Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Przeczytałem parę tematów i moja historia nie będzie oryginalna, przypomina wiele na tym forum.

Byłem ja sobie z cudowną kobietą przez 6 lat. Były to najlepsze lata mojego życia. Inteligentna, śliczna, mądra, czuła, opiekuńcza, świetnie gotuje, boska w łóżku. Na początku też bardzo mnie kochała. Była typem cichej dziewczynki, ale dzięki mnie nabyła pewności siebie i odniosła duże sukcesy zawodowe.

To jak się poznaliśmy byłoby świetnym materiałem na inną historię, ona na początku nie była do mnie przekonana ale w końcu się udało (teraz się zastanawiam czy to nie miało wpływu, czy nie byłem od początku "z braku laku").
Przez pierwsze 3 lata nasz związek był rajski i sielski. Byliśmy oboje przekonani, że będziemy zawsze razem.

Po 3 latach zamieszkaliśmy ze sobą, zaczęło się lekko sypać bo ja jestem bałaganiarzem a ona pedantką i się ostro kłóciliśmy, ale zawsze po kłótniach znowu był raj. Oczywiście wszyscy kumple poszli w odstawkę, tylko ona każdego dnia, w każdej wolnej chwili. Nikogo innego nie potrzebowałem. Święta mając do wyboru rodzinę i ją, spędzałem z nią. Kochałem nad życie.

Wkrótce się zaręczyliśmy, nadal byliśmy mega szczęśliwi.

Jakiś rok przed zerwaniem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Nie chciała np już ode mnie kwiatów, krzyczała że się zmarnują na mrozie jak kupowałem, w łóżku zaczęła stroić fochy (problemy zwłaszcza z grą wstępną) przez co seks stał się dla mnie przeżyciem stresującym i będę szczery, przestałem go lubić. Raz zerwała w kłótni ale od razu wróciła. Nadal byłem zakochany w niej po uszy. Pewnego dnia oznajmia mi... że nadal czuje coś do swojego byłego z którym wznowiła niedawno kontakt! Dość powiedzieć, że gość był przez nią zawsze przedstawiany jako antyideał faceta - kiepski w łóżku, tępak, psychopata-manipulator, zostawiał ją kilkukrotnie gdy tylko pojawiały się jakieś problemy a ona zawsze do niego wracała (jako nastolatka traktowała go jako swoją życiową miłość). Ale teraz ogarnął ją w 2 miesiące rozmówek na fejsie. Przez parę dni spotykała się z nim za moimi plecami. Chyba się jednak nie dogadali albo ona stwierdziła, że jednak woli mnie bo po tygodniu oświadczyła, że chce być ze mną a nie z nim. Ja oczywiście, a jakże, przyjąłem ją z otwartymi ramionami bo uznałem (nie wiedząc że się spotkali) że jest taka uczciwa, że ledwie odczuła minimalną słabość do kogoś to chciała odchodzić żeby mnie nie oszukiwać, ale skoro znowu jest moja to należy ją przyjąć z powrotem. Przez pierwszy miesiąc raj. Niestety, potem zwaliły nam się na głowę poważne problemy w ilościach hurtowych. Stałem się nerwowy, ona też. Przez jakiś czas sporo się kłóciliśmy, potem nastąpiła odwilż. W październiku spotkała się z tamtym exem, parę dni później powiedziała mi, że odchodzi. Definitywnie. Że ma dość moich wad, że ja się "nie zmienię". Fakt, zawaliłem wiele rzeczy - nie pomagałem jej za dużo w domu, przez przepracowanie (przez nawał projektów zasuwałem po 12h dziennie przez parę mc dzień w dzień) zdarzało mi się nie dbać o siebie (niegolenie się, parę razy niewyprasowana koszula). Powiedziała też, że "nie czuła się przy mnie bezpiecznie" i że "jestem nieporadny". Dodatkowo że parę razy ją zraniłem tym co mówiłem (niestety prawda - choć nigdy nie chciałem jej zranić).
Przy okazji w trakcie związku tak jakby zamieniliśmy się na miejsca - ja stałem się spokojnym, przylepionym zawsze do niej facetem, ona stała się przebojową pewną siebie kobietą (może nie do końca ale przemiana i tak ogromna w stosunku do szarej myszki jaką była na studiach).

