Hej, postanowiłam poruszyć temat miłosny, choć zapewne jest mnóstwo wątków na taki temat, jednak nie znalazłam odpowiedzi na pytanie, które mnie męczy od paru miesiecy. Napewno wiekszosc z Was miała/ma tai sam problem różniący się innymi sytuacjami. Przejde do rzeczy. Otóż jestem ze swoim chlopakiem juz od kilku miesiecy, dogadujemy sie super, nie nudzimy sie w swoim towarzystwie, ufamy sobie, staramy się byc szczerzy wobec siebie, traktujemy sie nie tylko jako partnerzy, ale rowniez jako przyjaciele, nie ma u nas rutyny. Wiec w czym problem? Mój chlopak jest bardzo pracowity, doceniam jego wysilek, wiem jak bardzo zalezy mu na jego pracy (to tez jego hobby), jest jej prawie calkowicie oddany... Wiedzialam o tym od samego poczatku..Ale nie wiedzialam ze potrafi się tak mocno poswiecic pracy. Niestety problem lezy w tym, ze czasami nie zauwaza tego, ze poprzez pracę, ktorej ostatnimi czasy poswieca mnostwo czasu, zarywa nawet nocki (nie ma wymiarow godzin, pracuje w domu), cierpi troche nasz związek... Starałam się z nim o tym porozmawiac kilka razy, slyszalam tylko "kochanie ale dobrze wiesz ze mam taka prace, nie wszystko zalezy ode mnie"... Czuje ze mu na mnie zalezy, widze to nawet gdy się spotykamy jest czuly, ale nie zawsze to pokazuje... Nie chce zadnych rad typu :daj sobie z nim spokoj, to dziewczyna powinna byc najwazniejsza albo jemu juz na tobie nie zalezy, bo jakbym tak rzeczywiscie czula taka typową ignorancje celowa z jego strony to bym z nim nie byla. Chcialabym uzyskac odpowiedzi, rady co zrobic, zeby mial wiecej czasu dla nas... Czasami nawet nasze plany sie zmieniaja, wypady wspolne razem gdzies z powodu jego obowiązkow... Jestem zn im szczesliwa bo to dobry czlowiek, pomocny, dogadujemy sie super, nie jest klotliwy, potrafi zrozumiec, wesprzec... Ja również Staram sie byc wyrozumiala, wspierac go, nie wiem, moze za malo... Padla kiedys propozycja wspolnego mieszkania, mam nadzieje ze niedlugo ja zrealizujemy. Mieszkamy w jednej miejscowosci a spotykamy się od jakiegos czasu raz bądź dwa razy w tygodniu... Wiele razy mu powtarzalam ze rozumiem jego prace i ja doceniam, ja rowniez pracuje moze nie tak duzo jak on, ale potrafie znaleźc czas zeby zadzwonic czy napisac, ostatnio z tym ma rowniez problem, bo jest tak pochloniety... Kiedy się spotykamy jest wszystko wporzadku, nie mam zadnych watpliwosci co do niego, jak juz wspomnialam ufamy sobie, nie ma zadnych powodow nawet zeby mnie oklamywac, gdyz niczego mu nie zabraniam bo uwazam, ze jest doroslym czlowiekiem i sobie potrafi zdac sprawe z tego co mu wolno a co nie-logiczne. O znudzeniu nie ma mowy, gdyż kiedy sie widujemy nie mozemy sie nagadac... Martwię się po prostu, bo czuję, ze sie od siebie oddalamy przez ten ostatni brak czasu, chcialabym to zmienic, co zrobic? Proszę o normalne rady, bez zadnych zlosliwoci..
1 2014-09-09 21:35:55 Ostatnio edytowany przez rainbow_22 (2014-09-09 21:37:59)
Wypalenie i tyle
Też to miałem, po prostu za bardzo stabilnego emocjonalnie faceta masz.
Wypalenie? Nie padlo nawet jeszcze slowo kocham...jest to świezy zwiazek... Rozmawialismy na ten temat ze jesli cos bedzie nie tak, bysmy o tym porozmawiali... Znam go juz na tyle, ze jakby rzeczywiscie cos sie wypalilo, powiedzialby mi o tym.. Mowi mi ze chcialby soedzac ze mna jak najwiecej czasu, ale czasami nie moze i zebym go zrozumiala...
