Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Czy którąś z was była zmuszona oddać członka rodziny do szpitala psychiatrycznego? Pytam, bo już kompletnie nie mam pojęcia, co zrobić. Czy szpital jest gwarantem albo chociaż nadzieją na leczenie depresji, gdy nic innego nie pomaga?
Ostatnio edytowany przez kircke (2009-09-24 17:35:27)
Offline
Generalnie zasada jest taka, ze żeby być przyjętym do takiego szpitala to potencjalny pacjent musi się na to zgodzić. Raczej siłą tam nie zaprowadzą. No chyba, ze są jakieś szczególne przypadki. Tylko należy wziąć pod uwagę fakt, ze w takim szpitalu są naprawdę są chore osoby a widok nie jest najlepszy. Myślę, ze najpierw należy poradzić się lekarza psychiatry, ale w przychodni czy prywatnym gabinecie a szpital psychiatryczny potraktować jako ostateczność.
Offline
psychiatra 'zaliczony' (jakoś specjalnie nie polecał, sugerował jedynie, że jest taka opcja).
Mam na myśli totalną ostateczność, dlatego, jeśli ktoś miał jakieś doświadczenia chętnie dowiem się czegokolwiek.
No i nie jest tak, że bez zgody nie przyjmą. Jesli pacjent ma myśli samobójcze i rzeczywiście coś kombinuje to nikt nie pyta o zgodę, czy skierowanie - jest wypisywane natychmiastowo.
Ostatnio edytowany przez kircke (2009-09-24 17:46:13)
Offline
Hej Kircke. Ja wprawdzie nie mialam zadnej bliskiej mi osoby, ktora musialaby az trafic do szpitala ze wzgledu na depresje, jedynie mam osobe chorujaca na schizofrenie, ktora co jakis czas przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Jednak mam siostre pracujaca na psychiatrii i wlasnie do Niej dzwonilam po odczytaniu Twojej wiadomosci. Zalezy wszystko od tego, jak silna jest depresja, no ale jesli juz trafia sie do szpitala, to stusuje sie oczywiscie leczenie farmakologiczne, a do tego odpowiedni dla danej osoby rodzaj terapii. Pytasz, czy to jest gwarantem, wiesz, w sprawach psychiki chyba nie mozna mowic o 100% pewnosci...ogolnie robi sie wszystko, zeby te osobe wyleczyc. Kircke, a psycholog?Czy to juz faktycznie jest tak ciezki stan, ze potrzebny jest psychiatra? A byly chociaz stosowane jakies antydepresanty?
Offline
Dzięki lalinea za odpowiedź.
Mamy choroba jest bardzo zaostrzona. Jest to nawrót depresji, bo mama już kiedyś miała krótki epizod, ale wtedy błyskawicznie lekarstwa zadziałały. Wtedy prosto od psychologa zostałyśmy skierowane do psychitary. Jest leczona farmakologiczne - obecnie mama bierze asentrę (podwójna dawka) i promazynę na sen. Ma za sobą nieudaną próbę samobójczą i właśnie to spędza mi sen z powiek. Powiedziałam oczywiście o tym jej psychiatrze, a ten przemówił mamie do rozsądku. Tak przynajmniej mi się wydawało. Ostatnio dowiedziałam się od ciotki, że mama napomknęła jej o ewentualnym odebraniu sobie życia. Od tej pory praktycznie nie wychodzę z domu, bo ciągle się boję. Ale najgorsze, że za kilka dni muszę wyjechać na studia. Wzięłabym dziekankę albo cokolwiek, żeby mieć pewność, że w domu będzie w porządku. Ale gdy rozmawiałam z mamą ona twierdzi, że to tylko takie gadanie, bo już nie ma sił. I że nic by sobie nie zrobiła, bo przecież musi pracować (cóż za argument).
o braku gwarancji 100% wiem niestety, ale już kompletnie nie wiem, co robić. Nie chcę jej oddawać do szpitala, bo zbyt wielu złych rzeczy się nasłuchałam i nie chcę też 'pozbywać się' mamy z domu. Leki jednak są mało skuteczne (to już prawie szósty tydzień leczenia), a reszta rodziny nie traktuje tego tak poważnie jak ja.
