Ja i mój kryminalista :) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Ja i mój kryminalista :)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

Temat: Ja i mój kryminalista :)

Zakładając ten wątek, pisząc moją historię chyba najbardziej chciałabym przekonać niektóre osoby, że mówiąc o osobach, które siedziały w więzieniu, nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka.
Są różni ludzi, jedni popełniają większe, inni mniejsze błędy, co nie oznacza, że się nie zmienią...

Mojego męża poznałam 2 miesiące po tym, kiedy wyszedł z Zakładu Karnego po odsiedzeniu przeszło 5 lat. Byłam bardzo młoda, miałam wtedy 18 lat. Czy od razu mi się spodobał? Nie, a wręcz działał mi na nerwy. W tym czasie byłam bardzo zbuntowaną dziewczyną i sama postawa, kiedy stał przede mną, denerwowała mnie.
Szybko to się zmieniło, bo okazało się, że to bardzo spokojny i ułożony chłopak, porównując go z moimi znajomymi. Dużo rozmawialiśmy, z czasem wręcz się zaprzyjaźniliśmy. Ale nie było mowy o związku, nie było uczucia, a dobra prawdziwa przyjaźń. On jako jeden z nielicznych nie oceniał mnie przez pryzmat przeszłości. Oceniał mnie taką jaka jestem na chwilę obecną. Bardzo dużo rozmawialiśmy, zwierzaliśmy się sobie. Pocieszał mnie, kiedy zostawił mnie facet, który był moją pierwszą miłością. Potem trochę imprezowaliśmy wspólnie. Zawsze odprowadzał mnie pod dom, dawał buziaka w policzek i się rozstawaliśmy. Kiedyś po jednej z imprez, kiedy mnie odprowadził i oboje byliśmy nieźle wstawieni, zaczęliśmy się całować. W sumie nie wiem nawet jak to się stało. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Zostaliśmy parą i już wtedy nie rozstawaliśmy się na krok. Bardzo szybko też uświadomiliśmy sobie, że bardzo się kochamy. Kilka miesięcy później M zaczął namawiać mnie na dziecko, po jakimś pół roku zdecydowałam się, że chcę być matką.
W ciążę zaszłam bardzo szybko, dopiero potem był ślub i wspólne życie.

2 miesiące po ślubie mąż wyjechał za granicę, także ostatnie 3 miesiące ciąży i poród byłam "sama". Kiedy córka miała miesiąc wrócił do kraju.
Początki wspólnego życia pod jednym dachem były trudne, jak to w każdym związku. Musieliśmy się dotrzeć. Ja miałam wybuchowy temperament, on spokojny. Ja robiłam awantury z byle powodu, on nie lubił się kłócić. Było kilka takich sytuacji, że kiedy zaczynałam krzyczeć on po prostu wychodził stwierdzając, że jak się uspokoję to porozmawiamy. Przychodził za 20 min, pół godziny i w zależności czy dalej byłam wściekła, czy już się uspokoiłam albo zaczynaliśmy rozmawiać, albo na kolejne kilkanaście minut wychodził.
Tym sposobem po wielu latach ja się wyciszyłam, a on nauczył się kłócić - zawsze to jakiś kompromis smile

Jednym z większych jego błędów odkąd byliśmy razem, było to, że utrzymywał kontakt z "kolegą" poznanym w Zakładzie Karnym...

cdn...

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Z tego wszystkiego, ten kolega może być Waszym największym problemem. Twój mąż mimo odsiadki, może być spokojnym, dobrym mężczyzną, ale jego kolega już niekoniecznie.

Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy nic a nic...                                                 
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil...
                                                     Nic na siłę

3

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Z którego paragrafu?

Reklama

4 Ostatnio edytowany przez nieznajoma85 (2013-10-22 23:43:32)

Odp: Ja i mój kryminalista :)

emmka już od kilku lat ten "kolega", nie jest kolegą...

N4VV czy paragraf ma znaczenie? Czy przeszłość ma znaczenie, kiedy ja znam go jako dobrego człowieka?