Jak to nie padło słowo "kocham". Związek, bez słowa "kocham"? Czyli rozumiem, że jesteście tylko żeby pofikać? Bo w przeciwnym razie tego nie pojmuję
Zresztą dziw bierze, że tolerujesz takiego faceta, który nie poświęca Ci czasu, nudzi Cię, a w dodatku nie miał w sobie na tyle jaj by miłość wyznać, choć jesteście razem, to jakiś kabaret xDDD Ile macie lat? Podejrzewam, że młodzi - jeśli tak, to młody pracoholizm nie wróży niczego dobrego. Niech się chłopak ogarnie. Ja miałem ciężką pracę a potrafiłem się poświęcić dziewczynie, przyjeżdżałem do niej ją nie raz pocieszać, pobyć z nią jak mnie potrzebowała, na tym polega związek. A nie, że koleś olewa sprawkę. Śmiać mi się chcę jak widzę takie rzeczy, w ogóle taka teraz moda że dziewczyny bardziej podrywają facetów i jakby bardziej się przykładają do związku niż faceci, którzy mają wywalone xDDD Tzn. dla mnie to tam nawet dobrze, rybka, heheh. Ale zależy czy mamy na myśli związek jako szerokie pojęcie czy suchy sex-związek. Największą bekę to mam jak to dziewczyny jeżdżą do domów swoich chłopaków a nie na odwrót, to już w ogóle masakra. Może od tych grzywek mylą im się płcie już.
5 2014-09-09 21:57:49 Ostatnio edytowany przez rainbow_22 (2014-09-09 22:00:10)
Tak mam na mysli zwiazek jako szerokie pojecie, Zaden suchy sex bez zobowiązań...Myslimy powazni Jestesmy w sobie zakochani... Ja mam 22 lata on 25, jest on ulozonym czlowiekiem i bardzo inteligentnym, nie ma popierdolenia w glowie. Wiec prosze bez zgryźliwych tekstow. Ile bylo przypadko i wiem to nawet po doswiadczeniach moich znajomyc, ktorzy milosc wyznawali sobie po pol roku. Chodzi o to, ze w kazdej chwili wolnej spedzamy ze soba ten czas, mowi mi ze mnie uwielbia i szanuje mnie.
Tęczo
Powiedz swojemu przyjacielowi
Że prawie cały cmentarz jest wypełniony ludźmi z których każdy myślał że jest niezastąpiony w swojej pracy
Ja też ciężko pracuje i rzeczywiście praca bardzo pochłania i wciąga daje satysfakcję
Jednak swoją rodzinę stawiam na pierwszym miejscu bez nich był bym nikim-dla kogo miałbym pracować
Życie to jedno a praca to drugie
(Związek) rodzina jest najważniejsza bez niej brak chęci do życia i pracy
To nasza rodzina jest filarem życia,
Praca natomiast daje nam satysfakcje tworzenia
Zadaj mu pytanie czy jeśli miałby postawić na szali
Miłość i szczęście ze swoja ukochaną wspólne życie
Lub pracę która lubi ludzi roztropnych
co bardziej ceni co by wybrał
Zbyś
Skoro, jak mówisz, Rainbow, zajmująca praca zawodowa jest jednocześnie jego pasją, nie jest dobrze.
Wynikałoby z tego, że czas wolny po godzinach pracy, który mógłby poświęcać Tobie przeznacza na własne hobby, czyli znów tę samą pracę.
Obawiam się, że jego tłumaczenie, "Kochanie, przecież taką mam pracę!" oznaczać może, że nie traktuje poważnie Waszego związku i tak mu dobrze, jak jest do tej pory. Nie czuje się pracoholikiem, bo jego zajęcie sprawia mu przyjemność.
Traci w ten sposób z oczu inne ważne sprawy, między innymi, Ciebie.
Uważam, że powinnaś poważnie z nim porozmawiać, m. in. o tym, aby, jeśli to możliwe, określił sobie sztywne ramy czasowe dla pracy i trzymał się tego.
Inaczej czarno widzę Waszą przyszłość.
Pozdrawiam.
Chyba rzeczywiście muszę z nim poważnie porozmawiac...
