Długa historia i nie wiem jak w skrócie ją opisać . B poznałam w styczniu ubiegłego roku i zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Porzuciłam męża , przyjechałam do miasta w którym mieszkał i zaczęliśmy być razem . Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie nie żałowałam rozstania z mężem ani tego , że cały mój świat stanął na głowie. Byłam wpatrzona w niego jak w obrazek . Ale zaczęło się psuć , kłócimy się o pierdoły które nie są warte uwagi , a z każdą kłótnią coraz ciężej się jest nam pogodzić. Bardzo go kocham ale wydaje mi się , że wkładam więcej wysiłku w ten związek niż on i , że coraz częściej dusze w sobie emocje żeby tylko go niepotrzebnie nie martwic. Chciałabym odejść ale nie znajduje siły pomimo bólu jaki mi zadaje , jest całym moim światem i nie wyobrażam sobie żebym mogła pokochać kogoś bardziej niż jego , ba ja to wiem . Nie wiem w jaki sposób zamazać całe zło które sobie wyrządziliśmy i jak powrócić do miejsca kiedy świata poza sobą nie widzieliśmy.
Po doczytaniu do tego momentu, sugeruję najpierw dorosnąć...
B poznałam w styczniu ubiegłego roku i zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Porzuciłam męża...
Odbierasz moja niedojrzalosc po przeczytaniu jednego zdania ? Wyjasnie cos bo rozumiem ze chodzi ci o porzucenie meza . W styczniu przyjechalam do rodzinnego miasta aby poinformowac najbliższych ze chce aie rozwieac po 11 latach zwazku bo maz regularnie mnie bije . Ot cala historia , zakochalam sie przez przypadek i to pomoglo mi odejsc od sadysty , bo pewnie po kilku tygodniach znowu bym sie zlamala i dala kolejna szanse .
Chodziło mi bardziej o iście filmowe zakochanie od pierwszego wejrzenia... Nie było etapu tzw poznawczego i dopiero teraz wychodzą na wierzch Wasze charaktery. Poza tym odpowiedz sobie na pytanie, czy aby się na nim nie uwiesiłaś?
Iscie filmowe i gdyby mi ktos jeszcze dwa lata temu powiedzial ze takie sytuacje maja miejsce to wysmialabym go i powiedziala , ze owszem zauroczenie , pociag ale napewno nie milosc. A jednak chodz sama w to nie wierze to niestety ale zakochalam sie . Poznawalismy sie przez 3 miesiace moze za krotko , byc moze w nieodpowiedni sposob . Ale czy sie na nim uwiesilam ? Nie . Poznalam jego wady i zalety . Zaakceptowalam to jaki jest , chodz nie do konca podobaja mi sie jego pewne zachowania . Bylismy szczesliwi i gdybym byla w 100% pewna , ze to nie wroci odeszlabym . Nie chce mi sie ciagnac zwiazku jak poprzedbiego przez 11 lat .
Twierdzisz, że się nie uwiesiłaś na nim, ale jednak napisałaś tak:
pomimo bólu jaki mi zadaje , jest całym moim światem
Poza tym twierdzenia o tym jedynym można między bajki włożyć.
Z logicznego punktu widzenia po prostu minął Wasz "miesiąc miodowy", a więc dostrzegacie nawzajem Wasze wady, nie staracie się już tak o siebie jak na początku itd. Związek przechodzi ewolucję i teraz kwestia czy wejdziecie na wyższy poziom czy skończy się to rewolucją...
Bez rozmów i obopólnych chęci nic z tego nie będzie, a stan z początków znajomości i tak raczej już nie powróci...
Po co ciągnąć coś co już zgasło?