Tak jak w temacie. Mój chłopak nie chce już walczyć o nas, bo mija już ponad rok, a nam wciąż nie wychodzi. On jest zdania, że naszych charakterów nie da się już zmienić, jest za dużo zaszłości, pretensji, że już tego nie da się naprawić. Jak pogodzić się z taką decyzją? Na chwilę obecną ciężko mi to przychodzi, w zasadzie nie umiem odpuścić, ale nie chcę też robić z siebie takiej idiotki. Jak zapomnieć 3 lata być razem, silne uczucie obojga i spojrzeć w nową przyszłość, no jak?
Jak ja Cię doskonale rozumiem! Jestem obecnie na takim samym zakręcie jak Ty. I wiesz co? I też nie wierzę, że to już po wszystkim. Daj sobie czas, zacznij pracować nad sobą. Wiem, że to puste gadanie i sama się denerwuję, gdy ktoś mi mówi,żebym zamknęła ten rozdział. Wiem, że na razie się nie da. Trzeba poczekać, nie narzucać się. Gdy złe emocje opadną, zobaczysz że coś się zmieni. Może w jego postrzeganiu tej sytuacji, a może w Tobie? Zastanów się, co robiłaś źle, dlaczego się spieracie ze sobą. Ja sobie postanowiłam, że zacznę pracować nad sobą dla siebie a nie dla Niego. Też spróbuj.
Ściskam Cię mocno ![]()
Tak wiem, to gadanie innych: "daj sobie spokój, skup się na sobie" jest takie proste (bo nie są uwikłani w to emocjonalnie)
. Zapewne mają rację. Na pewno. Ja jestem pierwszy raz w takiej sytuacji. Trudno mi. Najgorsze są te napady emocji, paniki, tkliwej emocjonaliści typu: "ratujmy nas, uda się, kocham cię, chce walczyć o ciebie". Bosh..
4 2014-08-18 13:03:11 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2014-08-18 13:03:54)
No ale związek to nie jest walka bokserska. W tym co tu czytam to tylko męka i walka jak w boksie. Nie zmusisz nikogo na siłę by Cie kochał. Zupełnie zbytecznie się zadręczasz, pozwól życiu biec dalej.
Ja jestem osobą wierząca i w trudnych sytuacjach zawsze oddaje się woli Boga, on wie co dla mnie jest najlepsze. Czasem coś co wygląda źle, wychodzi nam na dobre. ![]()
Oby. Jednak tu uczucie jest. Mój chłopak chce postąpić tak jak mu rozum podpowiada (co jest pewną opcją). Aha - pytanie: jak ktoś nie chce walczyć, to nie kocha? Nie jest już zainteresowany tą osobą? Może czegoś się dowiem.
A jakie konkretne zarzuty macie wobec siebie? Rozmawialiście miedzy sobą o swoich oczekiwaniach?
A jakie konkretne zarzuty macie wobec siebie? Rozmawialiście miedzy sobą o swoich oczekiwaniach?
To nic nie da. Czasami wydaje mi się, że sporne problemy podnosiłam tylko ja. Mój chłopak wolał je rozwiązywać na zasadzie: wyjedzmy, spędźmy miło czas, żeby się naprawić. Z tego co zauważyłam, nigdy nie było tak, że on chciał ze mną usiąść, omówić sprawy, rozmówić się. Taki sposób na rozwiązywanie spraw.
Naprawdę - rozmowy już nic nie dają. On nie przyjmuje moich argumentów, mi zdarza się płakać podczas tych rozmów, nie akceptować jego braku woli.
Jak pogodzić się z takim postawieniem spraw przez niego?
Nie napisałaś jednak, Smutna, co takiego Was oddaliło od siebie. Chłopak, jak piszesz, unika rozmów o Waszych problemach trzyletniego związku i jest "głuchy na Twoje argumenty", twierdzisz. Z kolei on mówi (to Twoje słowa), że jesteście razem od roku i "wciąż nie możecie się dogadać". Gdzie się podziały dwa lata z "jego" związku? Tak wynika z postu. Domyślam się, ale głowy nie dam, że o rozstaniu napomknął około roku temu i od tej pory nie potraficie, a raczej on nie chce tego naprawić?
Takie skąpe i niejasne jednak informacje nie pozwalają forumowiczom właściwie (obiektywnie) odnieść się do tej sytuacji.