Wracając do "kolegi" - nie przestrzegał prawa, o czym oboje wiedzieliśmy...
Bałam się tego, bo zdawałam sobie sprawę jak łatwo być posądzonym, tym bardziej wtedy, kiedy chodzi o osobę, która już wcześniej siedziała w więzieniu. Wiedziałam, że mąż nie popełnia przestępstw, ale intuicja mi mówiła, że to może się źle skończyć. Jego powtarzanie "przecież nic nie robię, nie mogą mi nic zrobić" (tu chodziło o wymiar sprawiedliwości) nie uspokajały mnie.
Jakiś czas odetchnęłam z ulgą, bo wiele tygodni powtarzaliśmy z lubym koledze, że "interesy" mu się nie opłacą, że to nie ma sensu i mąż załatwił koledze i jego znajomemu pracę na budowie. Kilka miesięcy był spokój, ale po jakimś czasie znajomy uznał, że woli wrócić do "interesu". Prosiłam, tłumaczyłam znajomemu, że zamkną go, że będzie siedział, że ma dobrą pracę - nie skutkowało.
2 tygodnie po tej rozmowie zadzwoniła jego dziewczyna z płaczem, że zabrała go policja. Trzy miesiące później został zatrzymany mój mąż.
Oczywiście postawili mu zarzuty, został tymczasowo aresztowany.
Wiele się działo w tym czasie i to było jedno z najtrudniejszych doświadczeń w moim dorosłym życiu. Zostałam z rocznym dzieckiem, bez środków do życia i z wielką depresją. Do dziś potrafię ze szczegółami opisać rewizję i zatrzymanie minuta po minucie.
Pierwszych kilkanaście dni było tragiczne, kompletnie się załamałam i miałam wrażenie, że jestem sama sobie. Wszyscy dookoła patrzyli na mnie jak na trędowatą, bo mieszkaliśmy na wsi, a mój mąż to przecież "bandyta". Nikt nie znał szczegółów, nikt nie wiedział o co chodzi, a wszyscy wydawali wyroki...
Potem przyszedł czas stabilizacji, pogodzenia się z losem. Wyjścia nie było. Trzeba było wziąć się w garść. Bywało oczywiście, że nie miałam co do garnka włożyć, ale rodzina nie pozostawiła mnie samej sobie, więc miałam na kogo liczyć.
Mieliśmy bardzo ograniczony kontakt. Osoby tymczasowo aresztowane nie mogą dzwonić, listy w jedną stronę idą kilka tygodni, ponieważ przechodzą przez cenzurę prokuratorską. Widzenia - z tym też był problem, bo mąż był 200 km od domu. Na widzenie też nie mogłam sobie pojechać kiedy chciałam, tylko najpierw musiałam poprosić o zgodę prokuratora, jeśli ją wyraził, wtedy mogłam jechać...
Mąż był inny niż większość osadzonych. Nie prosił o nic, nie chciał żebym przyjeżdżała, bo to przecież kosz. Ale ja tęskniłam, więc stawałam na głowie, żeby go zobaczyć.
Dziś z uśmiechem wspominam kilka sytuacji z tamtego czasu. Nawet to jak się pokłóciliśmy i mnie szantażował na widzeniu. Śmieszna sytuacja, bo chciałam mu zrobić paczkę, on nie chciał wolał, żebym zostawiła dla siebie lub dziecka. Ja znów się uparłam i powiedziałam, że jeśli nie zrobi mi listy zakupów, to kupię to co sama uważam za słuszne - wtedy zaczął mnie szantażować, że jak tak zrobię, więcej nie wyjdzie na widzenie. Po wymianie zdań i tak wyszło na moje.
Jak nie miałam pieniędzy, to zdarzało mi się autostopem do niego jeździć, ależ krzyczał wtedy na mnie...

Pamiętam to straszenie przez policję. Nawet nieoficjalnie usłyszałam, że mam się cieszyć, że nie byłam wcześniej karana, bo siedziałabym tak jak mój małżonek.

