Zastanawiałam się zawsze na jakiej zasadzie ludzie dobiejarą się w pary, pary które przy bliższym poznaniu okazuje się bardzo dobrze funkcjonują. Zwykle na pierwszy rzut oka widać kto wiedzie "prym" w związku, kto bardziej się podoba...zdecydowanie jednak więcej jest par kiedy to mężczyzna jest przystojny a kobieta niezbyt urodziwa niż odwrotnie.
Zastanawiające...
Ten wstęp czemuś służy, otóż...
Mam nieco ponad 20cia lat, byłam już w dwóch dłuższych związkach z których naturalnie nic nie wyszło, może to kwestia niedorosłości-najprawdopodobnie.Dziś natomiast chciałabym z kimś być, wiem ile jestem w stanie dać jednak każda rozpoczęta znajomośc kończy się fiaskiem. O dziwo...nigdy nie miałam syndromu "mamuśki", nie szukałam też syna którego będę obskakiwać, dawałam wolność, nie szukałąm ideału a mężczyzny którego wady będę w stanie zaakceptować i liczyłam się z tym, że sama nie jestem idealna, uparta i dążę zawsze do wyznaczonego celu, potrafię naprawdę się poświecić, nigdy, powtarzam NIGDY!! nie zdradziłam swojego partnera, kiedy czułam, że coś się dzieje w związku starałąm się o to walczyć i tak sobię obiecałąm, że nigdy nie odejdę w sytuacji kryzysowej, kiedy zacznie się coś dziać złego, zawsze starałam rozwiązywać problemy, szukać sposobu by było lepiej...
Ostatnia moja znajomość po dwóch latach samotności zakończyła się dość dziwnie...
Mężczyzna marzenie...(przynajmniej moje)...znalismy sie dłuzej ale to były czysto zawodowe relacje...po pewnym czasie a w zasadzie po roku czasu spotkalismy sie zupełnym przypadkiem, odezwał się ale juz zupełnie prywatnie, to była chyba najwieksza niespodzianka z możliwych...świetnie nam się rozmawiało, po kilka-kilkanaście godzin...rozmowy smsowe, telefoniczne...miał przed sobą dwa dłuzsze wyjazdy wspierałam go...kiedy wrócił kilkakrotnie się spotkalismy, jak nigdy (a byłam przez długi okres czasu dość zrezygnowana po poprzednich związkach i nie miałam ochoty na wyjscia ect.) wychodziłam wszedzie...zapoznał mnie ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi, rodzicami...odzyskałam wiare w związek i normalne relacje...z czasem (i choc zaczynalo mi sie wydawac to przerazajace) zaczał wstawiać pewne "wstawki" w zdania jako to ja miałabym być jego żoną, ż jego matk,a to niby moja teściowa, mówił o ślubie i dzieciach...przyznaje...byłam sceptycznie do tego nastawiona ale za kazdym razem uzasadniałam dlaczego, samą miłościa człowiek nie zyje poza tym byłam przerażona, że po tak krótkim czasie on ma już takie "plany" kiedy nawet dobrze się nie znamy...wszystko było idealnie a przynajmniej mogło sie takim wydawac do czasu gdy...gdy zaczłą co pewien czas z uporem maniaka powtarzać pewne zdania "może kiedys Ci sie spodobam", "moze kiedys sie zakochasz", "może bede kiedys dla Ciebie wazny" za kazdym razem tłumaczyłam, że gdyby nie był nie było by mnie tutaj, że go uwielbiam od stóp do głow włącznie z charakterem itd. to jednak nie dawało widocznych rezultatółw pytania z jego strony sie nawartwiały i zaczłą gasnąć...póżniej pojawił sie temat wyjazdu...chciał jechac za granice, niby tak rzucone luzne zdanie ale mówił o tym kolejny raz i tak stanowczo i zdecydowanie, że stwierdziłam, że wypadałoby na to odpwiedziec, pokazac swoja postawe...napisałam dzien po tej rozmowie do niego, że jesli chce to naprawde nie mam nic przeciwko zeby wyjechał...odparł "super i jak ja sobie to wyobrazam" odpisałam, ze dam sobie rade majac tu na mysli, że jesli jestesmy razemczujemy sie razem dobrze nie ma rzeczy ktora była by w stanie to popsuc, ze "dam sobie rade" bo nie mamy dzieci, domu, nie jestesmy od siebie zalezni, jestem osoba ktora zawsze na siebie pracowała i pracowac będzie nie zalezałam wiec od jego portfela...