Odchodząc mówiła że przyczyną są moje wady, brak chęci poprawy, że od ponad roku czekała "aż się zmienię" ale się nie doczekała (swoją drogą, ja o większości zarzutów dowiedziałem się po zerwaniu, super komunikacja w związku). Myślałem, że może da się to jakoś uratować, przez tydzień próbowałem z nią na spokojnie pogadać, bez skutku. Potem się wyprowadziłem, przecież nie będę jej zmuszać, miłość nie polega na narzucaniu się komuś. Nie to nie. Ale to co się stało później trochę mnie dobiło. Ona chciała urwać kontakt całkowicie, z miejsca mi wygrażała policją na wypadek jakbym chciał ją stalkować (nigdy nie miałem takiego zamiaru, wtf w ogóle) i zmianą numeru. Potem były jeszcze lepsze jaja. Co się okazało? Że ona prawie od razu poszła do niego! Do tego rzekomego tępaka którego tak wyśmiewała i przez którego zaliczyliśmy kryzys rok wcześniej. Już po miesiącu mieszkali razem.

Po wszystkim się trochę pokłóciliśmy o kwestie abonamentów itd które były na mnie a były de facto wspólne, moja ex-narzeczona nie poczuwała się do tego aby płacić swoją część, powiedziałem, że nie będę naciskać ale liczę na jej uczciwość i mam nadzieję się nie rozczarować - od tego czasu traktuje mnie wrogo, jak się spotkaliśmy oddać sobie rzeczy to wyglądała jakby chciała mnie pogryźć.
Najśmieszniejsze, że zarabia kupę kasy ale 30 zł (bo tyle razem to wynosi) miesięcznie to już nie ma. Ma jednak tyle, żeby kupować kilka książek miesięcznie smile


W związku z powyższym, mam do Was, drogie netkobiety, następujące pytania:

1. Czy mam rację w tym, że nie ma jak i po co tu już czego naprawiać bo relacja jest martwa definitywnie (w zasadzie pytanie retoryczne ale dla pewności...)?
2. Jak sądzicie, naprawdę to była moja wina w zerwaniu, czy możliwe, że naprawdę w ogóle o nim nie myślała, odeszła z mojej winy a potem nagle w parę tygodni ją strzeliło i zamieszkali razem? Czy to totalna bujda żeby nie wypaść źle w swoich i cudzych oczach a tak naprawdę od początku chciała odejść do niego?
3. Czy właściwie robię najpierw czekając aż sobie poukładam w głowie a nie "stosując klin"? (nie mam ochoty na związki choć jak czasem się spotka fajną dziewczynę...)
4. Jakieś dobre porady na włączające się - na szczęście coraz rzadsze - okresy tęsknoty za nią? Jednak byłem cholernie do niej przywiązany więc jakaś porada jak sobie z tym radzić mile widziana.
5. Czy to, że traktowałem ją niemal jak boginię, wszystko wybaczałem i w 100% akceptowałem, mogło sprawić, że ona odczuła coś w stylu "ja jestem taka fajna a on taki owaki, więc poszukam sobie kogoś lepszego"?

Proszę o wyjaśnienie czy stanowisko autora w poszczególnych kwestiach jest prawidłowe wraz z krótkim uzasadnieniem ;p
Dzięki!

Reklama
Zobacz podobne tematy :
Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Twoje pytania nie maja sensu o tyle ze caly problem lezy w tym, ze zostales zdradzony przez dziewczyne i przez dlugi czas oszukiwany i oklamywany przez nia (w kwestii jej uczuc rowniez). To wszystko na ten temat co mozna powiedziec. Reszta wynika z tego podstawowego faktu, checi samousprawiedliwienia sie jej, moze tez braku konsekwnecji z Twoje strony (godziles sie z faktem zdrady a nie nalezalo).