I tak przetrwaliśmy ponad 8 miesięcy aresztu... ponad 2,5 roku śledztwa i wyrok...
Wszystko było takie dziwne, nic nie kleiło się do kupy, a niektóre zarzuty wzięły się kompletnie z kosmosu - nawet osoby, które znał mąż nie miały tego.
Mąż też wybrał mniejsze zło. Wszyscy podejrzani przyznali się ok 2 lat przed zakończeniem śledztwa. Poszli na ugodę z prokuratorem. Tylko mój luby się nie przyznawał. Ostatecznie na zakończeniu śledztwa usłyszał "przyznasz się dostaniesz rok, nie przyznasz się będę wnioskował o 4 lata".
Przyznał się, nie miał wyboru, bo ze względu na poprzednią karalność nie miał najmniejszych szans. Poza tym współpodejrzani przyznając się do zarzutów, pomimo, że odmówili składania wyjaśnień, to i tak wkopali męża. Bo przyznali się do "wspólnych" zarzutów. Zostawili męża samego sobie, wypięli się.
Od tamtej pory nie utrzymujemy kontaktu ani z nimi, ani z nikim innym, kto miałby cokolwiek wspólnego z łamaniem prawa. Ostrożności nigdy za wiele, a i nauczka na całe życie.
Mąż w ostateczności wynegocjował 10 miesięcy i ostatnie 2 miesiące odsiedział na wiosnę 2010 roku.



Jego wina i moja była taka, że oboje wiedzieliśmy o popełnianiu przestępstw, a nie reagowaliśmy i tak na prawdę nie miałabym zastrzeżeń do wymiaru sprawiedliwości, gdybyśmy oboje dostali zarzuty z tego powodu.
Ale nie... mąż dostał zarzuty takie jak "znajomi"...

5

Odp: Ja i mój kryminalista :)
nieznajoma85 napisał/a:

emmka już od kilku lat ten "kolega", nie jest kolegą...
N4VV czy paragraf ma znaczenie?

Czy pytałbym gdyby nie miał?

nieznajoma85 napisał/a:

..Czy przeszłość ma znaczenie, kiedy ja znam go jako dobrego człowieka?....

Tym bardziej jaka różnica?
Naprawdę liczyłaś, że nikt nie zapyta?

Reklama

6

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Tak, to jest istotne z jakiego paragrafu.
Bo to świadczy o tym jak można ocenić Twoją opinię , jako wiarygodną czy nie.

Made the wrong move, every wrong night
With the wrong tune
Played till it sounded right, yeah

7

Odp: Ja i mój kryminalista :)

N4VV wydawało mi się to bez znaczenia smile

NinaLafairy nie sądzę aby paragraf z jakiego został skazany, miał znaczenie w przypadku weryfikacji czy ktoś pisze prawdę, czy nie smile

Ale dla wiadomości w latach 98, 99 - art. 157 kk, art. 159 kk, art. 278 kk, art. 279 kk, art. 280 kk, Czyli w skrócie pobicia, kradzieże, rozboje. Było to kilka wyroków, stąd łącznie wiele lat odsiadki.

Wtedy gdy już byliśmy małżeństwem, czyli rok 2007 - art. 56 UoPN i art. 258 kk, czyli handel narkotykami i udział w zorganizowanej grupie przestępczej.
To właśnie robił jego kolega.

8

Odp: Ja i mój kryminalista :)

To drugie to już mu dołatali. W koncu Policja musi wykrywalnośc wykazać w statystyce. Faktycznie masz szczęście, że nie dołatali Tobie.

9

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Mimo wszystko mam żal do męża, bo kusił los, bo mimo że go prosiłam nie zerwał tych kontaktów.
Do siebie też mam żal, bo nie postawiłam na swoim i godziłam się na tę znajomość.
Próbuję patrzeć na to obiektywnie i z jednej strony jest ten żal do wymiaru sprawiedliwości, z drugiej nie dziwię się prokuratorowi. Recydywista, z bujną przeszłością kryminalną, wyrządził wiele złego, obracał się w światku przestępczym. Ale znów nikt nie sprawdził faktów przemawiających na naszą korzyść. Nawet dokumenty potwierdzające męża pracę za granicą, w czasie kiedy miał popełniać przestępstwa, nie miały znaczenia...