Wiem, że mama musi pracować, bo bez tego na pewno nie wyzdrowieje (typ pracocholika), ale nie wiem, czy sama praca i tabletki coś dadzą. W domu mama kompletnie nie chce nic robić i baardzo trudno jest skłonić ją do działania.
uff, trochę się wygadałam, może ponad wymagania tematu.
Dziękuję lalinea, że zadzwoniłaś do siostry. W sumie nie wiem, czego oczekiwać, jakiej odpowiedzi, ale przeczytam każdą wskazówkę.
Offline
kircke, moja przyjaciółka była zmuszona odwiedzać siostrę w szpitalu psychiatrycznym bo miła zaburzenia depresyjne i próby samobójcze za sobą, szczerze mówiąc, od czasu gdy z stamtąd wyszła jest lepiej, teraz nie słyszałam już o wizytach u psychiatry, nie słyszałam o żadnych gorszych rzeczach prócz smutnych zapisków, ale to tez zasługa rodziny która po tym pobycie zupełnie zmieniła swoje postępowanie, no i zmiana jej trybu życia(bo pobyt w szpitalu nie może być zaprzepaszczony i nalezy kontynułowac terapie pewnego rodzaju w domu)... Z tego co tez opowiadali mi koledzy którzy popracowali w takim szpitalu to też mówili ze wielu osobą pobyt w takim szpitalu pomaga, są pod stałą opieką mają podawane leki, są poddawani terapią, wiadomo ze niektórym pomaga bliskość rodziny ale niektórym pomorze pobyt w szpitalu...
Mam nadzieję ze te dla mnie dość bliskie doświadczenia coś ci pomogą
Offline
Kircke, a czy probowalas w ogole Mamie jakos zasugerowac szpital? Jaki jest Jej stosunek do tego? Bardzo dobrze, ze pracuje, ze ma sile na prace i widzi w tym priorytet, ze nie chowa sie przed ludzmi, bo to chyba oznacza, ze sa bardzo duze szanse, aby doszla do siebie, tylko trzeba dzialac...a czy spotyka sie jeszcze po pracy z ludzmi, z rodzina? Boisz sie wyjechac, wiec moze zasugeruj komus z rodziny, aby zagladal do Twojej Mamy? Jesli udaloby sie zas polozyc Ja do szpitala, to w zyciu nie mysl o tym jako pozbywaniu sie Jej z domu, przeciez chodzi o Jej zdrowie.
Offline
Dziewczyny - dzięki za głos.
Lalinea - odpowiadając na twoje pytania - tak, rozmawiałam z mamą, ona jednak nie wyobraża sobie tego, nigdy w życiu się nie zgodzi. A praca raczej ze względu takiego bezpieczeństwa finansowego, a niestety nie jako cel sam w sobie, ale to też dobrze. Rzadko z kimś się spotyka, raczej unika znajomych, ale my staramy się wyciagać ją na spacery albo do kina, choć trzeba mocno się namęczyć, żeby nakłonić ją do wyjścia. Z tym doglądaniem masz rację. Poza tym muszę chyba zmienić podejście reszty rodziny przed wyjazdem.
A z 'pozbywaniem się' - to jest tak, że chcielibyśmy sami wszystko załatwić, mieć wpływ i widzieć sens naszego działania, a nie stać bezczynnie z boku i czuć się niepotrzebnym.
Offline
Kircke, czy mama jest pod opieką psychoterapeuty?
Offline
Nie, 'tylko' psychiatra. Mama kiedyś była u jakiegoś terapeuty, ale strasznie się zraziła i mimo namów psychiatry i moich nie chce się na to zgodzić.
