Hej! Z góry przepraszam, ale to będzie długi post, gdyż od dłuższego czasu zbyt wiele trzymam w sobie a nie mam komu się wyżalić.
Otóż mam problem ze sobą
Mam 21 lat, od ok. pół roku jestem w związku z mężczyzną o 9 lat starszym.
Nie wychowałam się w szczęśliwej rodzinie. Problemy z alkoholem Taty gdy byłam mała. Dziś chyba już nie ma z tym problemu. Rodzice mieszkają osobno (Ojciec za granicą ze względu na pracę, od kilku dobrych lat). Moja Mama jest chyba w depresji - głównie siedzi sama, ostatnio miała wiele problemów. Mam kochanych rodziców - wiem że zrobiliby dla mnie wszystko. Ale czasem mam wrażenie że za bardzo mnie kontrolują, czy żyją moim życiem. Jako nastolatka nigdy nie wychodziłam na imprezy itp., taka cicha, nieśmiała, w sumie ani razu w życiu nie byłam na cało nocnej imprezie czy nawet takiej do północy. Więc zwykle ciągle byłam pod okiem Mamy. Później wyjechałam na studia. Zwykle jest tak że z rodzicami rozmawiam codziennie, w sumie tak się już utarło. Ale są chwile że trochę mnie to męczy
ze względu na koszty rozmawiamy przez komunikator internetowy. A wiadomo jak to z komputerem - przyjdę, włączę to i przy okazji zawsze mam i jego włączonego. Ale niestety zawsze jest tak że jak nie ma mnie ani razu dostępnej np. od tej 20 do 24, a wcześniej z Nimi nie rozmawiałam, to później (czasem nawet tego samego dnia jak wcześniej nic nie mówiłam że gdzieś idę, a kolejnego już na pewno) pytania gdzie byłam, bo się martwili itp. i ja się "włóczę". Ojciec w sumie już się przyzwyczaił, więc zwykle bez problemu dzwoni co pare dni, bo chyba rozumie że mam własne zycie. Mama zwykle twierdzi że też to rozumie, ale chce wiedzieć gdzie wychodzę z kim i na ile by się nie martwiła (mimo iż nie jestem w tym samym mieście co Ona).
Problem zaczął się gdy poznałam M. Na początku nie mówiłam w ogóle o nim - wiadomo, starszy, ja niepewna siebie, może chce mnie wykorzystać (ogólnie na początku wydawał mi się podrywaczem, pewny siebie, poczucie humoru, nie ukrywał że wpadłam mu w oko, a później żarty jego kolegów z pracy: "amant", "weź prezerwatywy na wakacje" - był stanu wolnego) - po co martwić rodziców. Ale mimo to postanowiłam go poznać. Codzienne zainteresowanie rodziców moim zyciem sprawiło, że nie chciałam im o tym mówić, chciałam chyba mieć coś tylko dla siebie, prywatnego, poczuć się dorosłą i nie uzalezniać wszystkiego od nich. Pewnego razu Ojciec niespodziewanie zapytał się mnie wprost czy kogoś mam (w sumie było to pytanie ot tak w nawiązaniu do innego tematu, ale pewnie zauwazył że coraz częściej gdzieś wychodziłam kwitując że idę ze znajomymi itp.). Niechętnie potwierdziłam, a gdy się dowiedział że o tyle starszy to jakby się załamał, jego reakcja zabrzmiała jakbym była nieudacznikiem, że spotykam się z taką osobą zamiast z kimś w swoim wieku. A potem stwierdzenie że w sumie "on o swoich kochankach mamie tez nie mówi", gdy dowiedział się że mamie jeszcze nic nie mówiłam. Poczułam się jakbym robiła coś złego wtedy
że jestem jakąś dziewczyną do towarzystwa dla starszego faceta. Tata zwykle nie panuje nad myślami i mówi od razu, a potem nawet nie pamieta że powiedział coś przykrego. Od tamtego momentu się zacięłam - nie umiem rozmawiać z Nim na ten temat. Kiedyś jak zjechałam na weekend do Mamy, stwierdził że chciałby bym przyjeżdzała częściej do domu (zwykle robię to co 2-3 tygodnie), ale ja nie chciałam. Od razu zaczęło się że co ja bym robiła sama w innym mieście jak jest wolne, a tak by był spokojny. Gdy powiedziałam że kolejnego dnia jadę do siebie z samego rana zamiast wieczorem (było gorąco, w ciągu dnia bym się ugotowała w kilku godzinnej jeździe), to znowu to samo - że nie wierzy że jadę z tego powodu, że na bank coś mam zaplanowane i mogę sobie pogadać.