Przypomniała mi się taka sytuacja, jak na samym początku udało mi się skontaktować z jednym z podejrzanych. Nie miałam kontaktu z mężem, nie wiedziałam co się z nim dzieje, ale udało mi się porozumieć, nie do końca legalnie z jednym z grupy.
Rozmowa wyglądała tak:
ja - M.. siedzi
on - za co?
ja - no jak to za co? za to samo co i Wy
on - żartujesz? przecież on nic nie robił


Było, minęło. Teraz mamy to wszystko za sobą. Możemy żyć normalnie.
W 2010 roku sam zgłosił się do ZK, żeby odsiedzieć pozostałe 2 miesiące. Po wyjściu wrócił do pracy gdzie wcześniej pracował.

Mąż nigdy nie miał problemu ze znalezieniem pracy. Co mnie zawsze w nim denerwowało? To, że jak coś było nie tak, potrafił rzucić robotę z dnia na dzień nie załatwiając sobie nic nowego. Nie raz bywało, że bałam się jak my będziemy żyć, a on tylko śmiał się "co się martwisz". No i faktycznie 2, 3 dni, max tydzień i już był w nowej firmie. Pracuje w budowlance, fach ma w ręku. Zawsze chciał być najlepszy, przekładało to się też na pracę i faktycznie jest dobry w tym co robi. Dzisiaj ma otwartą drogę do wielu firm. Czasem starzy pracodawcy potrafią dzwonić do niego z pytaniem, czy nie szuka pracy, bo szukają ludzi.
Dziś jest brygadzistą, trafił na budowę gdzie jest niedoświadczony kierownik, majstrzy. Potrafią przychodzić do niego i pytać się co i jak wymierzył, od czego się łapać. Przychodzą po radę.
Z jednej strony jestem z niego dumna - z drugiej... Nawet jak źle się czuł, czy ja potrzebowałam, żeby był, nie mógł sobie wziąć wolnego.

Nie pije, nie włóczy się z kolegami, zawsze wraca na czas do domu. Czasem zdarzy mu się wyjątek, ale patrząc na całokształt nie powinnam narzekać.

Ma też wady, jak każdy.
Część z nich w innym wątku pisałam
"- Strasznie irytuje mnie to, że czasem jak coś do niego mówię, nie odpowiada mi, tym bardziej, kiedy czekam na odpowiedź. Rzadko mu się zdarza, ale jednak
- Pracoholik - praca potrafi go pochłonąć w całości. Czasem i w domu żyje pracą.
- Jak już ktoś wcześniej pisał, jak coś robi, potrafi wyłączyć się na cały świat.
- Czasem zachowuje się jak dziecko. Głupie żarty niejednokrotnie zamiast bawić, doprowadzają mnie do szału. Choć nie zawsze to jest wadą smile
- Nie wiem jak to nazwać, ale chyba jest naiwny i nazbyt pomocny. Potrafi wiele poświęcić żeby pomóc innym. Czasem nawet zainwestować i zostać z niczym.
Taka przykładowa sytuacja jak jakiejś parze popsuł się samochód, a on nie dość że kupił im niedrogą co prawda część, ale jednak on kupił. Tamci nie mieli pieniędzy i kilkadziesiąt km do domu. Kupił tą część i naprawił im samochód - naobiecywali, że się odwdzięczą i tyle ich widzieliśmy.
- Zawsze wymagam od niego żeby dał znać jak ma się spóźnić. Jestem panikara i zaraz wyobrażam sobie czarne scenariusze. Oczywiście nie zawsze da znać. A najgorzej jeszcze jak z kimś się zagada, to już całkiem traci rachubę czasu
- Uparty."

