Trochę parafrazując inny wątek - przekleństwa na scenie, co o tym myślicie, czy to sztuka, czy już nie?
Jest dużo współczesnych sztuk, gdzie język również jest współczesny. Widziałam kilka przedstawień, gdzie padały przekleństwa, czy jakieś współczesne, rubaszne, czy wręcz dostadne określenia części ciała służącej do siedzenia, czy karmienia mlekiem matki
To jest moje subiektywne odczucie, ale by używać wulgaryzmów na scenie, trzeba być wielkim aktorem. Te przekleństwa muszą mieć siłę wyrazu, muszą rzeczywiście towarzyszyć odgrywaniu emocjonalnej sceny, a nie w drugą stronę - jak aktor rzuci kilka ku***, pier*** to będzie oznaczać, że jest wzburzony.
Co o tym sądzicie? Razi was taki język w tzn. przybytku kultury?