Pogadałam wtedy z Mamą - zrozumiałam że Ojciec pewnie po prostu się martwi o mnie, ale okazuje to w zły sposób. Ale z drugiej strony pewnie to moja wina
wie że jest M. i ukrywam ten temat przed rodzicami. Mama stwierdziła że nie mogła by zyć z Ojcem na co dzień - ale nie rozumiem czemu jak zjeżdża do domu to wszyscy mają wesołe minki i jak jedna szczęśliwa rodzina . Po prostu już nie wiem czy moja rodzina jest ze sobą szczęśliwa, czy nie. Co jest prawdzie a co nie.
I tak oto minęło tyle czasu a chłopaka rodzicom nie przedstawiłam, nie wiem czemu, może się go wstydzę? Mamie w sumie chciałabym go przedstawić nawet, ale nie umiem Ojcu
jak to zmienić?
A może ja po prostu nie jestem pewna chłopaka?
Przez 2-3 miesiące spotykania jako nie para nawet mnie nie pocałował, rozmowy, spacery, interesował się mną, jak później mówił nie chciał mnie wystraszyć. Pokazał siebie jako miłego, spokojnego, niesmiałego chłopaka, romantyka, niepijący, jedynie okazjonalnie (to było dla mnie ważne, gdyż ze względu na dzieciństwo nie umiałabym być z kimś kto pije - ale nie mówiłam mu o tym). W pewnym dniu postawił wszystko na jedną kartę i jakoś wyszło że zaczęliśmy być razem. od razu powiedział że kocha i tak kilka razy dziennie. Był w jednym związku, trwał niby rok albo pół, na odległość (niby twarzą w twarz nie spędzili w sumie nawet doby). najpierw mówił że to coś jej się odmieniło, a gdy pytałam o to przy innej okazji odpowiedz była że tak jakoś się rozeszło między nimi. Przez przypadek trafiłam na bloga tej dziewczyny, pisała w poście sprzed kilku lat (przy okazji 2-3 lata po ich rozstaniu) że dwa razy została zostawiona bo jej chłopacy po jakimś czasie rozmyślali się co do uczuć.
ogólnie zawsze jak pytam się go o jakieś osobiste rzeczy itp., to marszczy oczy i mówi że mam powtórzyć pytanie, jakby nie było dla niego wygodnym w ogóle o tym gadać..
M. ogólnie gdybym go nie znała stwierdziłabym że uwielbia seks i kobiety - ale twierdzi że ma do tego starodawane podejście, że brzydzi się gdy ktoś proponuje mu seks na np 3 spotkaniu. Wie że ja jestem dziewicą, on powiedział że robił to tylko raz z byłą (czy można mówić że brzydzi się seksu na początku znajomości, a zarazem pierwszy raz mieć z osobą z którą przez tyle czasu nawet doby się nie widziała ogólnie? mnie to dziwi - bo jakby to sprzeczność dla mnie). twierdzi że nie miał żadnych przygód, a gdyby ze mną był dla seksu to by szybciej znalazł go na imprezie (czy tak powiedziałby niesmiały meżczyzna, który w sumie nie ma zbytniego doświadczenia seksulanego?). Nie namawia mnie do seksu, wie że dla mnie jeszcze nie czas, ale nie broni się przed aluzjami itp., widać że uwielbia ponętne kobiety (tapeta biuściastej kobiety na jego służbowym komputerze). Uwielbia sukienki, szpilki - ja nie, ale widać to po nim.