Offline
Ja też nigdy nie byłam zmuszona oddać swojego bliskiego do szpitala, ale myślę, że mam trochę doświadczenia w tym temacie. Otóż moja babcia ma zaawansowane otępienie starcze. A ja zostałam zamknięta w szpitalu właśnie z powodu depresji. Zamknęła mnie w nim moja mama, bo wylądowałam na płukaniu żołądka po niedanej próbie samobójczej. Powiem Ci szczerze, że jestem jej za to wdzięczna, bo gdyby tego nie zrobiła pewnie nie byłoby mnie już na tym świecie. W szpitalu leżałam krótko(wypisałam się po tygodniu na własne żądanie), ale zdążyłam odetchnąć i poukładać sobie co nieco w głowie. Nie dzięki psychoterapii, nie dzięki lekom, ale dzięki temu, że dopiero wówczas dostrzegłam to, że jestem chora. Wcześniej nie chciałam słyszeć o psychologu, leczeniu itd. Tam zrozumiałam, że depresja jest CHOROBĄ i to przez chorobę nie podoba mi się życie, a nie dlatego, że naprawdę jest beznadfziejne.
Radzę Ci porozmawiać szczerze z mamą, pokaż jej , jak bardzo Ci na niej zależy. Ona nie chce żyć dlasiebie, dlatego daj jej żyć dla Ciebie ![]()
Offline
Nikt z moich bliskich nie musiał posiłkować sie leczeniem psychiatrycznym- jednak wiem jedno.W chorobach naszej psychiki ważne jest by być z tą bliską osobą i dawać odczuć jak jest nam droga.Gdy zmarł mąż miałam 42 lata i dwoje uczących się dzieci.Właśnie dzieci usiadły ze mną - i uświadomiły mi -kim jestem dla Nich,że tylko na mnie mogą liczyć.Gdy było bardzo źle- powtarzałam to jak mantrę ... dzieci,dzieci,dzieci./ Szpital psychiatryczny- to przede wszystkim ustawienie leków- od których tak wiele zależy w depresji.Pilnowanie - jest niemożliwe- gdy takiemu człowiekowi coś chodzi po głowie- będzie się starał oszukiwać - byle osiągnąć cel.Sama nie dasz rady.
Offline
kircke napisał:
Nie, 'tylko' psychiatra. Mama kiedyś była u jakiegoś terapeuty, ale strasznie się zraziła i mimo namów psychiatry i moich nie chce się na to zgodzić.
powiem Ci dlaczego-bo psychoterapia boli, wyciąga się na wierzch całe życie i szuka przyczyny depresji-nie dziw się jej.Ja właśnie zaczęłam psychoterapię i wiem jakie to trudne.po prostu wspieraj mamę, to ogromnie ważne w tej chorobie.
Offline
Osobiście nie polecam szpitala psychiatrycznego... Widok innych osób cierpiących... nawet podczas leczenia farmakologicznego może wywołać odwrotne skótki. Spróbujcie u psychiatry, dowiedzcie się co innego można zrobić- może jakieś zajęcia z lekarzem(jakaś grupa wsparcia).. Naprawdę szpital jest ostateczna ostatecznością.. jak dla mnie przynajmniej....
Offline
Dziękuję wszystkim za posty. przyznam, że z mamą jakby lepiej, chyba najgorsze za nami. Na razie z opcji szpitala rezygnuję i mam nadzieję, że nie będę musiała rozważać jej ponownie.
Niepewna jutra - domyślam się, że terapia to nie żarty i zabawa i że naprawdę trudno wytrwać w tym, ale w przypadku mamy sytuacja była o tyle skomplikowana, że terapeuta był zwykłym naciągaczem. Przekręcał oczami, nie słuchał mamy, w ogóle nie nawiązał kontaktu z nią. ale tobie - powodzenia na terapii!
