Witam, wczoraj wpisałem w google "pierwsza wizyta u psychologa", przekierowało mnie na to forum do wątku użytkownika 77iza777. Przeczytałem wszystkie jej wpisy i miałem szczerą nadzieje, że wszytko jej się ułoży, niestety przestała w pewnym momencie pisać. Czytałem też inne wątki użytkowników i żaden nie miał heppy end'u.
Nie uważam, że mam depresje(po prostu bardzo się zmieniłem). Człowieka kształtuje to co go spotyka dobrego i złego.
Jeśli masz pecha to tego drugiego może być znacznie więcej. Jeśli ktoś jest silny to stanie na nogi i zacznie normalnie żyć, ale dla mnie większość ludzi pod napływem złych rzeczy może zmienić się na destrukcyjnych, smutnych z poczuciem beznadziejności, dla których powrót do normalności jest tak odległy, że nie wierzą w jego osiągniecie. Dla mnie największym problemem jest to, że widzę zmienię u siebie na coraz bardziej negatywną, coraz bardziej nie jestem w stanie tłumaczyć sobie swojego zachowania.
Dlatego postanowiłem wybrać się do psychologa. Przez pierwszą 1 minutę spotkania milczałem, ponieważ miałem tak silny napływ emocji, że myślałem, iż nie będę nic w stanie powiedzieć tylko się rozkleję. Potem opowiadałem czemu przyszedłem z czym mam problem(to było chyba najdłuższa i najbardziej chaotyczna wypowiedz w moim życiu), natomiast gdy zacząłem opowiadać, o śmierci mojego Taty, łzy same mi poleciały kilkukrotnie i musiałem zrobić koleje przerwy.
Pod koniec psycholog powiedział mi, że za bardzo tłumie emocje i nie potrafię zaakceptować/pogodzić się ze śmierci Ojca.
Tylko, że ja zawsze taki byłem, że tłumiłem emocje i nie wydaje mi się to czymś złym, a stwierdzenia "zaakceptować/pogodzić się ze[/i] śmierci Ojca" jest niepotrzebne dla mnie i niewykonalne. Wydaje mi się, że psycholog mi nie pomoże w problemach.
Powracając do tego co pisałem na początku, czy jest na forum jakiś wątek o depresji z pozytywnym zakończeniem? Chciał bym wiedzieć co takiej osobie pomogło.
jakbys mial taka twarda depresje to nachodzily by cie mysli zeby skonczyc ze soba w rodzaju sugestii ze to rozwiazanie problemow ...tego smutko bolu.
Mnie one nachodzily ale bede szczery jak sie nad nimi zastanowilem to prowadzily nie do wewnetrznego rozbawienia. Taki charakter .
Padles ofiara schematu moze ze facet to nie ma uczuc . A jak ma to siega po flaszke bo nie bedzie gadal o uczuciach ze nie wypada.
Swoją drogą, dziwnie by było mi zwracac się do Ciebie, Twoim nikiem.
To, że czujesz, iż powoli zaczynasz stawac się negatywnym człowiekiem, może wynikac z pewnego rodzaju buntu, za własne nieszczęścia.
Myślisz sobie, dlaczego innym nie przytrafiło się to, co akurat mi. Dlaczego to życie jest tak niesprawiedliwe i jednym wszystko daje, a innym wszystko zabiera.
Chciałoby się czasem wszystko zniszczyc, bo ciężko patrzec czasem na szczęście innych, gdy samemu czuje się tylko ból.
Chciałoby się nawet poprzestawiac świat na własną korzyśc.
Straciłeś ojca. Wiem, to bardzo traumatyczne przeżycie, gdy ktoś bliski nagle znika. I owszem cięzko jest pogodzic się z zaistniałą sytuacją. Ciężko zrozumiec, ciężko patrzec na innych, którzy są szczęśliwi, mając obydwoje rodziców.
Tylko niestety na to akrat wpływu nie mamy. Każdy z nas kiedyś odejdzie.
Pytanie, dlaczego ludzie tak szybko odchodzą, przecież czasem bywa tak, że nawet nie zdążyliśmy się nimi nacieszyc, czy poznac ich.
Zostaje pustka, ból; na miejscu tej osoby.