Cała sytuacja została mocno nadinterpretowana i opatrzenie zrozumiana, że nie jest mi potrzebny i ogolnie mam go gdzieś...
poprosił o kilka dni "wlnego" na czas wyjazdu...nie odzywałam sie nic choc serce z zalu pękało mi codzien...przez te kilka dni wydarzyło się tak wiele o czym chciałam mu powiedziec...kiedy wrocił podziekował za to kiedy zapytałam co dalej? odpisał, że nie wie ma metlik w głowie, to wszystko wina poprzednich zwiazków, tu nie chciał sie rozstac tu nie wiedział czy dobrze byc nam razem...totalny chaos...podjełam meska decyzje...powiedziałąm, ze mu ułatwię i sama przedstawiłąm sprawe czarno na białym...kiedy nie odpisywał(bo warto dodac przez ostatni tydzien rozstania unikał mnie i spotkan, stał sie opryskliwy, zaraz miły, mało tego konatkowalismy sie tylko przez smsy) po prostu sie rozstaliśmy...
Najgorsze jest to, że MY SIĘ PO PROSTU DOGADYWALIŚMY...a wszystko zakonczyło się na przestrzeni kilku dni...nie wiem czy czuję żal bardziej pustke i zawód...usłyszałam od niego, że CIESZY SIĘ ZE MNIE POZNAŁ w rzeczywistosci nie poznał mnie wcale...wiem, że chodziłam smiałam sie cały czas i żartowałam ale...ja mam wiecej problemów niz włosów na głowie...gdybym miała zaczac płakac chyba bym umarła z zalu do przeszłosci mimo wszystko sie starałam tak jak nigdy wczesniej, byłam przy nim w stanie zmienic wszystko a nawet wiecej dogadac sie i ustaic jasne zasady...
Pomyslalam pozniej, ze ludzie maja powazniejsze problemy niz zwykla sprzeczka...i nadal sa razem.
I wszystko było by jasne gdyby nie to...że naprawdę byłam otwarta na WSZELAKIE propozycje, dumna z niego upewniajaca go we wszystkim, że tak robi dobrze, chciałam zeby sie rozwijał, doskonalił, nie obrazałam się kiedy nie pisał zbyt długo rozumiałam, że pracuje, nie byłam przy tym wszystkim nachalna, nie odmawiałam mu nawet...seksu...bo sama go lubie wiec nie widziałam powodu dla ktorego miałabym to ograniczac...
Wiem zaraz ktos powie "dałaś dupy to odszedł"...chyba nie rzecz na tym polegała, bardziej podejrzewam zraził się bo nie spodziewał się, że będe tak energiczna...może spodziewał się kogos spokojnego ? ale to, ze zartuje mam poczucie humoru nie oznacza, ze niepotrafiłabym byc dobrą matką i żona...dla niego była bym najlepsza...
Dlatego zastanawia mnie wracajac do poczatku na jakiej zasadzie ludzie dobieraja sie w pary, czy mezczyzni wolą byc trzymani pod pantoflem (zreszta tak jak byli trzymani mojego ex najlepsi kumple) zdradzani (to rowniez zdarzyło sie w jego paczce) oszukiwani ? to przerazajace ale zaczynam dzis tak pojmowac swiat, że takie prawa nim rzadza a jesli tak...moge ogłosic oficjalnie staromaniejstwo bo nie dam rady kogokolwiek oszukiwac i okłamywac...
Chciałabym również poznac WASZE zdanie...czy w moim przypadku było coś nie tak ? Jak widzą to mezczyzni jak zapatrują się kobiety ?
Jak Wy widzicie dzisiejsze zwiazki ?