Witam.
Bardzo mi się w głowie pomieszało ostatnio, żeby nie powiedzieć gorzej. Nie mam pojęcia w którą stronę iść, co dalej zrobić. Dużym powodem w moich decyzjach odegrał zapewne fakt że jestem materialistą, ale są wyjątki. Zaczęło się od tego że postanowiłem rozstać się z matką mojego syna, było to pół roku temu. Wydawało mi się że nic do niej nie czuje, że "coś" się skończyło. Przed podjęciem decyzji czytałem dużo tematów w necie na ten temat i ogólnie wysunąłem wnioski że w nieszczęśliwym związku dziecko też cierpi, tak związku bo nie jesteśmy małżeństwem choć mieszkaliśmy razem 6 lat. Ona nawet przez ostatnie pół roku związku baaardzo się starała ale jakoś mnie to nie uszczęśliwiało. Rozstawaliśmy się 3 razy, za trzecim na dobre. Wyprowadziła się z synem, widuję go kilka razy w miesiącu. Poznałem "fajną" znajomą na czacie ale mężatka, długo nawet robiłem sobie z tej znajomości "nadzieję" ale teraz już tak nie jest. Po rozstaniu topiłem samotność i nawet dobrze mi było w swoim towarzystwie, ale ile można. Postanowiłem że znajdę drugą pracę żeby nie mieć czasu myśleć o swoim życiu i samotności. Ale nadal było mi samotnie to postanowiłem że znajdę lokatora do wolnego pokoju i znalazłem. Doszedłem tak powoli do aktualnej mojej sytuacji, do momentu kiedy nienawidzę swojego życia. Praktycznie wszędzie mi źle, nie widzę w ogóle żadnych celów swojego życia. Nie szukałem innej bo uważałem się za samotnika a jakoś zadowalałem się kontaktem z tą znajomą z czatu. Może zbyt pochopnie podejmuję decyzje w swoim życiu. Ale kolejną jest aby spróbować jest ponownie związać się z nią, matką mojego syna. Jednak nie wiem czy to po prostu nie kolejny trudny moment w życiu który minie. Ale jak poczekam i dojrzeję do decyzji żeby znów z nią spróbować a ona mi powie że już ma innego.... No właśnie uświadomiłem sobie że gdybym usłyszał coś podobnego teraz to chyba bym, ze sobą skończył. Strasznie mi jej brakuje. Po za tym myślę że obojgu dobrze nam to zrobiło, inaczej teraz wiele spraw widzimy, ja wiem to po sobie i widzę że w jej mniemaniu też zapewne sporo się zmieniło. Sporo tego wyszło, ale pytam się was zupełnie obcych, niezależnych co powinienem zrobić?? Czy to co teraz myślę, że za nimi tęsknie tak mocno to minie i przeczekać, czy spróbować rotować póki może jeszcze się da coś z tych zgliszczy stworzyć?? Praktycznie kilkanaście godz dziennie pracuje i strasznie boli mnie że nie mam do kogo wracać, z kim się tym wszystkim podzielić, z kim porozmawiać. Wracają wspomnienie, te miłe i te złe, te które teraz bym na pewno postępował inaczej. A może jak znów wróci rutyna to ponownie stanę się burakiem?? Kiedyś nie mogliśmy żyć bez esa co chwile, teraz czuje, że znów chciałbym z nią ciągle o czymś pisać a nawet rozmawiać. OK nie będę się za bardzo rozczulał. Poradzicie co powinienem począć?? Może ktoś coś podobnego kiedyś przeżył, jaką decyzję podjął??
Zwykle wlasnie rozstanie zsyla na nas swiadomosc, czy czegos nam brak czy nie.
Z tego co piszesz wyglada na to ze ta Twoja swiadomosc chyba jeszcze nie do konca przyszla, z jednej strony bys chcial a z drugiej sie boisz.
Czym dla Ciebie jest milosc?
Moze chwilka zadumy, a nie ciaglej pracy, cos Ci pomoze.