Możemy płakac do końca życia i stac w miejscu. Możemy tym życ, nie przyjmując niczego innego do wiadomości. Możemy już nie odczuwac żadnych przyjemności.
Tylko zastanów się chłopie, czy Twój Tato byłby z tego zadowolony, że teraz tak cierpisz.
Nie wiem jaką masz wiarę, ale pomyśl, że może patrzy na Ciebie teraz z góry, a Ty co? Siedzisz i zalewasz się łzami i postanawiasz się nigdy z tym nie pogodzic.
To tak jakbyś sam nie pozwalał odejśc Tacie, jego dusza nie może odejśc. Ty nie pozwalasz mu odejśc.
Na pewno chciałby zobaczyc syna cieszącego się z życia, takiego, który daje radę. Takiego, z którego będzie dumny.
Jego "misja'' już się zakończyła na tym świecie. Widocznie był dobrym człowiekiem, kochanym ojcem. Pokaż mu, że jego wysiłki nie poszły na marne. Przecież ma tutaj jeszcze syna, który może byc odzwierciedleniem jego życia.
Trzymaj się, dasz radę.
Niema czegoś takiego jak w filmach czy telenowelach że po reklamie okazuje się że wszystko jakoś samo się ułożyło.. Jak sami nie zgromadzimy "energii " (nie lubię tego słowa, lecz jest uniwersalne i rozumiane przez wszystkich) to "happy endu" nie będzie niestety.. Specjaliści powinni rozpoznać problem i naprowadzić na "właściwy" Tor. A jak to z nimi bywa to pewnie tak samo jak s klerykami , jedni pomagają jedni szkodzą rzutując na całokształt który wyrabia opinie i nie ma się co dziwić..
To takie złudne wręcz Hamerykańskie że NA PEWNO się uda, wystarczy chcieć.
W jednym z wielu poradników wysławianych i przodujących psychologów zachodnich czytamy : " obudź się! miej od rana uśmiech na twarzy ! , świat stoi otworem! Wystarczy to pojąć ,ogarnąć a sukces i wszystko czego pragniesz samo przyjdzie! SAM BEŁKOT AŻ FLAKI SIĘ PRZEWRACAJĄ..
Sami musimy znaleźć malutki punkt zaczepienia i mozolnym trybem ,pomału dojść pomału do siebie (na początek) a z czasem jak starczy nam sił wyjść do ludzi..
Pisząc pierwszy post chciałem, dostać link do podobnej historii co pisała Iza, tylko z pozytywnym zakończeniem. Zdaje sobie sprawę, że często nie ma "heppy end'u", ale sądzę, że takie historie z pozytywnym zakończeniem też istnieją.
To co wam napisałem wcześniej nie jest "opisem mojego problemu", a opisem mojej pierwszej wizyty u psychologa, plus takim wstępem jak ja sobie to tłumacze.
Istotne jest jeszcze strata dwóch osób, ale to wymagało by dłuższego opisu. Spróbuje o tym napisać, ale dzisiaj nie chce mi się tego robić.
Btw Dzięki za wypowiedzi.
Nie wiem czy na forum watki o pozytywnym zakonczeniu ale depresja nie przekresla normalnego zycia...mozna z niej wyjsc jesli tylko bedzie sie chcialo dac sobie pomoc
Pierwsza postać to moja najlepsza koleżanka Asia. Jest ona najlepszą przyjaciółką mojej byłej-byłej dziewczyny(Kamila). Nasze pierwsze spotkanie to podwójna randka, mnie z Kamilą(byliśmy już razem) i mojego kumpla(Kamila chodziła z nim do klasy) z Asią. Asia i mój kumpel szybko stali się parą. Ja natomiast polubiłem koleżankę swojej dziewczyny, ze wzajemnością.
