Mam na imię Ewelina, mam 32 lata. Podobnie jak wiele forumowiczek przechodzę burzliwy okres swojego życia (5 lat małżeństwa i klapa...) i szukam wsparcia wśród kobiet takich jak ja (wystarczy, że będę mogła się wygadać, choć z drugiej strony mądre rady doświadczonych kobiet są zawsze w cenie). Może z czasem, gdy się lepiej poznamy, jakieś kobitki będą chciały wyskoczyć gdzieś na pogaduchy przy winku (preferuje winko, ale dobrego piwka też nie odmówię)? Czy jest tu ktoś z Gdańska lub okolic?
Witaj Ewelino.Ja również jestem na zakręcie życia.Moje małżeństwo wisi na włosku .Złapałam męża na zdradzie.Nie wiem co wydarzyło się ciebie ale jeśli masz ochotę to pogadamy .mam 38 lat na imię Monika mieszkam we Włocławku.Pozdrawiam.
cześć dziewczyny;)
Cześć Amelka i Alis:)
ja ciągle bujam się na wahadle... mąż nie wie czy chce jeszcze ze mną być i nie umie podjąć decyzji... a ja dorobiłam się przez to nerwicy. Nie wytrzymuje już takiego poziomu stresu. W trosce o własne zdrowie poprosiłam, żeby nie przyjeżdżał do domu przez 3 tygodnie (on pracuje w innym mieście). Ma ten czas na podjęcie decyzji i jak przyjedzie to mamy ostatecznie porozmawiać. Nadal nie mam siły by stawić temu czoła, by usłyszeć, że to koniec, ale na to chyba i tak nigdy się nie przygotuje... U nas nie wiem czy wchodzi w grę zdrada, za to wiem, że jest inny problem natury psychicznej u męża: depresja, napady lękowe, brak poczucia tożsamości, ogólna znieczulica. Walczyłam ponad rok, ale już nie mam siły.
witam;) dajcie sobie czas przemyślcie wszystko za i przeciw a później podejmijcie wspólną decyzję.
Witam:-) chętnie wdrążę sie w dyskusje. Mam podobny problem
Hej - u mnie podobnie. Mój (jeszcze przez miesiąc) mąż wahał się, jak twierdzi 4 lata. Ostatnie dwa lata to prawdziwy koszmar związany właśnie z tym jego "podejmowaniem decyzji".
NIe znam Twojej historii ale w ogóle takie wahanie i granie na Twoich uczuciach (ty popadłaś w nerwicę, ja zaliczyłam depresję) to już jest decyzja. Tylko, że on by jeszcze chciał żebyś może Ty ją za niego podjęła.
Powodzenia!
No właśnie on chyba na to czeka... aż ja to zrobię, ale ja nie mam w sobie tyle siły. To tak jak by on przyłożył mi lufę do głowy, ale kazał mi pociągnąć za spust. Ale przynajmniej zaczęłam naciskać, żeby w końcu to zrobił... chociaż tyle i aż tyle, bo dla mnie to niewyobrażalny wysiłek. Boje się panicznie i serce mi pęka! Z jednej strony nie chcę tego usłyszeć (nadzieja/desperacja/oszukiwanie się), z drugiej strony... to tylko przedłużanie mojej męki, która i tak musi się skończyć agonią a potem (mam nadzieję) odrodzeniem. Dziewczyny jak wy dałyście radę wytrzymać taki ból? To jest wręcz ból fizyczny, nie do zniesienia...
Witaj łączy nas bardzo wiele, imie, czas ile trwało nasze małżeństwo. I nie potrafię Ci powiedzieć cokolwiek.Ma mam dziecko . Zyje na takim wahadle bo żadna ze stron nie składa pozwu. Chciałabym zrobić coś aby iść do przodu. Zacząć nowe życie, ale nie potrafie uwolnić się od tego co trwa teraz.Boje się że go strace mimo że nie wiem czy potrafiłabym z nim być.
