Wiele osób na tym forum potrafi się "obrzucać błotem" samoistnie co mają nie tak w swoim wyglądzie itp. ;( A może na tą sprawę spojrzeć z innej strony i nie skupiać się na samych niedoskonałościach tylko na ich liczbie i sposobie radzenia sobie z nimi. Może jak się policzy te wszystkie swoje defekty to łatwiej będzie się z nimi zmierzyć albo okaże się że wcale nie jest ich tak dużo albo co jeszcze lepsze wcale takie straszne one nie są. Ja naliczyłam u siebie chyba ze 20 takich niefajnych spraw - na szczęście w większości przypadków można zakryć je ubraniami:) Ktoś może zapytać co jak się by trzeba było rozebrać przed 2 połową - na szczęście nie mam takiego problemu gdyż nie ma nikogo takiego a jakby był ktoś taki to by było albo bierzesz taką osobę jaką widzisz albo niech spada na drzewo prostować banany. A WY ile naliczyliście u siebie defektów/kompleksów/niedoskonałości? I jak sobie z nimi radzicie?
Ale czy niedoskonalosci to rowna sie kompleksy?
Bo moglabym policzyc niedoskonalosci, ale nie sa to dla mnie kompleksy.
Dla przykladu: jedno moje oko jest mniejsze od drugiego. To nie jest 'doskonalosc', ale to jest cos mi sie podoba.
Chodzi raczej o takie "wady" ludzkiego ciała które nam przeszkadzają bądź mogą przeszkadzać i których się człowiek wstydzi i nie akceptuje
Ah, wiec moja liczba bedzie wynosila 0.
Jak bylam nastolatka to przez moment, ta liczba byla bardzo duza, wynosila chyba 11. Tak na oko liczac.
Chodzi raczej o takie "wady" ludzkiego ciała które nam przeszkadzają bądź mogą przeszkadzać i których się człowiek wstydzi i nie akceptuje
U mnie 1 - mój głos. Nie cierpię go i gdyby była operacja plastyczna na głos, to bym ją sobie zrobiła, chociaż podobno mam głos dość przeciętny, a paru osobom się nawet podoba.
Ale gdyby chodziło o takie rzeczy, które uważamy za niedoskonałe, to ta liczba wynosiłaby n-1, bo u mnie wszystko jest niedoskonałe poza ewentualnie słuchem. Po prostu te niedoskonałości w ogóle mi nie przeszkadzają i nie czuję potrzeby ich zmieniać.