Nie wydaje mi sie zeby ktos za Ciebie odpowiedzial czy kochasz i jak kochasz matke Twojego dziecka i czy chcesz lub nie z Nia byc.
Wyobraz sobie siebie za kilka lat, gdzie i z kim jestes, czy jestes szczesliwy?
jesli nie jestes pewien to nie wracaj. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Przezylam podobna sytuacje, tyle ze to ja bylam ta porzucona. On rzucil mnie po 4 latach zwiazku, bo nie czul sie szczesliwy, czul ze uczucie wygaslo. Nie bylismy razem prawie rok. Przez ten czas on szukal siebie, najpierw czul ulge, potem probowal zaczac zycie od nowa, potem zaczal tesknic, zaczelo mu mnie brakowac, przemyslal wszystko i stwierdzil ze chce ze mna byc. Wrocilismy do siebie. Bylo to 5 lat temu. A teraz? rozstalismy sie 1,5 miesiaca temu. Powod? ten sam co wczesniej. On tlumaczyl sie ze wtedy wrocil do mnie mimo ze psychicznie jeszcze nie byl na to gotowy. Czul sie zle sam ze soba, myslal ze to milosc, a moze to byla tylko tesknota i strach przed samotnoscia? jest wiele roznych innych spraw w naszym zwiazku ktorych do konca nie rozumiem.
Pisze Ci to tylko dlatego ze widze w Tobie zachowanie podobne do mojego Ex. Odnajdz najpierw siebie, poczuj sie szczesliwy sam ze soba, a dopiero potem zastanow sie czy chcesz do niej wrocic. Jesli nie jestes pewien ze ja naprawde kochasz to nie wracaj. Nie zaburzaj jej spokoju, daj jej odnalezc szczescie gdzie indziej. Bo Tobie znow sie "odwidzi" a ona bedzie cierpiec... tak jak ja teraz...
aha piszesz ze Ci zle, ze nienawidzisz swojego zycia. Kobieta nie rozwiaze Twoich problemow, sam musisz to zrobic
Hej, Animus, Animuuus!
Chodź no, powiedz co facet ma W SOBIE zmienić.
Nie wracaj, bo nie potrafisz sam o siebie zadbać i być sam ze sobą szczęśliwym. Skrzywdziłbyś ich ponownie, bo znów nie wiedziałbyś czego chcesz i obwiniałbyś swoją rodzinę za swoje nastroje. Smutek leży w Tobie, nie na zewnętrz. Polecam czytanie książek i zastanawianie się czym jest dobra relacja, jak wygląda prawdziwa miłość i jak można spędzać dzień powszedni sam ze sobą (szczęśliwe!
).
Kochałem ją 5 lat, później coś mi się ubzdurało w głowie i postąpiłem jak postąpiłem, ona na początku pewnie znalazła by lepszego niż ja a jak ja wyrosłem na ludzi to się od niej odwróciłem.... i to mnie teraz mocno boli.
Chwile zadumy mam co wieczór, i co drugi dzien w pracy bo ona na to pozwala. Czym jest miłość?? Na pewno jestem osobą która pochopnie ją wyznaje, bo wg mnie to zbyt wielkie uczucie, coś na prawdę mocnego. Kiedy jak miałem naście lat to sobie przyszłość wyobrażałem, ale teraz?? Myślę że cały czas będę o niej myślał, ale czy to ze względu na nią czy na syna to nie jestem do końca pewien.
zapisana, trochę rozumiem Twoją sytuację, nasza jest inna ze względu na syna, możliwe że On jest spoiwem między nami na wieczność. Po za tym to co było we mnie złe naprawiło się przez ten czas, mam inne priorytety niż wcześniej. Również moja była inaczej widzi różne sytuacje, przynajmniej tak mi się wydaje. Rozumiem, że Twojemu się po kilku latach znów odwidziało i ja nie mogę zapewnić że tak będzie, ale teraz inaczej widzę różne sytuacje bo przed moją pierwszą nie myślałem o związkach. Po za tym chyba nigdy nie był bym w stanie nie myśleć czy ona jest szczęśliwa. Nie chcę już nawet czekać z obawy że będzie za późno żeby wracać.
