A ja się spełniam... w wolontariacie! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Jedni zajmują się nim, bo chcą podnieść swoje kwalifikacje. Drudzy - ponieważ wiąże się to z ich pasją. Jeszcze inni chcą po prostu nieść pomoc. Niezależnie od pobudek wolontariat cieszy się niesłabnącym powodzeniem.

Osoby, które nigdy nie miały z tym styczności, często wychodzą z założenia, że im się po prostu "nie opłaca", skoro nie otrzymają za to materialnego wynagrodzenia lub po prostu niewiele wiedzą na ten temat. Faktem jest jednak, że właściwie wszyscy zainteresowani w tym układzie wynoszą pewne korzyści. Bliżej nieokreślony "szef" ma "pracowników", którym nie musi płacić, to oczywiste, ale co z resztą? Wolontariusze, w zależności od tego, czym się zajmują, najczęściej mogą liczyć na referencje, szlifowanie umiejętności, wejście na rynek prace, różnego rodzaju profity (np. darmową jazdę konną za pomoc przy zwierzętach), dostęp do czegoś, co ich interesuje czy spełnienie, samorealizację przez pomoc innym. Ile rodzajów wolontariatu, tyle sposobów na powiedzenie "dziękuję".

Miejsc, w których można pracować jako wolontariusz jest wiele i nie ma większego sensu próba wymienienia wszystkich. Od pomocy w schroniskach, przez pracę w szpitalach dla dzieci, po - coraz popularniejszą wraz z rozwojem techniki - działalność na różnych portalach, forach itp.

Chciałabym porozmawiać o Waszych doświadczeniach z wolontariatem, jako że sama jestem związana z tym tematem od ponad 3 lat. W jaki sposób pracowaliście? Jakie macie po tym wrażenia? Co wynieśliście z tej działalności, a co było dla Was absolutnie nie do przyjęcia?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Za czasów szkolnych chętnie, regularnie i dosyć często pomagałam na zasadzie wolontariatu. Na przykład organizowaliśmy pomoc dla rodzin objętych opieką społeczną, w tym w czasie świąt dla dzieci przygotowywaliśmy paczki, samodzielnie robiliśmy przedstawienia, a po nich przyjęcia połączone z poczęstunkiem i zabawą. Zobaczyć radość w oczach tych dzieci... bezcenne. Pomagałam też w domu dziecka i domu małego dziecka, co do dziś wspominam ze sporym wzruszeniem. Bywałam w domu opieki nad chronicznie chorymi, starszymi ludźmi - tego jednak nie wspominam specjalnie dobrze.

Czy mi ta praca coś dała? Owszem, bardzo dużo. To życiowe doświadczenie, spojrzenie na problemy, z którymi przeciętny człowiek na co dzień się nie styka, wyczulenie na ludzką krzywdę, poczucie robienia czegoś ważnego, dobrego. Jest też coś, czego nie można przecenić - własna satysfakcja i ludzka wdzięczność.

To było kiedyś, a dziś są Netkobiety wink, ale to już chyba większość z Was wie wink.

3

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Ja właściwie też zajmuję się praktycznie tylko internetowym wolontariatem. Nie licząc kilku godzin na basenie, które "z nudów" wyrobiłam jako ratowniczka.
Kilka lat temu pisałam dla jednego z serwisów sportowych związanych głównie ze skokami narciarskimi, jednak nie był to zbyt długi epizod. Ponad 3 lata temu pojawiła się najgorętsza miłość z cyklu praca non-profit, czyli forum. Dostałam się do ekipy moderatorów, później była komisja rekrutacyjna, super moderatorka i - od ponad pół roku - administratorka forum. Kocham to i nieraz przesiaduję tam od rana do... rana, jeśli akurat mam czas. To nauczyło mnie najwięcej - dystansu, cierpliwości, ale i rozmów z "podwładnymi", bo z tym na początku miałam problem: jak tu "ochrzanić" kogoś, kogo na co dzień traktuje się jako kolegę/koleżankę. Uodporniłam się po jakimś czasie, chociaż dalej jest "niewyraźnie", jeśli muszę usunąć dyscyplinarnie nieraz dobrego znajomego, z którym często spotykam się w realu. Oprócz tego, co wyniosłam, najbardziej cenię sobie możliwość spełniania się jako organizatorki, koordynatorki. Mam wiele pomysłów, które właśnie tam mogę wprowadzić w życie, bo nie ukrywajmy, mając 22 lata, w normalnej pracy raczej ciężko byłoby o taką szansę czy - z braku lepszego słowa - stanowisko.
Do tego dochodzi kolejne forum, które już sobie tylko i wyłącznie moderuję, jednak nie jest zbyt duże i wymaga praktycznie zerowej uwagi.
Ach, no i od niedawna Netkobiety. big_smile