Veritas in omnem partem sui eadem est

3

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Nie zdradziła, to akurat wiem z hm... absolutnie pewnego źródła (nie jest nim ona ani jej aktualny kochaś).

Reklama
Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Zdradzila emocjonalnie. W przypadku kobiet to to samo co zdradza fizyczna. Kolego skoncz z mysleniem zyczeniowym i trwado spojrzyj na fakty, na FAKTY.

Veritas in omnem partem sui eadem est

5

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Myślałem że chodzi Ci o zdradę rozumianą dosłownie, jako akt płciowy.
Emocjonalnie - no niestety tak.

Reklama

6

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam
Jarema napisał/a:

Nie zdradziła, to akurat wiem z hm... absolutnie pewnego źródła (nie jest nim ona ani jej aktualny kochaś).

A skąd ta pewność? Siedziałeś u niej w majtkach i pilnowałeś?

Dziewczyna puściła Cię kantem i to po całości. Po co w ogóle o niej rozmyslasz? Wykreśl ją z życia i idź dalej.

"Wiesz... gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca..."

7

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam
Mały_Książe napisał/a:
Jarema napisał/a:

Nie zdradziła, to akurat wiem z hm... absolutnie pewnego źródła (nie jest nim ona ani jej aktualny kochaś).

A skąd ta pewność? Siedziałeś u niej w majtkach i pilnowałeś?

Dziewczyna puściła Cię kantem i to po całości. Po co w ogóle o niej rozmyslasz? Wykreśl ją z życia i idź dalej.

Powiedzmy, że jest dość gadatliwa i lubi się zwierzać, w tym osobie która ze mną się koleguje od x lat. Ta osoba powiedziała mi wprost "gdyby Twoja Cię zdradzała, to by mi o tym powiedziała, jak o wszystkim". Wiem, źródło nie wygląda na pewne, ale jest.
Poza tym zdradzanie nie leży w jej naturze, zawsze przedstawiała to jako "jedyną rzecz której by nigdy nie wybaczyła" i zawsze mówiła, że wolałaby się rozstać niż zdradzać. Co ostatecznie uczyniła.

8

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam
Jarema napisał/a:

Poza tym zdradzanie nie leży w jej naturze, zawsze przedstawiała to jako "jedyną rzecz której by nigdy nie wybaczyła" i zawsze mówiła, że wolałaby się rozstać niż zdradzać. Co ostatecznie uczyniła.

I dlatego za twoimi plecami spotykała się z byłym?
Nie sądzisz że to co mówiła a to jak postępowała to były dwie różne rzeczy?

Nie patrz na to co ludzie mówią, ale co robią. I wątpie żeby była na tyle głupia, żeby chwalić się komuś że doprawiła Ci rogi.

"Wiesz... gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca..."

9

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Bardziej logiczne jest że wtedy do niczego między nimi nie doszło bo gdyby tak to przecież by z nim została.
Zresztą, jeśli dla kobiet zdrada emocjonalna to to samo co fizyczna to i tak nie ma to znaczenia bo to pierwsze było na pewno.

10

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam
Jarema napisał/a:

Przeczytałem parę tematów i moja historia nie będzie oryginalna, przypomina wiele na tym forum.

Byłem ja sobie z cudowną kobietą przez 6 lat. Były to najlepsze lata mojego życia. Inteligentna, śliczna, mądra, czuła, opiekuńcza, świetnie gotuje, boska w łóżku. Na początku też bardzo mnie kochała. Była typem cichej dziewczynki, ale dzięki mnie nabyła pewności siebie i odniosła duże sukcesy zawodowe.

To jak się poznaliśmy byłoby świetnym materiałem na inną historię, ona na początku nie była do mnie przekonana ale w końcu się udało (teraz się zastanawiam czy to nie miało wpływu, czy nie byłem od początku "z braku laku").
Przez pierwsze 3 lata nasz związek był rajski i sielski. Byliśmy oboje przekonani, że będziemy zawsze razem.