Bardzo często spotykaliśmy się w 3(ja, Asia i Kamila) i praktycznie cały czas rozmawialiśmy ze sobą, pomijając moją dziewczynę. Wydawało mi się wtedy, że dobre relacje z najlepszą koleżanką swoje dziewczyny wpłyną dobrze na nasze związek(choć nie jestem pewien co ja wtedy myślałem, byłem głupi). Z Asią miałem, ogromną ilość wspólnych tematów, tak samo zrytą banie, dogadywałem się z nią bardzo dobrze, do tego cały czas się śmialiśmy. Częściej spotykałem się z Aśką i moim kumplem niż oni ze sobą, nie mogli się dogadać i w końcu przestali być razem. Potem moja dziewczyną znalazła sobie innego(po latach jej się nie dziwie, byłem bardzo wtedy nieodpowiednią osobą do związku) i byłem przekonany, że stracę kontakt z jej najlepszą przyjaciółką. Jednak ona chciała się ze mną dalej spotykać i jak zdrowy rozsądek mi podpowiadał, że w takim razie będzie chciała ze mną być(dwoje samotnych ludzi którzy bardzo dobrze się ze sobą dogadują). Jednak ona tego nie chciała i w sumie padło stwierdzenie "że w związkach wszystko się sypie, a nie chcemy żeby miedzy nami było źle"(czy coś takiego)i tak to stwierdzenie padło z jej strony, ale ja po pewnym czasie miałem takie samo podejście jak ona. Przypomniała mi się historia jak poszliśmy na pizze, ale już zostało mało kasy, tylko na margaritte, na szczęście udało mi się ją przekonać, do poderwania obsługi, by dostać jakieś gratisy. Wykorzystała swoje wdzięki i jedliśmy naprawdę dobra pizze xD Na drugi dzień jak już wytrzeźwiała chciała mnie za to zabić, że ją podpuściłem do zrobieni czegoś takiego i bardzo długo nie chodziliśmy tam na pizze
Innym razem poszliśmy do baru, akurat był tam mój kolega ze znajomymi i zaprosił nas do stolika. Jakaś sytuacja, sprawiła, że zacząłem się kłócić z Aśką, kłótnia była w 95%, albo 100% dla śmiechu i polegała na wymianie bardzo dużej ilości ripost (na tyle dobrze ją znałem, że potrafiłem, tak dobrać wypowiedz by potrafiła bez większego problemu na to odpowiedzieć, nie chodzi mi o to, żeby wygrać wyimaginowaną kłótnie, tylko by było to śmieszne). Cały stolik kumpla się śmiał, aż w końcu i my nie daliśmy rady i dołączyliśmy do nich. Potem kumpel powiedział nam, że miał się nas zapytać: "ile jesteśmy razem parą", ale zmienia pytanie na: "ile jesteśmy lat po ślubie".
Niezależnie od tego, czy byliśmy w związku, czy singlem to nasze relacje były niezmienne. Nie istniało u nas coś takiego jak tabu, opowiadaliśmy sobie o naszych związkach, o tym co nam się ostatnio przytrafiło, wiedziałem o niej rzeczy które nie mówiła nikomu innemu ja podobnie jej mówiłem o sobie. Zdaje sobie sprawę, że wiele osób może nie doświadczyć takich relacji z dziewczyną, ale naprawdę to się zdarza, a ja po prostu miałem szczęście tego doświadczyć.
Teraz pozostaje mi opisać, co się stało z naszymi relacjami. Po śmierci Ojca bardzo zależało mi na rozmowie z nią. Bardzo długo mnie zbywała, dopiero po roku się spotkaliśmy. To było nasze ostatnie spotkanie. Źle zachowywałem się w stosunku do niej, czułem do niej ogromny żal i złość. Od tamtego spotkania nie było już z nią żadnego kontaktu.
Nie mam pojęcia czemu tak mnie olała właśnie wtedy, ja wcześniej wskoczył bym za nią w ogień...
8 2014-01-16 22:45:02 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2014-01-16 22:47:37)
Ja wiem byles po prostu chyba jej dobrym kumplem .
Moze chciales zeby bylo cos wiecej ale ona miala innw plany.
Zostales z zalem ale widzisz ze czasami nia manipulowales.
Moze tak jest lepiej.
Natomiast to ze nie chciala z toba pogadac po smierci ojca.
Hmm no tu wnioskuje ze zupelnie rozmineliscie sie z oczekiwaniami wobec siebie.
Mysle ze nie wyczules zupelnie jako.kogo ona cie widzi.