Ale jestem dzis wsciekla! Napisal ze przyjedzie na weekend porozmawic, mial podjac decyzje. I co? Nie przyjechal! Zero kontaktu!!! Tyle ma do mnie szacunku po wspolnie spedzonych 9 latach!!! No ku...a! Caly nasz piep...ny zwiazek tak wygladal, zawsze to ja musialam podejmowac decyzje o nawet teraz na koniec o nie ma odwagi powiedziec mi tego w twarz!!! Chcialabym, zeby ta zlosc zawladnela moim sercem na zawsze, ale boje sie bo wiem ze przyjdzie jednak moment rozpaczy...
witajcie ... ja już jestem po rozwodzie miło będzie się dołaczyc . pozdrawiam
ja już tez mam to za sobą. moje małżeństwo po 22 latach rozsypało się jak domek z kart.
To zatrważające ile nas jest. Dlaczego ludzie odchodzą w życiu od właściwych wartości. Mój mąż jest wykładowcą akademickim, ja swojego złapałam na flitrowaniu z jakąś studentką. Ciekawe o czym nie wiedziałam(i nie wiem do teraz).
14 2014-10-15 13:43:22 Ostatnio edytowany przez Pirx (2014-10-15 13:44:01)
To może wprowadźmy równouprawnienie?
Czekam na rozprawę, dokumenty przygotowane.Na pierwszej powinno się skończyć.
8 lat
Oj, to faktycznie smutne, ze nasze grono sie tak powieksza... z drugiej strony dobrze, ze jestesmy tu razem, bo w grupie sila:)
Tez sie zastanawiam ostatnio nad tym co sie dzieje z ludzmi, ze tak latwo przychodzi im niszczyc to co przez lata budowali? Dochodze do wniosku, ze czesc winy ponosi za to telewizja, ktora pokazuje tylko latwe i przyjemne zycie. Ludzie chyba juz przestali odrozniac filmowa bajke od rzeczywistosci, kazdy chce sie zakochac, miec piekny apartament i zero stresu. Nikt nie uczy, ze zycie to wyzwanie, ze musimy nad soba pracowac i czeka nas wiele zakretow... nawet rodzice ukrywaja przed dziecmi problemy, to skad potem dorosly czlowiek ma wiedziec jak sobie z tym radzic?
Ludziom się po prostu w dupach przewraca od telewizji, kasy i propagandy stylu "róbta co chceta". Cieszę się, że mimo młodego wieku jestem umysłem człowiekiem starej daty i nie dociera do mnie cały ten chłam a nawet jeśli tak to odbija się jak od muru. Spójrzcie na to - jak świat ma być normalny?
http://telewizjarepublika.pl/gender-w-norweskim-wydaniu-wulgarne-tresci-w-podrecznikach-dla-dzieci,12864.html
Dołączam do szacownego grona. Przyszła mama (maj) i najprawdopodobniej przyszła rozwódka, po 7 latach związku. Tak jak Ty lili_82 jestem z Gdańska.
hej ...
ja jestem juz 13 lat sama z dziecmi mam ten buzliwy okres juz za soba
Hej. Ja jestem przed rozwodem po czternastu latach małżeństwa. Z nabytą nerwicą w trakcie "wygasania związku".
Czy jest tu ktoś z Bydgoszczy lub okolicy?
Hej
ja też Was witam. Jestem 13 lat (prawie) w małżeństwie i od 2,5 na zakręcie.... Chętnie nawiąrzę kontakt...