Po 3 latach zamieszkaliśmy ze sobą, zaczęło się lekko sypać bo ja jestem bałaganiarzem a ona pedantką i się ostro kłóciliśmy, ale zawsze po kłótniach znowu był raj. Oczywiście wszyscy kumple poszli w odstawkę, tylko ona każdego dnia, w każdej wolnej chwili. Nikogo innego nie potrzebowałem. Święta mając do wyboru rodzinę i ją, spędzałem z nią. Kochałem nad życie.

Wkrótce się zaręczyliśmy, nadal byliśmy mega szczęśliwi.

Jakiś rok przed zerwaniem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Nie chciała np już ode mnie kwiatów, krzyczała że się zmarnują na mrozie jak kupowałem, w łóżku zaczęła stroić fochy (problemy zwłaszcza z grą wstępną) przez co seks stał się dla mnie przeżyciem stresującym i będę szczery, przestałem go lubić. Raz zerwała w kłótni ale od razu wróciła. Nadal byłem zakochany w niej po uszy. Pewnego dnia oznajmia mi... że nadal czuje coś do swojego byłego z którym wznowiła niedawno kontakt! Dość powiedzieć, że gość był przez nią zawsze przedstawiany jako antyideał faceta - kiepski w łóżku, tępak, psychopata-manipulator, zostawiał ją kilkukrotnie gdy tylko pojawiały się jakieś problemy a ona zawsze do niego wracała (jako nastolatka traktowała go jako swoją życiową miłość). Ale teraz ogarnął ją w 2 miesiące rozmówek na fejsie. Przez parę dni spotykała się z nim za moimi plecami. Chyba się jednak nie dogadali albo ona stwierdziła, że jednak woli mnie bo po tygodniu oświadczyła, że chce być ze mną a nie z nim. Ja oczywiście, a jakże, przyjąłem ją z otwartymi ramionami bo uznałem (nie wiedząc że się spotkali) że jest taka uczciwa, że ledwie odczuła minimalną słabość do kogoś to chciała odchodzić żeby mnie nie oszukiwać, ale skoro znowu jest moja to należy ją przyjąć z powrotem. Przez pierwszy miesiąc raj. Niestety, potem zwaliły nam się na głowę poważne problemy w ilościach hurtowych. Stałem się nerwowy, ona też. Przez jakiś czas sporo się kłóciliśmy, potem nastąpiła odwilż. W październiku spotkała się z tamtym exem, parę dni później powiedziała mi, że odchodzi. Definitywnie. Że ma dość moich wad, że ja się "nie zmienię". Fakt, zawaliłem wiele rzeczy - nie pomagałem jej za dużo w domu, przez przepracowanie (przez nawał projektów zasuwałem po 12h dziennie przez parę mc dzień w dzień) zdarzało mi się nie dbać o siebie (niegolenie się, parę razy niewyprasowana koszula). Powiedziała też, że "nie czuła się przy mnie bezpiecznie" i że "jestem nieporadny". Dodatkowo że parę razy ją zraniłem tym co mówiłem (niestety prawda - choć nigdy nie chciałem jej zranić).
Przy okazji w trakcie związku tak jakby zamieniliśmy się na miejsca - ja stałem się spokojnym, przylepionym zawsze do niej facetem, ona stała się przebojową pewną siebie kobietą (może nie do końca ale przemiana i tak ogromna w stosunku do szarej myszki jaką była na studiach).