Sądzę inaczej, teraz boli mnie najbardziej to że nie mam do kogo wracać, do kogo się w nocy przytulić, z kim porozmawiać, że syn jest daleko i rzadko go widzę, Ona mogła by to zmienić. Możliwe że się mylę i właśnie dlatego pytam się o zdanie Was niezależnych, tutaj na forum. Czy Ty żałujesz że Twój było wrócił?? Czy jak by znów chciał wrócić nie przyjęła byś go??
zapisana, trochę rozumiem Twoją sytuację, nasza jest inna ze względu na syna, możliwe że On jest spoiwem między nami na wieczność. Po za tym to co było we mnie złe naprawiło się przez ten czas, mam inne priorytety niż wcześniej. Również moja była inaczej widzi różne sytuacje, przynajmniej tak mi się wydaje. Rozumiem, że Twojemu się po kilku latach znów odwidziało i ja nie mogę zapewnić że tak będzie, ale teraz inaczej widzę różne sytuacje bo przed moją pierwszą nie myślałem o związkach. Po za tym chyba nigdy nie był bym w stanie nie myśleć czy ona jest szczęśliwa. Nie chcę już nawet czekać z obawy że będzie za późno żeby wracać.
masz racje, dziecko troche zmienia sytuacje. Mimo to kobieta nie moze byc tylko lacznikiem miedzy Toba a dzieckiem. Zazdrosc to inna sprawa niz milosc, bedziesz z nia tylko dlatego zeby inny jej nie mial? przykre...
Sądzę inaczej, teraz boli mnie najbardziej to że nie mam do kogo wracać, do kogo się w nocy przytulić, z kim porozmawiać, że syn jest daleko i rzadko go widzę, Ona mogła by to zmienić.
Ona nie moze byc lekarstwem na Twoje uczucie osamotnienia. Sam odpowiadasz sobie na pytanie, co Cie najbardziej boli. Nie to ze nie mozesz bez niej zyc.
Możliwe że się mylę i właśnie dlatego pytam się o zdanie Was niezależnych, tutaj na forum. Czy Ty żałujesz że Twój było wrócił?? Czy jak by znów chciał wrócić nie przyjęła byś go??
tak, zaluje ze moj byly wrocil.
Wydaje mi się, że w Twojej wypowiedzi zabrakło słowa wyłącznie, masz pewnie na myśli że Ona WYŁĄCZNIE bedzie spoiwem między mną a synem i WYŁĄCZNIE będzie lekarstwem na moją samotność. A ja tak nie uważam, nie chcę Jej mieć tylko dlatego żeby nie znalazła innego, nie jestem psem ogrodnika, przynajmniej tak mi się wydaje. Nie chcę tylko czekać aż okaże się że jest za późno. Chcę się z Nią być ponownie bo zaczynam czuć to co kiedyś, może nie doskwiera mi samotność tylko tęsknota za Nią. Mam przecież tego lokatora to jest z kim pogadać, ale brakuje tej Jej bliskości, brakuje syna, brakuje Ich.
Witam.