Chciałam też pomagać w schronisku dla zwierząt, ale odpuściłam - jest na drugim końcu miasta, w związku z czym wymagana aktywność była dla mnie zbyt duża. Nie miałabym praktycznie czasu na nic przez dojazdy.

4

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Ja się udzielam dla własnej satysfakcji (redakcja i moderacja na forach internetowych) i z chęci poprawy bytu bezbronnych stworzeń (psie adopcje). Kusi mnie też Doktor Clown, ale chyba jestem za miętka hmm

5

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Pracowałam jako wolontariusz praktycznie przez całe studia. Związane byłam z jedną fundacją.
Miałam swoje stałe obowiązki, podejmowałam się dodatkowych zleceń, aby wspomagać etatowych pracowników, brałam udział w szkoleniach oraz dyżurowałam w nocy przy telefonie zaufania.

Zajęcie to dało mi wiele cennego doświadczenia: nauczyłam się funkcjonowania w zespole, samodzielnego organizowania sobie czasu i zajęć oraz pracy pod presją i radzenia sobie w stresujących oraz trudnych sytuacjach.

Dodatkowo zdobywałam praktykę w dziedzinie, która spokrewniona była z kierunkiem moich studiów.

Wolontariat zeżarł mi mnóstwo czasu, ale dzięki temu nauczył wielu cennych umiejętności, m.in. odpowiedzialności i sumienności, czegoś co jest bardzo ważnym kręgosłupem zarówno z życiu zawodowym jak i prywatnym.

6

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Ja co sobota wsiadam w samochod, jade 17 km. Sprzatam sklep Czerwonego Krzyza - do zadnej innej pracy sie nie nadaje. Obsluga klientow? W sklepie jest odziez, meble, rozne skorupy. Ja nigdy po angielsku nawet nie wiedzialam czym sie rozni sweater, cardigan i jumper. To po dunsku mam rozroznic? Prawde mowiac po polsku tez nie wiem co jest co.
Zaczynam od sprzatania kibelkow - a co, zadna praca nie hanbi. Potem jak ludzi nie ma sklep - odkurzam, myje podloge. Zajmuje to ok. 3 godzin.
Doswiadczenie zadnego nie zdobywam. Nie wykazuje tego w zadnych CV.
Adopcje - adoptuje teraz greyhounda z Anglii - to chyba opisze w watku  "Nasze gawędy o zwierzętach" Wielbiciela Lidiji Bacic

7

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Ja swój wolontariat wspominam bardzo przyjemnie. Pracowałam przez kilka lat społecznie w świetlicy środowiskowej, potem w przedszkolu dla dzieci z rodzin z problemami oraz w ośrodku dla trudnej młodzieży. Taka praca bardzo dużo mi dała, pozwoliła zdobyć doświadczenie w pracy z tego typu dzieciakami. Nauczyłam się pracować w grupie ludzi mających swój cel do zrealizowania, pomagać innym, samodzielnie podejmować decyzje, przełamać swoje ograniczenia i stereotypy. To absolutnie nie była łatwa i przyjemna robota. Poznałam siebie, zdobyłam wielu przyjaciół a z czasem również pracę, której oddawałam się całym sercem.

