Witajcie.
Właściwie mój post dotyczyć będzie spraw 'sercowych'.
Mianowicie...
Mam 22 lata, jestem po 2letnim związku, to ja go zakończyłam (totalna psychoza od związku to dalece odbiegało).
Dziewczęta, panowie także, czy macie bądź mieliście tak, że:
podoba wam się ktoś, straaaasznie chcecie tą osobę poznać bliżej, a już na samą myśl ospotkaniu przechodzą was dreszcze? sielanka trwa krótki czas, a potem po prostu ten ktoś wam się 'nudzi'?
mam tak od dłuugiego czasu, nie ma nic z tym wspólnego (tak myślę) ten wcześniej wspomniany związek.
ilu już było facetów, którzy byli we mnie zakochani, ja początkowo świata poza nimi nie widziałam, chciałam stworzyć prawdziwe związki.
a później czar pryska, widzę w kimś same wady, i to okropne znudzenie... sama jestem na siebie zła, bo wcześniej szalałam na punkcie tej osoby a teraz? owszem każdy te wady ma, ale skoro ja już takie coś odczuwam po max 2 miesiącach znajomości, to jak potem by to wszystko by wyglądało..
nie umiem się dusić w takiej znajomości i ją 'zamykam'. kurczę, powiem wam szczerze, że straszne jest takie uczucie zamknięcia na cały świat i tkwienia w jednym i tym samym miejscu. na dodatek takie decyzje o zakończeniu z mojej storny znajomości są chol..rnie trudne, męczą mnie wyrzuty sumienia.
nadal odczuwam silną potrzebę bycia z kimś 'na poważnie' i pomimo panującej wszędzie wokoło atmosfery, że nic nie trwa wiecznie, ciągle słyszymy o rozwodach rozstaniach bólach cierpieniach, zwierzeniach innych osób, że są ze sobą z przyzwyczajenia i się nie kochają, to ja nadal twierdzę że istnieje coś takiego jak prawdziwa miłość do końca świata i o jeden dzień dłużej;d i taką właśnie chciałabym przeżyć..