Tysiące pytań-zero odpowiedzi - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tysiące pytań-zero odpowiedzi

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1 Ostatnio edytowany przez ołÓwkowa (2014-08-15 02:42:50)

Temat: Tysiące pytań-zero odpowiedzi

Zastanawiałam się zawsze na jakiej zasadzie ludzie dobiejarą się w pary, pary które przy bliższym poznaniu okazuje się bardzo dobrze funkcjonują. Zwykle na pierwszy rzut oka widać kto wiedzie "prym" w związku, kto bardziej się podoba...zdecydowanie jednak więcej jest par kiedy to mężczyzna jest przystojny a kobieta niezbyt urodziwa niż odwrotnie.
Zastanawiające...
Ten wstęp czemuś służy, otóż...
Mam nieco ponad 20cia lat, byłam już w dwóch dłuższych związkach z których naturalnie nic nie wyszło, może to kwestia niedorosłości-najprawdopodobnie.Dziś natomiast chciałabym z kimś być, wiem ile jestem w stanie dać jednak każda rozpoczęta znajomośc kończy się fiaskiem. O dziwo...nigdy nie miałam syndromu "mamuśki", nie szukałam też syna którego będę obskakiwać, dawałam wolność, nie szukałąm ideału a mężczyzny którego wady będę w stanie zaakceptować i liczyłam się z tym, że sama nie jestem idealna, uparta i dążę zawsze do wyznaczonego celu, potrafię naprawdę się poświecić, nigdy, powtarzam NIGDY!! nie zdradziłam swojego partnera, kiedy czułam, że coś się dzieje w związku starałąm się o to walczyć i tak sobię obiecałąm, że nigdy nie odejdę w sytuacji kryzysowej, kiedy zacznie się coś dziać złego, zawsze starałam rozwiązywać problemy, szukać sposobu by było lepiej...
Ostatnia moja znajomość po dwóch latach samotności zakończyła się dość dziwnie...
Mężczyzna marzenie...(przynajmniej moje)...znalismy sie dłuzej ale to były czysto zawodowe relacje...po pewnym czasie a w zasadzie po roku czasu spotkalismy sie zupełnym przypadkiem, odezwał się ale juz zupełnie prywatnie, to była chyba najwieksza niespodzianka z możliwych...świetnie nam się rozmawiało, po kilka-kilkanaście godzin...rozmowy smsowe, telefoniczne...miał przed sobą dwa dłuzsze wyjazdy wspierałam go...kiedy wrócił kilkakrotnie się spotkalismy, jak nigdy (a byłam przez długi okres czasu dość zrezygnowana po poprzednich związkach i nie miałam ochoty na wyjscia ect.) wychodziłam wszedzie...zapoznał mnie ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi, rodzicami...odzyskałam wiare w związek i normalne relacje...z czasem (i choc zaczynalo mi sie wydawac to przerazajace) zaczał wstawiać pewne "wstawki" w zdania jako to ja miałabym być jego żoną, ż jego matk,a to niby moja teściowa, mówił o ślubie i dzieciach...przyznaje...byłam sceptycznie do tego nastawiona ale za kazdym razem uzasadniałam dlaczego, samą miłościa człowiek nie zyje poza tym byłam przerażona, że po tak krótkim czasie on ma już takie "plany" kiedy nawet dobrze się nie znamy...wszystko było idealnie a przynajmniej mogło sie takim wydawac do czasu gdy...gdy zaczłą co pewien czas z uporem maniaka powtarzać pewne zdania "może kiedys Ci sie spodobam", "moze kiedys sie zakochasz", "może bede kiedys dla Ciebie wazny" za kazdym razem tłumaczyłam, że gdyby nie był nie było by mnie tutaj, że go uwielbiam od stóp do głow włącznie z charakterem itd. to jednak nie dawało widocznych rezultatółw pytania z jego strony sie nawartwiały i zaczłą gasnąć...póżniej pojawił sie temat wyjazdu...chciał jechac za granice, niby tak rzucone luzne zdanie ale mówił o tym kolejny raz i tak stanowczo i zdecydowanie, że stwierdziłam, że wypadałoby na to odpwiedziec, pokazac swoja postawe...napisałam dzien po tej rozmowie do niego, że jesli chce to naprawde nie mam nic przeciwko zeby wyjechał...odparł "super i jak ja sobie to wyobrazam" odpisałam, ze dam sobie rade majac tu na mysli, że jesli jestesmy razemczujemy sie razem dobrze nie ma rzeczy ktora była by w stanie to popsuc, ze "dam sobie rade" bo nie mamy dzieci, domu, nie jestesmy od siebie zalezni, jestem osoba ktora zawsze na siebie pracowała i pracowac będzie nie zalezałam wiec od jego portfela...
Cała sytuacja została mocno nadinterpretowana i opatrzenie zrozumiana, że nie jest mi potrzebny i ogolnie mam go gdzieś...
poprosił o kilka dni "wlnego" na czas wyjazdu...nie odzywałam sie nic choc serce z zalu pękało mi codzien...przez te kilka dni wydarzyło się tak wiele o czym chciałam mu powiedziec...kiedy wrocił podziekował za to kiedy zapytałam co dalej? odpisał, że nie wie ma metlik w głowie, to wszystko wina poprzednich zwiazków, tu nie chciał sie rozstac tu nie wiedział czy dobrze byc nam razem...totalny chaos...podjełam meska decyzje...powiedziałąm, ze mu ułatwię i sama przedstawiłąm sprawe czarno na białym...kiedy nie odpisywał(bo warto dodac przez ostatni tydzien rozstania unikał mnie i spotkan, stał sie opryskliwy, zaraz miły, mało tego konatkowalismy sie tylko przez smsy) po prostu sie rozstaliśmy...