...piszesz troche jak zdjety z krzyza wiecej optymizmu :-)
przynajmniej wiesz na czym stales resxta to historia ktora zajela za duzo czasu
Kwadrad - nie ma historii, które zajmują za dużo czasu!!. Każda jest inna, każda indywidualna i inaczej rzutuje na życie człowieka.
Jezus - nie czytałam postów Izy ale mogę Ci powiedzieć że znam to uczucie depresji, nie koniecznie z myślami samobójczymi ( tak jak twierdzi kwadrad ) depresja to stan umysłu i ciała - przynajmniej w moim przypadku tak było. Złożyło się na to wiele czynników w bardzo krótkim czasie. Nie miałam myśli samobójczych ale nie uśmiechałam się, nie spotykałam się ze znajomymi po prostu odcięłam się od świata można mnie było znaleźć w pokoju z książką bądź w pracy na nadgodzinach ( było mi łatwiej, nie musiałam z nikim rozmawiać była to wymówka nie mam czasu, jestem zajęta ). Następnie moja mama zmusiła mnie do pójścia do psychiatry a tan zalecono mi terapię psychologiczną. Pierwsze odczucia!!!O Boże zabierzcie mnie, nie chce gadać co ta baba pie....., a następnie było coraz lepiej. Zaczęłam się otwierać, wyciągała ze mnie najgorsze sprawy i uaktywniała uczucia których unikałam. Tylko Ona nigdy mi nie mówiła o akceptacji czy pogodzeniu się w momencie rozpoczęcia tematu. Zawsze zostawiała mnie z nim, dawała czas na oswojenie na przypomnienie sobie a potem razem dochodziłyśmy do tego co należny z tym zrobić. Moja terapia trwała 2,5 roku, od roku nie chodzę ale nauczyłam się jak analizować własne problemy i je rozwiązywać.
Daj szanse psychologowi albo zmień GO na innego.
Kwadrad - nie ma historii, które zajmują za dużo czasu!!. Każda jest inna, każda indywidualna i inaczej rzutuje na życie człowieka.
Jezus - nie czytałam postów Izy ale mogę Ci powiedzieć że znam to uczucie depresji, nie koniecznie z myślami samobójczymi ( tak jak twierdzi kwadrad ) depresja to stan umysłu i ciała - przynajmniej w moim przypadku tak było. Złożyło się na to wiele czynników w bardzo krótkim czasie. Nie miałam myśli samobójczych ale nie uśmiechałam się, nie spotykałam się ze znajomymi po prostu odcięłam się od świata można mnie było znaleźć w pokoju z książką bądź w pracy na nadgodzinach ( było mi łatwiej, nie musiałam z nikim rozmawiać była to wymówka nie mam czasu, jestem zajęta ). Następnie moja mama zmusiła mnie do pójścia do psychiatry a tan zalecono mi terapię psychologiczną. Pierwsze odczucia!!!O Boże zabierzcie mnie, nie chce gadać co ta baba pie....., a następnie było coraz lepiej. Zaczęłam się otwierać, wyciągała ze mnie najgorsze sprawy i uaktywniała uczucia których unikałam. Tylko Ona nigdy mi nie mówiła o akceptacji czy pogodzeniu się w momencie rozpoczęcia tematu. Zawsze zostawiała mnie z nim, dawała czas na oswojenie na przypomnienie sobie a potem razem dochodziłyśmy do tego co należny z tym zrobić. Moja terapia trwała 2,5 roku, od roku nie chodzę ale nauczyłam się jak analizować własne problemy i je rozwiązywać.
Daj szanse psychologowi albo zmień GO na innego.
Chodzi mi o historie ze ludzie nie potrafia sie dogadac poniewaz maja sprzeczne oczekiwania.
Ta druga strona liczy na zmiane albo cos wiecej ale nic z tego nie wychodzi .
W miedzyczasie moga zaplatac sie pretensje do tej drugiej osoby ze nie zachowała sie zgodnie
z naszymi oczekiwaniami .
Po czasie mozna zrobic podsumowanie i uznac to za historie .
Na pewno cos wnoszaca na temat tego jak powinnysmy postepowac zeby byc bardziej szczesliwym lub odczuwac wiecej satysfakcji .
Ale jednak historie .
Może Twoja historia skończy się dobrze i kiedyś ktoś będzie z niej czerpał siłę ![]()