Jestem ciekawa Waszych odpowiedzi na pytanie: "Jak myślisz, dlaczego to ludzie ze świata blichtru i sławy najczęściej nie potrafią zbudować trwałego związku?".
Każdy z nas widzi i wie, jak kończą się te niby wielkie miłości gwiazd filmu czy muzyki. Aktorzy, którzy mieli po pięć, siedem żon, wszyscy znamy te przypadki. Piosenkarki, których każdy kolejny związek prędzej czy później rozpadał się. Dlaczego tak jest?
Oczywiście od razu nasuwa się pomysł: bo poznają dużo więcej nowych osób niż przeciętny człowiek, więc łatwiej o zauroczenie kimś z tego tłumu wielbicieli i kolegów/koleżanek z branży, bo wyjazdy, i tak dalej. Ok, ale przedstawiciel handlowy też poznaje wiele osób, pracownica dużej firmy, umawiająca się na rozmowy z klientami, też poznaje dużo osób, a jakoś nie słyszy się by tacy właśnie ludzie, tzw. "zwykli" mieli po tyle nieudanych związków na koncie.
Czy naprawdę sława i wielbiciele robią z mózgiem człowieka takie coś, że nie potrafi on po prostu wytrzymać w związku z jedną osobą jakoś dłużej?
Oczywiście nie uogólniam, że tylko sławni i bogaci tak robią - ale jednak więcej tych sławnych miało po 5 żon niż tych cichych biznesmenów. Chyba, że robią inne niezbyt dobre rzeczy, a przed żoną grają świętych... ale to już nie to jest przedmiotem naszych tutejszych rozważań. Ja bardziej chciałabym Was zapytać, co na ten temat sądzicie.
Ja nigdy tego nie potrafiłam zrozumieć. Może dlatego, że boję się że i mnie spotkałby taki sam los gdybym spodobała się komuś obecnemu w show businessie, to z miejsca nie zgodziłabym się na bliższe relację z kimś takim.