Drogie Netkobiety!,
Jestem tutaj, bo bardzo potrzebuję Waszej pomocy, porady, wsparcia, skarcenia, itd. Jestem durna, nie potrafię poradzić sobie ze swoim problemem i pogrążam się w jakiejś psychicznej załamce. A może tak naprawdę nic się nie dzieje, tylko ja tworzę sobie surrealistyczne przeszkody? Nie wiem, proszę, oceńcie i pomóżcie:
Pierwszy problem w naszym życiu pojawił się, kiedy dowiedziałam się, że w ukryciu z nią sms-uje. Nią, czyli byłą. Kimś, o kim opowiadał straszne rzeczy: że była nieczuła, zimna, egoistyczna, wyrachowana. Że jest już obca i nie chce o niej więcej mówić ani słyszeć. Nagle okazało się, że ona poczuła straszny ból rok po ich rozstaniu i wypisuje do niego, że źle ją potraktował. On podobno jął ją przepraszać (bo jemu życie uczuciowe się ułożyło) a wszystko to w tajemnicy przede mną, w bardzo trudnym okresie mojego życia. Podobno było kilkanaście sms-ów. O tej sytuacji dowiedziałam się przypadkiem, zakończył to podobno telefonem, że zabrania jej już się ze sobą kontaktować. Ale zakończył, bo ja się dowiedziałam i oczywiście, strasznie mnie to ruszyło. Nie wiem, co by było, gdyby nie przypadek... pewnie wymienialiby "grzeczne" wiadomości nadal, albo doszłoby do czegoś więcej...
Po tej sytuacji przyszła kolej na następne policzki. Usłyszałam jak rozmawia ze swoją mamą, która go pouczała, żeby nie dał mi wejść sobie na głowę a on odpowiedział, że wie, że na to nie pozwoli, że tamtej pozwolił i miał takie ciężkie życie przez to. Pomyślałam sobie - po cholerę on mnie z nią porównuje? Czy nasze życie będzie teraz polegać na tym, że będzie grzebać w poprzednim związku i ciągle konfrontować z tym,w czym teraz jest? Ja nie wspominam o swoich byłych, nie mówię do nikogo jaki był tamten a jaki jest ten.
Kolejna sprawa (infantylna) - za żadne skarby świata nie chce na profilu społecznościowym umieścić zdjęcia ze mną. Z tamtą miał całą galerię, teraz niby nie chce upubliczniać swojego życia prywatnego. Moim zdaniem wszystko dlatego, że ma ją w znajomych i nie chce, żeby widziała że jest szczęśliwy.
Czasami, kiedy się kłócimy, mówi stanowczym głosem - "to mnie zostaw" albo "to ja cię zostawię". Tamtej przez 8 lat nie zostawił, mimo że po roku związku nie chciała z nim sypiać, wcale go nie rozumiała, każdy miał swoje życie a on czuł się sfrustrowany. Teraz podobno jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, dostaje miłość i czułość, ma plany ułożenia sobie ze mną przyszłości. A mimo to potrafi powiedzieć (podobno w złości) coś, co zaburza moją pewność i sprawia, że nie czuję się stabilnie w tym związku.
Jesteśmy ze sobą rok, planujemy ślub. Czy problem tkwi we mnie? Jestem taka głupia i dziecinna? Dlaczego się boję, wychwytuję takie niuanse i buduję w sobie nieufność? Kocham go nad życie, jest dla mnie wszystkim, ale czuję się fatalnie, jakbym była tą drugą.
Co się ze mną dzieje? Co o tym sądzicie?