Dobrze, jak już pozwalam sobie na takie dygresje to Wam coś opowiem.
Postaram się streścić swoje ostatnie dwa miesiące, bo gdybym miał streszczać więcej to nikomu by się tego nie chciało czytać. 
Pewnego słonecznego dnia, bo taki niewątpliwie był, siedząc w samochodzie myślałem nad tym, jak sprawić żeby na jej twarzy pojawił się uśmiech, bo to zawsze było moim priorytetem w relacji i zawsze dawało mi najwięcej siły i radości. Uśmiech osoby, którą kochasz to coś cudownego i chyba nikomu tego mówić nie trzeba. Na co wpadłem? Myślę, że nic oryginalnego, ale zrobiłem to w tym miejscu pierwszy raz. Kupiłem sezonowy kwiat, owinięty wstążką koloru, który bardzo lubi, wyciąłem karteczkę na której napisałem kilka miłych słów, pojechałem w nocy pod jej dom i zostawiłem go w furtce. Rano wyjeżdżała z domu, więc chciałem, żeby miała go u siebie. Wszystko poszło zgodnie z planem, ale.. no właśnie ale reakcja była bardzo zaskakująca. Skrócę ? zostałem zjechany, jak się tylko dało ?straciłam do Ciebie resztki szacunku? ?nie życzę sobie żebyś się kręcił pod moim domem? itp. itd. Nic się na to nie odezwałem i nie miałem już zamiaru. Tydzień później widocznie coś ją tknęło i mnie przepraszała, a że jestem osobą, która szybko wybacza i nie trzyma jakoś specjalnie żalu (w przeciwieństwie do niej, bo potrafi wypominać to co było bardzo dawno temu) to wybaczyłem i odrzuciłem tę nieprzyjemną myśl na drugi plan. Od tego czasu zauważyłem, że się stara o to, żeby było dobrze. Minął jakiś czas, może miesiąc? ciężko mi teraz powiedzieć i zacząłem zauważać, że znowu coś w rozmowach zaczyna ?siadać?.. wiecie, kiedy się z kimś codziennie pisze to można wyczuć. To też w sumie jednocześnie trochę mój ?dar? i przekleństwo, że tak łatwo zauważam zmianę w nastroju, nawet najmniejszą. Obserwowałem jak się to rozwija i w końcu w sumie wiedząc, jak się skończy moje zwrócenie na coś uwagi, zacząłem pytać ?co się dzieje?? oczywiście.. wszystko w porządku, bo jakby inaczej.. Nie uwierzyłem w to, ale odpuściłem. Kolejne rozmowy i kolejne, znowu poruszyłem temat, oczywiście nie obyło się bez personalnych ataków na mnie w stylu ?wpadasz w paranoje? ?jesteś nienormalny? ?pojebało Ci się coś?. Po takich epitetach napisałem, że ?OK, ubzdurało mi się i nie ma tematu? ? nie było w tym ironii. Nałożyło się to wszystko z jej sesją, wiec pewnie stres, zmęczenie bo ona zawsze musi być najlepsza i nigdy nie jest zadowolona z siebie, totalnie odpuściłem. Zaznaczyłem tylko, że takie moje drążenie tematu bierze się stąd, że nie zawsze jest ze mną szczera i bardzo dużo z niej trzeba wyciągać, wiele razy słyszałem, że nie wie co czuje itp. Zostałem już przez jej zachowanie w ciągu całego trwania relacji trochę hm..naznaczony, wyczulony. Jak sobie o tym pomyślę to trochę to w sumie przykre. W każdym razie, czas sobie leciał i dzisiaj umówiliśmy się na spacer. Upiekłem jej ciasto, schowałem do pudełka, jadę. Spotkaliśmy się w parku, podchodzę z uśmiechem na twarzy, rzucam krótko ?Mam coś dla Ciebie!?. Nie podzieliła mojego entuzjazmu. Na ciastko odpowiedziała ?jest już późno, nie jem? trochę mnie to uderzyło, ale cóż. Potem je jeszcze obejrzała, powiedziała, że mi tu coś nie wyszło? i podziękuje. Zacisnąłem zęby - spacer jeszcze trwa, prawda? Niestety, dziwnie się zachowywała, musiałem podtrzymywać rozmowę, bardzo szybko urywała tematy, traktowała mnie bardzo surowo i z góry, przyjmowałem to przez 30 minut. Po 30 minutach zapytałem, o co tutaj chodzi? Opisałem jej to jak się zachowuje, coś mi tam odpowiedziała, że wszystko jest w porządku, że jej ?bardzo przykro, że się źle rozmawia? ?oczywiście ironicznie. Odpowiadała mi naprawdę chamsko, rzuciłem coś o szacunku i nie zdążyłem skończyć, bo wzięła mi ten kawałek ciasta i dostałem nim w głowę. Wiecie co, może to nic takiego, ale w życiu nie poczułem się tak poniżony i jak bardzo rzadko płaczę tak w tym momencie zabolało i zszokowało mnie to na tyle, że czułem, jak zbierają się łzy i chcą uciec. Spojrzałem się na nią i zauważyłem u niej szyderczy uśmiech, nawet śmiech, wiecie jak to boli? Odszedłem. Rzuciła mi za plecami ?Teraz przynajmniej masz podstawy, żeby uważać, że nie mam do Ciebie szacunku?. Ignorowałem, ale podbiegła do mnie i zaczęła coś mówić. Powiedziałem jej żeby mi dała spokój, odpowiedziała, że ?z przyjemnością?. Odchodząc do swojego samochodu, powiedziała z uśmiechem na twarzy ?dobranoc?. Wsiadła, odpaliła silnik. Ja wsiadłem do swojego, ale kiedy ruszałem zajechała mi drogę, wyszła. Wykrzyczała, żebym się zastanowił następnym razem, jak poruszam temat szacunku. Odpowiedziałem jej ?Akurat dzisiaj poruszyłem temat szacunku do drugiej osoby nie w Twoim kontekście tylko ogólnie, a teraz daj mi spokój, bo już zbyt wiele razy sprawiłaś mi przykrość?, trzasnęła drzwiami i pojechałem.. Do tej pory nie potrafię zrozumieć, co jak i dlaczego.