magnolia8 napisał/a:Ja też bym nie wzięła pieniędzy za benzynę od rodziców. Rozumiem Twojego faceta. Ja radziłabym twojemu facetowi zastanowić się jak postąpić z Tobą 
Zgadzam się. Wybacz autorko, że to powiem, ale jesteś strasznie roszczeniowa. Nie, nie, nie chodzi o to, by nie mieć wymagań. Chodzi o to, by nie przesadzać. U Ciebie widzę tylko "Ja chcę", a czy nie możesz spojrzeć też na to czego chce Twój narzeczony? Zresztą, jak tak Ci to nie pasuje, to przecież nie jesteś z nim od wczoraj. Faktycznie, nie jest mi fajnie to pisać, ale jesteś rozpieszczona i chciałabyś chyba, że wszystko było pod Twoje dyktando. Kurczę, czemu masz coś przeciw, że Twój facet mieszkając z rodzicami czasem kupi sobie coś do jedzenia np? Może lubi czasem zjeść coś innego niż oni kupują, to kupuje to sam, skoro zarabia. Co w tym dziwnego? Mieszka z rodzicami jeszcze, więc jak pisano to wręcz wskazane, by się dorzucał do czegokolwiek, skoro zarabia. To nie jest tak, że rodzice powinni wszystko sponsorować, dziecko też powinno pomóc, skoro już zarabia. Wiem, mogłaś być nauczona inaczej, ale jednak moim zdaniem lepiej jak dorosły facet pracujący dołoży rodzicom. Relacja powinna być wzajemna, a nie tylko branie jak dla mnie 
Vinnga, dokładnie, zgadzam się z Tobą. Ja też czytam i nie wierzę, dlatego ja uważam, że chłopak nie robi nic złego i że to Ty autorko powinnaś spojrzeć na swoje podejście i nad nim popracować. No bo z takim podejściem ciężko zbudować trwały związek. Nie możesz go tak rozstawać po kątach, wątpię, by mu takie coś odpowiadało. Każdy chce mieć też swoją autonomię i móc czasem sobie coś kupić. Zrozumiałabym Cię i Twoją obawę, że jest zbyt rozrzutny, gdyby kupował sobie np konsolę i w ogóle nie przejmował się wydatkami, wtedy faktycznie mogłabyś pomyśleć, że jest rozrzutny i woli wydać na głupoty niż oszczędzać. No, ale on oszczędza, oszczędził pisałaś 11 tysięcy, a to, że czasem coś kupi to dla mnie normalne i żadna rozrzutność. Niby piszesz, że Ty go tak namawiałaś do oszczędzenia i wtedy oszczędził to 11 tysięcy, ale to się nie liczy czy z Twoim gadaniem to zrobił czy bez, ważne, że oszczędził, a jakby oszczędził np 5 tysięcy to też ładnie. Po prostu strasznie kręcisz nosem
Mam jednak nadzieję, że przemyślisz to co Ci tutaj napisałyśmy. W związku także ważne jest, by myśleć o potrzebach obu stron, a nie tylko o swoich.
Poza tym jak pisały poprzedniczki, jak mieszka z nimi, zarabia, to wiadomo, że czasem i on może coś kupić, a wręcz mogliby wymagać od niego, żeby do rachunków się dołożył, bo mieszka tam i też pracuje. Tak że widzisz, tak to wygląda, więc ja tam nie widzę, by rodzice go wykorzystywali, to normalne, że jak się zarabia, to i się do domu coś dokupi, rodzice utrzymywali go tyle lat, to nic się nie stanie, jak teraz sam czasem coś kupi. Ok, mogłabym powiedzieć, że są skąpi, jakbyś napisała, że nigdy mu żadnej kasy nie dali i że jak prosił, bo bardzo potrzebował, to też nie dali, to tak, wtedy niefajnie, ale nic takiego nie napisałaś, więc wątpię, by tak było.
Kurczę, ja rozumiem oszczędzanie, mój facet np też stara się oszczędzać, ale powiem Ci, że aż 11 tysięcy to on nie zaoszczędził. A gdyby zaoszczędził tyle kasy, to ja bym nawet nie śmiała mu nic wypominać. Twój chłopak zaoszczędził 11 tysięcy i nadal źle? Dziewczyno, wiesz jak dużo to jest kasy? Ok, ja nie wychowałam się w bogatym domu, nam czasem brakowało, mogę mieć inne spojrzenie, ale weź spójrz na to realnie. Nie rozumiem Twojego narzekania.