Odchodząc mówiła że przyczyną są moje wady, brak chęci poprawy, że od ponad roku czekała "aż się zmienię" ale się nie doczekała (swoją drogą, ja o większości zarzutów dowiedziałem się po zerwaniu, super komunikacja w związku). Myślałem, że może da się to jakoś uratować, przez tydzień próbowałem z nią na spokojnie pogadać, bez skutku. Potem się wyprowadziłem, przecież nie będę jej zmuszać, miłość nie polega na narzucaniu się komuś. Nie to nie. Ale to co się stało później trochę mnie dobiło. Ona chciała urwać kontakt całkowicie, z miejsca mi wygrażała policją na wypadek jakbym chciał ją stalkować (nigdy nie miałem takiego zamiaru, wtf w ogóle) i zmianą numeru. Potem były jeszcze lepsze jaja. Co się okazało? Że ona prawie od razu poszła do niego! Do tego rzekomego tępaka którego tak wyśmiewała i przez którego zaliczyliśmy kryzys rok wcześniej. Już po miesiącu mieszkali razem.

Po wszystkim się trochę pokłóciliśmy o kwestie abonamentów itd które były na mnie a były de facto wspólne, moja ex-narzeczona nie poczuwała się do tego aby płacić swoją część, powiedziałem, że nie będę naciskać ale liczę na jej uczciwość i mam nadzieję się nie rozczarować - od tego czasu traktuje mnie wrogo, jak się spotkaliśmy oddać sobie rzeczy to wyglądała jakby chciała mnie pogryźć.
Najśmieszniejsze, że zarabia kupę kasy ale 30 zł (bo tyle razem to wynosi) miesięcznie to już nie ma. Ma jednak tyle, żeby kupować kilka książek miesięcznie smile


W związku z powyższym, mam do Was, drogie netkobiety, następujące pytania:

1. Czy mam rację w tym, że nie ma jak i po co tu już czego naprawiać bo relacja jest martwa definitywnie (w zasadzie pytanie retoryczne ale dla pewności,
2. Jak sądzicie, naprawdę to była moja wina w zerwaniu, czy możliwe, że naprawdę w ogóle o nim nie myślała, odeszła z mojej winy a potem nagle w parę tygodni ją strzeliło i zamieszkali razem? Czy to totalna bujda żeby nie wypaść źle w swoich i cudzych oczach a tak naprawdę od początku chciała odejść do niego?
3. Czy właściwie robię najpierw czekając aż sobie poukładam w głowie a nie "stosując klin"? (nie mam ochoty na związki choć jak czasem się spotka fajną dziewczynę...)
4. Jakieś dobre porady na włączające się - na szczęście coraz rzadsze - okresy tęsknoty za nią? Jednak byłem cholernie do niej przywiązany więc jakaś porada jak sobie z tym radzić mile widziana.
5. Czy to, że traktowałem ją niemal jak boginię, wszystko wybaczałem i w 100% akceptowałem, mogło sprawić, że ona odczuła coś w stylu "ja jestem taka fajna a on taki owaki, więc poszukam sobie kogoś lepszego"?

Proszę o wyjaśnienie czy stanowisko autora w poszczególnych kwestiach jest prawidłowe wraz z krótkim uzasadnieniem ;p
Dzięki!

1. Nie można myśleć o naprawianiu czegoś, co już doszczętnie rozbite.
Chciałbyś, by wróciła, by znów leczyć się z rozczarowania byłym/aktualnym?
Ja tak bym to odebrał.

2. Udajesz naiwnego?
Ten ostatni rok, to konsekwencja decyzji o nawiązaniu "pogaduszek" z tamtym. One się nie zakończyły na jednym spotkaniu.
Nie dziwota więc, że szybko z nim zamieszkała.

3. Po swojej byłej wiesz, jak "kliny" się kończą, więc najpierw odpiłuj rogi i posklejaj do kupy swoje ego.

4. Skoro coraz rzadziej o niej myślisz, znaczy, że czas robi swoje.
Rób to co lubisz, bo masz na to więcej czasu.
I tyle.

5. Daj spokój z tą "boginią".
Patrzysz przez pryzmat ostatniego roku, który stał się podzwonnym dla Waszego związku.
Ona już nie chciała stać na Twoim piedestale.