Offline
Trzymam kciuki za Twoja Mame i Ciebie:)
Offline
Może ja się wypowiem jako była pacjentka!!Kilkanaście lat temu wylądowałam pierwszy raz - ponieważ byłam agresywna,miałam omamy,krzyczałam powiązano mnie- zastrzyki!!!!-kompletnie tracisz rzeczywistość -leżysz aż się uspokoisz i stopniowo Cię odwiązują -to trwało prawie 3 dni.Potem pomału wdrażają Cię w życie szpitala,ponieważ byłam przyjęta bez mojej zgody,to masz sądowne leczenie które trwa najmniej 6 tygodni (takie mają wytyczne).Przebywałam w szpitalu ponad 4 miesiące.po dwóch masz tzw. różowe przepustki i wychodzisz na miasto,do tego weekendy w domu,wtenczas jeszcze był pobyt dzienny,przychodziło się na 8 rano do 13 godz.(zebrania,muzykoterapia,rozmowy,zajęcia praktyczne itp.) Przez 3 lata brałam zastrzyki o przedłużonym działaniu i tabletki,stopniowo pierwsze zastrzyki odstawiłam za zgodą lekarza a za namową młodej lekarki internistki stopniowo zmniejszałam lekarstwa - W końcu nic nie brałam ,funkcjonowałam normalnie przez 9 lat- W tamtym roku miałam chyba za dużo kłopotów,naraz wszystko spadło na mnie i prosiłam domowników żeby zwracali na mnie uwagę .Znowu zostałam przyjęta bez mojej zgody i przebywałam w szpitalu ponad 2 miesiące.Teraz biorę zapisany lek ( mam zmniejszoną dawkę nocną ).Nie jestem samobójczynią ani schizofreniczką.Szpital daje to ,że napewno bierzesz leki - bo zażywasz przy pielęgniarce- fakt na patrzy się tam człowiek na ludzi naprawdę chorych.Twierdzę ,że to jest szpital dla wszystkich (przebywali tam jako pacjenci lekarze,pielęgniarki,alkoholicy, ludzie mający swoje firmy i studenci a połowa to ludzie przed trzydziestką!!!!!!!!!!!!!!!)Wiecie co najgorsze jest odrzucenie przez pseudo znajomych - najwięcej mnie śmieszy zachowanie ludzi!!!np. co 2 miesiące chodzę do swojego psychiatry,tam jest taki mały załamany korytarzyk i siedzą pacjenci obok jest przejscie do dermatologa i dentysty - Ten strach w oczach,jak szybko przechodzą!!!!Uważam,że bardziej należy się obawiać ludzi "normalnych "tych nie zdiagnozowanych,grupek młodzieży,narkomanów ,ćpunów!!!!To tyle!!!!
Offline
Tak jak pisze Danusia - nie upilnujesz - jest to nie możliwe.Jeżeli kogoś opętają myśli samobójcze,na pewno mówi to komuś co jakiś czas i cichutko w głowie kombinuje,co jak i kiedy?Wiem co pisze,bo rozmawiałam z nimi przebywając w szpitalu i mając kontakt tak z przypadku.Miałam przyjaciela no może kolegę:Miał parę prób samobójczych,przebywał w szpitalach parę razy - w życiu układało mu się bardzo dobrze,finansowo powodziło mu się wspaniale,kochająca żona,dzieci,maleńkie wnuki,ogólnie był bardzo wesoły i co Nie ma Go!Dodam jeszcze i wspomnę mojego pierwszego lekarza Psychiatrę (30 lat!!!)bardzo był przyjemny i miły - i co ??? Wiedział co zażyć!!... Wiem,nie pocieszyłam nikogo!!!!Psychika ludzka jest strasznie zagmatwana - najlepsza rada,dużo rozmawiać,mieć kontakt z psychiatrą,zażywać leki i starać się kierować myśli pozytywne- bo w życiu "Piękne są tylko chwile" dla których warto żyć!!!