Najgorsze jest to, że MY SIĘ PO PROSTU DOGADYWALIŚMY...a wszystko zakonczyło się na przestrzeni kilku dni...nie wiem czy czuję żal bardziej pustke i zawód...usłyszałam od niego, że CIESZY SIĘ ZE MNIE POZNAŁ w rzeczywistosci nie poznał mnie wcale...wiem, że chodziłam smiałam sie cały czas i żartowałam ale...ja mam wiecej problemów niz włosów na głowie...gdybym miała zaczac płakac chyba bym umarła z zalu do przeszłosci mimo wszystko sie starałam tak jak nigdy wczesniej, byłam przy nim w stanie zmienic wszystko a nawet wiecej dogadac sie i ustaic jasne zasady...
Pomyslalam pozniej, ze ludzie maja powazniejsze problemy niz zwykla sprzeczka...i nadal sa razem.
I wszystko było by jasne gdyby nie to...że naprawdę byłam otwarta na WSZELAKIE propozycje, dumna z niego upewniajaca go we wszystkim, że tak robi dobrze, chciałam zeby sie rozwijał, doskonalił, nie obrazałam się kiedy nie pisał zbyt długo rozumiałam, że pracuje, nie byłam przy tym wszystkim nachalna, nie odmawiałam mu nawet...seksu...bo sama go lubie wiec nie widziałam powodu dla ktorego miałabym to ograniczac...

Wiem zaraz ktos powie "dałaś dupy to odszedł"...chyba nie rzecz na tym polegała, bardziej podejrzewam zraził się bo nie spodziewał się, że będe tak energiczna...może spodziewał się kogos spokojnego ? ale to, ze zartuje mam poczucie humoru nie oznacza, ze niepotrafiłabym byc dobrą matką i żona...dla niego była bym najlepsza...

Dlatego zastanawia mnie wracajac do poczatku na jakiej zasadzie ludzie dobieraja sie w pary, czy mezczyzni wolą byc trzymani pod pantoflem (zreszta tak jak byli trzymani mojego ex najlepsi kumple) zdradzani (to rowniez zdarzyło sie w jego paczce) oszukiwani ? to przerazajace ale zaczynam dzis tak pojmowac swiat, że takie prawa nim rzadza a jesli tak...moge ogłosic oficjalnie staromaniejstwo bo nie dam rady kogokolwiek oszukiwac i okłamywac...