Pozdrawiam

facet po przejściach

11

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Problem jest dwojaki, bo z jednej strony jej tęsknota za tym wadliwym gosciem (ciekawe ze dzis juz ma mniejsze wady niz Ty:D), a z drugiej powiedzmy ze Twoje wady, z ktorymi tak okropnie sie męczyła, a zalet nie doceniła. Zakladajac, ze jednak historia z tym gosciem jest prawdziwa i jednak za nim sie ugania.

Komunikacja z kobietą w tamtej sytuacji? Nie wierz w to. Nie bierz winy na siebie. Ona odwraca kota ogonem. Taki typ baby. Po prostu jak czuje przewagę, bo masz słaby punkt (kochasz, pragniesz, czy masz kompleks) to go wykorzysta. Wyssała z Ciebie najlepsze cechy, pomogłeś, stała sie lepsza dzieki zwiazkowi, dzieki Tobie. Tobie wartosc znizyla i znalazła pretekst do odejscia. Popatrz jaka sprytna. O to tu chodzi. O rozpracowanie gierek psychicznych takiej osobniczki, co robi wlasnie ten gość. Nie ma za kim tęsknić w tym pojeciu (za uczuciem co najwyzej i tym by juz nie bolało).

Nie powiedziała nic co do zmian, bo raz że nie wiedziała co i jak zmienić, by było dobrze (jak jest dobrze to nikogo zasługa, po prostu jest chemia, ale jak jest zle to Twoja wina;)), ale i nie miała pewnego z nim. Jak wyliczono z super hiper statystyk przedwiecznodoczesnych az 99,8% kobiet woli zaradnych psychopatów, którzy im nie ulegną, a będą grać na emocjach (emocje=pożądanie=uzależnienie=zaniżenie wartości=idealizacja=strach przed odejściem). Reszta nie spotkała nigdy takiego, ma wężowatą niespodzianke w majtkach lub jest aseksualna tongue Nie no dobra, to był żart, ale raczej wiecej niz mniej takich spotkasz i to w momencie GDY:

I tu Twoje pytanie nr 5. Traktujesz kogoś jak boginie, na piedestale. To uwłacza Tobie. Sam sie zniżasz z wartością. Czemu? czy szara mycha jest kims lepszym niz Ty? czy nawet jesliby wyglądała dobrze to pozwala nadać jej wyzsza wartosc? czy podswiadomie czujesz sie gorszy niz kobieta?. Trudno wtedy zachować trzeźwość umysłu, bo osoba silniejsza gra kontrolą, poczuciem władzy. Takie kobiety niby chcą władzy, ale czepiają się tych nad którymi władzy mieć nigdy nie będą (i tak całe życie - bedzie mowila mu jaki jest do dupy, ze jej zycie zmarnował, ale bedzie go kochała). U Ciebie to jej dobre traktowanie pokazuje zaleznosc emocjonalną, co jest dobre - ale dla kobiet które lubią serdecznie to co dobre. Ja takich spotykam statystycznie 0.5/10 i co ciekawe wiekszosc to wlasnie szare mychy - widocznie mają blokady by pokazać swoje prawdziwe JA - tak jak ta gdy stała sie taka przebojowa z biegiem czasu. Zaleznosc emocjonalna to cos co facetom praktycznie nigdy nie jest wybaczane. Kobietom częściej, bo i takie modele zwiazkow sa po prostu akceptowane, gdzie facet to poczucie bezpieczenstwa, ktos dominujący. Zbiór cech zapewniających fajne życie, fajne uczucia, bycie po prostu kims lepszym. Jak sie ktos czuje zajebistym (bardziej egoista) to ma służącą, a jak ktoś czuje sie ciulowy (i jest dawcą) to traktuje kogoś jako idealnego (i wiecej jest takich kobiet wlasnie, ktore zawsze będą cierpiały i do tego dążyły. ona widocznie o tym marzy od lat i nie wybiła ze swojej podswiadomosci tych emocji które nią targały). I to jest nierówna walka. Tylko dodaj, że mowila, że ona oczekuje partnerstwa w takiej sytuacji i wtedy bedzie najsmieszniej, bo tego w ogole nie zaprezentowała. Tzn hipokryzja, obłuda, egoizm. Zapamietaj sobie te 3 cechy i obserwuj.