Czesc wszystkim, ja po 9 lat wspolnego zycia z bylym policjantem (mamy 1 dziecko) mam dosc agresji i przemocy (w roznej formie) jednak nadal pozew nie zlozony bo on obiecuje deklaruje czyli manipukuje a ja w imie i dla dobra dziecka wstrzymuje sie od tego najczerniejszego scenariusza... tylko czego sie boje? przeciez mam tyle zlych wspomnien tyle przykrosci ('jazdy' przy znajomych, rodzinie, jego dzieciach a ja zawsze go tlmaczylam jakos usprawiedliwialam..... ) w koncu jestem na terapii psychol bo nabawilam sie lekow w ty braku poczucia bezpieczenstwa wiec widzicie jakis powod aby miec nadzieje? no i dlatego zajrzalam do Was. efekt zawieszenia
Właśnie mi też brakuje "wygadania". Ale widzę , że wielu nas -oj wielu. W dzisiejszych czasach żona/mąż i rodzina niewiele znaczą.
Jak możemy się skontaktować. Bo meile mamy chyba zablokowane.
Niestety coraz więcej skrzywdzonych małżonków, partnerów i dzieci:( Aktualnie człowiek szuka jedynie przyjemności, a jak pojawiają się problemy to łatwiej jest wymienić kogoś na lepszy model ten "bez problemów", niczym zabawke w sklepie...
cześć Wam!
rozwodu doświadczyłam, nie poddałam się, mimo bagażu doświadczeń jak na młody wiek - 23 - tworzę na nowo udany związek
można? pewnie, że można
chętnie poznam, porozmawiam ![]()
Wzielas takze rozwod koscielny? Slyszalem, ze to troche skomplikowane i nie kazdy na to sie decyduje.
nostromo
cześć Wam!
![]()
rozwodu doświadczyłam, nie poddałam się, mimo bagażu doświadczeń jak na młody wiek - 23 - tworzę na nowo udany związek
można? pewnie, że można
chętnie poznam, porozmawiam
Rzeczywiście masz dopiero 23 lata i już jesteś po rozwodzie. Jesteś przykładem ,że można dalej żyć. Jak na razie jestem przed rozwodem i czarno to wszystko widzę. Są dni ,że nie wyobrażam sobie dalszego życia bez ex. A są takie , że wręcz się cieszę że odszedł.
w życiu nie zawsze jest tak jak nam się marzy, ale trzeba iść do przodu
mi siłę dały córki. mój podwójny motor do działania ![]()
Cześć dziewczyny...była rozwódka i obecnie mężatka pozdrawia...pamiętajcie, ze nawet w najciemniejszym tunelu w końcu pojawi się światełko
Witajcie dziewczyny:) Życzę Nam wszystkim by w 2015 roku wstąpiła w Nas siła, która pozwoli wziąć życie we własne ręce i byśmy odważyły się czerpać życie garściami!
Zasmucona37 wiem co przechodzisz, u mnie też nerwica...
lupulina jesteśmy nie tylko z tego samego miasta ale też w podobnym wieku ![]()
behappy20 u mnie podobnie, 2.5 roku walki... a afekty opłakane... szkoda mi już życia, bo nie robię się młodsza, a jeszcze nawet nie mam dzieci ![]()
U mnie stanęło na tym, że w końcu powiedziałam, że chcę rozwód. On proponuje separacje kilkumiesięczną, że może się ogarnie, wyleczy (ma teraz ciężką depresję), zaufa mi i przestanie widzieć we mnie wroga... ehhh szkoda gadać... tyle czasu już jestem odrzucana i poniewierana psychicznie, że nie mam już siły walczyć o ten związek. Nie widzę już dla nas przyszłości...
Faktycznie dziwna sprawa z blokadą email, coś poklikałam i chyba powinno już działać:)
30 2015-01-07 14:24:50 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-07 14:28:01)
Witajcie, aktualnie po 8 latach wspólnego życia jesteśmy w nieformalnej separacji. Rozwód zbliża się coraz większymi krokami. Nie wiem w którą stronę ostatecznie pójdziemy. Jestem w ciąży, a on cóż...wyprowadził się. Ponoć chce się zastanowić nad priorytetami ! a potem iść na terapię, a ja nie wiem czy warto to dalej sklejać. Tak jak u Ciebie lili, odrzucenie, przemoc psychiczna, wmawianie mi najgorszych intencji i wrogości do niego, ciągłe upokorzenie....ja też nie wiem czy przed nami jest jeszcze jakakolwiek przyszłość.
