Trace już powoli siły, nie mam pomysłów co zrobić. Pomóżcie.
Jestem 32 letnim rozwodnikiem. Mam 7 letniego synka. Z żoną rozwiodłem się nieco ponad rok temu. Maluch został przy mnie (wspólnie uzgodnione). Nie jest łatwo ale jakoś daję sobie radę. Była żona bierze go do siebie na weekendy (co tydzień/dwa tygodnie), okazjonalnie na święta. Od samego początku moja pociecha nie mogła się pogodzić z rozstaniem. Mimo iż próbowałem mu wytłumaczyć, że nie tatuś z mamusią już nie mieszkają i nie żyją razem. Pytał się czy to przez niego, dręczył się tym, starałem się mu tłumaczyć, że nie, w żadnym razie. Myślał, że uda mu się nas znowu połączyć. Od tego roku uczęszcza do podstawówki, po której zostaje w świetlicy póki nie wrócę z pracy. Od dłuższego czasu słyszę, że go nie kocham, że mama ma rację, że jestem skąpcem (nie powodzi mi się tak strasznie dobrze ale jakoś dajemy sobie radę wspólnie, była żona ma zasądzone alimenty na niego), że w ogóle jest ona ah i oh. Często dochodzi do kłótni i płaczu. Argumenty w stylu "mama mi na to pozwala" są w zasadzie na porządku dziennym. Pojawił się też inny problem. Staram się znaleźć partnerkę nową, mimo tego iż akceptują mnie jako samotnego ojca, jak i mojego synka, to jednak On nie chce zaakceptować żadnej
, nie dziwię się, że w końcu rezygnują (2 już były
) bo ciągle słyszą od niego "nie jesteś moją matką więc nie będziesz mi mówiła, że mam umyć zęby", "nie będziesz mi mówiła co mam robić" itp. itd. Od swojej eks wiem, że podobnie postępuje wobec jej nowego partnera.
Jak rozwiązać ten problem ? Wiem, że fakt, że moja eks bierze go tylko na weekendy sprawia, że w oczych synka jest tą lepszą. Nie karze mu iść wcześniej spać (bo nie musi rano do szkoły chodzić), może pozwolić mu na więcej, może mu kupić więcej (i to robi). Rozpieszcza go po prostu. Kolenjny problem którego nie opisałem jest to, że wydaje mi się, że próbuje mnie szantażować. Często mam telefony ze szkoły, że mały się źle czuje, aby go zabrać do lekarza. Muszę się zrywać i zwalniać z roboty aby go zabrać. Gdy jesteśmy w domu nagle okazuje się, że już przeszło. Z jednej strony wiem, że miał problemy z brzuszkiem, z drugiej, pojawiające się problemy zaraz po naszych "kłótniach", po "fochu" z jego strony sprawiają, że mam podejrzenia iż on po prostu symuluje aby zwrócić na siebie uwagę.
Co mam w takiej sytuacji zrobić ? myślałem aby z nim porozmawiać raz jeszcze (może wspólnie z moją eks ? jej też to nie jest na rękę w końcu), że tatuś z mamusią nie są już razem, że zawsze będą go kochali ale żyć będą teraz z kimś innym. Że rani nas takim zachowaniem. Z jednej strony to "tylko" 7 latek. Z drugiej jak widzicie obawiam się, że rośnie mi mały zbuntowany szantażysta i manipulator. Może jakiś dziecięcy psycholog ?
Ktoś miał podobny problem ? jak udało się go rozwiąząć ? jakie macie pomysły ?
Mały jest moim całym światem, ale chciałbym znowu mieć kogoś jeszcze i być przez nią kochany.