Tak się zastanawiam, czy wpływ i zakazy mamy nie są przyczyną moich niepowodzeń społecznych.
Zacznę od tego, że byłem wychowany przez mamę, obecnie mam 23 lata i niewielu znajomych.
O ile jeszcze parę lat temu mogłem 5 osób nazwać bliskimi kolegami, tak teraz jest inaczej.
W wieku 21 lat wyjechałem do innego miasta na studia. Skończyłem licencjat i wróciłem.
Grupa na uczelni była mało ze sobą zżyta. Znalazło się tylko parę osób, z którymi rozmawiałem. Poza szkołą miałem paru znajomych, których poznałem w centrum handlowym lub w sklepie. Po prostu zagadałem, wywiązała się rozmowa, potem wspólny wypad itd.
Mimo to nie miałem za wielu znajomych. Teraz gdy wróciłem do rodzinnego miasta, okazało się że nie mam do kogo się odezwać.
Z 5 bliskich kolegów została 2. Z jednym przestałem się odzywać kilka lat temu bo zaczął mnie na każdym kroku wyśmiewać i krytykować. Z innym nie koleguję się, gdyż chłopak poznał innych ludzi, z którymi się spotyka, gdy proponowałem mu jakiś
wypad (co jakiś czas przyjeżdżałem do domu) to nie miał czasu.
Inny założył rodzinę, ma żonę dziecko i nie ma ochoty na spotkania towarzyskie.
Z bliskich kolegów została dwójka, z jednym spotykałem się najrzadziej, najtrudniej było się z nim spotkać, typ domownika, a ostatni wymieniony utrzymuje ze mną stały kontakt.
Miałem też kiedyś dalszych znajomych, z którymi szło porozmawiać, znałem ich ze szkoły, chodzili do innej klasy, czasami spędzałem z nimi przerwy, ale nasze więzi nie były jakieś bliskie toteż o przyjaźni trudno mówić.
Teraz po latach zastanawiam się czy aby moja mama była powodem tego typu sytuacji.
Mając 14,15 lat nie życzyła sobie bym wychodził na dwór. Gdy padała propozycja ze strony kolegów "spotkajmy się grupowo, połazimy po mieście" stale odmawiałem.
Po prostu moja mama nie chciała abym wałęsał się o "późnej" godzinie po dworze.
Tak samo było w późniejszym wieku. Miałem 18 lat, było lato i wróciwszy po 22 dostałem sporo uwag, że o 20 najpóźniej w domu, a nie że wychodzę z kolegą i przybywam wieczorem.
Gdy miałem 18, czy 19 lat mama znalazła paczkę kondomów, pytała po co mi to i krzyczała, że jeśli uprawiam seks to mnie wyrzuci z domu. Nie chciała bym spotykał się z dziewczynami, gdy w wieku 17 lat wspomniałem, że chcę zobaczyć się z jakąś panną,
mama dziwiła się, po co, w jakim celu - pytała.
Mówiła, że na spotkania z dziewczynami mam czas, że jeszcze nie teraz, bo najważniejsza jest szkoła. Jakby tylko na tym świat się kończył, a przecież jak wiadomo, jedno nie wyklucza drugiego. Jeśli dajmy na to przeznaczałem godzinę dziennie na naukę, a potem resztę dnia spędzałem przed komputerem to zamiast męczyć wzrok przed ekranem,
wystarczyło męczyć dziewczynę
Chciałem w wieku 18-20 lat chodzić latem po pubach, ale usłyszałem "po co chcesz tam iść, dostać w twarz?". Moja mama zabroniła mi chodzić do tych miejsc.
Mając 18 lat chciałem iść na wakacje do pracy. Kolega załatwił sobie robotę i było miejsce też dla mnie, powiedziałem o tym rodzicowi, ale dowiedziałem się, że nie życzy sobie abym szedł do pracy, że pieniądze do życia mamy i po co mam wstawać o 6 i gdzieś jechać.
Mi wtedy chodziło o pieniądze na gry i konsole. Mama nie rozumiała tego pragnienia.
Gdy ukończyłem technikum chciałem iść na studia. Najbardziej podobała się mi wizja,
praca - szkoła. Zarabianie pieniędzy i studiowanie było dla mnie rozwiązaniem wszelkich pragnień. W końcu do szkoły nie musiałbym chodzić od pon do pt, a do tego co miesiąc wpadałyby na moje konto wypłata, za którą pokupowałbym sobie wszystko to co chcę.
Niestety, ale mama się nie zgodziła. Uparła się, że na studiach zaocznych niczego się nie nauczę i że koniecznie mam wybrać dzienne. Dodała, że pracując nie znajdę czasu na naukę.
Wywarła presję i skończyło się na studiach dziennych.
Teraz gdy wróciłem na stałe do domu nie mam do kogo się odezwać.
Pracy szukam. Zazwyczaj całe dni spędzam w pokoju. Moja mama się denerwuje, złości się
że nie nigdzie nie wychodzę, z nikim nie idę pogadać, a cały czas spędzam tylko w pokoju.
Mówi abym wyszedł do ludzi, pyta "nie masz żadnych kolegów, koleżanek?"
To jest ironia, sama zabraniała mi wychodzić do ludzi, a teraz nagle mi każe i dziwi się, że nikogo prawie nie mam.