Mamy 1,5 roczną córkę i poza tym praktycznie nic nas nie łączy. No może oprócz kredytu na mieszkanie...
On skryty, małomówny. Poza tym małostkowy, krytykujący minimalista z ujemną empatia.
Ona impulsywna, wybuchowa, niecierpliwa, ale dbająca i akceptująca - chce czerpać z życia garściami.
O ile ja akceptowalam jego "braki", o tyle on nigdy nie starał się mnie zrozumieć.
Zapomnialam dodać, że on do tej pory nie odciął pępowiny i patrzy na swoją mamę totalnie bezkrytycznie, a nas nigdy nie traktował jak rodziny. Z mamą jego relacje miałam dobre, ale siostry nie znoszą, zasłużenie. Ograniczyłam z nią kontakty do minimum, ale jemu i naszej córce nigdy tego nie zabraniałam.
I uwaga, to główna moja wada, bo on chciałby, żeby wszyscy się kochali, a tu takie coś...
Obecnie żyjemy osobno, on nie chce niczego ratować, ale tez nie robi nic, by na dobre się rozstać, np. nie chce się wyprowadzić, a ja też nie mogę tego zrobić, bo nie chce przepisać kredytu na siebie oraz w ogóle niczego ustalić.
Codziennie moje dziecko widzi rodziców wrogo do siebie nastawionych...
Od jego mamy uslyszalam, że nasz związek i tak nie miał sensu, bo poznaliśmy się w internecie...
Proponowałam terapię - on nie widzi sensu.
Jak się z tego uwolnić?