Postanowiłam tutaj napisać, ponieważ nie potrafię odnaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, by odejść od człowieka, który krzywdzi mnie od kilku lat.
Cały czas mam nadzieję, że On się zmieni, choć rzeczywistość okrutnie pokazuje mi jak bardzo się mylę...
Z moim Mężem znamy się przeszło 5 lat. Mamy 2-letniego wspaniałego Synka.
Pierwsze dwa lata naszego związku były spokojne, przepełnione miłością, niemalże zbliżone do ideału. Pierwsze sygnały o tym, że dzieje się coś niepokojącego, dostałam na tydzień przed ślubem.
Przy jakiejś zwyczajnej sprzeczce On wpadł w furię. Zaczął mnie wyzywać, szarpać i rzucać we mnie różnymi przedmiotami. Przerażona wezwałam policję ? oni namówili mnie na założenie Niebieskiej Karty i przemyślenie decyzji o ślubie. O całej sytuacji wiedziała tylko Jego najbliższa rodzina, u której mieszkaliśmy i nadal mieszkamy. To Oni przekonali mnie, że On jest spokojnym człowiekiem, że nigdy nie był agresywny i widocznie ta sytuacja to stres związany ze ślubem. Posłuchałam i wyszłam za Niego za mąż. I wtedy zaczął się koszmar, który trwa już ponad 3 lata.
Już w drugim tygodniu podróży poślubnej wyzywał mnie, straszył pobiciem, do tego stopnia, że jedną noc spędziłam w hotelowej łazience ze strachu przed Nim. Miesiąc po ślubie dowiedziałam, że jestem w ciąży. Łudziłam się, że teraz On się na pewno zmieni. Ale niestety było coraz gorzej.
Wyzwiska stały się na porządku dziennym ? o wszystko, co bym nie robiła było źle. Straciłam wszystkich znajomych ? zabraniał mi gdziekolwiek wychodzić, kontrolował mnie na każdym kroku, stał się obsesyjnie zazdrosny, potrafił pisać lub dzwonić do moich znajomych. Z biegiem czasu wyzwiska stały się niewystarczające. Mąż pluł na mnie, rzucał przedmiotami i śmieciami, szarpał mnie, szczypał, straszył zabiciem, wymachiwał nożem, śrubokrętem, szklanką z wrzątkiem, potrafił przypalić mnie zapalniczką krzycząc, że mnie spali, straszył porwaniem i odebraniem mi dziecka. Kiedy nie chciałam z Nim współżyć wyzywał mnie i kazał spać na podłodze albo pozwalał spać mi w łóżku ale budziłam się ze śladami spermy na różnych miejscach mojego ciała. To było takie upokarzające. Ale nie miałam jak się przed tym wszystkim bronić, bo się Go bałam. Wiele razy chciałam odejść ale zabierał mi dokumenty, telefon, darł torbę z rzeczami, zamykał mi drzwi żebym nie mogła wyjść. Kilka razy wzywałam policję ale rodzina Męża zawsze zeznawała na Jego korzyść, mówiąc że nic się nie działo, zwykła kłótnia którą wyolbrzymiam. I mieli do mnie pretensję, że robię wstyd przed sąsiadami. Policjantom mówili, że nigdy nie widzieli żeby Mąż podniósł na mnie rękę, choć nie raz widzieli siniaki, spuchnięte ucho czy po prostu szłam do nich roztrzęsiona i zapłakana. Mój 2-letni Synek jak Tata zaczyna krzyczeć to leci do Dziadków i prosi żeby uspokoili Tatę. Do tego potrafi powiedzieć do mnie ?Mama k..wa? albo ?Mama spi....laj?. Podczas naszego małżeństwa Mąż 2 razy był w szpitalu psychiatrycznym ? z powodu narkotyków oraz spowodowaną przez nie schizofrenią paranoidalną. Dowiedziałam się też, że od ok 10 lat ma takie problemy i w szpitalu z tego powodu był już 5 razy. Zanim się poznaliśmy. On i Jego rodzina wszystko przede mną ukrywali. Z powodu depresji w jaką popadłam straciłam pracę. Od tej pory to już jest piekło. Nie mam grosza, jestem uzależniona od męża, który daje mi na miesiąc tylko na jedzenie dla Synka. Muszę się prosić innych ludzi o pomoc. Do tej pory moja rodzina o niczym nie wiedziała ? tak zostałam zmanipulowana przez Męża i Jego rodzinę. Myślałam o samobójstwie ? wzięłam garść tabletek, napisałam list ale jak patrzyłam na śpiącego w tym czasie moje Synka, stwierdziłam, że mam dla kogo żyć. Ale mam dość i muszę coś zmienić. Co do założonej przeszło 3 lata temu Niebieskiej Karty, nikt nigdy się tym nie zainteresował, nie przyszedł. Raz zadzwonił policjant ale Mąż trzymał ucho przy moim telefonie, więc powiedziałam, że jest wszystko w porządku. Ja tej karty nie wycofałam ale nie wiem co się z Nią stało. Rodzina Męża twierdzi, że jest wycofana. Nie wiem skąd mają takie informacje ale ja nic nie odwoływałam. Ostatnio Mąż pobił mnie pięściami po głowie ? wezwałam policję i pogotowie. Wreszcie Jego rodzina zeznała, że jest agresywny w stosunku do mnie. To było tydzień temu. Zabrałam Synka i pojechałam do rodziców. Wszystko im opowiedziałam. Pomogą mi. Tylko problem w tym, że mój Mąż teraz dzwoni kilkanaście razy dziennie ? płacze, przeprasza, obiecuje poprawę. Przyjeżdża zobaczyć Synka. Faktycznie widzę, że się stara. Tylko tak było za każdym razem a jak ja Mu wybaczałam, to było tylko gorzej. Co mam robić? A ja będąc z dala od Niego wreszcie czuję spokój. Nie boję się zasnąć, bo wiem że nikt nie obudzi ani mnie ani Synka głośnymi wrzaskami. Nie muszę się bać, że ktoś zrobi mi krzywdę.
Jego rodzina do mnie wydzwania mówiąc jak On się stara i że tym razem będzie już dobrze, że to mój Mąż na dobre i na złe, więc nie mogę Go zostawić, że zabieram Mu Syna... Ale nikt nie pomyśli o tym co ja czuję, ile ja wycierpiałam, ja się boję, że On kiedyś w swoim szale zrobi mi poważną krzywdę. Chcę odejść od Niego ale jak mam utrzymać tą decyzję, skoro Jego rodzina miesza mi w głowie? Czy zasługuję na lepsze życie? Na szacunek? Nigdy nikomu nic złego nie zrobiłam, nie wiem dlaczego los tak mnie ukarał... A może jestem po prostu głupia i naiwna. Nie wiem... Proszę o pomoc, jakąś radę, cokolwiek...