Cześć mam pewien problem. Jestem w związku od ponad roku. Na początku było cudownie ale od jakiś 4 miesięcy coraz gorzej nam się układa. Mam wrażenie że przestał mnie szanować i patrzeć na moje potrzeby. Najgorsze że w pewnym sensie zaczął wyciągać ode mnie pieniądze. Rozmawiał z nim na ten temat już nie raz ale tylko obiecuje że się poprawi i nic więcej z tym nie robi. Nie wiem co mam mam już robić. Proszę pomóżcie.
Tysiu, nikt tak po prostu nie napisze Ci, czy masz się rozstać, czy nie.
Ja zawsze doradzam ewakuację, gdy mam prawo przypuszczać, że prosząca o radę ucierpi fizycznie i/lub finansowo.
Nie piszesz, ile masz lat. W większości przypadków to drugorzędna kwestia, ale jeśli jesteś już samodzielna i zarabiasz własne pieniądze, nie możesz wykluczyć ataku oszusta matrymonialnego.
Krewna mojego męża spotykała się przez parę miesięcy z facetem, który od pierwszej randki planował wspólne zamieszkanie, ślub i dziecko. Skończyło się na braku seksu i wyciąganiu pieniędzy. Dziewczyna spasowała dość szybko, ale pod koniec związku nie miała wątpliwości, że ze strony partnera był on tylko kalkulacją.
Mam 20 lat on 21. Jak się poznaliśmy oboje nie mailiśmy jeszcze pracy bo co dopiero po szkole. On bardziej sprawia mi ból fizyczny, np kiedyś zostałam zgwałcona długo mi zajęło żeby mu to powiedzieć a od od jakiegoś czasu specjalnie do tego wraca i rzuca głupim tekstami które strasznie mnie ranią. Wiele razy prosiłam go by nie wyrażał się do mnie w chamski sposób ale też to olewa.
Tytuł dałam taki by jakoś przyciągnąć osoby do przeczytana chociażby mojego problemu
Myślę więc, że problem jest znacznie poważniejszy niż wyciąganie pieniędzy. Facet znęca się nad Tobą psychicznie. Nie reaguje na prośby, by przestał. Nie masz żadnej gwarancji, że przemoc nie eskaluje.
Może separacja faktycznie dałaby mu do myślenia, a przede wszystkim Tobie pomogłaby złapać do niego dystans.
My razem nie mieszkamy ogólnie dzieli nas 140 km. Widuję się z nim tylko w weekendy. W tygodniu jak pracujemy wszystko jest ok. soboty też ujdą ale najgorsze są niedziele. od jakiegoś czasu nie ma takiej niedzieli w której byśmy się nie pokłócili a to właśnie o peniądze bo się zadłużył i znowu potrzebuje 300 zł na spłate kolegi a to bo on ma zły humor i wszystkich w około obraża. Już sama nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Kiedy staram się z nim porozmawiać poważnie na spokoje to zamienia rozmowę w żart albo w kłótnie tak w kółko.
Tysiu, rozumiem, że chcesz pomóc, ale nie masz takiego obowiązku. Oprócz tego chłopak Ci nie pomaga. Pogadaj z nim, a jak się nie zmieni, może na jakiś czas przestań do niego jeździć?
Z tego, co piszesz, niewiele daje Ci ten związek. Czasu razem nie spędzacie, a nawet jeśli, to niezbyt sympatycznie, a oprócz tego on wyciąga od Ciebie pieniądze i dokłada Ci kompleksów.
Na dzisiaj wygląda to tak, że jesteś z nim, by nie być samą.
Już nie raz zastanawiałam się nad rozstaniem. Nawet mieliśmy sobie przerwę zrobić ale wtedy on zaczyna się starać przez jakiś czas jest dobrze, interesuje się mną ale po czasie znowu zaczyna mieć pretensję o byle co..