Zastanawiacie się może kiedyś jak to jest że jedna osoba w mojej opcji to facet (ja jestem kobietą ) może nas nieświadomie uzależnić od siebie i to nie celowo?
Ja osobiście nigdy nie biegałam za znajomymi zawsze sama sobie radziłam z problemami, nie potrzebowałam za bardzo kogokolwiek do wygadania się, ale jakieś 6 miesięcy temu spotkałam jednocześnie mojego faceta i obecnie moja bardzo dobra koleżankę.
Teraz gdy dowiedziałam się że mój skarb ma wyjechać za granice to w pierwszej chwili mnie szlak trafił na miejscu, bo zdałam sobie sprawę że będę sama i nie będę miała kim się po drażnić po irytować po prostu pogadać o nudnym życiu o tym co np. wcinałam na obiad, gadanie o duperelach albo chodzić na głupie kręgle. To że mi na nim zależy to ja wiem od dawna, a że coś więcej do niego czuje to sobie własnie teraz uświadamiam powoli.
Cały czas zastanawiam się jak to jest że 7 miesięcy temu do szczęścia wystarczał mi mój pokój, praca dzięki której kupowałam sobie sama zachcianki, a teraz stracę no nie do końca no ale, kogoś kto nagle się zjawił i okazuje się że jest aż tak dla mnie ważny. Ogólnie długo nie ufam ludziom bo w życiu wiele razy się sparzyłam. A ten osobniczek płci męskiej mógł by mnie zranić, zrobić ze mną co by chciał, a ja sobie to uświadomiłam dopiero kiedy powiedział ? jest szansa że wyjeżdżam do Anglii?. Cały czas zastanawiam się jak to będzie kiedy on wyjedzie i nie będzie szansy widzenia się fizycznie nie będzie głupich wygłupów głównie z mojej strony, ani nawet zero przytulenia się no chyba że do monitora z włączonym jego profilem na fb.
Już mi się chce płakać jak o tym pomyśle a ja nie jestem osoba która z byle czego płacze. Mieliśmy ostatnio akcje pod tytułem że nie widzieliśmy się przez cały tydzień, no ale nie szalałam z tego powodu z rozpaczy on miał dożo pracy a potem ja miałam sporo na głowie i z przyczyn skutkowo wypadkowych nie widzieliśmy się. Boje się tego rozstania, że stanie mu się tam coś, że nie przyzwyczai się albo ktoś go zrobi w balona pracą .
Cały czas nurtuje mnie pytanie kiedy i jak to się stało że ktoś się zjawia w życiu wywraca go nam do góry nogami, zaczynamy inaczej patrzeć na życie, problemy staja się łatwiejsze ? Nie umiem sobie na to sama odpowiedzieć.
Czy ja wytrzymam czas w którym go nie będzie?