A i czy wytłumaczyła na czym ta nieporadność polegała? W czym jej to przeszkadzało w zyciu? Spaliscie pod mostem? 6 lat takie wielkie trudy wytrzymywała i dopiero teraz zauwazyla, ze masz wady? Dobre sobie. Trzeźwiej z tej manipulantki (której imponuje jeszcze wiekszy manipulator - swój na swego, widzisz?).

Myslisz, ze słucha sie kobiety, która najpierw wysmiewa gościa, obraża go, a pozniej i tak jest w nim zakochana? I nie boj się. Spotkasz takich wieleeeeeeeeee. Po prostu nie słuchaj. Ona nie szanuje siebie przez to co robi (bycie sprzeczną, sprzeczne oczekiwania, tłumaczenia), więc szacunku od tamtego faceta nie dostaje. Nie dostaje, bo na niego nie zasługuje. To jej imponuje, że on ją traktuje na tyle ile zasługuje, a nie lepiej (jak Ty).

Czuj sie wolny, lepszy, madrzejszy. Docen to, ze nie musisz sie użerać z kims kto i tak nie doceni dobra.
W tej sytuacji gdy juz stała sie chłodna, miala pretensje i fochy = wybaczales, bo kochałeś i czułeś że ją tracisz. Nic więcej. Nic co byłoby jakieś nienormalne. Standardowa reakcja na utratę i zmianę, która nie jest szczerze wyjaśniona. Nią kieruje tylko puste ego.
Chyba ze to trwało od początku, o wszystko, to wtedy moglbys pomyslec czemu masz problem, ale skupileś się w swoim poscie jednak na jej zachowaniu i kilku swoich no badzmy powazni - wcale nie trudnych do zaakceptowania nawykach, bo tu o wadach ciezko nawet mowic (nie licząc bycia przylepą, ale nie widze rozwinięcia jak ona to widzi i od kiedy tą przylepą byłeś = jesli w momencie oddalenia jej, to jest to NORMALNE). Widzisz, że wady to wymówka, bo on ma większe, tylko on inaczej ją traktował(uje?).

I nie klinuj bo skrzywdzisz kogoś, przy okazji siebie, albo tylko siebie podwójnie. Po co? Chcesz byc taki jak ona? Dopoki nie bedziesz miał wolnosci emocjonalnej to zajmij sie zyciem. Dopoki kobieta bedzie na 1 miejscu w Twoim zyciu (np zostawisz wszystkich kolegow i wszystko robisz dla niej) to zawsze Ty bedziesz na 2 lub ostatnim. Tak to bywa:) I pamietaj. 6 lat by była z Toba z braku laku? Czystego egoizmu? Nie sądze... lub mistrzyni w udawaniu. Ciesz się, że aż tyle dałeś radę, ze masz tyle do zaoferowania. Nie oceniaj rozstania jako coś złego, tylko patrz co osiągnąłeś, a w gruncie rzeczy jest to bardzo pozytywne... no i nie musisz sie z nia uzerac:)
Wyciagasz wnioski i lecisz dalej, byle znow nie traktowac kobiety jako sensu zycia, kogos naj i dla ktorego warto poswiecac SWOJA ATRAKCYJNOSC. Nie, bo ona odchodzi i zostajesz z niczym, a pozniej masz znowu gorzej kogos znalezc. Zostawia Cie gorszym niz jak sie poznaliscie. To sie nazywa wartosciowa kobieta? Byc moze w bajkach dla dorosłych.

