Witajcie, kiedyś już należałam do Waszej "społeczności", od jakiegoś czasu znów zaglądam na forum jako czytelniczka jednak teraz mam pewien problem a w tym miejscu zawsze spotykałam się z dobrymi radami i przyjazną atmosferą dlatego jestem na nowo.
Postaram sie opisać wszystko w skrócie, bo i tak nie ma tu za wiele do opowiadania, mianowicie:
Jestem na 5 roku studiów i logicznym jest to, że za kilka miesięcy je kończę. Po tym wyprowadzam się z miasta i powracam w rodzinne okolice gdzie od 6lat mam chłopaka. Studia przeżyłam raczej spokojnie, mało imprez, szaleństw itd. Czasem były to moje własne wybory, czasem rezygnacja z zaproszeń ze względu na lojalność względem mojego chłopaka. Na studiach licencjackich trzymaliśmy się w kilkuosobowej paczce (mieszanej). Wszystko było ok do czasu, gdy zauważyłam, że podobam się jednemu z kolegów. Nic nigdy żadne z nas nie powiedziało ale oboje wzajemnie wiedzieliśmy o co chodzi, jednak nie robiliśmy z tego żadnego wydarzenia, przynajmniej ja starałam się zachowywać jak dotychczas. Na magisterce z naszej paczki zostały 3 osoby, koleżanka, kolega (inny) i ja. Z tamtym kontakt się chwilowo urwał, po jakimś czasie odezwał się na zasadzie "co słychać?". Ostatnio jednak, ok.2 mies wstecz napisał i jakoś od słowa do słowa zszedł na bardziej śmielsze tematy. Ujmując to delikatnie dał mi do zrozumienia, że myśli o mnie jako o kobiecie (i nie było to w kontekście partnerskim), troszkę popłynął z fantazjami ale go przystopowałam i zakończyłam rozmowę. Po 2 dniach od tego spotkałam się przy butelce wina 1, 2.... z koleżanką, pokłócona ze swoim chłopakiem, ośmielona % i rozbawiona sytuacją napisałam do niego sms, możnaby go nazwać w jakimś stopniu erotycznym. Dobrze mnie zna i chyba dlatego wyczuł czym jest wywołana moja wiadomość, i sam nie ciągnął rozmowy, i tak się skończyło. Ostatnio znów napisał ale i tym razem w stylu "co tam?". Wczoraj spotkałam się ze znajomymi z "paczki" i powiedziałam, że pisał, streściłam co u niego itd. Któreś rzuciło propozycję spotkania w 4 i spontanicznie się zgodziłam, bo dlaczego nie.
I tu się zaczyna mój "problem", zaraz po tym jak się zgodziłam, skłamałam, że mam już w tym terminie spotkanie, że nie wiem czy się wyrobie na to, i że się postaram ale nie obiecuję. Wystraszyłam się, bo nie wiem czy powinnam tam iść. Gdy on się dowiedział, że moja obecność nie jest pewna, napisał, że przyjedzie tylko wtedy gdy ja będę. Nie wiem sama o co tak naprawdę mi chodzi, wiem, że nic między nami nie zajdzie, naprawdę jestem ciekawa co u niego (po obronie wyjechał do innego miasta i od ponad 1,5 roku nie widzieliśmy się), ale mimo wszystko mam jakieś obawy, czy powinnam. Mój chłopak jest bardzo zazdrosny, napewno nie powiem mu o tym spotkaniu bo chcę oszczędzić nam kolejnej kłótni, i wiem, że ja nic nie zrobię złego, po prostu za chwilę skończę studia, wyprowadzę się a chcę się jeszcze nacieszyć tymi kilkoma miesiącami na swój sposób i chyba mam do tego prawo.
Co myślicie o tym spotkaniu? Skoro studiując z nim jeszcze i widując codziennie potrafiłam nie robić afery z tego co było wiadome to teraz mam uciec? z Drugiej strony te smsy i świadomość, że wiem czego on chce, to zapewne będzie krępujące. Sama nie wiem. Póki co "mam inne spotkanie i postaram się jakość wpaść do nich".
Liczę na jakieś podpowiedzi.