Chciałabym również poznac WASZE zdanie...czy w moim przypadku było coś nie tak ? Jak widzą to mezczyzni jak zapatrują się kobiety ?

Jak Wy widzicie dzisiejsze zwiazki ?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Tysiące pytań-zero odpowiedzi

Myśle, że lepiej szukać kogoś podobnego do nas. Bo różnice w poglądach, charakterze wyjdą prędzej czy później. Kiedy dochodzą obowiązki domowe, praca, dzieci, stres, problemy to dopiero zaczyna się "sielanka małżeńska". Jesli facet jest typem imprezowicza a Ty wolisz siedzieć w domu to prędzej czy później zechcesz go "udomowić", ale najpierw przeprawa przez "dlaczego mnie ograniczasz?, "wcześniej CI to nie przeszkadzało", "mam prawo spotykać się z kolegami". Myśle, że lepiej mieć kogoś kto dzielił będzie z nami życie, niż tylko łóżko. A Ty autorko wątku odpocznij. Odetchnij najpierw od tych związków, zrób coś dla siebie. Potem może nieoczekiwanie nadejdzie wielka miłość, kto wie?

3 Ostatnio edytowany przez ołÓwkowa (2014-08-15 02:53:09)

Odp: Tysiące pytań-zero odpowiedzi

abecede

Oczywiście zgadza się...
Nie twierdzę, że łóżko załatwia wszystkie sprawy i problemy-dla mnie osobiście jest dodatkiem istotnym, ale dodatkiem.

Jednak to wszystko opiera się na chęciach...próbujmy i zechcijmy kogoś poznać...starajmy zrozumieć czyjś punkt widzenia. Czy nie uważasz, ze niesprawiedliwym jest budowanie obrazu drugiej osoby kiedy nie chcemy jej słuchać ? Kiedy z rozmowy wyławiamy tylko te wątki które póżniej uzywamy przeciw tej osobie ?

Z takim myslniem i podejsciem niepotrafię się pogodzić...niestety.
Dziękuję za odpowiedź wink

4

Odp: Tysiące pytań-zero odpowiedzi

Kiedy Cię czytam ołówkowa, przypomina mi się kiedy miałam 20 lat smile

Świat stał otworem, było trudno ale wszystko wydawało się być do rozwiązania, wydawało się że wystarczy tylko chcieć, nie brakowało nowych znajomości, nie musiałam ograniczać sposobów ani chęci komunikacji.

Wszystko było dla mnie jasne, tego chcę a czegoś innego nie, akceptuję lub nie akceptuję, a jednak po latach mój wybór okazał się nietrafny?20 lat po ślubie nie mogę się dogadać, zaakceptować, zrozumieć, na tyle że próba przezwyciężenia tego skończyła się depresją.

Wydaje się to takie proste, porozmawiać, wytłumaczyć i zrozumieć i odrzucić to co złe. Ale jak znaleźć słowa, jak odczytać myśli, gesty czyny i chęci tego drugiego?
Dziś już wiem że nie można starać się dopasować za wszelką cenę, godzić na wszystko co daje nam druga strona, że nie wolno zatracić siebie w byciu dla innych... Jak kochać i być kochaną , jak ufać żeby się nie rozczarować, jak myśleć pozytywnie kiedy czujemy i odbieramy inaczej?

Napisałam bo po przeczytaniu Twego postu przypomniałam sobie swoją siłę, radość życia i chęć budowania. Nikt i nic nie mogło mnie złamać, błędy i potknięcia były tylko doświadczeniem i nauką na przyszłość. Drobne skaleczenia opatrywałam i szłam z uśmiechem na twarzy, ale to było...

Co robiłam ze sobą przez kolejne 20 lat? To smutne jak dziś wygląda mój świat.
Jeśli interesuje Ci dziś zasada budowania relacji, zapisz się na kurs, studia psychologiczne a może porozmawiaj z psychoterapeutą na temat swoich rozważań z pewnością dostaniesz kilka wskazówek, książek, programów do pogłębienia i zrozumienia tego zakresu wiedzy.
Może Ci to pomóc w dokonaniu najważniejszych życiowych wyborów wink.