Zwykle gdy dochodzi u Nas do pieszczot (tylko do pasa) to ja jestem "na nim", nigdy odwrotnie - mówiłam kiedyś że po jakimś czasie jest mi niewygodnie, i następnym razem chcę odwrotnie, ale bez echa - usmiecha się tylko że mówiłam tak a znowu jest jak zwykle.
Ostatnio doszło do odważniejszych pieszczot. Ale jakoś tak spontanicznie... Trzy razy pytał się czy może mnie pieścić w miejscach intymnych tego samego wieczoru, 2 razy mówiłam nie, jakoś za 3 już było mi obojętne.... Ja go też pieściłam, ale z pewnych powodów na początku nie chciałam by on mnie pieścił.. czasem dziwnie się czuje że tak naciskał mimo pierwszego "nie"... Ogólnie dziwi mnie że w ogóle nie rozmawia na temat seksu między nami - ani jednego słowa na temat zabezpieczenia, czy czegoś się boję, tylko że wyjdze spontanicznie jak widzi że jednak nie jestem gotowa i mam się nie martwić. Ogólnie jest bardzo troskliwy, czuły, kochany, zawsze chce spędzać ze mną czas, mówi że sam nigdzie nie pojedzie. że nigdy nie był tak zakochany... ale mam jakieś wątpliwości i niepewność co do niego przez:
- mieszka z rodzicami, nie przeszkadza mi to, ale czasem mam wrażenie że mówi im dosłownie o wszystkim, często słyszę że jego mama to, tamto itp., zawsze ma ugotowany obiad, sam nie umie gotować, zawsze wraca ode mnie przed północą, nawet w weekendy, jedynie jak nie było jego rodziców to spędzilismy razem połowę weekendu. Jest związany z rodziną, i chyba nie ma zamiaru mieszkać w innym miejscu nawet za kilka lat, bo jak mówi ma mieszkanie swoje na pietrze (cały dom jest ich, a u góry ma mieszkania na wynajm).. a mi? jakoś nie widzi się mieszkać tuż przy jego rodzicach.. bo mam wrażenie że ciągle chcieliby o wszystkim wiedzieć i traktują mnie jak małą dziewczynę, z którą nie można nawet porozmawiać jak jestem przy nich, bo przecież nieśmiała i cichutka..
- M. ma przyjaciółkę od chyba 11 lat, wiele mu pomogła, niby nic nigdy między nimi nie było (mówił że jej facet na początku (jakiś rok-dwa?) nawet bez wahania zostawił i ich samych w domku wypoczynkowym chyba na tydzień, i nawet do niczego nie doszlo (dziwnie dotykał nosa wtedy i unikał wzroku). Ale martwi mnie jedna rzecz - na początku mówil że chciałaby mnie poznać itp., ale jak zaczęliśmy być oficjalnie razem to ani razu mnie nie zaprosiła - raz nawet mówił że dostał zaproszenie od jej faceta by wpadł (ja miałam wtedy się uczyć), że ja i tak miałam być zajęta, a On pewnie zmęczona będzie i nie chce gości. Ale tuż przed pójściem do nich dostał smsa, zawsze mówi mi jak ktośdo niego dzwoni, nawet co ktoś mu napisał, ale jak zrobi to ona to cisza - spytałam się z ciekawości kto wtedy napisał a on ze zmieszaniem powiedział że ona i po temacie. Było mi przykro wtedy bo poczułam się jakby coś ukrywał, potem był taki miły dla mnie bo widział, że coś mnie gryzie i jestem zła - moja wina że mu nie powiedziałam o co chodzi, ale nie chciałam go atakować, by nie pomyślał że jestem zaborcza. zawsze mówił że beze mnie nigdzie nie pojedzie - nawet do rodziców gdy są gdzieś na wyjeździe, ale do niej i jej chłopaka nie zawahał by sie jechać na grila do domku letniskowego gdy mnie miało nie być - ale nie doszło do imprezy bo powiedziałam że chciałabym być i się okazało że jednak Oni nie mają czasu. Ciekawe jak by wyszło gdybym na bank nie mogła wtedy być..