Offline
schiz masz rację odnośnie 'towarzystwa' jakie jest w szpitalu. są tam wszyscy, których wymieniłaś, a najprawdopodobniej jeszcze więcej.
może napiszę coś ze swojej strony, być może będzie to pomocne komuś w przyszłości.
lekarstwa mamie nie pomagały mimo, że leczenie trwało jakieś 5 tygodni, a dawki były zwiększone. więc mama poszła do szpitala. co zaskakujące, już po dwóch dniach mama była dużo spokojniejsza, nie trzęsła się, była wypoczęta (bo wyspana - w domu nie umiała spać nawet po tabletkach). początkowo bałam się tego, jak sytuacja szpitalna wpłynie na mamę, wszystko wydawało się straszne i ponure. ale w szpitalu mama momentalnie wróciła do siebie. w szpitalu jest już ponad trzy tygodnie, w przyszłym wyjdzie. do tej pory miała jedną przepustkę na weekend w domu, co wszystkich rozczuliło i ciężko było się pożegnać. ale teraz wiemy, że zostało już tak mało, żeby mama wróciła, że nie ma się czym zamartwiać. tym bardziej, że, jak już pisałam, mama natychmiastowo wróciła do siebie. nie piszę, że wyzdrowiała, bo nawet nie wiem, na ile możliwe jest całkowite wyzdrowienie i czy w ogóle. ale dzisiaj wiem, że gdyby mama poszła szybciej do szpitala - szybciej by wyzdrowiała.
dlatego: jeśli ktokolwiek waha się, co zrobić z cierpiącym na ciężką depresję bliskim, któremu po głowie chodzą samobójcze myśli - 'polecam' szpital. nikt nie zajmie się chorym tak, jak lekarz.
oczywiście nie mam zamiaru wychwalac lekarzy i pielęgniarek, bo wiem z relacji mamy, że ich podejście do pacjenta szpitala psychitarycznego jest zupełnie inne niż do pacjenta np. z problemami kardiologicznymi. trochę smutny jest brak szacunku niektórych lekarzy, czy pielęgniarek, ale najwazniejsze, że szpital to szansa (szybszego) polepszenia sytuacji.
dziękuję wszystkim za wskazówki oraz życzę zdrowia i więcej pogodnych dni (bez depresji) ![]()
Offline
Kircke!! - Cieszę się,że szpital pomógł Twojej Mamie!!
Piszesz tak ..Co zaskakujące,już po dwóch dniach mama była dużo spokojniejsza...... po pierwsze leki,po drugie człowiek jest wśród takich samych ludzi i łatwo się wypowiada na tzw, zebraniach ogólnych,gdzie musisz się przedstawić i powiedzieć jaki masz problem,nikt się nie wyśmiewa z ciebie,rozmawiasz z innymi pacjentami - każdy jest inny i ma inny problem natury psychicznej!
Dalej piszesz......polecam szpital,nikt nie zajmie się chorym tak jak lekarz........ i to też prawda,ja w tamtym roku miałam super lekarza prowadzącego,przebywając w szpitalu mogłam w każdej chwili wejść do gabinetu i wywalić co mnie gnębi....
Ale była jedna taka pani doktor.......każdy,kto był w jej grupie to narzekał,tak potrafiła dopiąć że płakali wychodząc od niej!!
Najważniejsze,że Twoja Mama ma oparcie w rodzinie - to jest bardzo ważne,ta akceptacja,bo widzisz ludzie,którzy NIE mieli do czynienia ze szpitalem psychiatrycznym osobiście lub mając kogoś z rodziny - to wszystkich Nas szufladkują nas do jednego worka - Wariat czy Wariatka,to się da odczuć,ja już przywykłam do tego,chociaż czasami boli!!!!..
Spotykając mnie na ulicy na pewno nie rozpoznałabyś że biorę leki,nie mam tzw. naćpanych oczu!
Zdrówka dla Mamy!!!
Offline
Ja bylam w szpitalu z powodu depresji.Ostatnim razem zawiozl mnie tam moj maz i jestem mu z to wdzieczna.Gdyby nie szpital to zylabym dalej az do zupelnego wyczerpania.Po urodzeniu dziecka bylam tak wykonczona ze wpadlam w dola.:(Wczesniej bylam dwa razy w takim szpitalu i wiem ze tam stawiaja na nogi.
