Z psychologicznego punktu widzenia jaka Waszym zdaniem jest i roznica i podobienstwo miedzy byciem przystojnym a miec to "cos" w sobie?
Żadna. Czy ktoś jest przystojny to kwestia gustu. Np. Justin Biber, małolaty sikają po nogach... Nie tknęłabym nawet kijem.
Żadna. Czy ktoś jest przystojny to kwestia gustu. Np. Justin Biber, małolaty sikają po nogach... Nie tknęłabym nawet kijem.
hahaha zgadzam sie jesli chodzi o pana justina
ale... niektorzy mezczyzni nie sa postrzegani za przystojnych a kobiety za nimi lataja... to cos? kazdy moze rozumiec to na swoj sposob... dla mnie to oczy, sposob rozmawiania z kobieta. kwestia gustu, kazdy ma chyba inaczej...
"To coś" zwykle nie siedzi w wyglądzie. A jeśli już siedzi to nie ma nic wspólnego z urodą w potocznym rozumieniu tego słowa.
Każdy posiada indywidualne preferencje w zakresie atrakcyjności fizycznej...i choć nie wiadomo jak mało przystojny byłby jakiś Pan..to jeśli miałby to "coś" to reszta znika
Taki Nicolas Cage ach....
))
Ja to czytałem w radiu, że chodzi o emocje. Jak wzbudzisz emocje, to nieważne jak wyglądasz.
Tak, te konkretne emocje. A na każdą inną kobiete działa coś innego. Najczęściej wyobrażenia na początku, które przypisują pewnym cechom wyglądu/zachowania/statusu(tego co robi w zyciu).
"To coś" nie ma nic wspólnego z wyglądem. W ogóle to nie znam dziewczyny nawet jednej, która wybrała faceta "na oko" - zawsze "to coś" w chodziło w grę, a to niestety może być wszystko: ton głosu, maniera, jakiś nawyk...
Dobre strony: nawet jeśli nie uważasz się za atrakcyjnego to możesz się dziewczynie spodobać, bo akurat trafisz w "to coś" ![]()
Złe: Nigdy nic nie wiadomo
Ale tak to z kobietami bywa! ![]()
Dziekuje za odpowiedzi. Widac mialem bledne przypuszczenie ze jak facet jest przystojny to automatycznie ma to "cos" w sobie.
W zasadzie wszystko tu już zostało powiedziane, każdy patrzy na to inaczej, mi się podobają dziewczyny może z wyglądu nie zbyt atrakcyjne ale mają "to coś", ja np. lubię jak dziewczyna ma poczucie humoru, jest pozytywnie zakręcona i posiada pozytywną energie którą zaraża innych, wtedy wygląd nie ma aż tak dużego znaczenia.
Szkoda tylko że ja nie mam tego czegoś z tym trzeba się urodzić.
"To coś", to nic innego jak chemia, ktora wytwarza się między partnerami. Nazywamy to "tym czyms" bo ciezko to okreslic i zdefiniowac, ale czujemy do partnera cos takiego, ze w pierwzych tygodniach nie mozemy bez niego zyc, to jest wlasnie "to coś" ![]()
To coś to wymysł naszej podświadomości. Coś co siedzi w tyle głowy i jest naszym ideałem. To to o czym marzymy każdego wieczoru idąc spać. To nasze najskrytsze pragnienie. To wyidealizowany obraz świata/osoby/rzeczy. To coś na co spojrzymy i wiemy, że musi to być nasze.
To coś to wymysł naszej podświadomości. Coś co siedzi w tyle głowy i jest naszym ideałem. To to o czym marzymy każdego wieczoru idąc spać. To nasze najskrytsze pragnienie. To wyidealizowany obraz świata/osoby/rzeczy. To coś na co spojrzymy i wiemy, że musi to być nasze.
I tu się z Tobą nie zgodzę
"To coś" ma się zupełnie nijak do ideałów - "to coś" to rodzaj iskry, napięcia między ludźmi; energii, która poraża każdy skrawek ciała; która może się pojawić w sprzeczności z wszelkimi ideałami
i która potrafi sparaliżować i doprowadzić do palpitacji serca ![]()
Ile kobiet tyle definicji "tego czegoś" ![]()
.
