Proszę o podzielenie się swoimi doświadczeniami/przemyśleniami a przede wszystkim o poradę. Będę zobowiązany za wypowiedzi Pań zwłaszcza ze zbliżonych do naszej grup wiekowych.
Zdecydowałem się napisać na Waszym forum. Po długich poszukiwaniach miejsca, gdzie mógłbym opisać swój problem znalazłem Wasze forum,które zdumiało mnie niespotykaną dzisiaj kulturą wypowiedzi, gotowością do bezinteresownej pomocy, brakiem chamstwa, złośliwości i drwin.
Mój problem polega na tym, że nie wiem jak zareagować, co robić, jak z tym dalej żyć.
W skrócie opis sytuacji: jesteśmy małżeństwem z ~trzydziestoletnim stażem. Żona jest o kilka lat ode mnie starsza, już na emeryturze. Nasze dotychczasowe pożycie chyba nie było najgorsze, skoro tyle lat wytrzymaliśmy razem, w miłości, przywiązaniu do siebie i wzajemnym szacunku.
Przeszliśmy przez okres odchowania dzieci, przeżyliśmy ich wylot z domu, menopauzę żony, po której może nawet stwierdziłbym wzrost jakości i radości z seksu. Ostatnimi laty częstość naszego współżycia to kilka razy w miesiącu. Myślę, że biorąc po uwagę nasz wiek i staż, nie jest źle. Wydaje mi się, że żona przez te lata była ze mnie zadowolona, dbałem o jej potrzeby bliskości, przytulania, pieszczot, rozmów ?przed i po?, a także o jej orgazmy. Moim nadrzędnym celem zawsze było doprowadzenie jej do orgazmu, a sadząc po jej reakcjach werbalnych oraz fizjologicznych mogę nieskromnie napisać, że ?dobry byłem w te klocki? i sprawialo to jej olbrzymia przyjemność. Były to głównie orgazmy osiągane wyniku pieszczot łechtaczki różnymi sposobami, starałem się o urozmaicenie i wykazywałem sporo inwencji.
Powiem od razu ? minęło tyle lat odkąd jesteśmy razem, a ja nieustająco uwielbiam ją pieścić, patrzeć na nią w trakcie, a jej widok w czasie orgazmu działa na mnie tak, że żaden filmik z internetu nie robi na mnie takiego wrażenia. Nie ukrywam - zaglądam tam w poszukiwaniu natchnienia do nowych zabaw. Myślę też, że chyba nie ma już nic, co mogłoby mnie zaskoczyć w kwestii kobiecej inwencji w kwestii samozaspokajania się.
Tu dochodzę do sedna swojego problemu. Otóż od pewnego czasu, od kilku miesięcy, żona przestała pozwalać mi, abym ją ?tam? dotykał. Właściwie nie ma mowy, abym mógł pieścić jej łechtaczkę palcami, czasami jeszcze pozwala na dotykanie jej członkiem, co dla mnie jednak jest mniej precyzyjne i nie pozwala mi doprowadzić jej w ten sposób do orgazmu. Tak więc nasze współżycie sprowadza się wyłącznie do penetracji, do tego, że to ja mogę w niej skończyć, a mnie brakuje tego najcenniejszego momentu ? widoku jej reakcji na moje pieszczoty. I może to nie byłoby najgorsze ? mógłbym sobie to racjonalizować: wiek, zmiany hormonalne, fizjologiczne, spadek potrzeb - gdyby nie fakt, że to ona sama zaczęła sobie sprawiać przyjemność i to w ilościach i częstości znacznie intensywniejszych niż nasze dotychczasowe współżycie. Nie wiem jak na to reagować, na razie udaję, że nie wiem co ona wyprawia. Ale widzę, że po każdym naszym stosunku idzie do łazienki, siedzi w niej dość długą chwilę, wychodzi z niej zadowolona, czasem kiedy ukradkiem na nią patrzę zauważam jej sterczące sutki. Zaczęła unikać wspólnego kładzenia się do łóżka. Twierdzi, że chce sobie jeszcze przed snem poczytać. Dużo