8

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

A jak w wolontariacie jest z przełożonymi? Co ich różni od zwykłych "szefów", poza tym, że chyba łatwiej ich porzucić? wink

9

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!
Eileen napisał/a:

A jak w wolontariacie jest z przełożonymi? Co ich różni od zwykłych "szefów", poza tym, że chyba łatwiej ich porzucić? wink

Pisałam dziś już o moim wolontariacie w innym wątku, ale chciałabym dodać kilka rzeczy. Nie zauważyłam wielkiej różnicy między przełożonymi w wolontariacie a przełożonymi w normalnej pracy. Chyba to zależy od konkretnego człowieka. Przełożeni w wolontariacie też potrafią dać wycisk. Spotkałam się z tym, że podczas wolontariatu w domu dziecka albo hospicjum celowo traktowano mnie na początku hmm...szorstko. Nie umiem dokładnie tego określić, ale przyjacielskie i serdeczne relacje z tymi przełożonymi pojawiły się dopiero później. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że na początku celowo mnie nie zachęcano i nie traktowano przesadnie wylewnie, bo nie każdy nadaje się do tej pracy. Takie dość chłodne początki miały szybko odsiewać ludzi, którzy przecież przychodzą na wolontariat z różnych powodów. Miałam też bardzo wymagającą "szefową" w wolontariacie, która ostro traktowała podwładnych. Ale naprawdę nie dziwiłam się jej, bo dbała o fundację jak tylko mogła i od wolontariuszy też oczekiwała oddania. Nie oceniam jej metod, po prostu je rozumiem. Także w wolontariacie nie zawsze jest tak, że całuje się ziemię po której stąpamy, gdyż raczymy poświęcać swój wolny czas na rzecz potrzebujących ludzi lub zwierząt. Jeżeli ktoś idzie pracować jako wolontariusz dla poklasku, to niech idzie. Prawdopodobnie się rozczaruje, ale być może czegoś się nauczy. Jeśli ktoś chce być wolontariuszem, by poprawić sobie humor czy jakoś się dowartościować, to też fajnie, ale powinien poszukać dla siebie odpowiedniego miejsca, bo np. domy dziecka a już zwłaszcza hospicja potrafią być bardzo intensywne psychicznie. Tak naprawdę każdy powód jest dobry, by zostać wolontariuszem, nawet powody bardzo egoistyczne. Uważam, że wolontariat daje bardzo wiele i ubolewam, że niestety jest niedoceniany przez statystycznego Polaka. Chodzi mi bardziej o to, że często myśli się właśnie tymi kategoriami, że to za darmo, więc nie warto. A prawda jest taka, że pracodawcy bardzo, bardzo pozytywnie na to patrzą. W liceum, na studiach i na wszelkich szkoleniach odnośnie kariery doradza się, by spróbować wolontariatu. Tak od siebie dodam, że polecam go szczególnie studentom studiów humanistycznych, gdyż dzięki temu buduje się naprawdę świetne CV. Wielu studentów nie pracuje na studiach i jeśli nie muszą, to super. Warto jednak nie marnować tego swobodnego czasu i samemu sprawdzić jakie plusy niesie wolontariat.

Chyba jedyna różnica między szefami w wolontariacie i tymi zwykłymi jest taka, że w wolontariacie raczej rzadko spotyka się mobbing (ja nie słyszałam o takim przypadku). Natomiast w takich standardowych korporacjach to podobno bardzo częste zjawisko. Ale znowu szefowie w pracy też są różni. W niektórych firmach dziękują za to, że w ogóle wykonuje się swoje obowiązki.

10 Ostatnio edytowany przez Iris7 (2015-04-26 00:15:53)

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!
cslady napisał/a:

Tak od siebie dodam, że polecam go szczególnie studentom studiów humanistycznych, gdyż dzięki temu buduje się naprawdę świetne CV. Wielu studentów nie pracuje na studiach i jeśli nie muszą, to super. Warto jednak nie marnować tego swobodnego czasu i samemu sprawdzić jakie plusy niesie wolontariat.

Dla studentów kierunków humanistycznych wolontariat jest niewątpliwie cenny. Jednak uważam, że dla ludzi powiązanych z uczelniami medycznymi także. smile Obycie z ludźmi i zdolność do nawiązywania kontaktu w tych dziedzinach też się przydają.

