Witajcie! Mam 21 lat, z chłopakiem jestem 2 lata, ogólnie bardzo dobrze nam się układa. Nooo.. poza seksem. To mój pierwszy partner, ja jestem jego drugą. Pojawił się u nas ostatnio pewien problem - moje mniejsze libido, a ostatnio wręcz niechęć do seksu czy pieszczot. Mój chłopak bardzo łatwo się podnieca, a ja ostatnio miałam dużo stresu. Chłopak był trochę natrętny, nie potrafiliśmy się dogadać. Czułam się sfrustrowana, że ciągle czegoś ode mnie chce.
On nie ma do mnie pretensji, nie wymusza na mnie seksu, ale jak przynajmniej kilka razy dziennie próbuje (np. intensywniejszymi pocałunkami) żeby do czegoś doszło to czasem nabieram ochoty, ale czasem jeszcze wręcz większej niechęci (bo ile można powtarzać że się nie chce? ). Np. chce mnie dotykać tu i tam w miejscach publicznych gdzie mógł nas ktoś zobaczyć i za każdym razem jak jego ręka wędruje nie tam gdzie powinna i ja mu ją zabieram tłumaczy się że ciężko mu się jest powstrzymać... a ja się stresuję wtedy.
Natomiast jak nie robi nic "w tym kierunku" jest zwykle trochę lepiej i sama zaczynam działać, ale to nie jest to samo co kiedyś. Kiedyś miałam większe potrzeby (nie aż tak duże jak on, ale większe). Teraz przez to, że czuję się jakby osaczona tym tematem - bardzo małe. W dodatku mam poczucie winy, że nie jestem dobrą partnerką pod tym kątem, że coś jest ze mną nie tak. I mam myśli, że powinnam mieć ochotę. A jak czuję, że powinnam coś zrobić to automatycznie jeszcze bardziej się zniechęcam do tego ;/ Do tego dochodzą jeszcze problemy z nawracającymi (już 3 raz) infekcjami, co też zdecydowanie nie pomaga..
Rozmawialiśmy o tym nie raz, ale jakoś nie potrafimy się dogadać. Chłopak tłumaczy mi, że on nic nie poradzi na to, że tak bardzo go podniecam i że ciężko mu się przy mnie opanować... I że jakbym była na jego miejscu to bym go zrozumiała. Słyszę to bardzo często.. Z jednej strony wiem, że mnie bardzo kocha i że powinnam się cieszyć że mu się podobam, ale z drugiej mnie to wszystko frustruje i mam to poczucie winy ;/ I jeszcze zanim się spotkamy wiem, że będzie chciał pewnie czegoś więcej i sama ta myśl, że "powinnam" mnie dodatkowo zniechęca.
Cóż. Mogę dodać, że mam chyba na temat seksu jakieś niewłaściwe przekonania, min. ze seks jest zły. Ostatnio doszłam nawet do wniosku, że szkoda mi czasu na częsty seks (co trochę mnie przeraziło... Bo wcześniej w życiu by mi coś takiego nie przyszło do głowy.
Nie stać mnie na seksuologa, a nie chcę, żeby nasz związek się przez to rozwalił. Możecie mi coś poradzić? Miała któraś z was podobnie? Może znacie jakieś ciekawe książki?? Głównie z zakresu psychologii, żebym mogła sobie pomóc??