czasu spędza przedtem w łazience, a ja słyszę tylko długo lejący się jednostajnie strumień wody. Co i raz widzę nową tubkę żelu intymnego, a kładąc się obok niej w nocy czuję jego słodkawy zapach. Parenaście razy zdarzyło mi się, że w nocy budził mnie ruch obok i w ciemnościach słyszałem szmer ruchów pod kołdrą a na koniec cichy pomruk i głębokie oddechy. Na początku próbowałem reagować i chciałem się przyłączyć, ale zostałem ofuknięty i ruchy ustawały. Teraz leżę tylko bezczynne obok, wsłuchując się z walącym sercem i sterczącym członkiem w samotne zabawy mojej żony. Nie wiem czy ona ma świadomość, że nie śpię, czy robi to specjalnie, czy jest pewna, że śpię, a ona to robi, bo nie może wytrzymać. Nie wiem. Nie uważam także, żebym czymś jej ?podpadł? i jest to forma jakiegoś ukarania mnie za coś, za zabranie tego, co dla mnie jest ważne, cenne a brak dolegliwy. Rozmowa z nią na ten temat wydaje mi się bardzo krępująca ? chyba nawet dla obu stron. Jeszcze do tego nie dojrzałem. Nawet nie wiem jak zacząć. Choć jak dziś pamiętam rozmowę na temat masturbacji kilkanaście lat temu. Nasze dorastające dzieci wyjechały na wakacje, a nam rozwiązały się języki po jakiejś większej dawce alkoholu i przy okazji sprzyjającej szczerości chwili. Żona zarzekała się, że jako nastolatka nigdy tego nie robiła, a spróbowała dopiero w kilka lat po naszym małżeństwie, kiedy zaczęliśmy oddzielnie spędzać urlopy, aby zapewnić dzieciom jak najdłuższe wakacje poza domem. Mówiła też, że jej się to nie spodobało, nie kręciło i tego więcej nie robiła, co jednak nie do końca było prawdą, bo parę razy w ciągu wielu lat zdarzyło mi się przez przypadek zobaczyć ją w trakcie zabaw solo o czym jednak nie wiedziała, bo zachowałem to tylko dla siebie i nie chwaliłem się tym, że ją widziałem w tak intymnych chwilach, albo trafiałem na jakieś inne jej zachowania pozwalające mi domyślać się jej solowych aktywności.
Żona obecnie siedzi w domu (tzn. już nie pracuje), ja pracuję, często do późna, więc nie wiem co robi w ciągu dnia, ale sądząc po tym, co robi wieczorami, czy przed pójściem spać czy w nocy, mogę domyślać się, że jej ?rękodzielnicza? aktywność jest dość duża, co biorąc pod uwagę jej wiek, bardzo mnie zaskakuje. Ale może aż tak nie powinno. Dla jasności, nigdy nie było problemu dla mnie, że to robi (choć się do tego nie przyznawała, a ja nie drążyłem tematu), tylko to, że obecnie robi to tak intensywnie, odsunęła się ode mnie i ?wycięła mnie? z części swojego życia, tak cennej dla mnie i nie wiem dlaczego. Po prostu odpadłem w konkurencji, tak to odbieram i to boli, bardzo. Chciałem też dodać, że dbam o siebie, o swoją sprawność i wygląd, nie jestem żadnych zapasionym i zionącym piwskiem oblechem. Wprost przeciwnie, wyglądam o wiele lepiej niż wielu moich rówieśników. Zona tez jest ciągle dla mnie atrakcyjna i okazuję jej to na każdym kroku.
Dlatego liczę na komentarze pań i ew. porady czy sugestie ?jak żyć? z tym oczywiście, jak próbować wrócić do form naszej dotychczasowej aktywności. Czy spotkałyście się/słyszałyście o takim przypływie potrzeb, ew. czym może być spowodowana taka zmiana zachowania, która bardziej mi się kojarzy jako charakterystyczna dla nastoletniego wieku niż dojrzałego.