Szkoda tylko że ja nie mam tego czegoś z tym trzeba się urodzić.
może jeszcze nie spotkałeś odpowiedniej kobiety, dla której to masz ![]()
Gdyby dało się jednoznacznie zdefiniować czym jest "to coś", nie pojawiłaby się połowa tematów na tym forum ![]()
Następne spostrzeżenie...."To coś" to nie jest coś co przychodzi nagle. Ukazuje się w jakimś okresie czasu poprzez podziw i zachwyt - Nagle poznaję, że osoba z którą spędzam czas imponuje mi w wielu sytuacjach czy zachowaniach. Uświadamiam sobie, że to właśnie takich cech i zachowań podświadomie szukałam w mężczyznach i dopiero w tym jednym dostrzegam wszystkie, które składają się w przyjaźń.....a może coś więcej. Wczoraj Pan na basenie miał to coś, nawet moja córka zauważyła.
Dziekuje za odpowiedzi. Widac mialem bledne przypuszczenie ze jak facet jest przystojny to automatycznie ma to "cos" w sobie.
Nie. Znam wielu przystojnych, ale nie każdy z nich miałby dla mnie to "coś". Wielu jest przystojnych, ale nie do każdego np poczułabym chemię. Czasem ktoś przystojny, ale w ogóle mnie za bardzo nie rusza. To tak samo jak Brad Pitt, niby obiektywnie przystojny, ale nie każdą rusza, a inna się zachwyca. Mnie np niezbyt rusza, a wielu facetów o niestandardowej urodzie bardzo mi się podoba np Mads Mikkelsen- duński aktor
Fajny jest moim zdaniem no i jak świetnie gra
W sumie nie da się tego dokładnie sprecyzować o co tu chodzi, to jest coś nieuchwytnego. Podejrzewam, że wielu facetów też może spotkać ładną kobietę, ale nie każda ich ruszy, nie każda ich zachwyci tak, że będą chcieli tylko jej. To jest chyba logiczne
Uroda wielu osobom na pewno ułatwia, ale nie jest wszystkim. Facet niejednokrotnie nie był przystojny, a mi się podobał i były iskry, motyle i wszystko od razu
A przy przystojnym mogło nie być nic. Dla mnie wygląd nie jest taki ważny. Chociaż oczywiście zdarzyło się, że przystojny i przy nim były motyle, czułam to "coś"- przykładem tego jest mój obecny facet. No, ale nie jest to takie ważne, na pewno sam wygląd jest mało ważny dla mnie, musi spełniać dużo innych rzeczy, być kulturalny, inteligentny itp, nie może być facetem wydmuszką o niefajnej osobowości ![]()
Pytasz, co to takiego " to cos"....wedlug mnie to wdziek, urok osobisty, klasa, bezpretensjonalnosc, pewnosc siebie( nie mylic z zarozumialstwem), kultura, usmiech, empatia..........mozna by dlugo wymieniac, to cos, co wazniejsze jest niz uroda, co sprawia, ze w obecnisci kogos czujemy sie dobrze.....i to dotyczy i kobiet, i mezczyzn....
19 2014-04-18 09:49:15 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2014-04-18 09:49:41)
Być może dla każdego tym czyms jet cos innego
.
Dla mnie to cos to aura i charyzma.
Jeśli chodzi o mnie ja ostatnio stwierdziłam, że chce kogoś kto ma to "coś", zaskoczy mnie... musi mi się podobać a nie innym
To ''COŚ"ma sie nijak do ideału.Nie można tego w żaden sposób zdefiniować.Nie można się tego nauczyć.według mnie skoro dla każdej kobiety to będzie inne coś-należy powiązać je z z iskrą,momentem,chwilą,okamgnieniem,w którym zostajemy porażone spojrzeniem,tonem głosu,dotykiem,zapachem ... .I zachodzi ta reakcja zwana chemią.Mamy motyle w brzuchu,najwyższy poziom endorfin,jesteśmy szczęśliwe-Himalaje życia.
Aż się wzruszyłam i zatęskniłam