I dodam tyle. Masz dopiero 20 lat i to że ja tak pokierowałam swoim życiem, nie znaczy że Tobie się coś podobnego przytrafi. Nie o tym myślałam, tylko o tym, że mając 20 lat mogłam dowiedzieć się więcej na temat jak budować szczęśliwy związek a nie kochać bez pamięci przesuwając własne granice szczęścia.

5

Odp: Tysiące pytań-zero odpowiedzi

ołÓwkowa, ze swojej strony uważam, że chłopak traktuje Cię poważnie. Moim zdaniem nie, nie zrozumiał Cię opacznie, gdy zapowiedziałaś, że nie masz zamiaru go ograniczać. Moim zdaniem on doszedł do wniosku, że Twoja wizja związku odbiega od jego spojrzenia na łączące Was relacje. Może on oczekuje od Ciebie większej asertywności, a nie potakiwania i przyklaskiwania jego wszystkim pomysłom i zamierzeniom. On chce partnerki, która od czasu powie mu "nie" i pokaże że jest o niego zazdrosna, a nie: "rób sobie, co chcesz, nie przeszkadza mi to". Jeśli już powiedziałaś, że nie chcesz go ograniczać, należało wspomnieć o zaufaniu, którym go obdarzasz. Wówczas nie byłoby mowy o opacznym zrozumieniu Twojego przekazu.
Uczepiłem się tego, bo jak zrozumiałem, od tego zaczęły się problemy?
Jeżeli nie odpowiada Ci jego, Twoim zdaniem, wykorzystywanie przeciwko Tobie niektórych, wyrwanych z kontekstu, Twoich wypowiedzi, zdecydowanie powiedz mu o tym i zacznijcie w końcu rozmawiać, nie licytować, kto komu bardziej przyłoży.
Co do seksu. Jeśli spełnia Wasze oczekiwania, co do jakości i częstotliwości. Słusznie zauważyłaś, że jest ważny w związku. Wspomiałaś o tym mimochodem, więc nie on był celem, zarówno jego, jak i Twoim, a raczej okrasą Waszych relacji. Pozdrawiam.

6

Odp: Tysiące pytań-zero odpowiedzi

@ ołówkowa

Z tego co zrozumiałem po przeczytaniu, to Wasz związek nie trwał dłużej niż kilka miesięcy. jednak trochę tego człowieka rozumiem - poznał dziewczynę, razem spędzali czas, dogadywali się, bawili się w życie. Jemu w takim układzie było dobrze, miał jakąś swoją wizję bycia z drugą osobą którą w mniejszym lub większym stopniu realizował, tworzył swój własny świat i przede wszystkim potrzebował - podkreślania tego jaki to jest ważny - że tylko On się liczy, potwierdzenia tego że Ty też chcesz się znaleźć w jego wizji. Dlatego też pojawiały się różnego rodzaju wstawki, "ślub", "dzieci" itp. takie badanie gruntu - niby nic bo nie uważam, że to coś złego a chyba warto poznać jakieś nawet ogólne zdanie 2 strony na ten temat, ale gorzej już gdy takie pytania padają - a człowiek je zadający układa pod odpowiedzi swoją historię. Dlatego też gdy Ty mu tłumaczyłaś to co nie pasowało pod jego wizję - w Nim zaczęła się rodzić niepewność - wizja stawała się coraz mniej stabilna, może i pojawiła się frustracja - przecież z jego strony wszystko wyglądało dobrze - to o co jej chodzi? Dlatego zdaniami, że "kiedyś go pokochasz, albo że będzie dla Ciebie ważny" uporczywie wołał (taki niemy krzyk) - Ty mu tłumaczyłaś, że jest ważny, na spokojnie bez emocji jak krowie na rowie ,a może On oczekiwał, że rzucisz mu się na szyje krzycząc ze go kochasz i że nawet jutro jeśli chce to weźmiecie ślub. I tutaj jest pies pogrzebany moim zdaniem - mieliście różne oczekiwania względem siebie. Potem ten wyjazd i sama napisałaś że błędnie zinterpretował Twoją odpowiedź.
Ty po opisie jesteś kobietą niezależną, a On w pewien sposób chciał Cię podporządkować. I tak jak napisałaś, On Cię poznał, ale dobrze Cię nie znał.