10

Odp: Ja i mój kryminalista :)

'Bo to świadczy o tym jak można ocenić Twoją opinię , jako wiarygodną czy nie.' - napisałam.
Paragraf nie ma nic do rzeczy w sensie czy historia jest prawdziwa. Ale ma , jesli mam sie zastanawiac czy Twoja opinia o tym, ze niby on sie zmienil jest wiarygodna. Bo w zaleznosci za co siedzial, mozesz byc naiwna jak dziecko, a on sie wcale nie zmienil tylko tak sobie wkrecasz , albo rozsądna i on naprawde sie zmienil.

Made the wrong move, every wrong night
With the wrong tune
Played till it sounded right, yeah

11

Odp: Ja i mój kryminalista :)
nieznajoma85 napisał/a:

....
- Pracoholik - praca potrafi go pochłonąć w całości. Czasem i w domu żyje pracą.
- Jak już ktoś wcześniej pisał, jak coś robi, potrafi wyłączyć się na cały świat.
- Czasem zachowuje się jak dziecko. Głupie żarty niejednokrotnie zamiast bawić, doprowadzają mnie do szału. Choć nie zawsze to jest wadą smile
- Nie wiem jak to nazwać, ale chyba jest naiwny i nazbyt pomocny. Potrafi wiele poświęcić żeby pomóc innym. Czasem nawet zainwestować i zostać z niczym.
- Uparty."

Znaczy: normalny.
Mam tak samo. smile

12

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Hej,

czy mogę do Ciebie napisać e-mail? Czytałam Twoją historię i podziwiam, że potrafisz tak o tym na forum pisać. Ja jestem (a może i nie jestem?) przed tym co Ty przeszłaś i chciałabym się o parę kwestii zapytać, jeśli oczywiście nie widziałabyś w tym problemu:)

13 Ostatnio edytowany przez nieznajoma85 (2013-10-24 14:17:57)

Odp: Ja i mój kryminalista :)

NinaLafairy możesz wierzyć, bądź nie - ocena należy do Ciebie. On się zmienił.
Choć dla mnie, odkąd ja go znam, niewiele się zmienił. Ma mnóstwo dobrych cech, ale i ma swoje wady.
Nie wiem czy czytałaś mój wątek, o tym kiedy zawaliłam...
Spodziewałam się innej reakcji, a jego spokój i chęć zrozumienia dobiła mnie jeszcze bardziej...

Nasze życie można by opisać w kilku sporych tomach, a i tak nie odzwierciedlą rzeczywistości.

Taki przykład wczoraj. Wrócił z pracy, ja mam jeden z tych gorszych dni, kiedy zaczynam się martwić, kiedy chce mi się płakać. Jednak, żeby nie okazać słabości ten mój ból, żal i smutek przeradza się w złość... On wraca z pracy, dopytuje kilka razy co się dzieje, ja albo milczę, albo w złości odpowiadam wymijająco, że mam gorszy dzień, że wszystko mnie wkurza, żeby dał mi spokój.
A on... Po prostu podchodzi i przytula mnie.
To tak tylko w skrócie, dużym skrócie.

N4VV, jesteś kolejnym facetem, który przekonuje mnie, że to normalne big_smile

Konsternacja zapraszam big_smile
Nie przeszkadza mi pisanie o tym na forum. Z resztą u nas minęło już kilka lat od tamtych wydarzeń, a Ty jesteś "na bieżąco" z tym wszystkim, dlatego jest Ci o wiele trudniej...

14

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Moja historia jest bardzo podobna do Twojej lecz bez wspolnego happy end-u.Choc bardzo odchodzic nie chcialam to nie moglam zostac. Odeszlam z dziecmi...
Nie zmienil sie ... ja tylko zylam przez te lata ta wizja zmiany. plakalam, blagalam,ostrzegalam,balam sie codziennie o niego bo o sobie i  dzieciach wtedy nie myslalam az do momentu kiedy wlaczyl mi sie instynkt samozachowawczy  po narodzinach drugiego dziecka.Nie moglam wiecej narazac naszych dzieci na cos takiego,na zycie w ciaglym poczuciu zagrozenia nie chcialam zafundowac dzieciom takiego wzorca szczegolnie synkowi.Jest mi zle z tym wszytskim strasznie...zdradzil mi swoje grzechy z przeszlosci za ktore nie poniosl kary bo nie zostal zlapany i to mnie przeraza bo on byl z tego dumny.Nie zrobilam z tym nic ze zwyklego strachu,nie chce mu niszczyc zycia chce tylko wychowac nasze dzieci na ludzi ktorzy przestrzegaja prawa i wiedza co jest dobre a co zle i ze za swoje czyny ponosi sie konsekwencje, ale juz bez jego udzialu.
Zazdroszcze Ci autorko ze Wam sie udalo.Zawsze wierzylam ze nalezy sie druga szansa ale wyszlo na to ze bylam mamiona pieknymi slowkami a czyny  pokazaly prawde. Uwierzylam ze chce zmienic swoje zycie ale to byla tylko czysta terioa ktora nie przekladala sie na praktyke.