Na moj niefart niestety praca jego jest jednoczesnie jego hobby, gdyz niedosc ze pracuje i to kocha to jeszcze mu za to płaca.. Ja również pracę mam związana ze swoim hobby jednak ona mie zabiera mi az tyle czasu, ale kazdy jest inny... On polowe zycia byl zdany sam na siebie, musial zarabiac na siebie od mlodych lat, takze mysle ze to tez moglo na niego wplynac.. chodzi mi o charakter teraz... czlowie kzdany sam na siebie ma juz rozpracowana psychike nieraz do takiego stopnia, ze przejawia sie momentami w egoizm... niestety wiem to po doswiadczeniach ze swojego zycia (moj tata rozniez ma podobny charakter pod tym wzgledem)
Skoro, jak mówisz, Rainbow, zajmująca praca zawodowa jest jednocześnie jego pasją, nie jest dobrze.
Wynikałoby z tego, że czas wolny po godzinach pracy, który mógłby poświęcać Tobie przeznacza na własne hobby, czyli znów tę samą pracę.
Obawiam się, że jego tłumaczenie, "Kochanie, przecież taką mam pracę!" oznaczać może, że nie traktuje poważnie Waszego związku i tak mu dobrze, jak jest do tej pory. Nie czuje się pracoholikiem, bo jego zajęcie sprawia mu przyjemność.
Traci w ten sposób z oczu inne ważne sprawy, między innymi, Ciebie.
Uważam, że powinnaś poważnie z nim porozmawiać, m. in. o tym, aby, jeśli to możliwe, określił sobie sztywne ramy czasowe dla pracy i trzymał się tego.
Inaczej czarno widzę Waszą przyszłość.
Pozdrawiam.
Koleżanko Rainbow: jest jak jest i nie masz na to wpływu.
Skoro jemu pasuje aktualny stan rzeczy oraz częstotliwość spotkań, to albo to zaakceptujesz albo nie.
Tyle w temacie, kontynuowanie wątku to strata czasu.
Nic nie zrobisz, skoro jemu tak pasuje.
Poza tym zastanów się, czy facet jest wart Twojego czasu, skoro nie liczy się z Twoimi uczuciami.
Jak to nie padło słowo "kocham". Związek, bez słowa "kocham"? Czyli rozumiem, że jesteście tylko żeby pofikać? Bo w przeciwnym razie tego nie pojmuję
Słucham? To chyba akurat dobrze, że ktoś nie rzuca tych słów na wiatr?
Czyli nie kocha, a z nią jest? I to jest według Ciebie związek? Nie no, spoko. Faktycznie, megadobrze, że przynajmniej nie ściemnia. Nie no spoko, teraz wystarczy kogoś lubić i już można mówić o związku? Bez słowa "kocham"? Beczka.
Czyli nie kocha, a z nią jest? I to jest według Ciebie związek? Nie no, spoko. Faktycznie, megadobrze, że przynajmniej nie ściemnia. Nie no spoko, teraz wystarczy kogoś lubić i już można mówić o związku? Bez słowa "kocham"? Beczka.
Ja "kocham" powiedziałam po ośmiu miesiącach bycia razem z moim obecnym mężem. Wtedy to było dla mnie wielkie słowo, wcale nie równoznaczne z zakochaniem czy motylkami, musiało nabrać mocy urzędowej
zanim zostało wypowiedziane.
Rainbow, mów dużo o swoich uczuciach i potrzebach, ale bez nacisku czy zmuszania swojego chłopaka do czegoś, może sam zaskoczy.
Jak zamieszkacie razem zobaczysz czy coś się zmieni, tak czy inaczej Ty do niczego go nie zmusisz. To on musi zrozumieć i chcieć, możesz mu tylko spokojnie wytłumaczyć co czujesz.
15 2014-09-18 23:19:57 Ostatnio edytowany przez rainbow_22 (2014-09-18 23:24:03)
Parę dni temu rozmawialismy na ten temat i powiedział, ze ma w tym okresie duzo pracy... i ze trudno bedzie pogodzic prace z przyjemnosciami, bo nawet nie ma czasu dla siebie, co chwile jest w trasie tak naprawdę... Boję się, że ta praca może nas od siebie oddalić... Jest na niej tak skupiony, że momentami mam wrażenie, ze jestem na drugim planie. Martwię się, ponieważ zalezy mi na nim i wiem, ze jemu takze, jednak niepokoi mnie troche, ze poprzez prace zaniedbuje troche nasz zwiazek... Twierdzi ze ten brak czasu nie jest spowodowany brakiem checi do spotkan ale pracą.. nie wiem sama co mam myslec, naprawde mi na nim zalezy..