Purple_Rain przerobiłam to. Terapia indywidualna jest krokiem bardzo ryzykownym. Mój M chodzi na terapie od prawie 2 lat (pierwsza trwała 7 miesięcy, potem przerwa i druga trwa już 8 miesięcy). Zwłaszcza początki są trudne... Bo z pewnością usłyszysz, że on się teraz musi skupić na sobie, bo całe życie myślał o innych (nawet jeśli jest najbardziej egoistycznym dupkiem jakiego znasz, to duża szansa, że taki argument usłyszysz) itp... Nawiązanie bliskich relacji z terapeutą (a to jest prawdziwa wartość dodana terapii) trwa miesiącami, nawet rok i dłużej... dopóki nie zaufa i nie otworzy się, to terapia będzie stała w miejscu, a nawet (wysoce prawdopodobne) może nastąpić pogorszenie waszych relacji, bo on będzie się skupiał na sobie... Wybacz, że przedstawiam Ci taki dramatyczny scenariusz, ale takie są moje doświadczenia... jeśli mogę Ci cokolwiek doradzić, to spróbuj przekonać go do pójścia najpierw na terapie małżeńską, która jest krótkoterminowa (6-10 spotkań) a dopiero potem na indywidualną (może trwać latami).
Dziękuję Ci lili za tę wskazówkę. Na początku faktycznie wydawało mi się, ze terapia indywidualna dla Niego i dla mnie osobno będzie dobrym wyjściem. W innym wątku ktoś też wskazał mi zagrożenia w naszej sytuacji o jakich wcześniej nie pomyślałam. Twoje zdanie tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że terapia indywidualna to nie jest na tę chwilę dobry pomysł. Serdecznie Cię pozdrawiam.
Witam,
Ja na szczęscie rozwódka po 7 latach małżeństwa tworząca, szczęśliwy nowy związek.... z miłą chęcią porozmawiam
wredotka1 takie wpisy jak Twoje o nowych szczęśliwych związkach pokrzepiają nasze serca:) Przeczytałam Twój wątek, jesteś silną kobietą, gratuluje decyzji i życzę powodzenia na nowej drodze!
Jak to było u was? Byłyście/byliście na 100% pewni rozwodu?
Im bliżej daty sprawy w sądzie to mam "głupie " myśli.
Czy dobrze robię?
Może powinnam dać nam szansę?
Ale potem sobie myślę -że do tanga trzeba dwojga.
On nie wykazuje żadnej dobrej woli. Odszedł do kochanki. Jemu nie było żal 14 lat małżeństwa i syna.
Te choler.... myśli krążą w głowie cały czas.
Potem myślę, że może jeszcze jakoś będzie dobrze. A może nawet lepiej niż z nim.
witajcie ja jestem z pomorskiego , okolice Chojnic rowniez zchecia popisze wysłucham
Ja też mam mętlik, ale przynajmniej dostrzegłam już migoczącą wskazówkę. Czy będę kiedykolwiek pewna tego czy chcę rozwód? Chyba nigdy w 100%, bo rozum i serce walczą o swoje racje. Póki co zgodziłam się dziś na separacje. Nie dlatego że on prosił, nie dlatego by coś między nami naprawić (przestałam się łudzić). Zrobiłam to dla siebie, by emocjonalnie dojrzeć do złożenia pozwu. Już wiem, że nie chcę dłużej tak żyć. Chcę być szczęśliwa, z nim lub bez niego!
emocje , złosc nie sa dobrym doratca . wiec mysle , ze słusznie podjłas decyzje o separacji bo to tez pozwoli ochłonac i tez przemyslec
A ja boję się samej sprawy w sądzie.
Czy rzeczywiście już nic do niego nie czuję?