Nie możesz zmusić narzeczonego, by robił to co chcesz, chcesz partnerstwa czy związku opartego na rozkazach? No chyba, że Twojemu facetowi coś takiego pasuje, ale widzę, że nie i rozumiem go. Dlaczego ma Ci się tłumaczyć z każdego wydatku? Tak to wygląda. A że podwiezie czasem rodziców, jak z nimi mieszka, to jak dla mnie spoko, a że nie oddają mu za paliwo? Kurczę, ja też bym nie chciała, by rodzice mi oddawali, chyba, że już naprawdę miała tak ciężko z kasą, to ok, wtedy bym schowała to do kieszeni i wtedy faktycznie mogliby oddać, a tak to nie, w końcu jak mam kasę, to co mam żałować rodzicom? A Twój chłopak ma kasę, Ty też masz, to czemu ma żądać za paliwo? Chcesz, by był sknerą? No bo dla mnie to by było sknerstwo, gdyby odwiózł gdzieś rodziców, a potem by żądał, by mu oddawali za paliwo. Zwłaszcza, jeśli to np krótkie trasy.
Chyba, że to długie trasy i ciągle, to tak, wtedy można inaczej pomyśleć, ale coś wątpię, więc to jest po prostu pomoc syna dla rodziców i ja bym nawet nie pomyślała w takiej sytuacji, by wziąć kasę, bez przesady! A to, że nie chce od nich pieniędzy, to zrozum, nie każdy chce brać od rodziców. Ja biorę, ale też np nie mogłabym cały czas brać. Sama wiem, że nie mają dużo. A nawet jak mają dużo, to chłopak też może nie chcieć, ma do tego prawo po prostu. Chociaż wiadomo, czasem warto, by trochę zmiękł, jeśli np będzie Wam ciężej finansowo i wtedy wziął. No, ale macie dużo oszczędności, 11 tysięcy to naprawdę dużo, więc generalnie po co ma brać od rodziców? Nie widzę sensu, macie dużo i jeszcze chcesz, zamiast cieszyć się, a uwierz mi małó która osoba ma takie duże oszczędności. To Ty bardziej chyba wykorzystujesz go, że chcesz, by brał i brał, żeby odkładał każdą złotówkę. Wybacz, ale tak to wygląda, więc zastanów się nad tym. A jak chcesz coś zmienić koniecznie, to spokojnie z nim porozmawiaj, posłuchaj też jak on się czuje i jego chce, a nie nakazuj, że musi zaoszczędzić, że ma nie kupować sobie nic, bo naprawdę moim zdaniem to nie jest fajne.
Piszesz też o swoich fobiach, a skoro tak, to może pomyślisz o wizycie u psychologa? Oczywiście jeśli nie chodzisz, ale skoro się z tym męczysz czasem jak piszesz, to myślę, że warto. Chodzi o sam komfort psychiczny, może to, że tak chcesz obsesyjnie oszczędzić każdą złotówkę i to, że kontrolujesz tak bardzo wydatki narzeczonego to może też jakiś ukryty lęk? Może nie wiem, tym myślisz, że będziesz miała poczucie bezpieczeństwa, ale moim zdaniem nie, to błędne koło. Już masz baardzo wiele, chcesz coraz więcej i koło się nie przerwie. Chyba, że Ty sama właśnie to zauważysz i coś z tym zrobisz. Mówię Ci to życzliwie, bo zrozum, chłopak może nie wytrzymać tego napięcia. Najpierw pisałaś, że podejrzewałaś go ciągle o zdradę, chociaż nie dawał Ci powodu, teraz czepiasz się każdego wydatku, mimo że odłożył 11 tysięcy itp, na pewno się stara, ale wiadomo, czasem ma jakieś wydatki, to normalne, zrozum to
Jak go kochasz, to pomyśl o tym, bo naprawdę, nikt nie czułby się dobrze w takiej sytuacji, więc możesz go stracić tak postępując. Strasznie go męczysz tym na pewno, mnie by bardzo męczyło, gdybym była w takim związku, tak traktowana.