A samo dobieranie się ludzi w pary - nie ma reguły i nie da się tego zaklasyfikować - bo par jest tyle co mutacji genetycznych i ciągle powstają nowe, jednak moim zdaniem, bazując własnym doświadczeniu życiowym, ważne jest by 2 osoby pochodziły mniej więcej z tych samych środowisk - mam tu na myśli wychowanie w domu, poglądy na politykę, wiarę... bo mając wyniesione z domu, ze środowiska pewne zasady, normy i wartości którymi się kierujemy o wiele łatwiej jest nam być z osobą która wyznaję podobnie to co My... natomiast kwestia temperamentu to inna bajka i tu jestem zdania, że 2 osoby o różnych temperamentach będą się w związku lepiej dopełniać... no i jeszcze musi być ta chemia - to pożądanie.

7

Odp: Tysiące pytań-zero odpowiedzi

Na wstępie:
Dziękuję Wam za odpowiedź smile Wasze poglądy otwieraja mi oczy na to co do tej pory było co prawda w mojej głowie ale nie potwierdzone...

Wybaczcie mi, że w takiej formie ale chciałabym w jednej wypowiedzi zacytować pare waszych słow, wybaczcie, że nie osobiście do każdego się zwracam...

Otóż:

Droga renesans:
Przeczytałam Twoją odpowiedź z wielkim zacikawieniem...to prawda nie da się odczytać tego wszystkiego co drugi człowiek ma w głowie...przy moim rozstaniu mój ex podał to jako argument "obciażający" moją osobę, ze przecież on nie wie co ja mam w głowie...niestety, może to kwestia imienia, znaku zodiaku, ułozenia planet podczas urodzenia albo najzwyczajniej w świecie "wartości" wyniesionych z domu ale...nie jestem osobą wylewną, jednak...mimo wszystko i tak uważam, że była to pierwsza znajomość, naparawdę pierwsza gdzie odwazyłam się powiedzieć o wiele więcej niż dotychczas, nie przyszło mi to łatwo nie było to również wymuszone, zrobiłam to uważając za słuszne. Co do optymizmu, nie twierdzę, że przepełmnia mnie on, mam jego nadmiar twierdzę jednak, że "zgoda buduje, niezgoda rujnuje" dlatego zawsze uważałam i uważać będę, ze warto jest choc próbowac się dogadać niż obrócić wszystko w proch...

Bardzo dziękuję Ci za końcową poradę smile jest naprawdę cenna smile

Droga/gi Excop:
Pozwolisz, że tu zacytuję wink

"Moim zdaniem on doszedł do wniosku, że Twoja wizja związku odbiega od jego spojrzenia na łączące Was relacje. Może on oczekuje od Ciebie większej asertywności, a nie potakiwania i przyklaskiwania jego wszystkim pomysłom i zamierzeniom."