Ale zaraz potem przypominam sobie co zrobił. I jemu z tym dobrze.
Nawet nie czuje tego, że skrzywdził swoją rodzinę.
Niestety ciągle o tym wszystkim myślę. W pracy , w domu.
Obwiniam siebie,że nie byłam dość dobrą żoną.
Szkoda gadać.
A już myślałam, że wyszłam na prostą .
Że jestem przekonana o słuszności swej decyzji.
Czy wy też tak miałyście?
Wiem, że trzeba przejść wszystkie etapy po rozstaniu.
Ja to wszystko wiem, ale .... ciągle się dręczę.
nie sa to sprawy przyjemne i kazda z nas miała czy bedzie miała stres . głowa do gory bedzie dobrze
lili, moim zdaniem separacja pomoże Ci ochłonąć, odpocząć psychicznie i zająć się sobą. Ja odżyłam, kiedy nie musiałam go widzieć i się z nim kontaktować. Niestety wczoraj uświadomił mi, że nie ma w nim żadnej woli zmiany ani nawet chęci powiedzenia zwykłego przepraszam. Po co terapia małżeńska skoro jedyną motywacją mojego męża jest udowodnienie mi moich win. Sam wszystkiego się wyparł : zdrad emocjonalnych, przemocy psychicznej, szarpania mnie w ciąży. Straciłam resztki złudzeń. Napisałam mu dziś rano, ze będę się ubiegała o rozwód z orzeczeniem o winie. Chciałam ustalić kwestię alimentów polubownych dla dziecka ( poród w maju), skoro mieszkam i muszę radzić sobie sama ( a w ciąży jest coraz trudniej wykonywać choćby najprostsze codzienne czynności)- więc okazało się że od początku chodziło mi tylko o kasę ;( Jakie to żałosne, uświadomić sobie dla kogo zmarnowało się 8 lat życia.
Hej. Ja jestem przed rozwodem po czternastu latach małżeństwa. Z nabytą nerwicą w trakcie "wygasania związku".
Czy jest tu ktoś z Bydgoszczy lub okolicy?
Hej ja też jestem z Bydgoszczy. Jeśli miałabyś ochotę to możemy pogadać, spotkać się. Wiem że maile są zablokowane ale jeśli zechcesz to znajdziemy sposób żeby popisać, odezwij się
pozdrawiam
43 2015-01-11 18:58:30 Ostatnio edytowany przez wredotka1 (2015-01-11 19:00:32)
Ja do końca nie byłam pewna że sobie poradzę bez kata, w końcu dla niego byłam nikim uzależniona do niego a jednak się udało.... Mam przy swoim boku teraz nie kata a mężczyznę który mnie kocha i gdyby dosięgnął dał by mi gwiazde z nieba.
Ja miałam obawy cały czas nawet przed rozprawą ale na szczęście mój rozwód trwal 20 minut i tego zyczę każdej przyszłej rozwódce
Zasmucona37 napisał/a:Hej. Ja jestem przed rozwodem po czternastu latach małżeństwa. Z nabytą nerwicą w trakcie "wygasania związku".
Czy jest tu ktoś z Bydgoszczy lub okolicy?Hej ja też jestem z Bydgoszczy. Jeśli miałabyś ochotę to możemy pogadać, spotkać się. Wiem że maile są zablokowane ale jeśli zechcesz to znajdziemy sposób żeby popisać, odezwij się
pozdrawiam
asik777 Bardzo chętnie pogadam, co proponujesz?
45 2015-01-11 19:04:40 Ostatnio edytowany przez asik777 (2015-01-11 23:50:01)
asik777 napisał/a:Zasmucona37 napisał/a:Hej. Ja jestem przed rozwodem po czternastu latach małżeństwa. Z nabytą nerwicą w trakcie "wygasania związku".
