Witam, to mój pierwszy wpis na tym forum. Szukam wsparcia i porady, której nie mogę odnaleźć wśród bliskich mi osób.
Moją historię postaram się przedstawić krótko: Mam 20 lat. Mieszkam obecnie z moim o 5 lat starszym narzeczonym, który zmienił się nie do poznania. Ale może od początku. Miałam trudną sytuację w domu- ojciec alkoholik, wieczne awantury, wywierana na mnie presja. Chciałam jak najszybciej opuścić ten "dom". Znalazłam pracę, zaczęłam studia. Mój facet miał podobne doświadczenie z ojcem pijakiem. Początkowo wspierał mnie, zaproponował przeprowadzkę do jego domu, w którym mieszka z mamą.
Przez pewien czas było dobrze, ale teraz żałuję tej decyzji. Mój facet jest chorobliwie zazdrosny, ogranicza mnie,
przez niego straciłam wszystkich znajomych. Psychicznie czuję się wykończona. Mam depresję. On zachowuje się jak
12 letnie dziecko, a nie jak dorosły mężczyzna- robi problemy i awantury o byle pierdoły. Nigdzie nie wychodzimy, siedzimy
ciągle w domu, bo każde wspólne wyjście kończyło się awanturą.. Wszyscy znajomi się odwrócili i się temu nie dziwię.
Nie ma już uczuć ani romantycznych gestów. Jest tylko praca, stres, kłótnie i kredyt...
Mam dość, chcę to zakończyć. Próbowałam już odejść, to obiecywał, że się zmieni, że pójdziemy razem do psychologa..
To nic nie pomogło. Nadal o wszystko mnie podejrzewa, nie stara się o nasz związek, nie zwraca uwagi na moje potrzeby.
Potrzebuję spokoju, nie radzę sobie ze stresem. Reaguję płaczem i agresją. Jestem bezsilna.
Mój problem jest taki, że teraz nie mam dokąd odejść.. Nie mogę wrócić do mojego domu, bo mój ojciec się mnie wyrzekł i
zabronił powrotu; nie zarabiam tyle, żeby stać mnie było na wynajem pokoju i opłacenie czesnego..
Najbliższa rodzina też się na mnie wypięła, ojciec ustawił wszystkich po swojej stronie-że to moja wina, bo jestem wyrodną córką..
Ale nikt z rodziny nie wie jak sytuacja wygląda naprawdę, że on pije i wyżywał się na mnie psychicznie..
Nie wiem co ze sobą począć. Nie odczuwam od dawna żadnej radości z tego związku, uczucie się wypaliło.. chcę odejść, ale nie wiem gdzie się dalej podziać.. Jestem załamana. Nerwica i depresja doprowadzają mnie do szału. Proszę o jakieś porady. Może ktoś był w podobnej sytuacji. Co mogę zrobić?
Podjecie decyzji o niebyciu w takim zwiazku jest kluczowe. Z tego wynikaja dalsze Twoje kroki a nie odwrotnie ze jak bedzie nadarzajaca sie sytuacja to wtedy cos zrobisz. Tak jak opisujesz tej nadarzajacej sie, sprzyjajacej sytuacji nie bedzie. Trzeba wiec dzialac wbrew temu i nie czekac na cud bo on sie nie zdarzy.