Offline
Witam,
pisze tu ponieważ nie wiem już co mam robić, bardzo proszę o pomoc, otóż:
moja mama leczyła się psychiatrycznie na schizofrenie, przez mojego ojca. Przez jakis czas po rozwodzie brała leki <zolafren>, lecz od jakiegoś czasu (ok.2 lat) nie bierze, mowi ze ją osłabiają. Pali papierosy jeden za drugim, i nic praktycznie nie jje, schudła przerazliwie, a patrząc na jej zachowanie stwierdzam iż potrzebuje spacjalisty - mowie o psychiatrze . Nie wiem co mam robic, lekó nie chce brać, do lekarza rownież nie chce iść, a siła nie jestem w stanie jej zaprowadzić, wizyta domowa rowniez nei wchodzi w gre - nie da sie namowic na zadne badanie. Ale widze ze z dnia na dzien jest coraz słabsza. błagam o pomoc bo nie wiem juz co mam robic ....................................
Offline
Mojamama: a mama wychodzi w ogóle z domu?
Nie jestem specem, ale z tego, co wiem, powinna jak najszybciej wrócić do brania lekarstw, czyli MUSI iść do psychiatry.
'Męcz' mamę mówieniem o tym, że tylko ona ci została, że musi o siebie walczyć i że musi iść do lekarza. Gdy ja szłam z moją mamą musiałam trzymać ją za rękę i wielokrotnie podczas drogi tłumaczyć, że nie może zawrócić, że musimy tam dotrzeć.
Być może stawianie ultimatum nic tu nie pomoże, ale skoro pali to może postaw warunek, że albo przestanie palić albo pójdzie do lekarza.
Nie znam na tyle choroby twojej mamy, żeby jakoś konkretnie doradzić, ale ja mojej (depresja) często powtarzałam, że musi myśleć o nas - dzieciach, że nie może zawalić przyszłości i że lekarz to jedyne wyjście, żeby się uratować od tej paskudnej choroby.
Myślę, że najlepszej rady udzieli ci psychiatra z twojej okolicy. Pójdź, zadzwoń, zapytaj. on doradzi ci najlepiej, choć musisz wiedzieć, że tak naprawdę do niczego jej nie zmusisz. Niestety.
trzymaj się.
Offline
ja byłąm w szpitalu dwa razy... szczerze, to nic mi nie pomogło... tylko pacjenci byli tam świetni:) takich ze świecą szukać.
w szpitalu jest tylko terapia grupowa, psychorysunek... i kilka razy w tygodniu podobno rozmowa ze swoim lekarzem, tylko że moja rozmowa z moją lekarką trwała zazwyczaj 5 minut....
Offline
dziękuje bardzo za odpowiedź.
kircke: moja mama w ogóle nie wychodzi, tylko do pracy. jest jeszcze jeden problem, bo mieszkamy z babcią. A ona delikatnie mówiąc jest niezbyt wyrozumiała i nierozumna. Męczy moją mame chodz wie ze jest chora i miesza w rodzinie, przez co moja mam nie spotyka sie ze swojąrodzonąsiostrą, zresztą wszyscy mająwszystko gdzieś, całą rodzina tylko gadać potrafi a nic nie pomoże, to ją tez na pewno w jakis sposób dołuje.
Teraz tez nie wiem co zrobićbo moja mama w tym momencie jest chora na 100%. a do tego zaczeła pić ;( nie jestem w stanie jej upilnować bo pracuje, i tak to wygląda, pali, nic nie jje, pije , nie bierze leków. Nie da sięjej nic przetłumaczyć. moja mama ma swoje zdanie na kazdy temat i nie da sie nic wmówić. Nie chce zeby szła do szpitala ale nie mam jak sie nią zając bo musze pracować,a tymbardziej ze choroba sie nawróciłą przez to ze nie brała leków, kiedyś jej dosypywałam do jedzenia ale przeciez to nie jest wyjscie z sytuacji i nie zawsze miałam taka mozliwość
Drogie kolezanki moze znacie jakies szpitale godne polecenia?;(;( chciałąbym zeby się troszkę "podreperowała" , i ze zdrowiem psychicznym i fizycznym, bo ja nie chce sobie wyobrazac co to bedzie jak tak dalej pojdzie ;(
Offline