Czy jest tu ktoś z Bydgoszczy lub okolicy?Hej ja też jestem z Bydgoszczy. Jeśli miałabyś ochotę to możemy pogadać, spotkać się. Wiem że maile są zablokowane ale jeśli zechcesz to znajdziemy sposób żeby popisać, odezwij się
pozdrawiam
asik777 Bardzo chętnie pogadam, co proponujesz?
![]()
asik
ok.
Cześć dziewczyny:)ja tez jestem w podobnej sytacji. Mój mąż od tyodnia nie mieszka ze mną, po tym, jak przyłapałam go na KOLEJNYM romansie. Niestety jestem dopiero na początku drogi
dziewczynki w kwestii rozwodu służę radą
dziewczynki w kwestii rozwodu służę radą
Super że są na świecie takie dobre i pomocne Duszki
pozdrawiam
Dołączę i ja jeśli pozwolicie. Ja na swoje własne życzenie pozwoliłam się doprowadzić do sytuacji, że nie mogę patrzeć na siebie w lustrze i usiłuję teraz jakoś odzyskać szacunek do samej siebie. Pozew był złożony, termin rozprawy wyznaczony, dowody zdrady zebrane i....stchórzyłam. Pozwoliłam na "powrót". On wrócił tylko dlatego że tamta "ona" się ulotniła.
Reasumując: straciłam trzy miesiące na ratowanie czegoś czego uratować się nie da i pozbierać się nie mogę.
Może ktoś z Warszawy w podobnym stanie psychicznym? ![]()
Przez trzy tygodnie nie przyjeżdża do domu? To jak macie mieć więź? Intymność?
Hej. Nie jestem ani mężatką ani rozwódką. Ale to co czytam, to uświadamiam sobie, że dobrze postąpiłam ( miałam wyjść za mąż, już termin, zaproszenia przygotowywane, w planach szybko dziecko) ale szybko otworzyły mi się oczy. Miał przewagę nade mną, Znęcał się psychicznie i fizycznie. Teraz się cieszę, że przerwałam to. choć przeżywałam, że to moja wina, że nie dam sobie rady.
Powodzenia życzę wszystkim ![]()
Witam
Moją uwagę przykuł tytuł cytuje Przyszła rozwódka chcę się przywitać ![]()
Jestem na podobnym etapie w tej chwili ,po 27 latach małżeństwa oczekuję na rozprawe .
Witam,ja jestem po rozwodzie (burzliwym i długim) później 5 lat w nowym związku(wydawało mi się,że szczęśliwym)i teraz znowu coś się psuje ,oddaliliśmy się od siebie-mąż zajmuje się pracą,ja skupiłam się nad opieką nad dziećmi(z poprzedniego związku).Zastanawiam się co zrobić żeby znowu było dobrze, nie przeżyję kolejnego rozwodu.Mam nadzieję,staram się ,ale nie wiem czy nie jest za późno.
Witajcie dziewczyny:)
goska_np opisz swoją historię, jeśli masz ochotę, a zwłaszcza jeśli się boisz... o niej opowiedzieć (często sami ukrywamy przed sobą prawdę, jak ja opiszesz to będziesz mogła przyjrzeć się jej "z boku")
Gosik396 i jak się czujesz przed rozwodem? Złożyłaś już wniosek? Masz wyznaczony termin rozprawy?
Cześć dziewczyny,
Lili_82 Jestem od Ciebie starsza,ale staż małżeński mamy podobny(5lat).U Ciebie problemy trwają już jakiś czas u mnie dopiero niedawno coś złego zaczęło się dziać.Zawsze byliśmy z mężem bardzo blisko, nie wyobrażam sobie żeby męża nie było w domu trzy tygodnie.Do tej pory mąż śpieszył się po pracy do domu, dzwonił,pisał sms-y(nawet mnie to trochę irytowało nie byłam przyzwyczajona do takiej troski)Dopiero niedawno zapaliła mi się czerwona lampka-mąż zostaje w pracy coraz dłużej,przestał dzwonić,pisać,przychodzi z pracy zjada obiad trochę odpocznie i znowu siada do pracy.Starałam się zrozumieć,że ma problemy pracy,że to przejściowe ale jak i w wolne weekendy zaczął sobie tak organizować czas żebyśmy nie byli razem (oboje mamy dzieci z poprzednich związków).Nasze dzieci się nie tolerują i dlatego odpada wspólny czas razem. Na co Wam to wygląda????(romans,zdrada raczej wykluczone).
coś się nikt nie odzywa,wszystkie się już rozwiodłyście???Lili_82 co u Ciebie,coś się wyjaśniło z mężem??