Mając 11 tysięcy oszczędności już macie dobre perspektywy to budowania wspólnego życia. Na pewno będzie oszczędzał dalej i będzie fajnie, ale też nie możesz być zła jak czasem coś kupi, bo bez przesady. Widzisz, nawet czasem coś kupując uzbierał 11 tysięcy. Jest bardzo dobrze, nie widzę powodów do narzekań. Już z takimi oszczędnościami poradzilibyście sobie i na wiele, by Was było stać, a na pewno będzie zbierał dalej i będzie Was stać na jeszcze więcej. Wiadomo, domu jeszcze nie kupicie, ale dziewczyno, nie da się tak od razu. No, ale 11 tysięcy to dużo i Twój chłopak robi co może, ja bym skakała z radości, jakbyśmy tyle mieli odłożone- wiadomo, na pewno i my w końcu będziemy mieli, ale nie ma jakiejś super pracy, a ja jeszcze pracy nie mam, więc potrwa to po prostu dłużej no i tyle
Uśmiechnij się dziewczyno i pomyśl nad tym, popracuj nad sobą po prostu, bo nie da się mieć wszystkiego tak od razu. Ok, jak zafundowali Ci rodzice to tak, ale to jest życie, teraz wszystko jest drogie, nie jest tak łatwo od razu mieć wszystko. Dlatego spróbuj powalczyć z tym podejściem "Wszystko mi się należy", bo tak daleko nie zajedziesz, i w życiu, i w związku tak daleko nie zajedziesz.
Piszesz, że zawiózł tatę 60 km i dał mu za paliwo. Dla mnie ok, jeszcze nie ogromna odległość i co z tego? Jak pisaliśmy chłopak zarabia, nic takiego się nie stało. Chciał pomóc, pomógł, a rodzice nie muszą być wcale dusigroszami, bo nie oddali za paliwo. Pomoc w rodzinie po prostu. Wujek też często gdzieś podwiózł i nie żądał nic za to, tak samo z innymi osobami w naszej rodzinie. Mogłabym pomyśleć czy to jest ok, gdyby to było np nagminne i wożenie np 100 km, ale tak to nie. Zwłaszcza, że jak napisała Bastat rodzice go ogólnie utrzymują, mieszka z nim, więc co to jest w porównaniu do tego? Jak się nie dokłada do rachunków, to po prostu czasem ich podwiezie i tyle
Ja też bym nie brała kasy od rodziców za paliwo jak pisałam, gdybym miała prawko i auto- bo nie mam.
No, ale jakbym miała, to bym nie brała i chętnie bym ich zawiozła, bez brania kasy za paliwo i wyliczania
To moi rodzice i zrobiłabym to chętnie, czy według Ciebie za pomoc trzeba zawsze zapłacić, zwłaszcza w rodzinie? Czemu nie można tego zrobić ot tak, bez wyliczania, by oddali na paliwo? No smutne myślenie tu prezentujesz, takiego dusigrosza właśnie pt. "Ja muszę mieć wszystko, wezmę od Was ostatnią złotówkę, a Wam nie dam nic". To rodzice i ja nie widzę w tym nic złego, by ich podwieźć, nie brać kasy.
Tak samo jakbym podwiozła przyjaciółkę, która jest mi bardzo bliska, czy nawet koleżankę, to też bym nie wzięła kasy za paliwo, nie żądałabym tego. Po co?
Nie widzę sensu, zrobiłabym to chętnie i żadnej zapłaty bym nie oczekiwała, to dla mnie normalne
Pomagam bliskim osobom- oczywiście nie daję się wykorzystywać, bo wtedy mówię stop, ale ogólnie pomagam i nie biorę za to kasy
Właśnie biorąc od nich, myślę, że byłabym skąpa i żądając tym bardziej, a nie jestem i pomogę, ale kasy nie wezmę. To dla mnie normalne, ludzkie, że od bliskich osób za pomoc nie bierzemy kasy- takie jest moje zdanie
Nie będę na nich skąpić ani im wyliczać, robię to chętnie, bo chcę im pomóc i nie chcę za to po prostu żadnych pieniędzy
Zgadzam się też z Eileen, ja też bym zostawiła Ciebie, gdybym była na jego miejscu. Naprawdę niefajnie go traktujesz. Zresztą, już pisałam, że ja bym nie wytrzymała w takim związku. Dlatego, przemyśl to. No bo rozliczasz go bardzo z kasy, do tego takim zachowaniem możesz stawiać mur między nim, a jego rodzicami. A chyba nie o to chodzi, prawda?
Może Ty czujesz, że musisz mieć poczucie kontroli i dlatego tak wszystko kontrolujesz? Uwierz mi, na pewno można z tym sobie poradzić, trzeba po prostu odpuścić i na pewno też by pomógł psycholog, dlatego radziłam Ci i radzę wizytę u niego
Z życzliwości po prostu radzę 
Pozdrawiam.