Co do wizji związku, zgadzam się prawdopodobnie to był jeden z głownych powodów. Natomiast co do asertywnosci-to nie do końca tak-nie jestem istotą bezwolną...popieranie kogoś w decyzjach naprawdę ważnych są dla mnie kluczowe jesli chodzi o poprawne funkcjonowanie związku...starałam się tak robić choć nie twierdzę, zdarzyło się kilka razy, ze na coś się nie zgodziłam...wydaje mi się, że problem tkwił jeszcze w czymś innym (czego nie ujełam w poście niestety, został mocno okrojony ze wzgledu na to by odwiedzający nie czytali go sześciu godzin, jednak pozostały w nim istotne elementy) ...to nie były nasze pierwsze związki, każdy miał coś już za sobą, twierdzę, że po długim związku w pewnym stopniu "nasiąkamy" pewnymi zachowaniami drugiego partnera i kiedy w kolejnym związku okazuję się, ze tego nie ma czasami niepotrafimi się zachować, odnależć, odpowiednio zareagować...opowiadał mi o tym co było kiedyś, jak wpłyneło to na niego, jak bywały sprzeczki z byle powodu-ja potrafiłam zaprotestować jednak nie miałam zamiaru awanturować się czy obrażać w sytuacjach kiedy powód był zbyt błahy by to robić.
Co do zaufania...tutaj muszę Cie poprzeć...mało o tym mówiłam...przyznaje się z ręką na sercu...było tego za mało...i to kolejny powód dla którego wszystko potoczyło się tak a nie inaczej
Jednak, w tym wszystkim nie było nigdy "walki na argumenty" bo chyba nie o to chodzi, żeby sobie wygarniać i stawiać się na podium kto był lpszy w tej potyczce-to partner nie rywal...
Dziekuję za odpowiedz smile

Mrok:
Twoja wypowiedź zwaliła mnie z nóg (może dlatego "zostawiłam" sobie Ciebie na koniec)
Wszystko co napisałeś do długiego przerywnika jest tym wszystkim co miałam w głowie a chyba...heh...raczej na pewno bałam się nawet o tym myśleć, że może tak być.

Domyślałam się czemu miały służyć wstawki o "ślubie" itd., jednak po moich wypowiedziach (i przyznając się kolejny raz do błędu) jestem w stu procentach pewna, że mocno się rozczarował.

Jednak...

Tak jak odpowiedziałam już na pytanie jednej z forumowiczek, podajże pierwszej która skomentowała ten post ''próbujmy i zechcijmy poznać drugą osobę"-tym bardziej jeśli pozwalamy sobie na używanie takich słow jak "ślub, dzieci, rodzina, wspólny dom, wspólna przyszłość"-te zwroty nie oznaczają czegoś na chwilę a nowy poważny etap w życiu, który by zaczać trzeba czuć odpowiedzialność ale trzeba też czuć, że to ta właściwa osoba...
Przyznaję...wypowiadałam się dość sceptycznie na te tematy, na temat ślubu, domu, dzieci wykluczyłam je TERAZ ponieważ znam swoja sytuację, ponieważ nie mielismy dziś nic, ponieważ uważam, że by mieć dzieci trzeba najpierw miejsc miejsce w którym moglibyśmy wspólnie zamieszkć i naprawdę poznać się od podszewki by póżniej uznać co dalej...pojawiło się też pewnego rodzaju przerażenie, ale nie tchórzostwo strach czy niechęc...przerażenie wynikające z tak odważnych słow i tego, że nikt wcześniej tak szybko nie chciał podjąć tak odważnej decyzji...w gruncie rzeczy cieszyłam się, bardzo...

Mrok dziękuję Ci PRZEOGROMNIE za tą wypowiedź... smile

8

Odp: Tysiące pytań-zero odpowiedzi

ołÓwkowa

Nie wiem czy pomogłem - ale nie ma za co, po prostu czytając opis Twojego ex - partnera, gdzieś tam widziałem siebie, cierpiałem kiedyś na coś podobnego i być może nawet jeszcze trochę cierpię, choć z wiekiem staram się uczyć na własnych błędach i podchodzić do życia z dystansem.
W każdym razie głowa do góry - uczmy się cieszyć życiem każdego dnia - a jakaś wartościowa osoba zagości w naszym życiu na stałe wink

9

Odp: Tysiące pytań-zero odpowiedzi

Mrok

Wszystko wskazuje ma to, z mój "przypadk" nie jest odosobniony...

Dzisiaj mogę jednak jasno i świadomie powiedzieć, że z tą relacją jest już zakończona...wątpię by po tak wielu słowach on się odezwał...a ja narzucania się nie mam w sobie, zresztą wspomniałam, że daję spokój i już nie będę do niego pisać. Pozostają wspomnienia. Tak widocznie musiało być wink smile

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tysiące pytań-zero odpowiedzi

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024