Niedługo zacznę swoją przygodę z wolontariatem. Jak wszystko dobrze pójdzie, to będę pomagać przy imprezie biegowej w moim mieście (WFL). Widzę same plusy. Na pewno jest to fajne doświadczenie + lubię biegać i chętnie przekonam się, jak wyglądają tego typu wydarzenia, zanim zacznę startować. tongue Docelowo byłabym zainteresowana czymś związanym z dziećmi. smile Właściwie ciężko byłoby mi powiedzieć, czemu mnie to zainteresowało. Chyba chodzi głównie o to, że lubię ludzi i mam sporo chęci do zrobienia czegoś fajnego, nauczenia się nowych rzeczy.

11

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

daenerys7, sądzę, że dla wszystkich jest cenny. smile O tych studiach humanistycznych wspomniałam dlatego, że absolwenci mają bardzo ciężko na rynku pracy, jeśli nie umieją się wybić i nie mają pomysłów na siebie. Natomiast bardzo łatwo zostać wolontariuszem np. gdzieś przy organizacji imprez kulturalnych itp. Pracodawca nie będzie wtedy patrzył na to, czy nam zapłacili za pracę, ale na doświadczenie zdobyte podczas wolontariatu. Studiowałam kulturoznawstwo i miałam swego czasu zajęcia z bardzo mądrą panią profesor, która wykładała właściwie gościnnie, a na co dzień była szefową fundacji i do tego prowadziła własną firmę. Ona bardzo nam doradzała wolontariat. Część osób posłuchała jej rad i zgłosiła się do organizacji festiwalu filmowego, a później teatralnego. Podczas wolontariatu nauczyli się kontaktu z klientem, pozyskiwania środków, pracy w międzynarodowym zespole, pisania różnych wniosków itp. Później nie mieli problemu ze znalezieniem pracy, ponieważ mieli doświadczenie oraz znajomości, które nabyli podczas festiwali. A studenci nauk humanistycznych powinni wykorzystywać wszelkie możliwości, ponieważ oni na rynku pracy mają najtrudniej.

Fajna sprawa z tą imprezą biegową. Ogólnie sądzę, że pomoc przy organizacji jakichkolwiek imprez jest bardzo wartościowa. Nie tylko ze względu na to, że będziesz się dobrze bawić, nawiążesz znajomości i ogólnie świetnie spędzisz czas, ale też bardzo dużo się nauczysz.

12 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2015-04-27 18:33:20)

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

W dzieciństwie (szkoła podstawowa) ZHP i akcje organizowane przez harcerstwo, również pomoc w nauce słabszym uczniom.
Później jakieś drobne akcje w szkole dzieci, opiekun wycieczki itp.
Gdy miałam działalność wykonywałam drobne prace na rzecz wychowanków placówki dla dzieci niepełnosprawnych. Zdarzyło mi się wspomóc chore dziecko, przesyłając produkt, który posłużył jako cegiełka na aukcji internetowej.

Jakaś praca w domu dziecka, ale pojedyncze sytuacje i nie wiem, czy się liczą, bo chciałam, żeby mój syn przy okazji zobaczył, jak żyją wychowankowie takich domów. Kraty, rygor i nie oszukujmy się bieda. Wizyty odniosły pożądany skutek.

Pomogłam zorganizować pomoc przed Bożym Narodzeniem dla pogorzelców. Zebranie darów i ich przewiezienie, taka drobna akcja.
Czasami grzecznościowo poprawiam tekst.
Odwiedzałam też (kilka lat temu) chorych na oddziale neurologicznym i poświęcałam im trochę swojego czasu. Głównie kobietom chorym na SM.

Ogólnie jak już pomagam, to zawsze staram się być z boku, niezauważalna, anonimowa. Nie wyjawiam intencji swojego postępowania. Ewentualne zasługi spycham na innych, tłumacząc, że ja znalazłam się w danej sytuacji przypadkiem. Gdyby nie anonimowa forma forum, to nawet tu nie napisałabym o tych zdarzeniach.
Uważam, że nie są niczym nadzwyczajnym, a podziękowania mnie krępują.

Co mi dają akty dobroczynności?
Nie wiem.
Czuję się potrzebna? Wydaje mi się, że odwzajemniam pomoc, którą w przeszłości sama otrzymałam?

