Witam ![]()
Postaram się opisać Wam moją sytuację w jak najbardziej zrozumiały sposób, chociaż samej ciężko jest mi ją ogarnąć...
Otóż mam problem z nawiązywaniem relacji z facetami. Przynajmniej tak mi się wydaje. Generalnie jest tak, że nie miałam do tej pory chłopaka na poważnie (nie licząc jakichś tam szczenięcych zauroczeń na koloniach i obozach). Nie wiem czym jest prawdziwy związek. Ostatnio jednak zauważyłam, że zaczęłam nawiązywać bliższe relacje z dwoma chłopakami. Nie wiem jednak jak dalej nimi pokierować. Mam wrażenie, że jestem trochę niestabilna emocjonalnie albo po prostu wychodzi na wierzch cały mój brak doświadczenia w tych kwestiach.
Pierwszego chłopaka znam od ponad trzech lat. Bardzo dobrze nam się rozmawia, jest miły, kulturalny, ułożony, zaprasza mnie w różne miejsca, daje prezenty, zabiega o kontakt, chyba coś więcej do mnie czuje. Napiszę Wam tak jak to widzę, bez ściemy. Wydaje się dobrą partią, dobrym kandydatem na stałego partnera. Myślałam właśnie pod tym kątem, żeby dać mu szansę, może nasze, a w zasadzie moje uczucie dojrzeje. Jednak na obecną chwilę traktuję go tylko jako przyjaciela, nie jest w moim typie faceta, i nie chcę go skrzywdzić, najpierw dając szansę naszemu związkowi, chociaż nie daję mu większych nadziei na przyszłość, a potem go skończyć, bo okaże się zwyczajnym niewypałem. Po prostu nie widzę nas jako pary.
Z drugim kolegą niedawno odnowiliśmy kontakt, znamy się z podstawówki. Też w zasadzie nie jest do końca w moim typie, ale dobrze nam się rozmawia, dobrze czuję się w jego towarzystwie. Nawet mnie trochę pociąga, chociaż sama nie wiem do końca dlaczego. Spotkaliśmy się już kilka razy, następne spotkanie zaplanowaliśmy na ten piątek wieczorem. Jest miły i bardzo troskliwy. Zwyczajnie spacerujemy, chodzimy na kawę albo na coś mocniejszego. Ale nadal nie czuję, żeby miała być z tego miłość. Obawiam się kolejnych spotkań, bo nie wiem jak zareaguję, kiedy on zapyta, czy chcę z nim być albo będzie chciał mnie pocałować... Może powinnam od razu, kiedy wyczuję, że facet chce czegoś więcej, uprzedzić go, że na razie jeszcze nie wiem czego chcę
Wiem jedno, czuję się bardzo samotna i czuję wielką potrzebę bycia z kimś. Nie wiem jednak jak odróżnić prawdziwe uczucie od zwykłej potrzeby bliskości z drugą osobą. Zastanawiam się, czy miłość spada jak grom z jasnego nieba, od pierwszego wejrzenia wie się, że to właśnie to, czy bywa też tak, że czasami na to uczucie trzeba poczekać. Jeśli brać pod uwagę drugą opcję, to jakimi kryteriami się kierować rozważając danie szansy facetowi? Muszę przyznać, że ja sama marzę o jakimś wielkim uczuciu, takim, które mnie pochłonie całkowicie, pozwoli ''góry przenosić''. Marzę o związku, w którym nie będę się nudzić, w którym zarówno nasze rozrywki intelektualne jak i pozostałe, w tym seks, nie okażą się z czasem zwykłą rutyną. Czy ja bujam w obłokach, nie znam życia, naoglądałąm się za dużo telenoweli i powinno zejść na ziemię? ;P A takie związki i uczucia, o których piszę w szarej rzeczywistości po prostu nie istnieją? A może mam za duże wymagania wobec facetów i powinnam się cieszyć, że ktoś zwraca na mnie uwagę, bo skończy się na tym, że przez swoje wybrzydzanie zostanę sama? Czasami już ta moja wewnętrzna potrzeba bliskości (troski z czyjejś strony, przytulenia choćby) doprowadza mnie do wniosku, że może lepiej być z kimś dla samego bycia, niż samemu... Czy może lepiej po prostu czekać i czekać na miłość... Wiem, że to bezsensowne, ale już nie wiem jak to wszystko ''ugryźć''. Długo nie przeszkadzało mi to, że jestem sama, twierdziłam, że druga bliska osoba nie jest mi niezbędna do życia, jednak z czasem zaczęło mi jej brakować przy moim boku.
Jak mam ogarnąć ten mętlik z mojej głowie oraz relacje z facetami? Może macie jakieś porady dla mnie? Za wszystkie baardzo dziękuję.