Złe odżywianie, jedzenie nocą, brak ruchu, zmiana jedzenia i nawyków - to wszystko ma wpływ na to, że tyjemy. A co ze zmianą klimatu?
Wyjeżdżając za granicę automatycznie jesteśmy skazani na inne posiłki, inne wartości odżywcze poszczególnych produktów. Ale przecież staramy się jeść to co i w Polsce.
Byłam kilka razy w USA i za każdym razem przywoziłam ze sobą parę kg więcej. Nie żywiłam się w fast foodach, nie jadłam więcej. Można powiedzieć nawet, że mniej - bo całymi dniami pracowałam, wieczorami spacery i przejażdżki rowerowe. Jedzenie w większości domowe. Mimo tego przez pierwszy miesiąc miałam problemy z wypróżnianiem, chodziłam napuchnięta, z bólem brzucha. A po trzech miesiącach co najmniej 7 kg więcej. I tak za każdym wyjazdem.
Dlaczego tak się dzieje? Co jest nie tak? Jak tego uniknąć? Boję się tam już jechać przez to ![]()