W lutym się zawzięłam, że muszę schudnąć. Nie byłam gruba i w sumie za bardzo nie mialam jakiejs mega motywacji żeby zrzucic kg bo jadłam co chciałam a moje ciało bylo przecietne, kilk razy próbowałam diet ale po 2 dniach dochodzilam do wniosku ze to strata czasu. Moja przyjaciółka miałą wymiary podobne do moich ale schudła. Jak zobaczyłam nasze zdjecia załamałam sie, bo wtedy zauważyłam jakie mam grube (moze zbyt ostre słowo, w kazdym razie malo jędrne) ramiona. Na drugi dzień zaczelam cwiczyc i zdrowo sie odżywiać. Zgubiłam 5kg w miesiac. Nadal mi się wydawalo ze powinnam bardziej ale już się nic nie gubiło z tych 59kg przy 172
Moj zdrowy styl zycia trwał kilka miesiecy. W wakacje zaczelam jeść i malo cwiczyc jak na zlosc. Przytyłam 4-5kg. Po wakacjach cos tam cwiczylam, ale nieregularnie... zastanawialam sie po co cwicze skoro jem co chce, kiedy chce.. miałam i nadal mam wyrzuty sumienia. strasznie się czuję w swoim ciele, szczególnie jak widzę wszędzie zdjecia FIT kobiet (facebook i inne) a w komentarzach je tylko oceniają (ah ta ma za grube uda, a tamta znowu za chuda.. istny patyk) i tak sobie mysle czy jest sens katować się dietami i cwiczeniami, bo przeciez ciało to nie wszystko. Mam spore miesnie i wszystko w miare jędrne jest, ale drobna to nie jestem... w tym roku matura, nie wiem czy to usprawiedliwia brak czasu bo gdybym chciala to jakos bym go znalazla.
Chciałabym schudnac, ale jak sobie pomysle, że całe życie będę na diecie, bo jak nie to jojo to aż smutno się robi.
Nie mogłabym jeść pysznej pizzy, spaghetti i fast food'ów :x
A moze normalne jedzenie i ćwiczenia ?