Po prostu czasami robię coś dla innych i nie zastanawiam się nad motywami. Tak już mam;)

13

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Pracuje jako wolontariusz w świetlicy środowiskowej, wśród dzieci z rodzin z rożnymi problemami. Nigdy wcześniej nie sądziłam że się do tego nadaję. Bywa naprawdę ciężko, tym bardziej że sama pracuje i mam 4 swoich dzieci. Dzieciaki ze świetlicy są nadpobudliwe, krzykliwe i czasem oporne. Jednak kiedy przełamuje się te pierwsze skorupy niechęci do dorosłych wyłania się z nich obraz bardzo wdzięcznych dzieciaczków:)
Moimi szefami w tym miejscu są pastorowie ewangeliści, niesamowici ludzie z charyzmą i ogromnym darem wyrozumiałości.
Co mi daje wolontariat? Poznaje tam samą siebie i wiele się od tych dzieci uczę sama o sobie.

14

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Ja pracuje jako wolontariuszka juz od kilkunastu lat .Pomagam dzieciom ktore maja duuuze problemy w nauce .Jest to bardzo trudna praca .Jednak malenkie lub duze sukcesy jakie te dzieci odnosza w szkole sa cudowna nagroda dla mnie i dla moich uczniow.Pomagam im uwierzyc w to ,ze potrafia.Chwale ,podziwiam,zachecam bo te dzieci nie otrzymaja tego od swoich rodzicow ,Czesto sa to rodziny patologiczne .Usmiech ,dobre slowo ,morze cierpliwosci to moje narzedzia pracy.Czasami sie nie udaje.Jestem na to przygotowan ,Nie zniechecam sie i pracuje dalej.Bede to robila tak dlugo jak bede mogla Zachecam wszystkich ktorzy maja odrobine wolnego czasu ,dobre serce ,duze poczucie humoru ,duzo cierpliwosci  do wolontariatu.Daje duzo satysfakcji i swiadomosc ,ze zrobilo sie cos dobrego dla innych.

15

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

Jako licealistka pracowałam w lokalnym schronisku dla psów.
Na studiach pracowałam przed dwa lata w hospicjum dla dzieci.
Mocna rzecz...Zdarzało się nie raz i nie dwa,że jechałam na weekend do domu a kiedy wracałam w poniedziałek po południu kilku podopiecznych już nie było...Nie da się do takich sytuacji przyzwyczaić...
Po dwóch latach w hospicjum wróciłam do pracy w schronisku bo już nie dawałam rady.
Zajmowałam się socjalizowaniem psiaków,wyprowadzałam je na spacery,brałam udział w różnych akcjach adopcyjnych bo znałam dobrze psiaki.
W kwestii przełożonych bywało różnie-najgorzej w schronisku.Widać było,że nie bardzo zależy szefostwu by mieć jak najwięcej wyadoptowanych psów,że jak wolontariusz zadaje trudne pytania to starają się go pozbyć.

16

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!

4 miesiące przymusowego "wolontariatu"za złe zachowanie na meczach.Z dziećmi niepełnosprawnymi i powiem tak zajebiście było nikt nic mi tak naprawdę kazać nic nie mógł ale jakoś tak sam z siebie robiłem różne rzeczy.W sumie szybko z wolontariusza byłem jednym z decyzyjnych bo dostrzegli mój talent organizacyjny po prostu nie było dla mnie rzeczy nie do załatwienia.I może właśnie dlatego chcieli abym po 4 miesiącach został i im pomagał,ale różnice w wizji po prostu nas poróżniły i nasze drogi rozeszły się jak to w życiu bywa.Najbardziej szkoda mi było dzieciaków bo się do nich dość mocno przyzwyczaiłem no ale jak mówię inaczej to widziałem wiec odszedłem.

17

Odp: A ja się spełniam... w wolontariacie!
słodko-kwaśny napisał/a:

.I może właśnie dlatego chcieli abym po 4 miesiącach został i im pomagał,ale różnice w wizji po prostu nas poróżniły i nasze drogi rozeszły się jak to w życiu bywa.

A czy w wolontariacie chodzi o to, by wszyscy realizowali Twoją wizję? Czy jednak o pomaganie?

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024