opieką na dzieckiem, dbaniem o partnera,dom, siebie, dobre relacje,dobry humor..czesto cos podupada...trzeba po prostu chciec.
Masz problem bardzo podobny do mojego. Dwa lata po ślubie było wspaniale, później Twoją historię mogę uznać za początek swojej gehenny. Zastanawiałam się, dlaczego mój mąż tak się zmienił i okazało się, że ma kochankę. Wtedy wszystko we mnie było złe. Byłam zbyt młoda, nie śledziłam relacji pozamałżeńskich mojego męża, ufałam jemu. Gdy sytuacja była coraz bardziej napięta, zaczęłam dokładniej analizować aspekty naszego życia, kontrolować i okazało się, że prawie przez całe nasze długie pożycie małżeńskie żyliśmy w trójkącie - ja, mój mąż i jego kochanki. Życzę Ci, aby u Ciebie tak nie było. Radzę Ci na razie, nic jemu nie mów o zdradzie, tylko kontroluj, śledź, sprawdzaj. Nie słuchaj tych, którzy powiedzą, że tak nie można. Tak trzeba, to jest szukanie prawdy. Radzę Ci pisać pamiętnik i zapisywać każdy dzień. W przyszłości może Ci się przydać. Słowo mówione nie istnieje, a zapisane może być dowodem w wielu sprawach. Życzę powodzenia, zachowanie Twojego męża to może zupełnie inna przyczyna.
Czasem się zastanawiam czy powodem jego dziwnych zachowań nie jest inna kobieta, ale nie mam powodu żeby myśleć że mnie zdradza. Nigdy nie znika, nie wychodzi z kumplami, wraca na czas do domu ale wiem też że ma taką pracę że może się "urwać" na godzinkę czy dwie. Szczerze mówiąc, nie zaglądam mu do jego telefonów nie sprawdzam w żaden sposób, po prostu chcę wierzyć że jest ze mną uczciwy.
11 2015-01-20 18:59:28 Ostatnio edytowany przez korektorka (2015-01-20 18:59:58)
Witaj, jeszcze raz przeczytałam Twoją prośbę o pomoc i czuję się tak jakbyś pisała o mnie, z tym, że ja zawsze dbałam o swój wygląd. Jakiś czas mieszkałam z rodziną męża i było bardzo źle. Przez długi czas namawiali męża, żeby ode mnie odszedł. A on głupi, nie miał swojego zdania i ich nienawiść przenosił na mnie. Codziennie kłóciliśmy się. Co do zdrady, to mój mąż miał sytuację ułatwioną ponieważ rozpoczął studia wieczorowe i tam poznał swoją pierwszą kochankę. Kontrola była trudna, ponieważ zajęcia odbywały się w różnych godzinach. Na skutek romansu obydwoje wylecieli z uczelni, ale jeszcze rok mnie oszukiwał, że studiuje i codziennie wychodził na zajęcia,a spotykał się z Marylą, tak miała na imię. Zdradzał mnie z nią ponad 4 lata. Po przejściach z moim mężem nie ufam jemu całkowicie, a także każdemu innemu facetowi. A może Twojego męża przerosło ojcostwo, małe dziecko wywraca życie do góry nogami. Jeśli jest taka możliwość, to może ktoś mógłby zaopiekować się dzieckiem, a Wy moglibyście czas spędzić tylko ze sobą, lub ze znajomymi. Staraj się poznać środowisko męża, koleżanki i kolegów z pracy, nie rezygnuj z imprez, na których będzie Twój mąż, bądź czujna.
Witaj,
tak jak poprzednicy, proponuję konfrontację w postaci rozmowy, ale wiem, ze to bywa nie łatwe,więc może maile! My z mężem jesteśmy 11 lat po ślubie i też rożnie bywało... rozmowy nie zawsze się sprawdzały, bo często dochodziło do wybuchów płaczu (z mojej strony) lub wychodzenia w nerwach z pokoju (ze strony męża) albo po prostu do niedopowiedzeń... Kiedyś spróbowałam napisać do niego maila, na spokojnie napisałam wszystko co mnie boli, jak się czuję w tym związku, jak go odbieram, czego mi brakuje etc. mąż odpisał mi, pisząc jak on to odbiera ze swojej strony i tak te maile stały się podstawą do konfrontacji i szczerej rozmowy...
Myśmy też długo nei mogli mieć dziecka, gdy wreszcie się pojawiło, ja się skupiłam totalnie na dziecku a mąż musiał sam utrzymać rodzinę, często bywal zmęczony, zestresowany, a ja tego nie dostrzegałam... brakowało mu naszych wspólnych rozmów i bycia ze sobą tak po prostu, bo ciągle tylko dziecko i dziecko... doszło nawet do tego, że mąż nawiązał flirt internetowy co na szczęście w porę wykryłam i tylko na flircie się skończyło... ale to był poważny kryzys... jednak to nam uświadomiło, jak nam na sobie zależy...
W końcu i ja wróciłam do pracy, zaczęłam zarabiać, odciążyłam męża w dbaniu o finanse rodzinne i teraz jest duzo lepiej!
Rozmowa, lub maile, w każdym bądź razie jakakolwiek forma wyjaśnienia sobie na spokojnie wzajemnie swoich odczuć, pretensji i dojście do kompromisu, to jest najważniejsze!
Życzę Ci z całego serca, abyście znaleźli wspólny język i zaczęli ze sobą rozmawiać i być ze sobą, a nie obok siebie!!!