A co do slowa kocham, o ktorym wspomnialam w krotyms z watkow co tak niektore osoby poruszylo, to powiedzial mi kiedys ze jest we mnie zakochany i zaczyna mnie kochac... I popieram, wole zeby to byl odpowiedni moment niz rzucanie slow na wiatr...
H...jestem ze swoim chlopakiem juz od kilku miesiecy, dogadujemy sie super, nie nudzimy sie w swoim towarzystwie, ufamy sobie, staramy się byc szczerzy wobec siebie, traktujemy sie nie tylko jako partnerzy, ale rowniez jako przyjaciele, nie ma u nas rutyny. Wiec w czym problem? Mój chlopak jest bardzo pracowity, doceniam jego wysilek, wiem jak bardzo zalezy mu na jego pracy (to tez jego hobby), jest jej prawie calkowicie oddany... Wiedzialam o tym od samego poczatku..Ale nie wiedzialam ze potrafi się tak mocno poswiecic pracy. Niestety problem lezy w tym, ze czasami nie zauwaza tego, ze poprzez pracę, ktorej ostatnimi czasy poswieca mnostwo czasu, zarywa nawet nocki (nie ma wymiarow godzin, pracuje w domu), cierpi troche nasz związek... Starałam się z nim o tym porozmawiac kilka razy, slyszalam tylko "kochanie ale dobrze wiesz ze mam taka prace, nie wszystko zalezy ode mnie"... Czuje ze mu na mnie zalezy, widze to nawet gdy się spotykamy jest czuly, ale nie zawsze to pokazuje... Wiele razy mu powtarzalam ze rozumiem jego prace i ja doceniam,
TAKIEGO go "wzięłaś" i pokochałaś?
Zdaje się więc, że Twe deklaracje były zwyczajnie nieszczere bo: okazuje się, że sytuacja przerasta.... Pytanie brzmi: KOGO?
On Cię przecież poznał (i pokochał) jako osobę DEKLARUJĄCĄ AKCEPTACJĘ dla takiego a nie innego trybu życia.... Praca jako priorytet a spotkania - JAK NAJBARDZIEJ - owe 2, 3 razy w tygodniu....
A teraz ktoś tu usiłuje dotychczasowe DOBRE I SPRAWDZONE "działanie" zmieniać....
Czy nie tak to może wyglądać z drugiej strony (medalu
)?
Parę dni temu rozmawialismy na ten temat i powiedział, ze ma w tym okresie duzo pracy... i ze trudno bedzie pogodzic prace z przyjemnosciami, bo nawet nie ma czasu dla siebie, co chwile jest w trasie tak naprawdę... Boję się, że ta praca może nas od siebie oddalić... Jest na niej tak skupiony, że momentami mam wrażenie, ze jestem na drugim planie. Martwię się, ponieważ zalezy mi na nim i wiem, ze jemu takze, jednak niepokoi mnie troche, ze poprzez prace zaniedbuje troche nasz zwiazek... Twierdzi ze ten brak czasu nie jest spowodowany brakiem checi do spotkan ale pracą..
TYLKO Ty wiesz czy mówi prawdę.
Przedtem TO BYŁA prawda - więc CO SIĘ zmieniło, że tą prawdą miałoby NIE BYĆ teraz?
Niestety ale to jest problem niezwykle rozpowszechniony. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego że potrzebna jest równowaga między pracą a odpoczynkiem. Przesunięcie jej w kierunku pracy powoduje znaczne zobojętnienie i zmniejszenie więzi emocjonalnej w związku. Powinnaś mu o tym powiedzieć i poszukajcie dobrego terapeuty rodzinnego, żeby to omówić. Jeśli zostawisz sprawę tak, jaka jest, może nastąpić sytuacja, że będziecie dla siebie tylko sublokatorami.
To nie dziwcie się, że potem jest taki ból po rozstaniu i wielkie zaskoczenie, że mnie brzydko mówiąc "przeleciał i puścił". Jak wy nie zaczynacie związku od "kocham" to ja się wcale nie dziwię. Przykład koleżanki Anik38 jest w tym wypadku wyjątkiem.