Witaj Goska_np
przepraszam, za zwłokę w odpowiedzi, ale dużo się działo i musialam jakoś poskładać sama myśli. Tak, u mnie w końcu sprawa została wyjaśniona. ODESZŁAM OD MĘŻA, zebrałam w sobie całą siłę i przerwałam separacje. Nawet najgorsza decyzja jest lepsza od braku decyzji (albo jak to ładnie ujęła moja siostra - też rozwódka: lepszy koniec ze strachem niż strach bez końca). Muszę przyznać, że najtrudniejsze było samo zakończenie związku, a już to co działo się później było łatwiejsze. Czuje się silniejsza, nie muszę już sie bać, nikt mnie już nie rani. Jest mi dobrze ze sobą i z przyjaciółmi. Nie miałam ani razu chwili zwiątpienia odkąd to się stało (26.01), ani razu nie pożałowałm swojej decyzji, (i nigdy jej nie pozałuje), bo wiem że to dla mojego dobra. Wiele mnie ta sytuacja nauczyła, przede wszystkim o sobie i wiem czego oczekuje od drugiego człowiek i dlaczego na takiego toksyka trafiłam... i też dlaczego dałam mu się tak wykorzystywać. Nie powiem, są trudne chwile (jak dziś), ale ogólnie radze sobie i cieszę z życia bez mojego kata. I co najważniejsze, nie boje się przyszłosci - wiem, że to wszystko stało sie po to, bym mogła spotkać mężczyznę mojego życia!
goska_np, jakby to powiedzieć, żebys tego nie odebrała jako czarnowidztwo - bo każdy przypadek jest inny!. Sęk w tym, że u mnie schemat był podobny. Zawsze byliśmy bardzo blisko i ciągle razem. Znajomi uwazali nas za wzór miłości. I też zaczęło się od pracy... akurat to ja pierwsza musiałam ostro przysiąść do roboty przez pół roku. Niestety jak się wkrótce okazało mój ex nie dojrzał do takego etapu związku i zaczął się wycofywać rakiem. Ja miałam być przecież zawsze dla niego "dostępna" a on miał być moim całym światem. Sęk w tym, ze ja nie jestem jak jego matka - kobieta, która całe życia była w cieniu męża i dwóch synów. Wtedy on zaczął późno wracać z pracy, odsuwał się, nie chciał rozmawiać i równia pochyła... Hmm dziwna sprawa, ale ja dopiero teraz widzę, że on emocjonalnie nie dorósł to poważnego związku, nie umiał przejść na "wyższy poziom", skończyły się motylki, ja chciałam się realizowac a on się wypiął. Oczywiście nie generalizuje, Twój przypadek moze być zupełnie inny. Przemyśl prosze (uczciwie) jak wygląda Wasz związek - kto ile z siebie daje a kto ile otrzymuje. Czy nawzajem się wspieracie? Czy tylko ty rozwiązujesz problem (których on nie widzi l ub ignoruje)? Co do zdrady... drugiego człowieka mierzymy swoją miarą... dlatego tak trudno nam w to uwierzyć i dlatego jest to taki wielki zawód... przyznam, że choc w moim przypadku wszytsko wskazuje na zdradę, to ja nadal w to nie wierzę, zwyczajnie dlatego, że ja nigdy bym tego nie zrobiła, ale to ja nie on...