Tylko głupiec oczekuje innych rezultatów, powielając wciąż te same błędy.

15

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Luna33 niestety, większość facetów "z przeszłością" nie potrafi wykorzystać szansy i żyć normalnie. Wielu szuka adrenaliny...
Ja uważam, że ogromne ma znaczenie też środowisko w jakim się obracamy.

Tak na prawdę ja "siedzę" w tym wszystkim. To jest strasznie naiwne, ale czasem chciałabym "zbawić" świat. Nie zawsze mi to wychodzi... Ale kiedy po kilkunastu porażkach, przychodzi jeden sukces - cieszę się.

Wielu ludzi uważa, że osoby skazane powinny pracować w kamieniołomach, najlepiej wszystko im odebrać, tak, żeby odczuli tą karę.
Wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, że to jest specyficzne środowisko i gdyby zabronić im wszystkiego, a co gorsza zmuszać do różnych zachowań, to do niczego dobrego nie doprowadzić.
Doprowadzi, ale do zezwierzęcenia...

Ja nie bronię ani skazanych, bo są tam na własne życzenie, ani nikogo. Ale czasem wystarczy zagłębić się w temat i zanim będzie się głośno krzyczeć na temat osób osadzonych, przydało by się najpierw poznać ich psychikę.
Są to różni ludzie. Począwszy od oszustów i manipulantów, skończywszy na zagubionych i wystraszonych - nie da się jednoznacznie ocenić kto jaki jest i nie ma jednoznacznych wytycznych kto do jakiej grupy się zalicza.
Bo nawet znienawidzeni grypsujący często okazują się ludźmi, którzy lepiej rozumieją drugiego człowieka, niż nie jeden psycholog...


Temat rzeka, nie ma co się rozwodzić...

16

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Piękna historia tak podobna do mojej,któregoś dnia również opiszę swoją....

17

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Witam!
Przeprowadzam badanie na temat kobiet, których mężczyzna przebywa/przebywał w więzieniu.

Interesuje mnie historia poznania się partnerów, zasady, na jakich funkcjonuje związek, ograniczenia i przeszkody jakie towarzyszą partnerom w chwili przebywania mężczyzny w zakładzie karnym, plany na przyszłość itp.

Jeśli któraś z Pań zechciałaby udzielić mi anonimowego wywiadu byłabym bardzo wdzięczna, tym bardziej, że nie każdy chce rozmawiać o swojej osobistej sytuacji.
Jest to wywiad anonimowy.

Kontakt do mnie: iza.wywiad@mail.com

Pozdrawiam, Iza.

18

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Coś nie tak z tym meilem.

19

Odp: Ja i mój kryminalista :)

Odświeżam wątek
Mój kryminalna jest cenionym pracownikiem. Mógł mieć awans, ale nie chciał, bo mówi, że spełnił się zawodowo, a zarobek nie wiele większy niż ten, jaki ma jako zwykły robol. Nie chce odpowiedzialności i bycia między młotem a kowadłem. A on zawsze bardziej z tym "kowadłem", bo ceni sobie ludzi, którzy są dobrzy w swoim fachu, a nie lubi jak prezes, który niewiele wie o ciężkiej pracy, ma wymagania z kosmosu...

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Ja i mój kryminalista :)

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016