Opowiadanie to napisałam wiele lat temu. Czasy sie zmieniaja, ale kobiety i problemy niekoniecznie, pozdrawiam.
"Waleria Zjawiona"
Nazywam się Waleria Zjawiona. Bardzo lubię miasteczko, w którym mieszkam od zawsze. Urodziłam się w ciasnym drewnianym domku na przedmieściu. Dzieciństwo wspominam bardzo często. Wolna, swobodna bawiłam się w okolicznych błotach. Wszyscy moi znajomi byli nędzarzami. Byliśmy jednak szczęśliwi. Już nikt z nich tu nie mieszka. Porozjeżdżali sie, poumierali. Niektórzy bardzo dawno. Słuch o nich zaginął.
Nigdy nie byłam damą. Zawsze je podziwiałam, te damy.Chociaż u nas, w miasteczku ich nigdy nie było.tak powiedział pewien urzędnik pocztowy, który kiedyś ponad pięćdziesiąt lat temu powiedział, że mnie kocha. Zamordowali go jacyś. Nie, nigdy nie wyjaśniło sie, kto to zrobił.
Może to i dobrze, że tak się stało. Taki jakiś niespokojny był. Od życia czegoś chciał. Czego? Szczęśliwy chciał być. Ja juz później nie wiedziałam co to znaczy. A pani wie? To pani szczęśliwa. Urzędnik szukał dam. I pewno nie spotkałby ich. A jeśli nawet? Która by go chciała? Biedny był i ręce mu się pociły. Zawsze mawiał do mnie-"Walerio, damą to ty nie jesteś, ale masz piękne oczy".
Może i miałam, ale prawda jest taka, że nie o oczy mu chodziło. Kiedyś po wódce rozpłakał się i powiedział-" Kiedy się zestarzejesz będziesz tłusta i nalana na twarzy, ale dzięki Bogu, mnie już tu nie będzie". I rzeczywiście, Pan powołał go do siebie. Przed samą wojną. Może to lepiej. Urzędnik był Ickiem.
A mówiłam pani, że zmajstrował mi dzieciaka? Takie to już było moje szczęście. Za tę odrobinę szczęścia, zaraz dziecko. Co się z nim stało? Ano, zepsuł się dzieciak. Może to i lepiej, świat czasem taki zły... Że strach bierze.
Potem to już głupia taka nie byłam. Znałam różne sztuczki, a chłopy, znaczy się, moi narzeczeni, byli zadowoleni. Jednego z nich mam portret do dzisiaj, kawalerzysta. Kto chce, może go oglądać. Dumna z tego jestem.
Ja na portrecie też jestem. Palimy sobie papierosy, wolni jesteśmy. Wyglądamy szykownie. Trochę nosy może nieudane. Kolory nie takie? E tam, ja jestem zdowolona. To brat mój Muniek, malował. Z fotografii. Fotografia gdzieś sie zapodziała a obraz został. Zabiorę go ze sobą do tego grobowca, który buduję.
Muniek malował takie różne obrazy, ale niczego nie sprzedał. Rzucił wreszcie w kąt tę robotę. na to trzeba szkoły. Tacy bez szkoły też z głodu umierali, a co dopiero taki Muniek bez szkoły. Potem handlował. Pieniędzy miał tyle, że od kolegów i dziewczyn nie mógł się opędzić. Wszyscy go kochali. Pić jednak lubił. to go zgubiło. Wpadł po pijanemu do stawu i po człowieku. Nawet buty po nim nie zostały. Tauś po śmierci Muńka całkiem się rozkrochmalił. Umarł z flaszką pod poduszką i węką pod łóżkiem. Pochowali go z tą wędką.
Moja mamusia tatusia wcześnie opuściła. Pojechała z karuzelami w świat. Cisno jej było w tym naszym miasteczku. Nigdy do nas nie napisała. Gdy spotkam ją w niebie, podejdę do niej i grzecznie spytam sie-" Dobrze ci było z tymi karuzelami w świecie? Nigdy nie zatęskniłaś za nami?"
Tylko czy ja ją spotkam w tym Niebie?
Muniek też tęśknił za nią. Zanim się utopił, wybierał sie w świat. Umyslił sobie byc marynarzem. Po mamusi był chyba taki niespokojny. Opowiadał mi o wyspach, gdzie mieszkają dziewczyny białe jak śnieg i czarne jak smoła. Mówił- "Tu u nas Walu są tylko brudne dziwki albo paniusie. A na wyspach..."
No i nie wyszły mu te wyspy.
Po kawalerzyście miałam krawca. Kiepski był z niego krawic, ale żenić się chciał. gdy kupił kwiaty i oświadczył sie, wybuchłą wojna.Takie to już moje szczęście. Jedni mówili, że zginął na wojnie a drudzy, ze ważnym urzędnikiem został w Służbie Bezpieczeństwa. Podobno z komunistami, tfu trzymał. Jaka jest prawda, juz sie nie dowiedziałam. Nikt już potem żenić sie nie chciał. Od tej parszywej biedy zrobiłam się brzydka, taka jak urzędnik, świeć Panie nad jego duszą, powiedział.
Potem miałam jeszcze kilku narzeczonych, ale szkoda o nich opowiadać, nie warto. Niech mi i Bóg wybaczy. Tyle z nich miałam, co trochę bólu i wybitych zębów.
Bili mnie, mnie Walerie, co o mało dama nie została. A wykierowaliby mnie na dziwke, ale Njświętsza Panienka czuwała nade mną i nie pozwoliła całkiem zmarnieć.
Miałam sen. Przyszła kiedys najświętsza do mnie i powiedziała-"Walerio, a może biznes pijawkowy byś rozkręciła? Z głodu nie umrzesz, dziwką nie zostaniesz."
I tak też zrobiłam. I do tej pory z tego jakoś żyję. Niektórzy mówią, ze w tej komórce nie da sie mieszkać. Aler nam tu dobrze z Burkiem. najpierw rano, jak tylko wstaniemy, idziemy po pijawki. Potem cos jemy. dziele sie po równo z psem przyblędą nieborakiem. Toż to też stworzenie boskie. A może jeszcze bardziej boskie?
W miasteczku nie jest tak ładnie jak przed wojną. Ludzie niedobre. Wołaja - "GŁupia Walka, pijawki". Kiedys były lepsze ludzie, gdzie one są? No tak, słuch o nich zaginął.
Moim jedynem marzeniem jest skończyć ten grobowiec, co go sobie postawiłam na cmentarzu. Nie umrę jak Walka dziadówka. Umrę jak prawdziwa dama. Szkoda jednak, ze to dziecko z urzędnikiem mi nie wyszło. A może go Aniołeczka spotkam w niebie? Przytuli sie do mnie a ja go pogłaskam po włoskach. I będzie nam dobrze.
Teraz to dzieci niedobre, rodziców nie szanuja. Pewno i pieniądze na grobowiec by mi zabrały. Nie, niczego nie żałuję. Może tylko tego miasteczka mojego dawnego, które już nigdy nie wróci