- M. niby nie korzysta z portali społecznościowych, po paru miesiącach ustawił sobie status związku bo niby pisały do niego jakieś dziewcznyny, po tym w ogóle niby przestał z niego korzystać, twierdził że w sumie mógłby usunąć ale coś tam... a teraz widzę że znowu zaczał korzystać, akurat przed moim wyjazdem..
- na początku mówił że nie pije, a okazuje się pije piwo w tygodniu, a w zeszłe wakacje się upił. Nie miałabym o to pretensji, ale po prostu mówił że pije tylko okazjonalnie i nie lubi... widać że jak są znajomi na wyjeździe to chciałby być z nimi, pewnie się napić trochę, słychać tą radość gdy rozmawia z nimi wtedy przez telefon, chyba nawet przy mnie nie ma tak zainteresowanego głosu jak przy nich.. ale zawsze twierdzi że chce być ze mna, że beze mnie się nie rusza...
- zbliża się ślub jego kolegi, niby jego pomysłem było zamówić mu striptizerkę na kawalerski, ale Pan młody się nie zgodził.. Póxniej mówi że nie chciałby bym go widziała w ten wieczór, a potem że mam się nie martwić że nie zrobi mi tego i będzie to zwykły wieczór.
- mam wrażenie że nie interesuje go zbytnio, wie że mam hobby, przed wejściem w związek pytał o to, chciał bym mu pokazała, a potem cisza - milnion razy był u mnie i ani razu nie zaczał tematu.. nigdy nie pyta jak minął mi dzień na uczelni, czy w ogóle co robiłam w ciągu dnia jak się nie widzieliśmy, chyba że sama powiem... a ja zawsze pytam się go o wszystko, interesuje się itp.
- chce wyjechać na wakacje, ale mnie na to nie stać. Chce za mnie zapłacić, ale ja się będę źle czuła, wolę spędzić ten czas z nim w mieście na rożne sposoby czy gdzies na jednodniowe wypady blisko miasta, ale on i tak ciągle tylko o wakacjach. Sam by ode mnie nie wziął pieniezy gdyby sytuacje były odwrócone, bo facetowi nie wypada. Czasem mam wrazenie że zawsze chce postawić na swoim.
Niby chce bym go przedstawiła rodzicom, ciągle pyta o to, ale ja nie wiem czemu nie potrafię
czy to chodzi o nie go? czy to ja jestem nienormalna że to dla mnie taki problem? a może mam złe relacje z rodzicami?
Intuicyjnie gdy nie jestesmy razem ciągle mówi mi intuicja że coś jest nie tak
przy znajomych rozesmiany, pewny siebie, przy rodzicach opanowany posluszny, a przy mnie potulny i niesmiały, nie wiem która twarz jest prawdziwa
Mam problem by spędzać czas z jego znajomymi (w jego wieku lub starsi), nie czuję byśmy mieli wspólne tematy... gdy jest przy mnie mam wrażenie że go kocham (chociaż czy po takim czasie można kogoś kochać czy to nie raczej zakochanie?), ale gdy go nie ma to mam w głowie sieczkę...
i tak męczę się z tym wszystkim... ogólnie jestem okropną córką (ukrywam prywatne życie przed rodzicami), dziewczyną (ciągle wszystko opóźniam w tym związku, nie umiem z nim bez skrępowania rozmawiać na powazne tematy, pewnie zachowuję się jak mała dziewczynka). Do tego w tym czasie zdążyłam nawet wylecieć ze studiów
dziękuję jesli ktoś to przeczytał..