Zawze jak sie zakochiwalm , to oddawalam caly swoj swiat ukochanemu, potrafilam zrezygnowac ze wszystkiego, ze spotkan z kolezankami, zainteresowan kompletnie wszystkiego, bylam w stanie zrezygnowac ze wszystkiego w imie milosci chociaz nikt mnie o to nie prosil.Oczywiscie tym razem tez tak bylo, ale po pewnym czasie zrozumialam ze nigdy nie stworzymy zdrowego zwiazku partnerkiego ze siwadomoscia ze tak wiele poswiecamy, zreszta mezczyzni sprytnie to wykozystuja, Jakis rok temu postanowilam odzyskac swoj utracony swiat, zainteresowania, spotaknia z kolezankami , zrobilam sie bardziej niezalezna a nasz zwiazek tylko na tym zyskal. Ale czasem zastanawiac sie tez jak wiele faceci dla nas poswiecaja i czy wogole maja takie problemy.Czasem zastanawiam sie czy tylko ja mysle o takich sprawach ale chociaz bardzo kocham swojego chlopaka to mysle ze to jest nie w porzadku ze jestesmy w stanie wyrzec sie naszych drobnych przyjemnosci dla uczucia.
1 2009-07-12 01:07:34 Ostatnio edytowany przez patia (2009-07-12 02:00:20)
No tak, wszystko ok- ale przecież nie zawsze trzeba się wyrzekać... może czasem tylko przełożyć coś na później- aby pospędzać więcej czasu ze sobą- ale to przecież nie znaczy, że już nie możemy, np. spotkać się z koleżankami, czy iść na pizzę czy na piwo
czy czytać romans
To zależy od podejścia- ale ja uważam że wcale nie trzeba z niczego rezygnować. Może tylko trochę rzadziej coś tam wyjdzie- bo np. chcemy posiedzieć z ukochanym/ukochaną... ale chyba to też jest zaliczane do przyjemności, więc można się poświęcić ![]()
3 2009-07-13 09:47:53 Ostatnio edytowany przez patia (2009-07-13 09:48:24)
Wiem ze nie trzeba zreszta nigdy nikt mnie o to nie prosil , ale zawsze jakos tak wychodzilo, jednak na dluzsza mete zdecydowanie mi zaczelo brakowac tego mojego swiata i zaczelam go odzyskiwac i jest zdecydowanie lepiej mimo ze nieraz mamy mniej czasu dla siebie to ja jestem zdecydowanie bardziej szczesliwa.
Trzeba po prostu znaleźć złoty środek pomiędzy swoimi zainteresowaniami i czasem wspólnie spędzanym ![]()
masz calkowita racje, ja nawet nie wiem kiedy i jka to sie stalo ze to wszystko gdzies zarzucilam na cale szczescie poszlam po rozum do glowy .
Ja przez prawe 3 lata związku nie spotykałam się z koleżankami, no chyba , że był to wspólny wyjazd ze znajomymi... Od jakiś 2 miesięcy zaczęłam sama spotykać się z koleżankami, często razem wychodzimy, Mój K nie widzi w tym nic złego, co więcej oferuje się nawet , że mnie zawiezie i przyjedzie po mnie
On sam zrezygnował z grona kolegów chociaż nie miałaby nic przeciwko gdyby z jakimś kolegą sie spotkał ![]()
no wlasnie , a my jestesmy gotowe zrezygnowac ze wszystkiego chicaz nikt nas o to nie prosi, a potem i tak dochodzimy do wniosku ze nam zaczyna barkowac tego naszego swiata i powoli staramy sie odzyskac z czego zrezygnowalysmy, ale jesli ktos mnie zapyta czemu zreygnowalam z tego czy tamtego to nawet nie potrafie podac powodu,najwazniejsze ze w koncu jednak rozumiemy ze czegos nam brakuje ale wszystko jest ok dopoki mozemy odzyskac to co odrzuculysmy jakis czas temu.