PS jak on bedzie dla niej niedobry (a będzie), to pewnie bedzie probowała wrócić do Ciebie, zagadać, wybadać teren. Wiesz co robić wtedy, prawda? I nie, nie to co zwykle wink

'She's the kind of girl you dream of'
"Mało pewne siebie kobiety zawsze będą biec za tym, czego nie mogą mieć, szukać czegoś czego nie ma."
Nie ma możliwości obdarzenia najgłębszym uczuciem jakim dysponuje człowiek, kogoś, kto nie jest dla ciebie dobry i traktuje cie nie tak jak byś chciał. Zakochanie w wyobrażeniach.
|Tylko pod mailem|

12

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam
Jarema napisał/a:

W związku z powyższym, mam do Was, drogie netkobiety, następujące pytania:

1. Czy mam rację w tym, że nie ma jak i po co tu już czego naprawiać bo relacja jest martwa definitywnie (w zasadzie pytanie retoryczne ale dla pewności...)?
2. Jak sądzicie, naprawdę to była moja wina w zerwaniu, czy możliwe, że naprawdę w ogóle o nim nie myślała, odeszła z mojej winy a potem nagle w parę tygodni ją strzeliło i zamieszkali razem? Czy to totalna bujda żeby nie wypaść źle w swoich i cudzych oczach a tak naprawdę od początku chciała odejść do niego?
3. Czy właściwie robię najpierw czekając aż sobie poukładam w głowie a nie "stosując klin"? (nie mam ochoty na związki choć jak czasem się spotka fajną dziewczynę...)
4. Jakieś dobre porady na włączające się - na szczęście coraz rzadsze - okresy tęsknoty za nią? Jednak byłem cholernie do niej przywiązany więc jakaś porada jak sobie z tym radzić mile widziana.
5. Czy to, że traktowałem ją niemal jak boginię, wszystko wybaczałem i w 100% akceptowałem, mogło sprawić, że ona odczuła coś w stylu "ja jestem taka fajna a on taki owaki, więc poszukam sobie kogoś lepszego"?

Proszę o wyjaśnienie czy stanowisko autora w poszczególnych kwestiach jest prawidłowe wraz z krótkim uzasadnieniem ;p
Dzięki!

Przede wszystkim jestem bardzo zdziwiona, że jesteś bałaganiarzem, bo Twój post ma formę/układ/klamrę no jest cud-miód porządeczek. Skoro życzysz sobie w punktach (co nomen omen również świadczy raczej o umiłowaniu organizacji, a nie bałaganiarstwie) proszę bardzo (oczywiście mówię za sienie bo ekspert ze mnie żaden, jęsli chodzi o psychologię miłości etc):

1. Tak to wygląda, że z tym masz rację smile Brawo.
2. A to jest akurat całkiem nieistotne już teraz. Życzę Ci by ten temat po prostu przestał Cię interesować.
3. Łeee nie ma co sobie na siłę zapalać czerwonego światła - chyba że doprawdy jeszcze kochasz tę starą pannę... ale chyba juz nie, co nie? smile
4. Przeczekać.
5. Tylko jeśli traktowała Cię jakoś na maksa instrumentalnie i Cię  nigdy nie kochała, tylko byłeś taką zapchajdziurą. Normalnie trudno sobie wyobrazić, że ktoś tak na to patrzy w relacji z kimkolwiek (przyjaciółką, chłopakiem etc).

Powodzenia.

"Jeśli coś się dzieje ze mną zawsze dzieje się na pewno, więc
to co było jest spełnione błądzę tylko w jedną stronę..."

13

Odp: Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Bałaganiarzem jestem strasznym ;p ogólnie nam się posypało obustronnie właśnie po zamieszkaniu razem. Okazało się, że spotykanie się a mieszkanie razem 24h to dwie różne pary kaloszy.

Dzięki Wam za odpowiedzi smile nie powiem, o wielu rzeczach w życiu bym nie pomyślał gdybyście mi nie napisali, fajnie tak spojrzeć Waszymi oczami z innej perspektywy. Cieszę się że tu napisałem. Naprawdę wielki szacun i podziękowania dla Was smile

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Absolutnie nieoryginalna historia + pytania do netkobiet, zapraszam

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016