Bardzo mi się w głowie pomieszało ostatnio, żeby nie powiedzieć gorzej. Nie mam pojęcia w którą stronę iść, co dalej zrobić. Dużym powodem w moich decyzjach odegrał zapewne fakt że jestem materialistą, ale są wyjątki. Zaczęło się od tego że postanowiłem rozstać się z matką mojego syna, było to pół roku temu. Wydawało mi się że nic do niej nie czuje, że "coś" się skończyło. Przed podjęciem decyzji czytałem dużo tematów w necie na ten temat i ogólnie wysunąłem wnioski że w nieszczęśliwym związku dziecko też cierpi, tak związku bo nie jesteśmy małżeństwem choć mieszkaliśmy razem 6 lat. Ona nawet przez ostatnie pół roku związku baaardzo się starała ale jakoś mnie to nie uszczęśliwiało. Rozstawaliśmy się 3 razy, za trzecim na dobre. Wyprowadziła się z synem, widuję go kilka razy w miesiącu. Poznałem "fajną" znajomą na czacie ale mężatka, długo nawet robiłem sobie z tej znajomości "nadzieję" ale teraz już tak nie jest. Po rozstaniu topiłem samotność i nawet dobrze mi było w swoim towarzystwie, ale ile można. Postanowiłem że znajdę drugą pracę żeby nie mieć czasu myśleć o swoim życiu i samotności. Ale nadal było mi samotnie to postanowiłem że znajdę lokatora do wolnego pokoju i znalazłem. Doszedłem tak powoli do aktualnej mojej sytuacji, do momentu kiedy nienawidzę swojego życia. Praktycznie wszędzie mi źle, nie widzę w ogóle żadnych celów swojego życia. Nie szukałem innej bo uważałem się za samotnika a jakoś zadowalałem się kontaktem z tą znajomą z czatu. Może zbyt pochopnie podejmuję decyzje w swoim życiu. Ale kolejną jest aby spróbować jest ponownie związać się z nią, matką mojego syna. Jednak nie wiem czy to po prostu nie kolejny trudny moment w życiu który minie. Ale jak poczekam i dojrzeję do decyzji żeby znów z nią spróbować a ona mi powie że już ma innego.... No właśnie uświadomiłem sobie że gdybym usłyszał coś podobnego teraz to chyba bym, ze sobą skończył. Strasznie mi jej brakuje. Po za tym myślę że obojgu dobrze nam to zrobiło, inaczej teraz wiele spraw widzimy, ja wiem to po sobie i widzę że w jej mniemaniu też zapewne sporo się zmieniło. Sporo tego wyszło, ale pytam się was zupełnie obcych, niezależnych co powinienem zrobić?? Czy to co teraz myślę, że za nimi tęsknie tak mocno to minie i przeczekać, czy spróbować rotować póki może jeszcze się da coś z tych zgliszczy stworzyć?? Praktycznie kilkanaście godz dziennie pracuje i strasznie boli mnie że nie mam do kogo wracać, z kim się tym wszystkim podzielić, z kim porozmawiać. Wracają wspomnienie, te miłe i te złe, te które teraz bym na pewno postępował inaczej. A może jak znów wróci rutyna to ponownie stanę się burakiem?? Kiedyś nie mogliśmy żyć bez esa co chwile, teraz czuje, że znów chciałbym z nią ciągle o czymś pisać a nawet rozmawiać. OK nie będę się za bardzo rozczulał. Poradzicie co powinienem począć?? Może ktoś coś podobnego kiedyś przeżył, jaką decyzję podjął??
Rozstaliście się, sprawę przemyślałeś, zapewne i ona przemyślała pewne rzeczy więc nic nie stoi na przeszkodzie,abyś spróbował się z nią dogadać. Musicie sobie dać jeszcze raz szansę, bo.... oczywiście chodzi o dziecko,które w takich przypadkach najbardziej cierpi.Należy o nim pomyśleć,a nie o sobie.Byliście ze sobą dosyć długo, a to raczej też do czegoś zobowiązuje,nie uważasz? Już dziecko masz, nie szukaj przygód i problemów tam gdzie może ich nie ma,ale mogą być. Zadzwoń do niej, umów się na szczerą,długą rozmowę i staraj się jakoś porozumieć jak i też wyjaśnić zapewne niecierpiącej zwłoki sprawy,może nawet i jakieś zaległe niedomówienia? Bo jeśli coś takiego zaistnieje - zawsze należy problemy załatwiać i rozwiązywać od ręki,nie zostawiać i nie odkładać je na potem,czy zamiatać pod dywan. Mam nadzieję,że się jeszcze dogadacie i będziecie razem ze względu na dziecko, bo zawsze warto spróbować,a jeśli tak ją kochasz i ciągle o niej myślisz - WALCZ. Powodzenia i głowa do góry. :)Trzymaj się,trzymam kciuki.