Cześć Lili,cieszę się ,że podjęłaś decyzję i że jesteś z niej zadowolona.Najgorsza jest niepewność.Życzę Ci żebyś spotkała wartościowego człowieka.U mnie sytacja jest bardziej skomplikowana wszystko co postanowię i zrobię dotyczy też dzieci( nie mamy wspólnych)z poprzednich związków.Staram się poprawić relacje,wrócić do tego co było.Nie mam problemu,że dużo pracuje(też to znam)nie jestem zazdrosna o pracę i nie wierzę,że chodzi o kogoś trzeciego.Tylko,że się pogubiliśmy zajęci pracą dziećmi zabrakło czasu dla nas.Daj znać jak rozwija się sytuacja u Ciebie,mam nadzieję ,że będziesz miała szybki rozwód.Ja rozwodziłam się rok i więcej takiego koszmaru nie chcę przeżyć.
Witajcie .....
Tak rozwod to nie nic milego to stres .
Ale da sie to przezyc i pomału wracac na rowne nogi
Lili ja również gratuluję Ci podjęcia decyzji. To chyba najtrudniejsza część. Zmotywowałaś mnie do podjęcia decyzji w sprawie mojego małżeństwa. Wczoraj po ponad miesiącu separacji, szarpaninie i przeciąganiu liny, jego "nie wiem czego chcę" i odwlekaniu decyzji o terapii powiedziałam pas. Zablokowałam wszystkie jego telefony. Czuję ulgę i wewnętrzny spokój.
Cześć dziewczyny, dziękuję Wam za wpsarcie
Unoszę głowę do góry, wypinam pierś do przodu i krocze dumnie na przód. Czekam na ten moment, którego doczekała wredotka1 ![]()
Purple_Rain bądź konsekwenta w swoim postanowieniu. Zerwij wszelkie więzi, które was łączą, obetnij łeb tej Chydrze! W wolnych chwilach poczytaj wątek: Chłodne rozstania - podejście drugie, jak obudzić w sobie siłę. Jest tam wiele bardzo pomocnych wskazówek jak przejść przez piekło rozstania. Choć wg mnie piekłem był związek, teraz tylko czyściec, który z załozenia ma nas przeobrazić w lepszych ludzi. I ja tak to właśnie widzę, jako wielką szansę na mój rozwój i w konsekwencji na życie u boku wartościowego człowieka. Nie daj się wpędzić w poczucie winy i nie zasnatawiaj się dlaczego! A jeśli takie myśli będą Cię nachodzić to daj znać - pomogę to wyprostować!
Goska_np nie zatrać przy tym siebie! Starać się muszą dwie osoby jednocześnie, inaczej pójdzie to w złym kierunku - bo gdy jeden goni to drugi ucieka (sprawdzone). Moja rada odnośnie przyjerzenia się waszym relacjom wstecz, również podyktowana była własnym doświadczeniem. Chodzi o to, żeby z chłodnym umysłem przeanalizować, czy on teraz mniej daje, czy Ty zawsze dawałaś więcej. To bardzo ważne, bo wyznacza "strategie" naprawy związku (i tu uwaga podobna jak do Purple_Rain - nie obwiniaj się i nie bierz odpowiedzialności za wszytsko co złe w Waszym związku, bo problemy rodza się w relacjach, nie wynikają ze złej woli tylko jednej strony, nawet w przypadku neurotyka). Ja własnie obrałam złą strategię i skończyło się jak się skończyło.
Lilli,niestety zawsze M się bardziej starał,więcej dawał.A ja głupia myślałam,że to normalne i zawsze tak będzie.....
goska_np zastanów się dlaczego Ty dawałaś mniej. Czy nie tworzyłaś podświadomie dystansu z obawy przed ponownym odrzuceniem? Może to "spadek" po traumie jaką przeszłaś w poprzednim związku? Może nie przepracowałaś tej straty? Jak wyglądał Twój poprzedni związek? Może kieruje Tobą jakiś schemat?